środa, 13 kwietnia 2016

Rozdział 31 "jesteś idealna"

To już ostatni rozdział i przedostatnia notka na blogu. Będzie jeszcze epilog który mam w głowie ale to potem. Teraz przerzucam swoją twórczość na wattpad i muszę wam powiedzieć że z wami wyrobiłam sobie styl. Czytałam ostatnio pierwsze rozdziały i moja reakcja była taka: CO TO KURWA JEST a teraz moje opowiadania są według mnie znośne więc jestem z siebie dumna i dziękuję wam za wszystkie komentarze. To mój profil na wattpadzie https://www.wattpad.com/user/Yaoimi zapraszam serdecznie. 





Miłe promienie słoneczka, otuliły jego zmęczoną twarz. Nastał ranek, a Talon właśnie budził się do życia. Przeciągnął się, czując dziwny ciężar na klatce piersiowej i usiadł. Coś mu nie pasowało. Ewidentnie było coś nie tak. Spojrzał w dół i prawie dostał zawału. Na jego zazwyczaj męskiej, umięśnionej klacie znajdowały się teraz piersi. I nie, nie należały one do żadnej kobiety, były jego. Zerwał się czym prędzej do łazienki i przeanalizował swój wygląd. Ostra szczęka, była teraz ładnie zaokrąglona, a jednodniowy zarost zniknął. Szerokie, muskularne ramiona, zwęziły się. Biust miał średniej wielkości, a wcięcie w tali, mówiło tylko jedno. Ze strachem w oczach zajrzał w puste bokserki. Zaklął siarczyście. Okej. Tylko co na to powie Reina? Czując dziwną pustkę między nogami udał się do pokoju dziewczynki. Szturchnął ją lekko w ramię, a ta uchyliła powieki. Od razu wylądował na ziemi z ostrzem przy gardle. W sumie, spodziewał się tego. Złote, przepełnione zimnem spojrzenie, przeszyło go na wylot. 
- To ja idiotko. - Teraz przyjrzała się obcemu. Faktycznie tak pozbawione uczuć oczy, ma tylko Talon. Powoli z niego/niej zeszła. 
- Co ci się stało? 
- Jakbym wiedział.... - Skrzyżował ramiona na piersi. Dziewczynka spostrzegła coś dziwnego. Na jego dłoni znajdowała się krew jej klona. Skąd to wiedziała? Czuła po prostu. Zawsze czuje pozostałości po swoich duplikatach. 
- Pokaż to. - Rzuciła, i złapała jego dłoń. Nagle w głowie pojawiły się jej obrazy. - Hmm...wiesz... wydaje mi się, że wiem czemu jesteś kobietą...
- No to mów. 
- Krew mojego klona wsiąknęła ci w rękę. Możliwe, że tak jak klony wracają do mojego ciała, łącząc nasze dna, tak to pomieszało w twoim i zmieniło ci płeć. Tak mi się przynajmniej wydaje... 
- A wiesz może jak mnie zmienić w faceta?
- Nie mam zielonego pojęcia. Eee... Talon? 
- Hmm?
- Twoje bokserki. - Spojrzał w dół i znów tego ranka przeklnął. Tak kochani. Talek ma okres. 
- Co ja mam teraz zrobić?! 
- Mnie się pytasz? Ja mam 9 lat geniuszu. - Okej Talon myśl. Pierwsze co, musisz zdobyć tampony. Okej to łatwe. Poślesz po nie Reinę. 



~pół godziny później~


Jeszcze raz. Jeszcze. Jeszcze jeden. 
- KURWA REINA POMÓŻ MI! - Talon od kilku minut próbował włożyć w siebie kawałek waty.
- Ale ja nie umiem! Dzwonię po Katę! - Usłyszał zza drzwi łazienki.
- Nie! 
- Czemu?
- Nie chcę, żeby widziała mnie w tym stanie. 
- To Quinn.
- Ona też.
- Talon! Nie możesz z mokrą dupą łazić. Pójdę ci po podpaski i będzie z głowy. 



~kolejne pół godziny~

Chłopak właśnie opróżniał lodówkę do czysta, kiedy po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Po chwili do kuchni weszła kobieta. 
- A ty, kim przepraszam jesteś? - Zapytała, dość wrogo do niego nastawiona. Talon siedział bowiem, w bokserkach i koszulce, w mieszkaniu chłopaka, który jej się podoba, o ciele kobiety, atrakcyjnej kobiety trzeba dodać. 
- Ja... Okej, Quinn posłuchaj. Ja to, Talon. - Dziewczyna uniosła jedną brew. 
- Ja poważnie pytam. 
- Przecież jestem do siebie podobny no! Błagam cię, nawet blizny mam takie same! 
- Niby tak....Co ci się stało?
- Długa historia, mam okres i jestem koszmarnie głodny, wkurwiam się o wszystko, i nic mi nie pasuje. Ratuj...
- Ehh... 

~kolejny wkurwiający tajm skip~

Minął już drugi dzień tej katastrofy. Quinn postanowiła, że do czasu aż nie wymyślą jak go odmienić zrobi sobie wolne i zamieszka. Reina została w Noxus pod opieką czerwonowłosej. Właśnie podawała mu ciasteczka, kiedy boleśnie się oparzyła. Rycerski Talon od razu podbiegł do kobiety, aby zobaczyć co się stało. Po chwili dopiero, dotarło do niego jego zachowanie. Dlaczego to zrobił? Przecież w sumie nic się nie stało, a on jak ten kretyn rzucił się na ratunek niewiadomo czemu. To było dziwne. Nagle ich spojrzenia nie spotkały. Jego damskie policzki pokryły się szkarłatem, topił się w brązie drugich tęczówek, zupełnie nie myśląc o całym świcie. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jej oczy zapominając o wszystkim. 
- Chyba się z tobie zakochałem. - Powiedział na głos, zanim zdążył chociażby pomyśleć. To chyba te damskie hormony tak działały. Jakoś nie mógł nic poradzić na swoje uczucia i na to, że one aż błagają o ujawnienie. Zaczynał rozumieć, czemu Katarina zabijała wszystko co się rusza. 
- Co? - Spytała zdezorientowana Quinn.
- Nie ważne zapomnij o tym. Ja nie wiem do to miłość. - Wrócił do swojego zimnego tonu i poprawił biustonosz. Bycie kobietą jest strasznie niewygodne. 
- Miłość jest, kiedy martwisz się o kogoś bardziej, niż o siebie. Twoje serce przyspiesza swój rytm przez sam kontakt z ukochaną osobą, a wasze spojrzenia zatapiają się w sobie nawzajem, kiedy rozkoszujecie się każdą chwilą spędzoną razem, a rozstanie równoznaczne jest z końcem świata. Miłość jest wtedy, gdy ukochana osoba przysłania ci cały świat, a tobie to nie przeszkadza. Wasze ciała podniecają się od samego spojrzenia,a dusze wygrywają radosną melodię ilekroć rozmawiacie. - Wyszeptała, pogrążając się w jego czekoladowym spojrzeniu. - To jak? 
- Ja... - Dziewczyna przybliżyła się i oparła brodę na jego głowie. W tym ciele był od niej niższy. Chłopak czując ten zmysłowy zapach jej skóry wtulił głowę w jej szyję, przejeżdżając po niej ustami. To nie był pocałunek, po prostu pozwolił, aby gorąc jego ust przebrnął przez jej ciało. Dziewczyna złożyła krótkiego całusa na jego policzku. Potem niżej i niżej, aż doszła do ust. Zatracili się w tym całkowicie, upewniając się o swoich uczuciach. 
- Quinn? 
- Hmm? 
- Ty...lubisz dziewczyny?
- Nie. Lubię ciebie. - Znów go pocałowała. 
- Czy ty właśnie perfidnie wykorzystujesz możliwość zdominowania mnie?
- Możliwe....
- Ej! To ja tu jestem mężczyzną! To ja powinienem być na górze! Co ty sobie myślisz?! Moje uczucia to masz już w dupie co?! Wychodzę! - Jak powiedział, tak zrobił i po chwili słychać było trzask drzwi. 

Po godzinie wrócił. No co? Przeszło mu. 
- Wiesz co? - Zagadnął do dziewczyny, siadając obok niej na kanapie. - Nawet ładnie tutaj. - Skończył rozglądając się po mieszkaniu. 


- A gdzie "Moje uczucia to masz już w dupie ?! "
- Nieważne. 
- Talon. Ja rozumiem, że to trudne, ale staraj się opanować hormony dobrze? 
- Jestem. Kobietą. Rozumiesz?
- Trzeba coś wymyślić, bo jesteś strasznie wkurwiający. 

Po kilkunastominutowej burzy mózgów Quinn wymyśliła idealny plan. 
- Mam! Wiem jak cię odmienić!
- No mów... 
- W czasie wojny, kombinowaliśmy, żeby między rodzeństwami można było się porozumiewać telepatycznie. Znam tę czarodziejkę, która się tym zajmowała! Ona pewnie ogarnie co ci się stało!


Już są. Talon tak szybko wybiegł z mieszkania dziewczyny, że Valor musiał pomóc jej go dogonić. 
- Całkiem tu ....przytulnie. - Zauważył. W tym momencie wyszła do nich niziutka szatynka. 
- A czegoś się spodziewała? Pajęczyn i żabich oczu w słoikach? - Fuknęła wpuszczając ich wgłąb mieszkania. Duszący zapach kadzideł doprowadzał gości do odruchu wymiotnego, a biegające wszędzie różnorakie zwierzęta plątały się między nogami. Kobieta, na oko mogła mieć pięćdziesiąt lat, usiadła przy blacie i nie zwracając na nich więcej uwagi, wróciła do swoich zajęć. 

- Co was do mnie, dzieci drogie sprowadza, do starej Ciotki Remmi? - Westchnęła, jakby od niechcenia. 
- Ta piękna pani tutaj - Quinn wskazała na towarzyszkę. - To najlepszy zawodowy zabójca na świecie. Talon uległ małemu wypadkowi i- Urwała w połowie, gdyż chłopak chciał jej coś przekazać.
- Ej weź zobacz, tak żeby nie widziała, czy nie mam czasami brudnej dupy...
- Nie masz. - Odszepnęła, bez patrzenia. - I chciałam zapytać, czy nie wiesz może jak to odwrócić.
- A czemu uważasz, że wiem?
- Bo ty się zajmujesz genetyką, mieszaniem ludzi i tak dalej.
- Yhm...On się z kimś "zmieszał" tak? 
- Tak jakby. Moja uczennica potrafi się klonować, i krew jej klona wsiąknęła mi w dłoń.
- Krew wsiąknęła w dłoń? To nie była krew idioto. To było osocze, spełniające inną rolę niż krew. 
- Nieważne. Wiesz jak mi wrócić ptaszka?
- Ogólnie wiem, ale w twoim przypadku nie będzie to możliwe. 
- JAK TO?! - Krzyknęli młodzi jednocześnie.
- Musiałabym mieć trochę twojej krwi, aby wypchnęła te toksyny. No niestety nie masz rodziny, więc nie ma krwi. 
- Mam brata. - Starsza kobieta prawie spadła z krzesła.
- Jesteś sierotą przecież. 
- No jestem, ale brata mam. 
- Jeśli dasz mi jego krwi to zmienię cię w faceta, w mniej niż minutę. 

Po piętnastu minutach wezwany nagłym SMS'em Aron stawił się na miejscu. Oboje przyglądali mu się dłuższą chwilę. 
- O co wam chodzi? - Zapytał, zirytowany po dłuższej chwili.
- Dziwnie wyglądasz, bez Xina w pobliżu. - Skwitował chłopak. 
- Hahaha. Bardzo zabawne. Mówcie o co tu chodzi. 
- Nie boisz się igieł prawda? 
- Eee? Co? - Młodszy obrzucił wzrokiem staruszkę ze strzykawką. 
- Oj no daj trochę krwi, zobacz jak ja wyglądam! 
- Łoo! Talon! Bracie, nie poznałem cię! 
- No więc mi pomóż! 
- Jasne, jasne. - Roześmiany grzecznie usiadł na stołku obok kobiety. - Jak to się w ogóle stało?
- Długa historia. 




~Już w domku~

- Jak się cieszę, że wróciłem! 
- Też się cieszę. - Oboje się zaśmiali. 
- To lecę się pakować~! 
- Ej no! Daj się, męskim sobą nacieszyć! W końcu powiedziałeś, że się we mnie kooochasz~! 
- Nie powiedziałem. To było przez te hormony.
- Pijany człowiek wypowiada trzeźwe myśli! - Te krótką kłótnię przerwał pocałunkiem. No co? Kiedy się od siebie odsunęli dziewczyna z zaróżowionymi policzkami spojrzała na jego stare, dobre, pewne siebie spojrzenie. 
- Zdecydowanie wolę cię takiego. - Zaśmiała się, po czym zainicjowała kolejny pocałunek. - Chociaż cycki miałeś fajne. 
- Jesteś głupia. - Oboje się zaśmiali. 


~przerwa na pierogi~

Cynamonowy zapach unosił się w powietrzu nadając przyjemnej atmosfery. Talon delikatnie głaskał udo dziewczyny napawając się ich bliskością. 
- Te świeczki śmierdzą. - Skrzywił się.
- Ty śmierdzisz. - Dodała dziewczyna. 
- To może pójdę wziąć prysznic? - Zapytał zalotnie. - Idziesz ze mną?
- Yhm. Żebyś mnie przeleciał od razu? W pierwszy dzień związku?
- Nie chciałem. Podobno wspólne kąpiele zbliżają do siebie, to ty masz jakieś zboczone wyobrażenia. Głodnemu chleb na myśli. 
- Pff... Idź sam, ja kąpałam się rano. 

Po kilkunastu minutach zawitał do skromnie urządzonej sypialni. Pierwszy raz tu nocuje i nie śpi na kanapie. 


- Przytulnie tu masz. - Powiedział wtulając się w pościel.
- Byłeś tu już wiesz?
- Wiem, ale z perspektywy łóżka, ten pokój wygląda zupełnie inaczej. - Splótł ich ciała razem, bliżej siebie już być nie mogli. 
- Coś ty się taki misiowaty zrobił? 
- Chyba mi z kobiety zostało. - Zaśmiał się, kładąc głowę na jej piersiach. Dziewczyna pogłaskała go po głowie z uśmiechem na ustach. 
- Wiesz... - Zaczęła po chwili wahania. 
- Hmm?
- Czemu to robisz?
- Ale co?
- No..to wszystko. Ze mną...
- Bo moje psychopatyczne serduszko cię kocha. - Znów się zaśmiał. 
- Ale przecież ty jesteś piękny...a ja nie... - Podniósł się tak, żeby patrzeć jej głęboko w oczy. 
- Jesteś piękna. Cała. Jesteś cudowna i niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju, kocham cię taką jaka jesteś, wszystkie twoje zalety, i wady, wszystkie talenty i słabości. Rozumiesz? 
- Ale...
- Kto ci nagadał, że masz jakieś niedoskonałości?
- W sumie...Wszyscy?
- Jak "wszyscy"?
- No normalnie...Od małego byłam raczej gruba i nielubiana, potem zaczęłam szpiegować Noxus, ale nawet jeśli ja zdobyłam coś ważnego, a Lux jakąś błachostkę to ona dostawała oklaski, a mnie czasami ktoś poklepał po plecach. Wszyscy chłopcy uganiali się za nią, a mnie zauważali tylko kiedy mogłam coś dla nich zrobić, albo chcieli pobawić się z Valorem. Nigdy nie miałam chłopaka i w sumie zabrałeś dzisiaj mój pierwszy pocałunek. Jak znam moje naturalne niedojebanie to w łóżku też pewnie jestem chujowa...
- Ej! Jesteś cudowna! Oni są ułomni. Szczerze to Lux jest od ciebie brzydsza według mnie. 
- Yhm...
- Nie yhm tylko tak! Jestem najlepszą dupeczką na świecie, i mógłbym teraz mieć każdą, a jestem tu z tobą. To coś znaczy prawda?
- Że jesteś pierdolnięty?
- Nie! To znaczy, że jesteś wyjątkowa.
- No skoro tak mówisz... - Nie odpowiedział, tylko cmoknął ją na dobranoc i wtulił w swoją klatkę. Właśnie zaczyna się piękny okres w ich życiu. 


~Dwa miesiące później~

- No, ale czemu!?
- Bo nie chcę! Nie lubię ich, a oni nie lubią mnie! Ty nie masz pojęcia co ja przeżywałam w szkole! Nie pójdę tam!
- Quinn....to było kiedyś. Skarbie...
- Nie i koniec.
- Okej, ale powiedz chociaż, czemu nie chcesz iść. - Talon posadził ją sobie na kolanach. 
- Ehh...wiesz, że jak byłam mała byłam troszeczkę większa ...
- Mówiłaś. 
- No więc... kiedy jeszcze mi to aż tak nie przeszkadzało podobał mi się pewien chłopak. Był ogólnie bardzo lubiany, a ja raczej nie i pewnego dnia postanowiłam mu o tym powiedzieć. Przy całej klasie.... I on nazwał mnie grubasem... Potem cała klasa miała ze mnie ubaw do końca szkoły...
- Ehh...Ale spójrz na to teraz. Wyrosłaś na piękną kobietę. W pewnym sensie dzięki tobie zażegnaliśmy wieczny konflikt. Wielokrotnie przysłużyłaś się armii do tego stopnia, że możliwie dzięki tobie Demacia jeszcze istnieje. Poza tym umawiasz się ze mną. Przyznaj, nawet w u was dziewczyny do mnie wzdychają. 
- No... może masz rację...
- Pewnie że mam~! 
- A pomożesz mi wybrać jakąś sukienkę? 


Po kilku godzinach Quinn stała przed parkiem, w którym miało odbywać się spotkanie. Zobaczyła swoją starą miłość. Cały czas był otoczony przez dziewczyny. Nic się nie zmieniło. 
- Ej czy to nie czasem pączek Quinn? - Krzyknęła jedna z "koleżanek" Dziewczyna od razu się zarumieniła. Nienawidziła jak ją tak nazywali. Od razu zrobiło się wokół niej spore kółko. Starała się. Wyglądała naprawdę pięknie. Ciemnofioletowe włosy, rozpuszczone opadały prosto na sukienkę, która swoją oryginalnością zwracała uwagę każdego, jednocześnie podkreślając jej idealne kształty. 




- Też mi miło was widzieć ... - Odburknęła. 
- No nieźle cię w tym wojsku wyrobili... -  Z tłumu wyłoniła się wysoka blondynka w czerwonej sukience. Powoli klaskała mierząc Quinn od góry do dołu. - Szkoda że operacji plastycznej nie robiłaś. Ryj masz taki krzywy jak był, tylko chudszy...Ehh nigdy nie znajdziesz męża... 
- Daj jej spokój... - Do dziewczyny podszedł najprzystojniejszy z zebranych. O dziwo Quinn stała bez emocji, mimo uczuć jakimi kiedyś go darzyła, teraz tylko trochę było jej miło, że stanął po jej stronie. - Nie każdy musi być ładny, i mieć ładnego partnera. Ona jest sama z wyboru...nikt jej nie wybiera... - Jej całe dobre nastawienie własnie się ulotniło. Poczuła tylko jak chłopak mocno klepie ją po plecach, a przez wysokie obcasy przewróciła się na ziemię. Zazwyczaj nosi płaskie buty i miała problem z ustaniem, a co dopiero po uderzeniu. 
- Ja mam faceta... - Westchnęła zostając na ziemi. 
- Ta. Ciekawe kogo... - Usłyszała czyiś głos, ale nie była w stanie go rozpoznać. Wszystkie wspomnienia właśnie do niej wracały. Wszyscy się z niej śmiali, a ona nie miała przy kim się wypłakać. Nikt nie chciał jej obronić. Była tam sama. Nagle sala ucichła, ale nie odwróciła głowy. Nie interesowało ją, co wywołało taki zachwyt na twarzach pań i szok na męskich buziach. Nawet nie miała zamiaru się odwracać. Zbyt zajęta była własnymi łzami, które właśnie kapały bezwładnie na ziemię. Po chwili poczuła ciepło obok siebie. To przyjemne ciepło, które czuła od miesiąca, przed snem. Spojrzała na delikatnie uśmiechającego się Talona, który ścierał jej z policzków kropelki smutku. Powoli pomógł jej wstać, pocieszając spojrzeniem. Miał racje. Jest cudowny. Jego delikatny uśmieszek potrafi poprawić jej humor w sekundę. W sekundę też, potrafi się zmienić. Zmienić w zimnego, pozbawionego uczuć Talona, którego znają wszyscy. Zmierzył lodowatym spojrzeniem każdego po kolei, aby wzbudzić w nich jeszcze większy lęk. Kochał to uczucie, kiedy tłum osób boi zaczerpnąć powietrza, w obawie przed jego ruchem. 
- Który to?! - Warknął, aż wszystkich przeszedł dreszcz. Cisza. - Który nazwał ją grubą?! - Powtórzył głośniej, a wszyscy goście skierowali palce wskazujące ku wysokiemu brunetowi. Zabójca podszedł bez emocji na twarzy do ofiary i szarpnął go w środek okręgu. Podeszli jeszcze bliżej Quinn, by Talon całą swoją siłą rzucił go na ziemię, tak jak ona klęczała przed chwilą. Słyszał wyraźnie jego przyspieszone serce. Uwielbiał to. - Przeproś. - Wysyczał już ciszej, niczym demon, mimo szeptu każdy zgromadzony usłyszał. 
- P-przepraszam... - Wyjęczał przerażony chłopak. Talon bez mrugnięcia okiem podniósł go za obrania i przeszył przerażającym spojrzeniem bestii. 
- I teraz posłuchaj bardzo uważnie. Jeśli MOJA DZIEWCZYNA kiedykolwiek wspomni, chociaż słówkiem, o swojej wadze, czy wyglądzie, negatywnie. Przerwę cokolwiek bym robił, znajdę cię, i ci jebnę. A zapewniam, że poszukam cię w mniej niż 10 minut. DOTARŁO?! 
- A-ale czemu teraz mam obrywać za jej kompleksy? - Pyskował, a mimo to był przerażony. Urocze. 
- Bo tak powiedziałem. A ty! - Rzucił jeszcze ciałem chłopaka na ziemię, bez problemu odrzucając go kilka metrów dalej i zwrócił się do złośliwej blondynki. - Nie radzę ci nosić takich obcisłych ubrań, bo widać ci boczki. Nie masz mięśni Quinn, więc się tak nie ubieraj. - Rzucił przelotnie i złapał ukochaną za rękę, udając się do domu. 

Właśnie znalazłam swój ideał... Pomyślała fioletowowłosa, gładząc jego głowę spoczywającą na jej brzuchu. 


- Talon...
- Hmm?
- Dziękuję...
- Za co? 
- Że mi pomogłeś.
- A miałem patrzeć jak się z ciebie śmieją? 
- Nie, ale...skąd ty się tam wziąłeś?
- Wiedziałem, że nie powiesz, że spotykasz się ze mną, a jak już to nikt ci nie uwierzy, więc postanowiłem zrobić wejście smoka, ale jak widać mi nie wyszło. 
- Kocham cię...
- Ja ciebie też. - Podniósł się do siadu całując ją delikatnie w usta. Powoli pogłębiał pieszczotę, błądząc rękami po jej ciele. 
- C-chcesz to zrobić?
- Nie zrobię niczego, czego nie będziesz chciała. - Pogłaskał ją delikatnie po policzku. 
- Chcę. 
- Co chcesz? - Postanowił się z nią pobawić. Ta niewinność go rozczulała. 
- No chcę, żebyś...no...
- No?
- Nie rób mi tak!
- Ale ja nie wiem o co ci chodzi po prostu! - Zaśmiał się wesoło.

- Chciałam właśnie uprawiać z tobą seks, ale właśnie popsułeś nastrój. Idę spać, dobranoc! 
- No ej! - Szturchał ją lekko w ramię, ale dziewczyna położyła się na boku i ani drgnęła. - Kochanie, jesteś u mnie w domu, to niegrzeczne leżeć do mnie tyłem~! 
- Pff. 








środa, 23 marca 2016

Rozdział 30 "Przygarnij kotka"

Pisząc ten rozdział dowiedziałam się jednej rzeczy. Nienawidzę pisać sytuacji, gdzie jest więcej niż 3 osoby jednocześnie. A przechodząc do rzeczy ważnych. Jest to ostatni rozdział, po tym zabieram się za epilog. To opowiadanie jest słabe, historia jest pomieszana i niespójna, więc postanowiłam je zakończyć. I tak jest zbyt długie. Pozostaje mi napisać epilog i życzyć Miłego czytania ~! <3 i podziękować wam za czytanie mojej powieści, i wszystkie rady, krytykę, i pozytywne komentarze. Jeśli będziecie chcieli zrobię osobną notkę o tym, czemu kończę tego bloga.


Zimno. Szaro. Twardo. Niewygodnie. Dziewczynka starała się podnieść, lecz jej nadgarstki były związane. Po kilku chwilach znalazła się w pionie. Co się działo zanim tutaj trafiła?

Zimowy wieczór. Talon kolejny już raz umówił się z Quinn. Nie chciał się przyznać, ale jego serduszko pomalutku zaczynało kochać tę kobietę. Tak, więc spędzali ze sobą dużo czasu. Na czytaniu książek, rozmawianiu, gotowaniu, jedzeniu, spacerach, a najbardziej demacianka lubiła czesać włosy zabójcy. Zadbane, mięciutkie, gęste, piękne. Wracając do tematu...

Reina zawsze w te chwile, była z Katariną, lub sama błądziła po uliczkach Demaci, czekając na opiekuna. Trenowała skakanie między dachami, rzucała sztyletami do ptaków i często spotykała się z Aronem, i Hideo. 
Dzisiaj miało być dokładnie tak samo. Pożegnała Talona pod pomnikiem Jarvana I i ruszyła w swoim kierunku. 
Wstąpiła do biblioteki. Czytanie było jej drugą ulubioną czynnością, poza walką. Przywitała się ze starszą panią, wydającą literaturę i wstąpiła w głąb pomieszczenia. Dział psychologiczny powitał ją zapachem drewna i starych książek, nadając miejscu magicznego klimatu.
Wybrała pierwszą lekturę z brzegu i usiadła na krześle rozkoszując się treścią. 

Po kilkunastu minutach bibliotecznej ciszy nastąpił zwrot akcji. Głośny trzask, dźwięk zrzucanych z biurka książek, a po chwili do dziewczynki dotarł zapach środków nasennych. Jakie szczęście, że czerwonowłosa nauczyła ją wyczuwać ten zapach zanim nawdycha się go tyle, żeby działał. Zasłoniła sobie nos i usta czerwoną apaszką po czym ruszyła do drzwi prowadzących na główną część biblioteki, uprzednio łapiąc za ostrza.

Na tym kończą się jej wspomnienia. Ból z tyłu głowy mówił jednak, że została ogłuszona i to w dość brutalny sposób. Całe pomieszczenie było szare natomiast wejście wykonano ze szkła. Od mniej więcej metra w górę można było zobaczyć co dzieje się w jej celi. Jednym sposobem na ukrycie się była ściana na której się owe drzwi opierały. Westchnęła pukając kilka razy w szybę. Po chwili zobaczyła jak duży, umięśniony mężczyzna pokryty tatuażami zerka w jej kierunku i odchodzi. Po kilku minutach wrócił z najpewniej swoim szefem.


- Obudziliśmy się? - Zapytał z uśmiechem. 
- Nie. Lunatykuję. - Odpysknęła.
- Ale czemu jesteś taka niemiła? A, no tak. Talon. 
- Możesz mi wyjaśnić, co ja tu do cholery robię? - Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała w górę, aby móc widzieć jego twarz. Był całkiem wysoki a ona miała niespełna metr trzydzieści. 
- Oczywiście. Nie jestem człowiekiem złym, ale w mojej branży ludzie się przydają wiesz? A tak się składa, że twój Talon zabił mi ich całkiem sporo. - Na te słowa dziewczynka uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Ten facet zdawał się być z wiekiem coraz głupszy. 
- Czemu mnie to nie dziwi...., ale po co ja ci jestem potrzebna?
- Muszę go tu jakoś zwabić, a co lepiej działa na cień ostrza niż jego oczko w głowie? A ciebie łatwiej złapać, niż Katarinę. 
- Gratulacje. Złapałeś dziecko. Medal dla tego pana. 
- Jakbyś nie wiedziała, nie jesteś normalnym dzieckiem. Czytałem o tobie bardzo ciekawy artykuł. - Przysiadł się na prostym łóżku, które było jedynym meblem tutaj. Dziewczynka zrobiła to samo. 
- To znaczy? - Zapytała z ciekawością.
- "Du Ceouteu trenują nową bestię" "Cień ostrza wychowuje swojego następce" "Dziewczynka postrachem Noxus" "Bezlitosne dziecko" i tak dalej.
- Dużo tego.
- Dobry temat, to dużo piszą. - Wzruszył ramionami. - Wiem, że jestem miły jak na kogoś kto cię porwał, ale jeśli Talon nie przyjdzie to zginiesz. - Dodał z uśmiechem.
- Bardziej boję się tego co mi zrobi za to, że dałam się złapać, niż ciebie.
- Grunt to pozytywne myślenie. Bardzo dobrze. Chcesz coś zjeść?
- Możesz mi przynieść.


~***~

- Talon? - Xin patrzył na przybysza z niedowierzaniem. 
- Jest u ciebie Kata?!
- Czemu miała by być? 
- Przyszła z Garenem? - Zabójca zrobił zażenowaną minę.
- Bingo~! Jest. Wejdź. - Talon przepchnął go wgłąb mieszkania i wparował do salonu.
- Mamy GIGA problem! - Krzyknął zdenerwowany.
- No mów. 
- Reina zniknęła! Porwali mi dziecko! Nie mam pojęcia kto! Pomóż! Twój ojciec mnie zabije jak się dowie! Może jak znajdziemy podobną to nie zauważy co?! Kurwa! - Dziewczyna słuchała w spokoju powoli podchodząc, aż w końcu wymierzyła mu silny cios w twarz. Otwartą dłonią. 
- Już? - Chodziło jej oczywiście o to, czy się uspokoił.
- Już. 
- To teraz idioto gadaj komu znowu podpadłeś. 
- Jak go znam to wszystkim niebezpiecznym osobom świata. - Garen wyszedł właśnie z łazienki. 
- Niech pomyślę.....
- Cześć~! - Aron i jego przyjaciel akurat teraz wrócili z kawiarni. Widząc poważne miny towarzystwa obaj lekko się zaniepokoili. Ignorując ich przybycie wszyscy starali się już wymyślać jakiekolwiek rozwiązanie. 
- A może po prostu jest w domu? - Zapytał wyższy z nastolatków. 
- Ja wiem, że ona mnie nie zawsze słucha, ale jak się umawiamy to zawsze jest punktualnie. Wiem! Byłem ostatnio w pewnym miejscu. I jakoś tak nie chciałem, żeby ktoś się o tym dowiedział i zabiłem osobę z którą tam byłem, i ochronę, i ...
- Gdzie byłeś. - Warknęła dziewczyna. To na prawdę nie była pora na zagadki.
- No w taki jednym miejscu. W "Przygarnij kotka".... - Jego policzki przybrały różowy odcień.
- Co to jest? - Spytał Xin nie bardzo rozumiejąc nazwę. Wszyscy mieli miny mówiące dokładnie to samo.
- Agencja towarzyska. - Powiedział Hideo marszcząc brwi.
- A ty niby skąd wiesz? - Zapytał zabójca.
- Bo tam pracuję. Coś ty zrobił, że mogli ją porwać? Mój szef to najcudowniejszy kryminalista świata, muchy by nie skrzywdził...a przynajmniej tak nas traktuje. - Xin podszedł do nastolatka i objął go od tyłu. 
- Głupolu jakbyś mi powiedział, że potrzebujesz pieniędzy to bym ci dał.
- Nie mówmy teraz o tym, tylko jak ją stamtąd wydostać. - Talon chodził nerwowo po pomieszczeniu. Postanowili sprawdzić, z kim w ogólne mają do czynienia, więc udali się do mieszkania Katariny i Garena.

~***~

Rozłożyła na stole kilka segregatorów. Mieli z Garenem miłe, całkiem przytulne mieszkanko, niedaleko włości Xina, więc droga zajęła wszystkim zaledwie kilka minut.  Yhm jasne. Już widzimy Garena w małym mieszkanku. Ni chuja. Garen wykupił gigantyczną willę.


Salon (dół)



Łazinka nr1(dół)


Łazienka nr2 (góra)
Łazinka nr3 (góra)
Sypialnia gościnna nr1 (dół)
Sypialnia gościnna nr2  Kata w niej śpi kiedy nie ma humoru (góra)

Sypialnia gościnna nr4 (góra)
Sypialnia w której śpią cały czas (chyba widać że góra)
Gabinet Garena w którym przyjmuje gości (dół)
Gabinet Garena w którym pracuje bo on potrzebuje kolorki ale kolorki nie są poważna jak na generała więc ma sobie drugi do robienia dobrego wrażenia bo może (góra)
Kuchnia na dole
Kuchnia na górze
 Cień Ostrza od razu zaczął szukać informacji na temat właściciela tej placówki. Tak. Prowadzili staranne akta na temat każdej osoby, chociażby minimalnie powiązanej z ich małym, przestępczym światkiem. 


- Wasza praca jest bardziej papierkowa niż się wydaje. - Aron przysiadł się na ziemi i również chwycił jeden z segregatorów.
- Em...Nie, że coś mówię....Ale zamiast szukać w stercie papierów nie łatwiej by było po prostu go zapytać? - Hideo przysiadł na kanapie w salonie.
- A powie ci gdzie trzyma zakładnika? - Katarina przewróciła oczami.
- Może jakimś podstępem by powiedział, tylko musiał bym mieć okazję z nim porozmawiać a ten tydzień jestem prostytutką, na drugi mam kelnerować, więc będę mógł zapytać. 
- Nie mamy tyle czasu. Zaraz. Co? 
- Nasz szef nie traktuje nas jak towar, tylko jak pracowników. Dba o nasze samopoczucie, jak i o psychikę, więc zmieniamy się co tydzień. Raz siedzimy grzecznie w pokojach czekając na klientów, a raz wieczorami nosimy jemu i jego gościom whisky i dajemy się głaskać. Tak wiecie, żeby było miło raz kiedyś nie dawać dupy obcym ludziom. Nowi zawsze zaczynają od noszenia picia. 
- Czyli ktoś musi udawać dziwkę, żeby się dowiedzieć gdzie jest Reina. - Talon podrapał się po głowie. Nagle wszyscy spojrzeli na Arona.
- Co? - Spytał chłopiec.
- No jak to co? Kto się do tego zadania bardziej nada niż ty? - Zabójca podszedł do chłopca siedzącego na kanapie i położył mu dłonie na kolanach.
- Nie ma mowy. Nie będziesz mi go wykorzystywał. - Xin objął swój skarb ramionami.
- To mój brat, więc będę.
- W sumie... ja to chyba zrobię najlepiej....
- Aron...naprawdę chcesz?
- Lubię małą, trzeba jej pomóc. Poza tym mogę go po prostu zaczarować i mi powie.
- Nie da rady. - Czerwonowłosa pozbierała kartki z podłogi. - Zobaczą, że masz różowe oczy. Musisz to zrobić bez używania czarów. 
- Jasne. Czyli Hiduś załatwia mi pracę, ja się dowiaduję co i jak. Mówię to tobie - Spojrzał na Hideo - Talon udaje twojego klienta, mówisz jemu, a on idzie po Reinę. Tak?
- Zaskakująco dobry plan - Garen zaklaskał kilka razy z uznaniem. - Ma tylko jedną wadę. Talona raczej tam nie wpuszczą. Pójdę ja.
- Ty raz chciałeś pomóc. Przypominać jak to się skończyło? - Talon warknął siadając skrzyżnie na podłodze. Nagle czerwonowłosa wstała.
- Według mnie powinniśmy zrobić tak: 1)Aron idzie do pracy 2)Dowiaduje się gdzie jest Reina 3)Wychodzi na tyły, nie wiem jak to zrobi, wymyśli coś. 4)Na tyłach czekam ja i Xin. Talon może zwracać niepotrzebnie uwagę, a Garen może coś zpartolić. 5)Idziemy w trójkę po małą.
- O nie nie nie nie nie. - Xin pokręcił głową. - Już wystarczy, że Aron ma brać udział w tej dziwnej akcji. Nie będzie jeszcze szedł z nami, może mu się coś stać.
- Nie panikuj dam sobie radę.
- Twoje ręce są jak zapałki. Wrócisz, żeby nie wzbudzać podejrzeń. 
- Czyli wszystko ustalone? - Zabójca podskoczył, naciągając kaptur. 
- Pewnie. Kiedy zaczynamy? - Aron spojrzał na przyjaciela.
- Za godzinę zaczynam pracę, więc możesz iść ze mną. Ubrania dostaniesz tam. Tylko...on się chyba zorientuje, że to wszystko przeze mnie...
- Pracuję właśnie nad projektem pomocy ubogim rodzinom, więc nie musisz się martwić. 
- Garen? Czyżby moje wizje aż tak zadziałały, że pan generał zajął się czymś takim?
- Weź nic nie mów, cały czas jeszcze śni mi się twój ryk.
- O co chodzi? - Katarina nie za bardzo rozumiała o czym rozmawiają.
- Nie ważne. 
~*Godzina później*~

- Yhm... Dobrze. - Mężczyzna uśmiechnął się ciepło do Arona. 
- Na prawdę? - Hideo udał zaskoczenie. Wiedział doskonale, że szef się zgodzi na nową osobę w ich małej rodzinie. 
- Pewnie, jeśli chce to nie ma problemu. 
- Bardzo dziękuję proszę pana. - Niższy ukłonił się. 
- Wystarczy Samuel. - Poprawił krawat. Wstał z czarnej kanapy po czym pogłaskał Arona po poliku. - Za godzinę mam spotkanie z kimś ważnym, więc będziesz mógł zasłużyć na pierwszą wypłatę. Przyjdź tutaj, Hideo pokaże ci garderobę i ubrania jakie musisz założyć. Miłej zabawy, i proszę, abyś przyłożył się do pracy. Mój wspólnik musi być tobą na tyle otumaniony, żeby podpisać korzystną dla mnie umowę bez zastanowienia. Jesteś śliczny więc trudno nie będzie. 


~*kolejna godzina*~

- Ja mam w tym wyjść? - Aron przyglądał się sobie w lustrze. Ubrane miał czarne pończochy zakończone koronką, luźne bokserki z tej samej koronki i kocie uszy oraz ogon. Tak. Taki ogon. Wkładany. 
- Oczywiście, że nie. Jeszcze to - Przyjaciel podał mu czarne szpilki.
- Jaja sobie robisz.
- Nie. Ja w tym chodzę cały czas .
- No, ale te uszy i ogon?
- Cała koncepcja opiera się na kotach. Nie zorientowałeś się po nazwie? Ubieraj szpile i idź, bo się spóźnisz.
- Przecież ja się w tym zabiję...
- Dasz radę. - Chwycił niższego za ramię i pociągnął do wyjścia z garderoby. Aron nieśmiało przyglądał się ludziom na korytarzach. Ubranych podobnie, jedynie kocie dodatki mieli dobrane do własnych włosów a bielizna była w chyba wszystkich możliwych kolorach. Nawet nie spodziewał się, że w takim miejscu może być tyle ludzi. Kobiet i mężczyzn w różnym wieku. W innym mieście jeszcze by rozumiał, ale w Demaci? Czyżby najprawsza nacja świata, miała jednak społeczny margines? A może po prostu to lubią? Gdyby tylko Garen to widział...

Niepewnie wszedł do pomieszczenia w którym już dzisiaj był, kiedy Hideo otworzył drzwi i wpuścił go do środka. Kiedy wrota się zamykały zobaczył tylko, jak przyjaciel pokazuje mu, że trzyma kciuki. Czas zacząć grę. Uśmiechnął się uroczo i przywitał ukłonem ze swoim szefem i jego towarzyszem. 
- Przepraszam za spóźnienie. - Dodał z uśmiechem i podszedł do starszych.
- Nic się nie stało słoneczko. - Mężczyzna w średnim wieku uśmiechnął się i pociągnął mniejszego na swoje kolana. Amor zaskoczony cicho pisnął, ale został w tej pozycji, a nawet ułożył nogi w bardziej seksownej pozycji. Dziękował niebiosom, że facet do którego ma się łasić jest przystojny. Szczupły z dwudniowym zarostem, brązowooki, gdyby nie znał Xina nawet by się nim zainteresował. Nie przeżyłby gdyby to był gruby, spocony, dziad, a tak całkiem swobodnie głaskał jego ramię i dawał się drapać za uszkiem. Cicho pomrukiwał kiedy starszy przewracał między palcami jego ogonek, co powodowało, że część zanurzona w nim też się poruszała. Siedzieli tak kilkanaście minut, chłopiec przysłuchiwał się rozmowie szukając jakiegoś pretekstu do zapytania o Reinę. Kiedy poruszyli temat Talona skupił się jeszcze bardziej.
- Nie sądzisz, że to przesada? To jest dziecko, ja poczekam na Talona wyjaśnię sobie z nim coś i ją oddam. 
- To jest moja szansa na pozbycie się go raz na zawsze. Daję ci kilkanaście tysięcy za tą małą. 
- Mieliśmy rozmawiać o nieruchomościach.
- Sam zacząłeś.
- Wymknęło mi się. Wracajmy do tematu.
- Nie. Okej. Sto tysięcy i dajesz mi tą małą i jego. - Pogłaskał Arona po główce, a ten grzecznie przywarł do jego dłoni. Jego buzia wyglądała jak u dziecka które dostało drogą zabawkę. 
- Nie. Ludzie to nie towar. Mówiłem ci to nie raz. On jest moim pracownikiem i go nie oddam, jak chcesz możesz mieć go na noc, a Reina to dziecko. Już i tak denerwuje mnie fakt, że musiałem ją zamknąć w piwnicy, bo wszystkie pokoje są zajęte.
- Jesteś zbyt miękki do tej roboty. 
- Możliwe, ale jak na razie to bycie miękkim bardzo mi się opłaca. Tak więc nie oddam ci nikogo. Ona ma 9 lat. - Tak. To jest ten moment. Aron wkraczaj do akcji.
- 9 lat? A może mógłbym się nią jutro zająć do południa? Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę, ale niestety moja mama umarła przy moim porodzie. - Zrobił słodką, smutną minkę i poprawił krawat swojego siedzenia. 
- Nie ma problemu, a mógłbyś przynieść nam po szklance z lodem?
- Pewnie. - Znów się uśmiechnął i ruszył do stolika, kręcąc z wprawą tyłeczkiem. Podczas nalewania alkoholu specjalnie się wypiął. 
- Jak będziesz chciał, to nawet dzisiaj pójdziesz na dół, i w lewo, tam są drzwi i ona tam jest. 
- Dobrze. - Wrócił na swoje miejsce. 

Po kilkunastu minutach skrzywił się lekko i zaprzestał bawienia się włosami swojego towarzysza. 
- Coś się stało? - Zapytał zaniepokojony Samuel.
- S-strasznie boli mnie brzuch. - Zgiął się w pół zagryzając wargę. 
- Zabiorę go do pokoju. - Kiedy zobaczył grymas niezadowolenia dokończył. - Jeśli to coś poważnego, nie będzie mógł spędzić z tobą nocy, więc podpisz tą cholerną umowę i wyjdź. - Mężczyzna szybko chwycił długopis i złożył podpis na dokumentach. Samuel wziął małego na ręce w celu położenia kotka w jego łóżku. 

Kiedy tylko szef oddalił się na bezpieczną odległość Aron wymknął się z pokoju i udał w kierunku tylnego wyjścia. Uchylił drzwi i wyszedł na zewnątrz. Od razu przywitał go śnieg i zimny podmuch wiatru, a jako że teoretycznie nie był ubrany dostał gęsiej skórki.
- O mój boże. - Westchnął Xin widząc swojego chłopaka w takim stroju. Podszedł i obejrzał go dokładnie z każdej strony. 
- Możesz przestać mnie obłapiać wzrokiem? - Zapytał nieśmiało. 
- Jesteś mój, więc mogę. 
- Aron ma rację, trzeba ratować Reinę. - Przerwał im Talon.
- A ty co tutaj robisz? 
- Uparł się, a Kata powiedziała, że w trójkę zrobimy niepotrzebny tłok. 
- Gdzie ona jest?!
- Spokojnie. Na dole w piwnicy, po lewej. - Mruknął i odwrócił się aby wrócić do budynku. 
- Aron? - Xin złapał go za dłoń.
- Tak?
- Mógłbyś...zostawić sobie te ubrania? - Młodszy tylko wywrócił oczami w pobiegł schodami na górę, a mężczyźni ruszyli ku dołowi. 

Samuel zmartwiony wszedł do pokoju amora z gorącą herbatą. Zobaczył chłopca w jego normalnych ubraniach, czyli obcisłych jeansach i luźnym czarnym podkoszulku. 
- Lepiej się czujesz? 
- Troszeczkę... - Chłopak zakrył się szczelniej kołdrą. 
- Napij się... - Podał chłopcu kubek, gdy nagle usłyszeli przeraźliwy krzyk.


~*a skąd wziął się krzyk?*~


Zbójca biegł ile sił w nogach na dół. Xin patrzył tylko na jego plecy i lekkim truchcikiem podążał za nim, kiedy Talon krzyknął jakby obdzierali go ze skóry przyspieszył kroku. Przez drzwi widać było małe ciało, i tylko dzięki ubraniom mógł się domyślić, że to Reina, głowy nie było. A raczej była, tylko zauważył ją chwilę potem, leżała kilka kroków dalej. Widział różne rzeczy, ale nigdy nie tak potworne. Kawałek kręgosłupa wystawał jej z szyi, z której wypływała krew. Podszedł do cienia ostrza, który klęczał na ziemi. 
- Zabiję ich wszystkich... - Warknął wstając. Przez jego ciało przeszła teraz fala gniewu. Nie pamiętał kiedy był tak wściekły. Każda jego komórka wołała o zemstę. Jego głowę opanowała żądza mordu.
- Uspokój się.
- Nawet nie próbuj mnie uspokajać. 

W tym momencie przybiegł Samuel w towarzystwie jednego z ochroniarzy. Aron biegł tuż za nimi. Ledwo się zatrzymali a Talon już zaczął go dusić. Wysoki, łysy mężczyzna nawet nie próbował reagować. Bał się. Z resztą kto by się nie bał Talona.
- JAK!? JAK MOGŁEŚ ZABIĆ DZIECKO!? - Warczał nie przestając. Aron wiedział, że małej nic stać się nie mogło, a przynajmniej nie przez tego człowieka, więc użył swoich umiejętności i Talon po chwili spokojnie oddychał, i tylko lekko zły skrzyżował ramiona.
- Jak to zabić? - Podszedł do drzwi, skołowany, a widząc ciało odwrócił się do pracownika. - Miałeś jej pilnować do cholery! Pilnować! Nie zabić! Widzisz różnicę między pilnować, a zabić?! 
- Ale ja jej nic nie zrobiłem, pięć minut temu powiedziała, że jest głodna, więc poszedłem po coś do jedzenia, jak usłyszałem Talona to się wróciłem!
- Przykro mi. - Zwrócił się do zabójcy. W jego oczach widać było szczere współczucie i smutek. - Oddam ci jej ciało. - Otworzył drzwi, po czym wszedł do środka. 

W tej chwili dziewczynka, która do tej pory siedziała na framudze drzwi torturując swoje mięśnie zeskoczyła na jego plecy, jednym ruchem zabrała mu pistolet i wyszła na zewnątrz, na wszelki wypadek go odbezpieczając. Zobaczyła, że ma małą publiczność. 
- Reina! - Krzyknął jej opiekun. Podszedł i klepnął ją w tył głowy tak, że prawie upadła.
- Ał! A to za co?
- Za danie się złapać. Byłaś strasznie nieostrożna.
- Przecież bym sobie poradziła, nawet nie zdążyłeś mi pomóc, a ja już jestem wolna. 
- I za to że się martwiłem. Poza tym, od kiedy ty umiesz się posługiwać bronią palną?
- Kata kiedyś mnie nauczyła. Martwiłeś się?
- No może nie martwiłem, ale jak zobaczyłem cię bez głowy to myślałem że ojciec Katy mi jaja urwie.
- Jak ty to właściwie zrobiłaś? - Zapytał Xin łapiąc jej odciętą głowę. 
- Klon? Kata pokazała mi gdzie powinnam zawsze trzymać zapasowy sztylet i jak widać przydał się. Odcięłam głowę swojemu klonowi, żeby zwrócić uwagę i się wydostać. - Podeszła do Xina i zabrała mu część ciała, po czym rzuciła nią w opiekuna. Ten złapał odruchowo, a karmazynowa posoka z szyi wypłynęła na jego palce. Wyrzucił ją od razu wzdrygając się.
- Czekaj, czy ty sobie wsadziłaś sztylet w...? - Dziewczynka tylko się uśmiechnęła. Wszyscy jednocześnie się wzdrygnęli, a Samuel powoli odzyskiwał przytomność, po uderzeniu głową w podłogę. 
- Przepraszam za kłopot, ale Reina proszę, wróć do celi. - Wstał masując się z tyłu głowy. Dziewczynka zaśmiała się i wycelowała w niego broń. 
- Porywanie mojego ucznia to nie był dobry pomysł. 
- Jakoś nie stawiała oporu nieprzytomna. Słuchaj. Ja jestem biznesmenem, potrzebuję ludzi, a ty mi zabiłeś właśnie ludzi. Musisz za to zapłacić.
- Na pewno nie nią. Nie będę ci nic płacić, jestem najlepszym zawodowym zabójcą na świecie. 
- To nie ma znaczenia. 
- Właśnie, że ma, bo zaraz ci wybiję wszystkich ludzi i się zdziwisz. Wychodzimy. - Wszyscy niczym za przywódcą udali się do wyjścia. 
- Aron, a ty gdzie? - Zapytał mężczyzna widząc jak jego nowy pracownik oddala się. 
- A ja z nimi. Dzięki za herbatę.