Postanowiłam wydrukować wszystkie komy z tego bloga, i przykleiłam je na ścianę. Była pusta, a teraz jest przepełniona waszymi ciepłymi słowami, a także krytyką, Wspominałam sobie moje początki pisania i zauważyłam, że dzięki waszym komentarzom znacznie poprawił się mój styl pisania, i nie robię już tak dużo błędów. Rozdział polecam czytać przy tym: https://www.youtube.com/watch?v=PDr3bGogpHo&list=RDCJnwT8CSC1A&index=2
- Cały czas nie wierzę, że Aron to twój brat.
- Skup się i nie gadaj. - Upomniał dziewczynkę opiekun. Od piętnastu minut skakała na jednej nodze unikając owoców, rzucanych przez starszego.
- Nie muszę się skupiać do takiej głupoty. - Po tych słowach upadła pod wpływem jabłka lądującego na jej lekko zadartym nosku.
- Widzisz? - Zaśmiał się pomagając dziewczynce wstać. - To teraz zostań tu kilka minut, a potem mnie znajdź.
- Chcesz bawić się w chowanego?
- Dokładnie~! - Uśmiechnął się zabójczo i niewidzialny już, uciekł w tylko sobie znanym kierunku.
Jedna gałąź, druga, trzecia, piąta, dwudziesta, stop. Tyle wystarczy. Talon sam nie rozpoznawał tej części lasu, więc Reina tym bardziej może mieć kłopot. Położył swoje wysportowane ciało na konarze i wpatrywał się w słońce, próbujące przebić się przez liście, tworząc przed nim świetlne promienie.
- Minął już kolejny rok bracie. - Wyszeptała do marmurowej tablicy. Valor siedział na jej ramieniu, grzecznie czekając aż dziewczyna zostawi, jak co roku, herbacianą różę, na zimnym kamieniu. Tę piękną, wzruszającą chwilę przerwało łamanie gałęzi nad ich głowiami. Nagle na świętym miejscu pochówku wylądowała peleryna, a z nią jej zawartość.
- Co ty do licha wyprawiasz? - Spytała Quinn, krzyżując ramiona na piersi.
- Zasnąłem chyba... - Powiedział, marszcząc brwi przez ból przeszywający jego plecy i rozbitą o kamień głowę. Czerwona ciecz skapywała z jego włosów na marmur. Chłopak podniósł się do siadu i przyłożył rekę do rany. - A ty co tutaj robisz? - Zapytał z uśmiechem. Dziewczyna nie odpowiedziała tylko smutnym wzrokiem pognała do jego krocza. Teraz chłopak zobaczył na czym siedzi i gwałtownie wstał, prawie upadając na orła. - Przepraszam...
- Nie szkodzi. Dla ciebie pewnie i tak to nic nie znaczy. Codziennie mordujesz ludzi, co za różnica... Dzięki, że chociaż przeprosiłeś. Chodź ze mną, trzeba ci opatrzyć głowę, a sam tego nie zrobisz...
- Spokojnie to nic takiego, Reina się tym zajmie.
- Reina?
- O mój boże Reina! - Przeraził się, w końcu zostawił swoją małą dziewczynkę, w lesie, którego sam nie znał. Wyciągnął telefon w nadziei na chociaż minimalny zasięg. Był. Od razu zadzwonił do małej.
- No?
- Gdzie jesteś?
- W domu?
- Jak w domu? - To ile ja spałem? Pomyślał.
- W ogóle cię nie szukałam. Poszłam do domu. A gdzie ty jesteś?
- Jak to w ogóle nie szukałaś?! Ehh....jesteś gorsza od Katariny, dobrze, ja będę za kilka godzin okej?
- Jasne.
- To jednak idziesz do mnie? - Zaśmiała się dziewczyna.
- Muszę ci jakoś wynagrodzić, to że siedziałem dupą na twoim bracie. Pójdziemy na kawę.
- A skąd pewność, że się zgodzę? - Poniosła zaciekawiona jedną brew.
- Jestem ładny. - Wzruszył ramionami.
- Bardziej przystojny, ale tak. - Zaśmiała się. - Tylko najpierw twoja głowa. - Gwizdęła, a Valor wspiął się do góry nad drzewa, aby wrócić po nich i złapać.
- Zaraz chyba zwmdleję. - Powiedział chłopak, widząc pod sobą drzewa.
- Nie panikuj, nie puści.
~* Godzina później*~
- Dzięki. - Podziękował chłopak, kiedy Quinn skończyła przemywać jego ranę.
- Nie ma problemu. - Odpowiedziała, jeszcze przeczesując brązowe kosmyki palcami, z nadzieją, że Talon tego nie zauważy.
- Podobają ci się moje włosy? - Na te słowa, opuściła wzrok, a jej policzki przybrały ciemniejszy kolor.
- Piękne są. Nie ja pierwsza pewnie to mówię.
- Wszyscy tak mówią. - Uśmiechnął się pokazując szereg białych zębów.
- Nie dziw się. Są gęste, miękkie, praktycznie przelewają się między palcami.
- Dbam o nie. Można powiedzieć, że prawie jak o broń.
- Widać.
Tę miłą wymianę zdań przerwało pukanie w szybę. - Dziewczyna westchnęła, otwierając okno, aby Valor mógł wejść do ciepłego mieszkania. Robiło się już ciemno.
- Śnieg pada. - Powiedziała, przyglądając się białym punktom spadających z nieba.
- Czyli na kawę nie pójdziemy?
- A masz ochotę na gorącą czekoladę?
~* 4 godziny później*~
- Reina? Śpisz? - Zapytał szeptem, wchodząc do mieszkania. Zasiedział się i to całkiem sporo u dziewczyny. Rozebrał się do bokserek, i położył w łóżku, bo dziewczynka spała słodko wtulona w poduszkę, w swoim pokoju. Odkąd przenieśli się do większego mieszkania, miała swoje własne królestwo, on miał własną sypialnię i do tego mieli jeszcze salon. Było to o wiele wygodniejsze niż jego malutkie stare mieszkanie z jedynym pokojem. Szkoda tylko, że na wystój sypialni poszły całe jego oszczędności i kuchnia wygląda tak jak wygląda....
![]() |
| salon |
![]() |
| fioletowa sypialnia ( człowieku masz fetysz na fiolet) |
![]() |
| Talek kocha fioletowy |
![]() |
| Tak właśnie prezentuje się kuchnia, najlepszego zawodowego zabójcy na świecie -no co? pieniądze się skończyły to kuchni nie zmieniałem, nie moja wina, że ktoś taką miał! - tłumacz się tłumacz |
![]() |
| piękna idealna sypialnia Reiny! Taką se wymarzyła taką se ma! ( i mina sprzedawcy kiedy pokazywała co chce do pokoju buhahahaha) |
***
- Aron, zrób śniadanie....- Wymruczał, śpiąco Xin.
- Już... - Chłopak ziewnął, wypełzując z ciepłej pościeli. Prawą ręką podparł się na podłodze i już miał zamiar zjechać na nią całym ciałem, kiedy dłoń wyślizgnęła się, a chłopak upadł.
- Ty ciamajdo... - Zaśmiał się starszy, pomagając mu wstać. - Boli cię coś?
- Chyba zaraz mi ręka odpadnie...- Powiedział, marszcząc twarz w grymasie ogromnego bólu.
- Pokaż. - Xin chwycił go za ranną kończynę, na co Aron krzyknął. - Uuu chyba złamana....
- No chyba nie.
- No chyba tak. Zbieraj się, trzeba iść z tym do lekarza.
- Ale byłeś głodny.
- Aron... siadaj. - Westchnął. Kiedy młodszy spełnił jego prośbę, zaczął go ubierać. Czuł się jak niańka, ale bardzo mu się to podobało.
*~dwie godziny później*~
- Nie.
- Skarbie...
- Nie i koniec. - Aron, obrażony poszedł położyć się w sypialni.
- Nie moja wina no...
- Ja wiem, że nie twoja, ale to nie jest powód żeby mnie z nim zostawiać! Poradzę sobie sam.
- Przecież nic ci nie zrobi, a sam sobie teraz nie dasz rady...Pożegnaj się ze mną, zaraz wychodzę. - Xin uśmiechnął się ciepło, a chłopak przytulił go mocno.
- Bądź szybko dobrze?
- Za trzy dni będę. - Cmoknął młodszego w czoło, po czym wyszedł.
~***~
Dzień minął zaskakująco szybko. Chłopiec nie musiał spędzać czasu z generałem, ponieważ wyszedł zabawić się do miasta ze swoim przyjacielem. Poznał go drugiego dnia szkoły, od tamtego dnia są nierozłączni, obaj byli samotni, więc zgrali się idealnie.
Aron leżał w łóżku, powtarzając materiał z lekcji. Nie spodziewał się, że ktoś może do niego przyjść.
- Co?
- Mogę spać z tobą?
- Pogrzało cię?
- Nie. Nie zasnę na kanapie, twarda jest.
- To ja pójdę na kanapę. - Westchnął zażenowany.
- Przecież możemy spać razem.
- O co ci chodzi co?
- B-bo ja.... Nieważne.
Dobrze, możesz ze mną spać, chodź się psytul. - Otarł łezki z oczu i położył się z powrotem. [sprawdzać w słowniku jak się piszę z powrotem w trakcie pisania XD i like it]Jego wrodzona misiowatość i dobro nie pozwalało na zignorowanie osoby w potrzebie, mimo że go nie lubił.
- To nie jest zabawne. Wasz salon po prostu jest straszny.
- Oczywiście. Jasny, kolorowy, ozdobiony jak dla dziecka...
- Przymknij się dobra? - Starszy wsunął się pod kołdrę, od razu wtulając w Arona. Położył swoją rękę na jego biodrze, a dłoń zawisła nad pośladkiem.
- Możesz zabrać tą rękę?
- Nieeee
- Garen.
- Ojeny, co ci to przeszkadza?
- Weź tą rękę. - Ton chłopaka się zaostrzył.
- Nie.
- W tej chwili zabieraj łapę, albo śpisz sam!
- Nie. Jakie to dziwne, że dopiero teraz zobaczyłem jakie twoje ciało jest piękne. - Aron zdębiał. - Teraz rozumiem dlaczego Xin tak za tobą szaleje.
- Co ty odwalasz?
- Chodź do mnie.
- Co?
- O to ci chodzi prawda? O wygodne życie. Ja mogę dać ci więcej niż on. Mogę dać ci nawet pałac jeśli zechcesz. Jestem generałem, on jest tylko moim podwładnym.
- Oszalałeś.
- Nie. Za twoje ciało, mogę dać ci wszytko co sobie wymyślisz. To nie będzie dla ciebie kłopot prawda? - Chłopak odwrócił się przodem do starszego. Spojrzał mu głęboko w oczy i przybliżył swoje usta do tych jego. Prawie się stykały, Garen już myślał że wygrał, kiedy poczuł na swoich wargach ruch.
- Jesteś dupkiem. - Wysyczał młodszy w jego usta i wstał.
- Aron!
- Co ty sobie wyobrażałeś?!
- Ja...
- Jestem ciekawy co na to powie Katarina.
- Nie mów jej.
- Dlaczego?!
- Bo ja...
- Jesteś zepsuty. Jak mogłeś mi coś takiego powiedzieć!? Jestem chłopakiem twojego przyjaciela do cholery!
- Wcale nie mówiłem tego na poważnie.
- Hmm?
- Chciałem pokazać Xinowi, że jesteś z nim tylko dla pieniędzy.
- Dla pieniędzy? - W oczach młodszego zakręciły się łzy.- Nienawidzę cię! - Wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience. Po drodze zgarnął telefon i tabletki na uspokojenie, czuł, że zaraz może dostać ataku, a tego nie chciał. Połknął ich podwójną dawkę po czym usiadł pod drzwiami i wysłał wiadomość.
Do: Kochanie <3
Kiedy będziesz?
Od: Kochanie <3
Jeszcze nie wiem.
Za dwa dni powinienem być.
A coś się stało?
Do: Kochanie <3
Nie przejmuj się :*
Czekam <3
Od: Kochanie <3
Garen ci coś złego
powiedział? Jeśli tak,
to mi powiedz dobrze?
Do: Kochanie <3
Wszystko okej, po
prostu bardzo tęsknię.
Od: Kochanie <3
Dobrze będę się spieszyć.
Kocham cię <3
Do: Kochanie <3
Ja ciebie też ^-^
Mimo zapewnień chłopaka Xin postanowił jednak zadzwonić do przyjaciela. Czuł, że młodszy nie miał zamiaru mu przeszkadzać w pracy, więc skoro do tego doszło musiało się coś wydarzyć.
- No?
- Zrobiłeś mu coś?
- A co ci powiedział?
- Że wszystko okej. Zrobiłeś mu coś?
- ....
- Garen!
- Przepraszam! To było silniejsze ode mnie okej!?
- Nie okej! Zaufałem ci! Miałeś się nim zająć! Jesteś dorosły, czy nie?!
- Przepraszam!
- Daj mi go do telefonu.
- Zamknął się w łazience.
- Zabiję cię. Coś ty mu zrobił?
- Nie ważne.
- Garen.
- Nie ważne. Naprawię to. - Rozłączył się. Podszedł do szklanych drzwi i delikatnie zapukał.
- Aron?
- Idź sobie.
- Przepraszam.
- Nie interesuje mnie to. Idź stąd.
- Otwórz drzwi.
- Nie.
- Aron....
- Nie i koniec. Przestań w końcu niszczyć mi życie.
- Ale ja nie chciałem...
- Jak to nie? Czy nie to właśnie próbujesz cały czas zrobić? Chcesz żeby Xin mnie zostawił prawda? Jesteś świadom, że kiedy to się stanie, moje życie będzie skończone. I ku twojemu rozczarowaniu, nie dlatego, że nie będę miał pieniędzy. Ja go kocham po prostu.
- Wyjdziesz? - Zobaczył jak zarys postaci podnosi się z ziemi, a po chwili młodszy stanął przed nim. Jedyne co zrobił to obdarzył go nienawistym spojrzeniem i udał się do sypialni szybkim krokiem. Starszy podbiegł i objął go ciasno ramionami.
- Puść mnie.
- Proszę. Aron. Nie możesz we mnie uwierzyć?
- Ja nie wierzę w ludzi. Raz skończyło się źle i drugi raz nie popełnię tego błędu.
- Opowiesz mi?
- Ty jesteś idiotą? Nie ma mowy żebym opowiadał ci o moim życiu, pewnie znowu wymyślisz coś żeby się mnie pozbyć.
- Wiem, ale naprawdę.
- Staraj się bardziej. - Wyrwał się z jego uścisku i poszedł do sypialni. Po chwili pojawi się tam też drugi, trzymający w rękach dwa parujące kubki.
- Przyniosłem nam coś.
- Sam sobie to wypij.
- To czekolada.
- Nie przekupisz mnie słodyczem. Jak Xin wróci, powiem, że było fajnie i koniec tematu, nie musisz się zmuszać.
- Ale ja się nie zmuszam. Ja poważnie chcę się z tobą dogadać.
- A za pół godziny co wymyślisz? Zadzwonisz po jakiegoś typa i powiesz, że to mój klient, czy mnie zgwałcisz, a powiesz, że to ja rzuciłem się na ciebie?
- Przestań.
- Czemu? Złe pomysły? Według mnie całkiem dobre. Czy za mało pastwiące się nade mną? Dobrze wymyślę coś lepszego poczekaj...możemy zrobić taki bajer, że zatrudnię się w jakimś klubie ze striptizem, albo hmm no nie wiem, to ty tu jesteś ten inteligentny. Garen no myśl, przecież moje życie nie jest wystarczająco chujowe, liczę na ciebie. - Pierwszy raz widział w oczach niższego takie emocje. Zazwyczaj był smutny, zawstydzony, czasem tylko był lekko zdenerwowany. Nigdy nie widział w nim takiego jadu.
- Aron...
- No co?!
- Mi jest naprawdę przykro.
- A ja naprawdę nie wierzę.
- Aron, proszę cię uwierz we mnie, ja będę taki jak byłem kiedyś, obiecuję.
- Mówiłem już, że nie wierzę w ludzi? Mówiłem. Nie będziesz wyjątkiem.
- Dlaczego?
- Zostaw mnie po prostu, dobrze?
- Powiedz czemu nie wierzysz w ludzi.
- Ty i tak tego nie zrozumiesz.
- Chcę to zrozumieć.
- Dobranoc. - Powiedział młodszy, przykrywając się kołdrą. Mimo próśb, nie powiedział starszemu ani słowa.
~***~
Garen w najlepsze już zadomowiony przeglądał regał na książki. Aron, nie mając zamiaru z nim rozmawiać zamknął się w sypialni, niestety odkąd jadał regularnie żołądek upominał się o jedzenie znacznie częściej. Ociężale wstał z łóżka i poszedł do kuchni w celu zrobienia kanapki, i może czegoś na zapas. Na szczęście w gipsie miał tylko przedramię i mógł w miarę sprawnie ruszać ręką, a palce były, jedynie trochę unieruchomione, ale na tyle wystarczająco, żeby nie mógł chwycić szklanki, która właśnie upadła na podłogę. Spojrzał przelotnie na Garena, który niewzruszony dalej leżał na kanapie. Ich spojrzenia się skrzyżowały, ignorancja i zażenowanie toczyły między sobą krótki pojedynek, aż w końcu Aron odezwał się pierwszy.
- Pomożesz mi z tym?
- Drugą rękę masz sprawną. - Odpowiedział starszy, wracając do czytania książki.
Chłopak westchnął upadając na kolana. Zaczął zbierać odłamki szkła na dłoń zamkniętą w gipsie. Jak można być takim wrednym? Aż by się chciało go zaczarować i kazać wypić wodę z toalety... Arona tak pochłonęły fantazje o robiącym obrzydlistwa Garenie, że nie zważał na otaczające go kawałki szkła, tylko sięgnął ręką po ten najdalszy. Pech chciał, że znów tego dnia stracił równowagę, a całe mieszkanie przeszło jego przeraźliwym krzykiem.
Lewa ręka, którą instynktownie się podparł, przebita była poszarpanym spodem szklanki. Idealnie czyste, jasne kafelki, poplamione były teraz jego krwią, która wypływała z rany w zastraszającym tempie.
Chłopak patrzył na odłamek w swojej dłoni, odliczając w myślach do trzech, aby go wyciągnąć. Robił to już cztery razy, a i tak nie był w stanie tego zrobić. Garen słysząc pisk z kuchni spojrzał z kanapy w tamtym kierunku, widząc kałużę krwi, już podnosił się, aby pomóc młodszemu, kiedy drzwi od mieszkania otworzyły się z impetem, a w nich stanęła Katarina. Szła odwiedzić ukochanego, a w połowie schodów usłyszała krzyk, więc znalazła się tutaj dwa razy szybciej. Obrzuciła spojrzeniem leżącego, na dużej kanapie mężczyznę, a potem klęczącego w kuchni chłopca.
- Miałeś się nim opiekować do cholery. - Fuknęła, podbiegając do młodszego.
- Właśnie miałem zamiar mu pomóc!
- Jasne jasne. - Uklęknęła przy Aronie i ujęła jego zranioną dłoń. - Chodź do łazienki. - Zażądała wstając. Aron podniósł się i podreptał do toalety, po drodze złapał szmatkę i położył na niej rękę, aby ciecz nie kapała na podłogę.
Weszli do pomieszczenia, chłopak od razu usiadł na blacie, trzymając dłoń nad zlewem.
- Całkiem przyjemny wystrój. - Skomentowała, rozglądając się.
- Xinowi się podoba.
- A tobie?
- Ja robiłem salon i kuchnię. - Zaśmiał się. Dziewczyna podeszła do niego z bandażem i wodą utlenioną. Chłopak zbladł na ten widok.
- Xinowi się podoba.
- A tobie?
- Ja robiłem salon i kuchnię. - Zaśmiał się. Dziewczyna podeszła do niego z bandażem i wodą utlenioną. Chłopak zbladł na ten widok.
- Nie zemdlejesz mi tu?
- Nie jestem pewny.
- Zamknij oczy, wyjmę to szkło.
- N-nie
- To nie będzie przyjemny widok. - Chłopak zacisnął powieki czekając na ból.
- Spokojnie, nie zrobię tego od razu. Policzymy do pięciu zgoda? Jeden, dwa, trzy, cztery - Na czwórce pociągnęła kawałek szkła, który na szczęście nie stawiał oporu i gładko się wysunął, powodując jeszcze większy wypływ krwi, która polała się do zlewu. Aron spodziewał się jeszcze jednego słowa, więc kiedy poczuł szarpnięcie nie zdążył nawet krzyknąć.
- Zabiję cię.
- Kolejka jest. - Zaśmiała się. - Ale już po krzyku. - Powiedziała lejąc kilka kropelek wody do rany, nie pieniło się aż tak bardzo, więc nie powinno piec. Błąd. Aron zaczął kopać szafkę nogami, ale posłusznie nie wyrywał ręki.
Po owinięciu dłoni bandażem, obie ręce Arona nie nadawały się do użycia. Leżał na łóżku, nie mając co ze sobą zrobić. Pierwszy raz od dawna nie spędzał wieczorów z Xinem, ale praca to praca. Starszy musiał pozałatwiać interesy z innymi miastami, a szybciej będzie jak prześpi się kilka dni w hotelach, niż jakby miał wracać do Demaci.
- Wow. - Usłyszał, kiedy miał zaglądać na następną kartkę książki. - Czerwono tu. - Dokończyła dziewczyna.
- Czerwony to bardzo erotyczny kolor, a jakby nie patrzeć to jest sypialnia wiecznie napalonego amora, i wiecznie napalonego na niego faceta.
- Nawet nie chcę siadać na tej pościeli....
- Nie siadaj też na kanapie, blacie w łazience, blacie w kuchni, dywanie tutaj, dywanie w salonie...
- Przestań!
- Hahaha
- Jesteście obrzydliwi. - Zaśmiała się kładąc obok chłopaka.
- Przesadzasz. - Teraz on się roześmiał. - Co z Garenem?
- Miał się tobą opiekować, a ty się jeszcze pytasz?
- Nie powinnaś go zostawiać samego.
- Jesteś kochany wiesz? Jak to się w ogóle stało? - Wskazała głową na jego ręce.
- Spadłem z łóżka i złamałem prawą, a potem spadłem na kawałek szklanki, która mi spadła bo nie utrzymałem jej w złamanej ręce
- Co czytasz? - Zmieniła temat. Nie miała zamiaru znowu słuchać, od kolejnej osoby, że zepsuła Potęgę Demaci, zniszczyła Garena, przez nią się zmienił blablabla.
- Uczę się.
- Bym ci pomogła, ale nie chodziłam do szkoły... rozumiesz to? - Skinęła głową na zeszyt.
- Szczerze? Za chuja nie mam pojęcia co tu jest napisane, nauczę się na pamięć po prostu.
- Może zawołam Garena? Miał dobre oceny. - Ten pomysł szybko wyparła z głowy, widząc wzrok młodszego, który mówił, że to najgorsza opcja i już woli dostać złą ocenę. Samo to imię wywoływało u niego teraz złość. Nie chodzi nawet o traktowanie, chodzi mu o to świństwo które zrobił wczoraj wieczorem i o bezczelność z jaką chłopak porusza się po jego mieszkaniu, jakby był u siebie. Nawet podczas remontu, kiedy wróżki zmieniały wystrój i meble, to dzięki Crowngardowi przyszły, inaczej musieliby wyprowadzić się na kilka tygodni, zanim wszystko było by gotowe, więc pozwolił sobie komentować absolutnie wszystko.
- Idę się umyć. - Skończył i wstał, ruszając do łazienki. Na szczęście była zaraz obok wejścia do sypialni, ale nadal musiał się napić. Dziewczyna nakarmiła go kanapkami, bo lewą ręką nie mógł ruszać, przez przeraźliwy ból towarzyszący każdemu ruchowi, więc potrzebował teraz jeszcze większej opieki. Nadzieja w tym, że jego moce przyspieszą gojenie, jak zawsze.
Szybkim krokiem przeszedł przez salon, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Otworzył łokciem lodówkę i nie przewidział jednego. Dalej nie ma możliwości napicia się. Słyszał jak czerwonowłosa wychodzi z mieszkania, więc nie miał innego wyjścia. Po minutowym wgapianiu się w sok, odwrócił się do generała.
- Pomożesz mi? - Matko, jaki on był zażenowany. Ostatnia rzecz jakiej chciał, to proszenie o coś tego dupka.
- Pewnie. - O dziwo starszy nawet się uśmiechnął. Nalał płynnej pomarańczy do szklanki i usiadł na przeciwko zajmującego inne krzesło Arona. Przyłożył mu szkło do ust, i stopniowo pochylał, aby młodszy mógł bez problemu się napić.
- Dzięki. - Zarumienił się.
- Nie ma problemu. - Znów na twarz Potęgi Demaci wstąpił uśmiech, coś zdecydowanie jest nie tak, jak powinno. - Pomóc ci się wykąpać? - Teraz Aron zdębiał.
- Co ty ćpałeś?
- Nic, pogadałem z Katą po prostu i ma rację.
- Mam cię dosyć.
- Co wyście się tak wszyscy na mnie uwzięli co?
- Garen co się z tobą stało?
- Nic.
- Jak nic? - Również usiadła na kanapie biorąc w dłonie, twarz swojego chłopaka. - Zmieniłeś się. Bardzo.
- Wydaje ci się. - Spuścił zielony wzrok, który kiedyś był radosny, przepełniony jakby słońcem, zamkniętym w jego oczach, teraz była tylko pusta zieleń.
- Garen... To przez mojego ojca. On ma na ciebie taki wpływ. Czy ty nie widzisz jak ty się zachowujesz? Nie śmiejesz się, nie żartujesz, nie próbujesz się ze mną droczyć... Zrobił się z ciebie typowy noxiański chuj, Talon ma rację jesteś okropny, gdybym nie była mną pewnie bym teraz płakała wiesz?
- Talon podoba ci się taki nieczuły.
- Nie podoba. Talona kocham jak brata i ty o tym wiesz. Podziwiam go, tak, ale nie podoba mi się. Pomijam już nawet, że ostatnio wydaję mi się bardziej ludzki niż ty...zobacz jak ty traktujesz Arona, co on ci zrobił?
- Mam uraz do amorów jasne?
- Wiem. A wiesz co zrobiłeś? Oskarżyłeś go o coś czego nie zrobił, i ty doskonale o tym wiesz. Ciebie molestowała dokładnie ta sama osoba, a mimo to zrobiłeś z niego winnego. Co byś zrobił jakby Xin tobie uwierzył, i Aron wylądował by na ulicy? Nie wydaje ci się, że już za dużo przeżył? Nie obeszło by cię to, że ten niczemu niewinny chłopak wróci do piekła, znając niebo? Biorąc pod uwagę, że kiedy wszyscy go bronili on przyznawał ci rację?
- Przestań bo się rozbeczę.
- I dobrze. Właśnie o to mi chodzi. O twoje uczucia. O twój śmiech, o twoje poczucie humoru, o twój smutek, ostatnio widuję na twojej twarzy tylko złość i pogardę. Tęsknie za starym Garenem rozumiesz? Zdradziłam cię, a ty nawet nie zwróciłeś na to uwagi, a wiesz co? Zrobiłam to tylko po to żebyś był zazdrosny i, i tak nie zadziałało. Wróć do mnie no... Ja chcę starego ciebie, tego w którym się zakochałam...
- Ty mnie kochasz?
- Tak gamoniu i nie mogę patrzeć jak psujesz się przeze mnie!
- Ale to nie twoja wina...to twój tata...
- Wiem, że on. Możemy mieszkać w Demaci?
- Serio tu wytrzymasz?
- Wolę się pomęczyć, niż widzieć jak znika mój chłopak. Błagam udowodnij, że jest jeszcze w tobie chociaż mała iskierka Potęgi Demaci i zajmij się Aronem przez te kilka dni dobrze?
- Garen? - Chłopak wrócił do teraźniejszości.
- C-co?
- Pytałem czy nalejesz mi jeszcze picia....
- A, tak, jasne. - Wykonał polecenie. Kiedy odwrócił się do chłopaka, ten miał zaróżowione policzki. - Co?
- Ja....nie dam rady wykąpać się sam... - Starszy uśmiechnął się pogodnie. Jak dawno nie czuł tego miłego uczucia, kiedy usta wyginają się w ten sposób. Kiedyś nawet nie zauważał, że się uśmiechał, a teraz czuł się dziwnie... Chyba na prawdę się zmienił...
~***~
- N-nie gap się tak...- Wybełkotał amor, kiedy wyższy obłapiał go wzrokiem. Nie czuł się komfortowo będąc nagim, przed chłopakiem, którego nie ukrywajmy, nie lubił.
- Nie ja pierwszy widzę nie nago nie panikuj...
- To niesamowite, że robisz to, nawet jak chcesz być miły...
- Przepraszam, nie panuję nad tym...- Młodszy przewrócił oczami. - Odwróć się umyję ci plecy. - Chłopak bez słowa dał się umyć. - Co ci się tu stało? - Przejechał palcem bo rysie, na idealnej skórze.
- Ja coś tam mam?
- Bliznę.
- To chyba od tego, jak ojciec kiedyś popchnął mnie na moje "łóżko" , ta wredna sprężyna mi się wtedy wbiła dość głęboko, a on pociągnął mnie za nogę, a jako że jestem ułomny podniosłem plecy dopiero kiedy miałem ranę na kilka centymetrów.... Nawet nie wiedziałem, że został po tym ślad. - Wzruszył ramionami.
- Prawie nie widać. Wychodź już. - Znów się uśmiechnął. Chłopak czerwony na twarzy wyszedł z ciepłej wody i dał się wytrzeć.
~***~
- Jesteś głodny? - Spytał zielonooki. Leżeli obaj na łóżku, zajęci własnymi sprawami.
- Co ci się stało? - Odpowiedział zszokowany chłopiec.
- Powiedzmy, że coś do mnie dotarło. Możesz już ruszać ręką?
- Tak, na szczęście moje ciało lepiej znosi obrażenia, więc jutro nie powinno być śladu, a złamana za tydzień będzie jak nowa. - Zignorował pierwsze pytanie.
- Przepraszam...
- Za co?
- Za to, jak cię traktowałem, ja nie wiem co się ze mną stało. Chyba po prostu, bałem się o przyjaciela, w końcu amory to z natury dwulicowe stworzenia.
- Wydaje ci się, bo jeden kiedyś cię molestował.
- Możliwe....przepraszam
- Bym powiedział, że się nie gniewam, ale się gniewam.
- Wiem. Masz do tego prawo. - Telefon chłopca zadzwonił, ale nie miał jak sam odebrać urządzenia, więc zrobił to Garen. Włączył głośnik i położył telefon na czerwonej pościeli.
- Aron słoneczko~! - Na te słowa obaj lekko zmarszczyli brwi, a starszy spojrzał na chłopca. Czyżby jednak miał rację od początku? - Przepraszam, że dzwonię o tej godzinie, ale jest bardzo ważna sprawa. Mieliście jutro pisać sprawdzian, a ciebie nie będzie w szkole, jest opcja żebym wpadł po prostu i cię przepytał na ocenę?
- Ale ja nic nie umiem. Nie uczyłem się. - Skłamał. Uczył się, ale nic to nie dało.
- Dlatego się pytam czy dasz radę do jutra się nauczyć, jak nie, to napiszesz normalnie na kartce, kiedy ręka ci się zagoi, ale wiedz, że wtedy będziesz miał jeszcze głowę zawaloną nadrabianiem i może ci się pomieszać.
- Dobrze, ale po jutrze okej?
- Jasne ~! Dobranoc ~!
- Kto to był?
- Mój nauczyciel.
- I mówi na ciebie słoneczko?
- Powiedzmy że kiedyś byłem z nim bliżej.
- Yhm... Który to?
- Nie widziałeś go. Jest w Demaci od niedawna, to skomplikowane. Powiedzmy, że on był tą osobą, która udowodniła mi, że seks może być przyjemny. No i poza tym jest przystojny.
- Przystojny?
- Nie tak jak Xin, ma zupełnie inny rodzaj urody, ale jest atrakcyjny. Typowy nauczyciel...wiesz krótkie ciemne włosy, okulary, marynarki, krawaty i tak dalej.
~*#*#*#*~
-Zimno tu...- Pomyślał Garen stojąc w ciemnym pomieszczeniu. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek widział to miejsce. Czyżby go porwali jako przynętę? Nie... byłby związany, więc o co chodzi? Był tu tylko materac i jakiś notes. Spojrzał na zeszyt chwilę dłużej przekonany, że kiedyś go już widział. Wtedy do pomieszczenia wszedł chłopiec. Może wszedł to złe określenie, bo on prawie się zataczał. Z nosa kapała mu krew, a lewa noga wyraźnie nie powinna teraz się ruszać. Cicho pochlipywał, próbując dojść do meteraca. W połowie pokoju jednak nie wytrzymał i upadł na kolana, mimo tego dalej szedł w kierunku maty. Garen chciał mu pomóc, bo dziecko wyraźnie tego potrzebowało, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, w ogóle około 5-letni chłopiec nawet na niego nie spojrzał, jakby wcale go tam nie było. Mały wyglądał jakby zaraz miał zemdleć, ale dzielnie trzymał się i starał rozmasować lewą kostkę. Nagle do pokoju wszedł starszy mężczyzna. Chłopiec spojrzał na niego z niechęcią. Starszy podszedł no malucha i przykucnął przed nim. Garen był pewny, że zaraz go opatrzy, ale ku jego zdziwieniu dzieciak starał się osłonić przed ciosem, mimo że mężczyzna się nie ruszał. Dopiero po chwili usłyszał przerażający śmiech i zobaczył uderzenie. Serce mu skamieniało. Jak do cholery można uderzyć takie małe dziecko?! Pytał się w myślach, widząc, że starszy nie ma zamiaru kończyć.
- Mówiłem ci, nie masz wyjadać mojego jedzenia bękarcie!!! - Ledwo udało mu się wychwycić pojedyncze słowa. W jego głowie odbijał się echem tylko ten przeraźliwy płacz dziecka. Chciał stamtąd wyjść, wybiec, cokolwiek byle nie słyszeć tego płaczu.
~*#*#*#*~
Błysk. Co się dzieje? Rozejrzał się dookoła. Szkoła. Ewidentnie był w jakiejś podstawówce. Mógł się poruszać, to było pewne. Rozejrzał się po dzieciakach, wyszukując tego chłopca z przed chwili. Musiał tu gdzieś być, czuł to. Wyszedł z klasy pełnej roześmianych dzieci i wkroczył na korytarz. Jest. Maluch szedł przed siebie powolutku z opuszczoną główką, jakby bał się tu być. Był teraz wyższy o głowę, ale poza tym jego postura się nie zmieniła. Bez wątpienia mógł stwierdzić, że jego twarz jest zakrwawiona. Chciał do niego podejść, zrobił to. Stanął dokładnie przed nim, ale dzieciak przeszedł przez niego. Przeszedł tak jakby wcale nie stał na jego drodze mężczyzna. Co jest kurwa?! Postanowił podążyć za nim. Wszedł do łazienki szkolnej, od razu stwierdził, że to nie Demacia. Było tu brudno, papier leżał wszędzie, a zapachu lepiej nie opisywać. Stanął przed lustrem. Widział swoje odbicie, ale nadal nie rozumiał co się dzieje. Odwrócił głowę kiedy usłyszał szum wody z kranu. Chłopiec chciał zmyć ciecz ze swojej twarzy. Próbował zrobić to jedynie wodą, ale zaschnięta już nie chciała ustąpić.
- Ej! - Spojrzał na źródło głosu. Chłopak również podniósł wzrok w tamtym kierunku.
- T-tak? - Odprał niepewnie.
- To jest łazienka. Takie brudasy jak ty nie korzystają z łazienek. Idź sobie.
- A-ale ja chcę tylko umyć...- Nie dokończył bo starszy blondynek pociągnął go za pobrudzone, za małe ubrania i wyrzucił z pomieszczenia zamykając na klucz.
~*#*#*#*~
Znów ten dziwny błysk. Od razu wzdrygnął się pod wpływem zimna. Był w bluzie fakt, ale teraz padał śnieg. Rozejrzał się w poszukiwaniu dziecka. O. MÓJ. BOŻE. Pomyślał jak tylko zobaczył kogo szukał. Jakim cudem on siedział w taką pogodę w leciutkiej koszulce?! Ewidentnie było mu zimno, pocierał rękami swoje chude poobijane ramionka, a zęby poruszały się mimowolnie. Znów nie mógł się ruszyć. Obserwował tylko ja mieszkańcy Piltover mijając go w pośpiechu nie zwracając uwagi na dygoczące z zimna ciało. Poznawał tą ulicę był pewny, że to Piltover. W pewnym momnecie usłyszał zbawienny głos.
- Ej mały, zimno ci? - Spojrzał na staruszkę pochylającą się nad nim.
- Tak. - Odburknął. Trudno mu się dziwić, w końcu co za kretynka spyta trzęsącego się z zimna dziecka czy mu zimno.
- Masz, kup sobie w automacie herbatę. - Dała mu kilka monet, a jego oczy zabłysły niczym gwiazdy.
- Dziękuję~! - Pobiegł do sklepu na przeciwko, a po chwili wyszedł z parującym kubkiem. Generał uśmiechnął się na ten widok. Chłopiec nie zdąrzył się napić.
- Dzieńdobry, cześć - Powiedział cichutko do kobiety z dzieckiem w podobnym wieku. Żadne z nich nie odpowiedziało, tylko stanęli przed sklepem. Mały w tym czasie dmuchał w swoją herbatę aby móc się napić.
- Kto to był? - Usłyszał głos matki.
- Taki chłopak z mojej klasy.
- Mam nadzieję, że się z nim nie bawisz?
- Nikt się nie bawi. - Szok. Garen stał o wiele dalej niż siedział mały, a i tak słyszał wyraźnie każde słowo. Mogli by to chociaż mówić ciszej. Tak bardzo chciał coś powiedziec tej wrednej babie, ale nadal nie mógł nic zrobić. Tylko obserwował jak po chwili weszła do sklepu, z tego co słyszał, po gorącą czekoladę. W tym czasie jej syn podszedł roześmiany do "kolegi" i wytrącił mu z rąk papierowy kubeczek, a ciepła herbata rozlała się topiąc śnieg. Mniejszy spojrzał na niego ze złością w oczach. Coś mu nie pasowało. Te oczy... te złe oczy...ostatnie spojrzenie jakie widział przed tymi dziwnymi scenami. Teraz dopiero skojarzył fakty, że to na pewno jest Aron.[ Brawo Garen dostajesz medal za spostrzegawczość na pewno nikt nie się skapnął jesteś mistrzem]
- Ups... - Zaśmiał się drugi. Przecież specjalnie mu wytrąciłeś ten kubek mały kurwiu! Po chwili kobieta wróciła niosąc kubeczki z tego samego automatu. Spojrzał z pogardą na dwójkę, do której po chwili doszedł jakiś mężczyzna i razem udali się w swoim kierunku. Kątem oka zobaczył jak chłopak łapie w ręce jeszcze ciepły śnieg i próbuje chociaż ogrzać sobie nim dłonie.
~*#*#*#*~
Bogaty wystrój. Drogie meble. Obrazy sławnych malarzy na ścianach. Gdzie teraz? Zapytał w myślach sam siebie. Przeszedł do innego pokoju, w którym słyszał wyraźne krzyki. Rozpoznawał ten głos. Podszedł do drzwi, z których wydobywał się dźwięk i uchylił je lekko. Po chwili przypomniało mu się, że nikt go nie widzi, więc wszedł do pomieszczenia. To co zobaczył wyrwało dziurę w jego sercu. Czterech facetów właśnie używało Arona, jakby był lalką. Dwóch zajmowało jego ręce, jeden pieprzył go od tyłu, a drugi wpychał mu na siłę swoją męskość do gardła. Po jego policzkach spływały łzy. Ledwo powstrzymywał odruch wymiotny. Garen starał się patrzeć na wszystko co możliwe, byle nie na to. Może dzisiejszy Aron pasowałby mu w tej roli, gdyby nie to co widział i to, że ten tutaj to jeszcze dziecko. 15-letni wygląda jak dziecko, a co dopiero ten! Po kilku minutach usłyszał ciche westchnienia i jęki, jednym okiem z samej ciekawości spojrzał, na nasienie spływające po dziecięcej twarzy, a po chwili wypływające z jego ust i spływające udami. Mężczyźni opadli na ziemię, nie mając siły wstać, zasnęli. W miarę przytomny został tylko ten, którego spermą właśnie kaszlał Aron. Zadyszany, z szelmowskim uśmieszkiem pomógł chłopcu odkaszlnąć, aby ten się nie zadławił. Widział jak amor odpycha jego rękę i wstaje.
- Co to miało być?! Umawialiśmy się na jeden numerek!
- Ale o co ci chodzi? Byłeś chętny.
- Ale nie powiedziałeś mi kurwa, że masz w mieszkaniu trzech napalonych kolegów z którymi też mam się zabawiać!
- Szczegóły. Możesz skorzystać z prysznica jak chcesz. - Wzruszył ramionami, po czym wyszedł z pokoju do następnego. Garen przez moment spostrzegł, że była to pewnie sypialnia. Sądząc po wielkości tego domu, pewnie nie jedyna. W tym momencie wszyscy nagle powstali z martwych.
- Ej słodziaku, jeszcze raz....
- Nie. - Uciął krótko zbierając swoje ubrania.
- Mamy przewagę liczebną. - Dołączył się następny. Wszyscy wstali, a Aron rzucił się na drzwi od łazienki. Niestety nie zdąrzył i złapali go. Siłą przyciągnęli na środek pomieszczenia ,i musiał powtórzyć to, co robił przed chwilą. Garen widział tylko chęć ucieczki w jego oczach i łzy na policzkach.
~*#*#*#*~
Teraz jest gorąco. Był teraz chyba na śmietnisku. Nogi znów postanowiły go słuchać, więc postanowił się przejść. Cała ulica śmierdziała alkoholem. Większość domów pozbawiona była okien, a niektóre były po prostu biedne, kilka przyczep campingowych, kilkoro ludzi leżących pijanych lub nieprzytomnych na ziemi i okropny smród alkoholu. Usłyszał czyiś upadek. Pobiegł w tamtym kierunku. Aron leżał i wyraźnie starał się nie kaszleć, a nad nim stał nieco niższy od Garena chłopak w rudych włosach. Teraz poznawał amora bardziej, już przypominał siebie. Zadbany, uczesany, mniej otłuczony. Rudy pociągnął go za ubrania do jedynego zaułka w okolicy. Potęga wszedł za nimi. Teraz Aron starał się wyrwać, jednak przyparty do ściany nie miał możliwości. Chłopak związał mu ręce paskiem od spodni i odwrócił tyłem do siebie.
- Puszczaj mnie idioto!
- Zabawny jesteś. Przecież takie pedały lubią być ruchane, o co ci chodzi? - Zaśmiał się wyższy.
- Nie jestem pedałem kretynie! Kurwa puść mnie!
- Widziałem cię wczoraj, jak wsiadałeś z jakimś facetem do samochodu, skoro nie pedalstwem nazwiesz łapanie go za tyłek i dawanie się całować to ja nie wiem co.
- Kurwa! Przysięgam, że będziesz miał przesrane!
- A co? Tatusiowi powiesz? Czy nadal boisz się, że cie zleje?
- A co? Tatusiowi powiesz? Czy nadal boisz się, że cie zleje?
- Daj mi spokój no... - Garen widzał jak jego oczy przybierają różowy kolor, ale jeśli nie spojrzy w te drugie nic nie zrobi, a jest odwrócony tyłem, przy okazji jego spodnie i bokserki zdąrzyły znaleźć się przy kostkach.
- Nie. Jestem nastolatkiem, mam potrzeby, a ty jesteś dziwką, więc twoim obowiązkiem jest zaspokajanie.
- Puść mnie...proszę...- Z brązowych oczu zaczęły wypływać łzy.
Garen przypatrywał się jak rudy wchodzi w niego zupełnie bez przygotowania, czy nawilżenia. Z doświadczenia wie, że boli nawet po tym, nie chciał sobie wyobrażać jak bardzo cierpiał Aron w tej chwili. Wystarczy, że słyszał ten przeraźliwy krzyk. Znów. Jak płacz. Echo w głowie. Ten przerażający dźwięk. Teraz słyszy te oba. Nie. Powtarzał w głowie jakby miało mu to pomóc.
~*#*#*#*~
Ciemność. Nie? Nie. Obok paliła się lampka. Spojrzał ze łzami w oczach na wpatrującego się w niego Arona. Jego oczy przybrały kolor jaskrawego różu. Dalej słyszał ten płacz i krzyk. Zerwał się do siadu, zatykając uszy. Nic.
- Przestań! - Krzyknął, spoglądając na chłopaka. Tym razem miał normalne tęczówki.
- Ale co?
- Nie chcę tego słyszeć! Skończ!
- Ale ja już nic nie robię. To twoja wyobraźnia, a nie moje czary. - Wzruszył ramionami, które chwilę potem były ściśnięte silniejszymi.
- Sam chciałeś "zrozumieć", teraz wiesz jak wyglądała moja codzienność.
- Przepraszam! Tak strasznie cię przepraszam! Już nigdy nie powiem o tobie nic złego! Teraz rozumiem co przeżywałeś! - W trakcie ostatniego zdania Aron uderzył go gipsem w twarz. Zabolało. Bardzo.
- Nigdy więcej nie waż się mówić, że to rozumiesz jasne?!
- Ale....
- Nigdy. Wiesz, ale nigdy przenigdy tego nie zrozumiesz!
- A nie możesz, zrobić tak, żebym był na twoim miejscu?
- Nie umiem. Nie wiem nawet z jakiej perspektywy to widziałeś. Mogę przekazać ci jedynie swoje wspomnienia. Poza tym z tego co widzę poruszyło cię to wystarczająco, nie potrzebujesz więcej, pewnie książę nawet tego nie wytrzyma.
- Poruszyło?
- Garen. Płaczesz. - Teraz starszy poczuł, że rzeczywiście ma mokre policzki. Przytulił do siebie mniejsze ciało i wtulił nos w jego długie włosy.
- B-bo.... Aron....Ja....
- Spokojnie. Zawsze był ktoś, kto czynił moje życie gorszym. Ojciec, matka, dzieciaki w szkole, ich rodzice, ten rudy kretyn z mojej ulicy, źle wybrani partnerzy....
- A ja...
- Ty też należysz to tej grupy.
- Nie!
- Nie krzycz, jest noc. Taka prawda.
- Aron?
- Hmm?
- Mówiłeś, że nie wierzysz w ludzi. Dlaczego?
- Zawsze się zawodziłem. Kiedyś ojciec przyszedł do domu trzeźwy, obiecał, że się poprawi, uwierzyłem mu, byłem szczęśliwy, a po kilku dniach wszystko wróciło do normy. Wtedy bolało jeszcze bardziej. Potem miałem nadzieję, że w szkole mi pomogą, znowu z pierwszym dniem szkoły byłem szczęśliwy, bo wierzyłem, że będzie lepiej. Było gorzej. Potem...
- Nie kończ. A Xin?
- Co Xin?
- Też myślisz, że daje ci nadzieję, a potem będzie bolało
- Xin? Nie. Xin nigdy nie dawał mi nadziei. Xin nią jest po prostu.
~***~
Kolejny dzień... Słońce dawało smutne złudzenie pięknego, ciepłego dnia, a tymczasem na ulicach pozostał biały dywan po wczorajszym wieczorze. Aron rysował w swoim pamiętniku to, co teraz powinien robić. Siedzieć z Xinem i cieszyć się pierwszy raz w życiu z tego wyjątkowego dnia. Od czasu kiedy tu mieszka jego pamiętnik stał się domem dziesiątek rysunków, na większości był z ukochanym. Garen usiadł na kanapie obok młodszego, jedząc kawałek jabłka. Rozległ się dzwonek do drzwi, a po chwili w pomieszczeniu pojawił się roześmiany nastolatek.
- Jestem~! - Na twarzy młodszego rozkwitł ten piękny uśmiech. Podbiegł do przyjaciela, rzucając zeszyt i ołówek, i objął jego szyję. Mimo że znają się tylko kilka tygodni, Aron czuł z nim pewnego rodzaju więź. Już drugiego dnia szkoły chłopak usiadł z nim w ławce i tak zaczęła się ich znajomość. - Łoo~! Spokojnie maluchu, wiem, że cieszysz się na mój widok.
- Cieszę się bo masz czekoladę. - Zaśmiał się wyrywając z rąk wyższego pudełko i podbiegł do kuchni.
- Cześć - Zaczął kiedy, napotkał wzrok generała. Szczerze nie spodziewał się tutaj nikogo poza Aronem. Wiedział że chłopak ma złamaną rękę, a Xin wyjechał w sprawach służbowych,wydawało mu się, że jeśli jego amorek będzie potrzebował opiekunki, on nią zostanie.
- Cześć. - Odpowiedział mu sucho Garen
- Jestem Hideo
- Garen, ale pewnie mnie znasz. - Tak. Znał doskonale. Z opowiadań Arona, i lekcji w szkole. Problem w tym że to były dwie zupełnie inne osoby.
Podszedł do Arona, pomóc mu wygrzebać ciasto z kartonu. Robiąc to ich dłonie się musnęły, Hideo poczuł pod skórą bandaż.
- Co ci się stało?
- Długa historia ze szklanką, będę żyć, ale nadal boli.
- Nie powinno ci się szybciej goić?
-Powinno, ale nadal boli.
- Ty ciapo...
- Wyciągaj ten tort, nie gadaj.
- Dziecko spragnione czekolady?
- Jak zawsze. - Chłopak wyciągnął talerze, jakby mieszkał tu od zawsze. Prawda jest taka że wypadał tu całkiem często, kiedy Xina nie było, a nawet miał okazję poznać bliżej ukochanego swojego kolegi. Od razu się polubili.
- No to ten... Sto lat....
- Dzięki ~! - Garen słysząc to zmarszczył brwi. Aron miał urodziny? Czy przypadkiem pół roku temu nie mówił że dopiero co skończył 15? Kłamał?
- Mam coś dla ciebie. - Powiedział wyższy z ciastem w ustach. Przełknął i wciągnął duże pudełko. Aron zajrzał do środka i wyciągnął gigantycznego, pluszowego królika.
- Ale uroczy~! Dziękuję~!
- Było by coś lepszego, ale wiesz jaką mam sytuację w domu.
- Spoko i tak mi się podoba ~!
Siedzieli w kuchni miło spędzając czas. Hideo również nie miał łatwej sytuacji rodzinnej, ale mimo jakichś małych popijawek i braku pieniędzy było całkiem znośnie. Po paru godzinach musiał wracać do domu, pożegnali się, a Aron wrócił do rysowania.
- Kiedy jeszcze kłamałeś? - Usłyszał po swojej lewej. Znowu się zaczyna.
- Miałeś być miły podobno.
- Kiedy kłamałeś?
- Kiedy mówiłem o rodzicach...moja matka nie życie od lat, a jemu tego nie powiedziałem...
- Okej... Więc? Masz dzisiaj urodziny?
- Tak. - Pokiwał uśmiechnięty głową.
- To Wszyst-
- Nie! - Młodszy zakrył mu usta dłonią.
- Co?
- Chciałem żeby Xin powiedział mi to pierwszy.
- Nikt, nigdy nie składał ci życzeń?
- A kto niby miałby?
- To sto lat?
- Dzięki. - Garen uśmiechnął się smutno i przytulił młodszego, który od razu po uwolnieniu się z jego ramion wrócił do rysowania, właściwie cieniowania, bo rysować nie ma jak.
- Ej. To jest piękne. - Spojrzał na rysunek w zeszycie. Bez wątpienia przedstawiał Xina.
- Dzięki.
- Długo rysujesz?
- Zacząłem dopiero tutaj...hm...z miesiąc.
- Znam osoby które uczą się rysować latami, a i tak nie równa się to z tym.
- Cieszę się. Wiesz... od kilku tygodni odliczałem dni do urodzin. - To był pierwszy raz kiedy słyszał głos Arona taki...taki...przyjazny? Spojrzał na niego zaciekawiony. - Miałby być pierwszymi, tymi na które czekałem od siódmego roku życia.
- Czemu od wtedy?
- Wcześniej nie znałem dnia swoich narodzin. Gdyby nie to, że w Piltover każde dziecko jest rejestrowane i od razu zapisywane do szkoły, nie wiedziałbym pewnie do dziś. Dostałem legitymację i przeczytałem.
- Chciałbyś, żeby zamiast mnie był tu Xin co?
- Tak. Planowałem to od tygodni. Chciałem dzisiaj upiec mu tort i zanieść do łóżka, podziękować za ten dzień, kupiłem mu nawet prezent.
- Kupiłeś mu prezent za jego pieniądze?
- Oczywiście, że nie! Nie mów mu, ale mój plan lekcji który wisi na lodówce nie jest do końca aktualny. Dopisałem po jednej lekcji codziennie, i godzinę chodzę pomagać takiej starszej pani, zawsze da mi jakieś drobniaki.
- Wiesz, że to on powinien dawać prezent tobie?
- Za dużo już dla mnie robi. No, ale i tak to już nie ważne, nie ma go. Dam mu ten zegarek z innej okazji. - Wzruszył ramionami, ale starszy doskonale widział ból w jego oczach.
Młodszy wstał i udał się wziąć kąpiel. Garen momentalnie zerwał się do telefonu i wybrał numer do przyjaciela.
- Jeżeli chcesz mi znowu wmawiać, że Aron mnie zdradza to daruj sobie, jestem cholernie zajęty.
- Ale nie o to chodzi! Musisz koniecznie wrócić dzisiaj do Demaci!
- Ty chyba oszalałeś, jesteś moim szefem, powinieneś pilnować żebym zrobił co mam zrobić.
- Ale jestem też twoim przyjacielem i mówię, że jako twój szef daję ci wolne. Co jeszcze zostało?
- Ionia? - Xin nie był pewny czego się spodziewać.
- Super, dzisiaj tam pojadę i podpiszę nowe traktaty za ciebie.
- Możesz mi do jasnej ciasnej wytłumaczyć co się dzieje?
- Aron ma dzisiaj urodziny. Pierwszy raz.
- Co?
- To. Kupił ci kretyn prezent, żeby ci podziękować za pierwsze urodziny. Masz w tej chwili wracać.
- Co ty brałeś? Normalnie byś nigdy mi czegoś takiego nie powiedział.
- Nie zadawaj głupich pytań tylko wracaj. Gdzie jesteś?
- W Bandle City.
- Za godzinę masz być, jak to dobrze, że to blisko.
- Ale...
- To jest rozkaz. - Rozłączył się.
~***~
Aron właśnie wyszedł z długiej kąpieli. Coś było nie tak. Zapach pomidorów unosił się w powietrzu. W ręczniku na biodrach udał się do kuchni, gdzie gotował się sos i makaron. Po chwili poczuł te ramiona które tak bardzo kochał. Nie musiał patrzeć, czuł różnicę w dotyku tych ramion a wszystkich innych ramion świata.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - Te trzy słowa rozłożyły jego umysł na części pierwsze. Rozszerzył oczy w szoku. Głowa ukochanego spoczywała na jego ramieniu, a on nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Trzy słowa, będące jego celem przez ostatnie tygodnie. Własnie je usłyszał. Gwałtownie odwrócił się do swojego mężczyzny wskakując na niego. Odruchowo Xin przytrzymał go za pośladki, aby ten nie spadł. Młodszy bez zapamiętania zaczął całować najlepsze usta na świecie.
- Powiedz to jeszcze raz~!
- Wszystkiego najlepszego kochanie - Starszy się zaśmiał.
- Dziękuję~!Dziękuję~!Dziękuję~!
- Spokojnie~!
- Nie~! Jestem teraz taki szczęśliwy~! - Znów złączył ich usta.
- Przestań. Bo zaraz będziemy musieli się sobą zająć, a mam dla ciebie obiad i tort. - Odstawił drobne ciało na ziemię. Nałożył im obu jedzenia na jeden talerz i zaprowadził młodszego do sypialni. Położył naczynie na pościel po czym cmoknął usteczka chłopaka i podsunął mu widelec pod twarz.
- "Aron, nie ma jedzenia w łóżku, nie mam zamiaru spać w twoich przekąskach." - Zażartował młodszy naśladując swojego chłopaka.
- Dzisiaj wyjątkowo ci pozwalam, poza tym Garen pewnie i tak naświnił.
- Nie pozwoliłem mu! - Aron znów dostał całusa. - A ty nie powinieneś być w pracy?
- Mój kochany generał postanowił zrobić ostatnią część za mnie. A skoro zadzwonił do mnie, żebym wrócił dzień szybciej do mojego skarba, bo skarb ma urodziny, to mogę rozumieć, że się dogadaliście?
- Można tak powiedzieć~!
- No to się cieszę.
Resztę dnia spędzili bardzo aktywnie, a Xin zasnął ze świadomością, że już nie będzie musiał zmagać sie z awanturami, między dwoma najważniejszymi mężczyznami swojego życia.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz