Miłe promienie słoneczka, otuliły jego zmęczoną twarz. Nastał ranek, a Talon właśnie budził się do życia. Przeciągnął się, czując dziwny ciężar na klatce piersiowej i usiadł. Coś mu nie pasowało. Ewidentnie było coś nie tak. Spojrzał w dół i prawie dostał zawału. Na jego zazwyczaj męskiej, umięśnionej klacie znajdowały się teraz piersi. I nie, nie należały one do żadnej kobiety, były jego. Zerwał się czym prędzej do łazienki i przeanalizował swój wygląd. Ostra szczęka, była teraz ładnie zaokrąglona, a jednodniowy zarost zniknął. Szerokie, muskularne ramiona, zwęziły się. Biust miał średniej wielkości, a wcięcie w tali, mówiło tylko jedno. Ze strachem w oczach zajrzał w puste bokserki. Zaklął siarczyście. Okej. Tylko co na to powie Reina? Czując dziwną pustkę między nogami udał się do pokoju dziewczynki. Szturchnął ją lekko w ramię, a ta uchyliła powieki. Od razu wylądował na ziemi z ostrzem przy gardle. W sumie, spodziewał się tego. Złote, przepełnione zimnem spojrzenie, przeszyło go na wylot.
- To ja idiotko. - Teraz przyjrzała się obcemu. Faktycznie tak pozbawione uczuć oczy, ma tylko Talon. Powoli z niego/niej zeszła.
- Co ci się stało?
- Jakbym wiedział.... - Skrzyżował ramiona na piersi. Dziewczynka spostrzegła coś dziwnego. Na jego dłoni znajdowała się krew jej klona. Skąd to wiedziała? Czuła po prostu. Zawsze czuje pozostałości po swoich duplikatach.
- Pokaż to. - Rzuciła, i złapała jego dłoń. Nagle w głowie pojawiły się jej obrazy. - Hmm...wiesz... wydaje mi się, że wiem czemu jesteś kobietą...
- No to mów.
- Krew mojego klona wsiąknęła ci w rękę. Możliwe, że tak jak klony wracają do mojego ciała, łącząc nasze dna, tak to pomieszało w twoim i zmieniło ci płeć. Tak mi się przynajmniej wydaje...
- A wiesz może jak mnie zmienić w faceta?
- Nie mam zielonego pojęcia. Eee... Talon?
- Hmm?
- Twoje bokserki. - Spojrzał w dół i znów tego ranka przeklnął. Tak kochani. Talek ma okres.
- Co ja mam teraz zrobić?!
- Mnie się pytasz? Ja mam 9 lat geniuszu. - Okej Talon myśl. Pierwsze co, musisz zdobyć tampony. Okej to łatwe. Poślesz po nie Reinę.
~pół godziny później~
Jeszcze raz. Jeszcze. Jeszcze jeden.
- KURWA REINA POMÓŻ MI! - Talon od kilku minut próbował włożyć w siebie kawałek waty.
- Ale ja nie umiem! Dzwonię po Katę! - Usłyszał zza drzwi łazienki.
- Nie!
- Czemu?
- Nie chcę, żeby widziała mnie w tym stanie.
- To Quinn.
- Ona też.
- Talon! Nie możesz z mokrą dupą łazić. Pójdę ci po podpaski i będzie z głowy.
~kolejne pół godziny~
Chłopak właśnie opróżniał lodówkę do czysta, kiedy po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Po chwili do kuchni weszła kobieta.
- A ty, kim przepraszam jesteś? - Zapytała, dość wrogo do niego nastawiona. Talon siedział bowiem, w bokserkach i koszulce, w mieszkaniu chłopaka, który jej się podoba, o ciele kobiety, atrakcyjnej kobiety trzeba dodać.
- Ja... Okej, Quinn posłuchaj. Ja to, Talon. - Dziewczyna uniosła jedną brew.
- Ja poważnie pytam.
- Przecież jestem do siebie podobny no! Błagam cię, nawet blizny mam takie same!
- Niby tak....Co ci się stało?
- Długa historia, mam okres i jestem koszmarnie głodny, wkurwiam się o wszystko, i nic mi nie pasuje. Ratuj...
- Ehh...
~kolejny wkurwiający tajm skip~
Minął już drugi dzień tej katastrofy. Quinn postanowiła, że do czasu aż nie wymyślą jak go odmienić zrobi sobie wolne i zamieszka. Reina została w Noxus pod opieką czerwonowłosej. Właśnie podawała mu ciasteczka, kiedy boleśnie się oparzyła. Rycerski Talon od razu podbiegł do kobiety, aby zobaczyć co się stało. Po chwili dopiero, dotarło do niego jego zachowanie. Dlaczego to zrobił? Przecież w sumie nic się nie stało, a on jak ten kretyn rzucił się na ratunek niewiadomo czemu. To było dziwne. Nagle ich spojrzenia nie spotkały. Jego damskie policzki pokryły się szkarłatem, topił się w brązie drugich tęczówek, zupełnie nie myśląc o całym świcie. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w jej oczy zapominając o wszystkim.
- Chyba się z tobie zakochałem. - Powiedział na głos, zanim zdążył chociażby pomyśleć. To chyba te damskie hormony tak działały. Jakoś nie mógł nic poradzić na swoje uczucia i na to, że one aż błagają o ujawnienie. Zaczynał rozumieć, czemu Katarina zabijała wszystko co się rusza.
- Co? - Spytała zdezorientowana Quinn.
- Nie ważne zapomnij o tym. Ja nie wiem do to miłość. - Wrócił do swojego zimnego tonu i poprawił biustonosz. Bycie kobietą jest strasznie niewygodne.
- Miłość jest, kiedy martwisz się o kogoś bardziej, niż o siebie. Twoje serce przyspiesza swój rytm przez sam kontakt z ukochaną osobą, a wasze spojrzenia zatapiają się w sobie nawzajem, kiedy rozkoszujecie się każdą chwilą spędzoną razem, a rozstanie równoznaczne jest z końcem świata. Miłość jest wtedy, gdy ukochana osoba przysłania ci cały świat, a tobie to nie przeszkadza. Wasze ciała podniecają się od samego spojrzenia,a dusze wygrywają radosną melodię ilekroć rozmawiacie. - Wyszeptała, pogrążając się w jego czekoladowym spojrzeniu. - To jak?
- Ja... - Dziewczyna przybliżyła się i oparła brodę na jego głowie. W tym ciele był od niej niższy. Chłopak czując ten zmysłowy zapach jej skóry wtulił głowę w jej szyję, przejeżdżając po niej ustami. To nie był pocałunek, po prostu pozwolił, aby gorąc jego ust przebrnął przez jej ciało. Dziewczyna złożyła krótkiego całusa na jego policzku. Potem niżej i niżej, aż doszła do ust. Zatracili się w tym całkowicie, upewniając się o swoich uczuciach.
- Quinn?
- Hmm?
- Ty...lubisz dziewczyny?
- Nie. Lubię ciebie. - Znów go pocałowała.
- Czy ty właśnie perfidnie wykorzystujesz możliwość zdominowania mnie?
- Możliwe....
- Ej! To ja tu jestem mężczyzną! To ja powinienem być na górze! Co ty sobie myślisz?! Moje uczucia to masz już w dupie co?! Wychodzę! - Jak powiedział, tak zrobił i po chwili słychać było trzask drzwi.
Po godzinie wrócił. No co? Przeszło mu.
- Wiesz co? - Zagadnął do dziewczyny, siadając obok niej na kanapie. - Nawet ładnie tutaj. - Skończył rozglądając się po mieszkaniu.
- A gdzie "Moje uczucia to masz już w dupie ?! "- Chyba się z tobie zakochałem. - Powiedział na głos, zanim zdążył chociażby pomyśleć. To chyba te damskie hormony tak działały. Jakoś nie mógł nic poradzić na swoje uczucia i na to, że one aż błagają o ujawnienie. Zaczynał rozumieć, czemu Katarina zabijała wszystko co się rusza.
- Co? - Spytała zdezorientowana Quinn.
- Nie ważne zapomnij o tym. Ja nie wiem do to miłość. - Wrócił do swojego zimnego tonu i poprawił biustonosz. Bycie kobietą jest strasznie niewygodne.
- Miłość jest, kiedy martwisz się o kogoś bardziej, niż o siebie. Twoje serce przyspiesza swój rytm przez sam kontakt z ukochaną osobą, a wasze spojrzenia zatapiają się w sobie nawzajem, kiedy rozkoszujecie się każdą chwilą spędzoną razem, a rozstanie równoznaczne jest z końcem świata. Miłość jest wtedy, gdy ukochana osoba przysłania ci cały świat, a tobie to nie przeszkadza. Wasze ciała podniecają się od samego spojrzenia,a dusze wygrywają radosną melodię ilekroć rozmawiacie. - Wyszeptała, pogrążając się w jego czekoladowym spojrzeniu. - To jak?
- Ja... - Dziewczyna przybliżyła się i oparła brodę na jego głowie. W tym ciele był od niej niższy. Chłopak czując ten zmysłowy zapach jej skóry wtulił głowę w jej szyję, przejeżdżając po niej ustami. To nie był pocałunek, po prostu pozwolił, aby gorąc jego ust przebrnął przez jej ciało. Dziewczyna złożyła krótkiego całusa na jego policzku. Potem niżej i niżej, aż doszła do ust. Zatracili się w tym całkowicie, upewniając się o swoich uczuciach.
- Quinn?
- Hmm?
- Ty...lubisz dziewczyny?
- Nie. Lubię ciebie. - Znów go pocałowała.
- Czy ty właśnie perfidnie wykorzystujesz możliwość zdominowania mnie?
- Możliwe....
- Ej! To ja tu jestem mężczyzną! To ja powinienem być na górze! Co ty sobie myślisz?! Moje uczucia to masz już w dupie co?! Wychodzę! - Jak powiedział, tak zrobił i po chwili słychać było trzask drzwi.
Po godzinie wrócił. No co? Przeszło mu.
- Wiesz co? - Zagadnął do dziewczyny, siadając obok niej na kanapie. - Nawet ładnie tutaj. - Skończył rozglądając się po mieszkaniu.
- Nieważne.
- Talon. Ja rozumiem, że to trudne, ale staraj się opanować hormony dobrze?
- Jestem. Kobietą. Rozumiesz?
- Trzeba coś wymyślić, bo jesteś strasznie wkurwiający.
Po kilkunastominutowej burzy mózgów Quinn wymyśliła idealny plan.
- Mam! Wiem jak cię odmienić!
- No mów...
- W czasie wojny, kombinowaliśmy, żeby między rodzeństwami można było się porozumiewać telepatycznie. Znam tę czarodziejkę, która się tym zajmowała! Ona pewnie ogarnie co ci się stało!
Już są. Talon tak szybko wybiegł z mieszkania dziewczyny, że Valor musiał pomóc jej go dogonić.
- Całkiem tu ....przytulnie. - Zauważył. W tym momencie wyszła do nich niziutka szatynka.
- A czegoś się spodziewała? Pajęczyn i żabich oczu w słoikach? - Fuknęła wpuszczając ich wgłąb mieszkania. Duszący zapach kadzideł doprowadzał gości do odruchu wymiotnego, a biegające wszędzie różnorakie zwierzęta plątały się między nogami. Kobieta, na oko mogła mieć pięćdziesiąt lat, usiadła przy blacie i nie zwracając na nich więcej uwagi, wróciła do swoich zajęć.
- Co was do mnie, dzieci drogie sprowadza, do starej Ciotki Remmi? - Westchnęła, jakby od niechcenia.
- Ta piękna pani tutaj - Quinn wskazała na towarzyszkę. - To najlepszy zawodowy zabójca na świecie. Talon uległ małemu wypadkowi i- Urwała w połowie, gdyż chłopak chciał jej coś przekazać.
- Ej weź zobacz, tak żeby nie widziała, czy nie mam czasami brudnej dupy...
- Nie masz. - Odszepnęła, bez patrzenia. - I chciałam zapytać, czy nie wiesz może jak to odwrócić.
- A czemu uważasz, że wiem?
- Bo ty się zajmujesz genetyką, mieszaniem ludzi i tak dalej.
- Yhm...On się z kimś "zmieszał" tak?
- Tak jakby. Moja uczennica potrafi się klonować, i krew jej klona wsiąknęła mi w dłoń.
- Krew wsiąknęła w dłoń? To nie była krew idioto. To było osocze, spełniające inną rolę niż krew.
- Nieważne. Wiesz jak mi wrócić ptaszka?
- Ogólnie wiem, ale w twoim przypadku nie będzie to możliwe.
- JAK TO?! - Krzyknęli młodzi jednocześnie.
- Musiałabym mieć trochę twojej krwi, aby wypchnęła te toksyny. No niestety nie masz rodziny, więc nie ma krwi.
- Mam brata. - Starsza kobieta prawie spadła z krzesła.
- Jesteś sierotą przecież.
- No jestem, ale brata mam.
- Jeśli dasz mi jego krwi to zmienię cię w faceta, w mniej niż minutę.
Po piętnastu minutach wezwany nagłym SMS'em Aron stawił się na miejscu. Oboje przyglądali mu się dłuższą chwilę.
- O co wam chodzi? - Zapytał, zirytowany po dłuższej chwili.
- Dziwnie wyglądasz, bez Xina w pobliżu. - Skwitował chłopak.
- Hahaha. Bardzo zabawne. Mówcie o co tu chodzi.
- Nie boisz się igieł prawda?
- Eee? Co? - Młodszy obrzucił wzrokiem staruszkę ze strzykawką.
- Oj no daj trochę krwi, zobacz jak ja wyglądam!
- Łoo! Talon! Bracie, nie poznałem cię!
- No więc mi pomóż!
- Jasne, jasne. - Roześmiany grzecznie usiadł na stołku obok kobiety. - Jak to się w ogóle stało?
- Długa historia.
~Już w domku~
- Jak się cieszę, że wróciłem!
- Też się cieszę. - Oboje się zaśmiali.
- To lecę się pakować~!
- Ej no! Daj się, męskim sobą nacieszyć! W końcu powiedziałeś, że się we mnie kooochasz~!
- Nie powiedziałem. To było przez te hormony.
- Pijany człowiek wypowiada trzeźwe myśli! - Te krótką kłótnię przerwał pocałunkiem. No co? Kiedy się od siebie odsunęli dziewczyna z zaróżowionymi policzkami spojrzała na jego stare, dobre, pewne siebie spojrzenie.
- Zdecydowanie wolę cię takiego. - Zaśmiała się, po czym zainicjowała kolejny pocałunek. - Chociaż cycki miałeś fajne.
- Jesteś głupia. - Oboje się zaśmiali.
- Przytulnie tu masz. - Powiedział wtulając się w pościel.- Zdecydowanie wolę cię takiego. - Zaśmiała się, po czym zainicjowała kolejny pocałunek. - Chociaż cycki miałeś fajne.
- Jesteś głupia. - Oboje się zaśmiali.
~przerwa na pierogi~
Cynamonowy zapach unosił się w powietrzu nadając przyjemnej atmosfery. Talon delikatnie głaskał udo dziewczyny napawając się ich bliskością.
- Te świeczki śmierdzą. - Skrzywił się.
- Ty śmierdzisz. - Dodała dziewczyna.
- To może pójdę wziąć prysznic? - Zapytał zalotnie. - Idziesz ze mną?
- Yhm. Żebyś mnie przeleciał od razu? W pierwszy dzień związku?
- Nie chciałem. Podobno wspólne kąpiele zbliżają do siebie, to ty masz jakieś zboczone wyobrażenia. Głodnemu chleb na myśli.
- Pff... Idź sam, ja kąpałam się rano.
Po kilkunastu minutach zawitał do skromnie urządzonej sypialni. Pierwszy raz tu nocuje i nie śpi na kanapie.
- Byłeś tu już wiesz?
- Wiem, ale z perspektywy łóżka, ten pokój wygląda zupełnie inaczej. - Splótł ich ciała razem, bliżej siebie już być nie mogli.
- Coś ty się taki misiowaty zrobił?
- Chyba mi z kobiety zostało. - Zaśmiał się, kładąc głowę na jej piersiach. Dziewczyna pogłaskała go po głowie z uśmiechem na ustach.
- Wiesz... - Zaczęła po chwili wahania.
- Hmm?
- Czemu to robisz?
- Ale co?
- No..to wszystko. Ze mną...
- Bo moje psychopatyczne serduszko cię kocha. - Znów się zaśmiał.
- Ale przecież ty jesteś piękny...a ja nie... - Podniósł się tak, żeby patrzeć jej głęboko w oczy.
- Jesteś piękna. Cała. Jesteś cudowna i niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju, kocham cię taką jaka jesteś, wszystkie twoje zalety, i wady, wszystkie talenty i słabości. Rozumiesz?
- Ale...
- Kto ci nagadał, że masz jakieś niedoskonałości?
- W sumie...Wszyscy?
- Jak "wszyscy"?
- No normalnie...Od małego byłam raczej gruba i nielubiana, potem zaczęłam szpiegować Noxus, ale nawet jeśli ja zdobyłam coś ważnego, a Lux jakąś błachostkę to ona dostawała oklaski, a mnie czasami ktoś poklepał po plecach. Wszyscy chłopcy uganiali się za nią, a mnie zauważali tylko kiedy mogłam coś dla nich zrobić, albo chcieli pobawić się z Valorem. Nigdy nie miałam chłopaka i w sumie zabrałeś dzisiaj mój pierwszy pocałunek. Jak znam moje naturalne niedojebanie to w łóżku też pewnie jestem chujowa...
- Ej! Jesteś cudowna! Oni są ułomni. Szczerze to Lux jest od ciebie brzydsza według mnie.
- Yhm...
- Nie yhm tylko tak! Jestem najlepszą dupeczką na świecie, i mógłbym teraz mieć każdą, a jestem tu z tobą. To coś znaczy prawda?
- Że jesteś pierdolnięty?
- Nie! To znaczy, że jesteś wyjątkowa.
- No skoro tak mówisz... - Nie odpowiedział, tylko cmoknął ją na dobranoc i wtulił w swoją klatkę. Właśnie zaczyna się piękny okres w ich życiu.
~Dwa miesiące później~
- No, ale czemu!?
- Bo nie chcę! Nie lubię ich, a oni nie lubią mnie! Ty nie masz pojęcia co ja przeżywałam w szkole! Nie pójdę tam!
- Quinn....to było kiedyś. Skarbie...
- Nie i koniec.
- Okej, ale powiedz chociaż, czemu nie chcesz iść. - Talon posadził ją sobie na kolanach.
- Ehh...wiesz, że jak byłam mała byłam troszeczkę większa ...
- Mówiłaś.
- No więc... kiedy jeszcze mi to aż tak nie przeszkadzało podobał mi się pewien chłopak. Był ogólnie bardzo lubiany, a ja raczej nie i pewnego dnia postanowiłam mu o tym powiedzieć. Przy całej klasie.... I on nazwał mnie grubasem... Potem cała klasa miała ze mnie ubaw do końca szkoły...
- Ehh...Ale spójrz na to teraz. Wyrosłaś na piękną kobietę. W pewnym sensie dzięki tobie zażegnaliśmy wieczny konflikt. Wielokrotnie przysłużyłaś się armii do tego stopnia, że możliwie dzięki tobie Demacia jeszcze istnieje. Poza tym umawiasz się ze mną. Przyznaj, nawet w u was dziewczyny do mnie wzdychają.
- No... może masz rację...
- Pewnie że mam~!
- A pomożesz mi wybrać jakąś sukienkę?
Po kilku godzinach Quinn stała przed parkiem, w którym miało odbywać się spotkanie. Zobaczyła swoją starą miłość. Cały czas był otoczony przez dziewczyny. Nic się nie zmieniło.
- Ej czy to nie czasem pączek Quinn? - Krzyknęła jedna z "koleżanek" Dziewczyna od razu się zarumieniła. Nienawidziła jak ją tak nazywali. Od razu zrobiło się wokół niej spore kółko. Starała się. Wyglądała naprawdę pięknie. Ciemnofioletowe włosy, rozpuszczone opadały prosto na sukienkę, która swoją oryginalnością zwracała uwagę każdego, jednocześnie podkreślając jej idealne kształty.
- Też mi miło was widzieć ... - Odburknęła.
- No nieźle cię w tym wojsku wyrobili... - Z tłumu wyłoniła się wysoka blondynka w czerwonej sukience. Powoli klaskała mierząc Quinn od góry do dołu. - Szkoda że operacji plastycznej nie robiłaś. Ryj masz taki krzywy jak był, tylko chudszy...Ehh nigdy nie znajdziesz męża...
- Daj jej spokój... - Do dziewczyny podszedł najprzystojniejszy z zebranych. O dziwo Quinn stała bez emocji, mimo uczuć jakimi kiedyś go darzyła, teraz tylko trochę było jej miło, że stanął po jej stronie. - Nie każdy musi być ładny, i mieć ładnego partnera. Ona jest sama z wyboru...nikt jej nie wybiera... - Jej całe dobre nastawienie własnie się ulotniło. Poczuła tylko jak chłopak mocno klepie ją po plecach, a przez wysokie obcasy przewróciła się na ziemię. Zazwyczaj nosi płaskie buty i miała problem z ustaniem, a co dopiero po uderzeniu.
- Ja mam faceta... - Westchnęła zostając na ziemi.
- Ta. Ciekawe kogo... - Usłyszała czyiś głos, ale nie była w stanie go rozpoznać. Wszystkie wspomnienia właśnie do niej wracały. Wszyscy się z niej śmiali, a ona nie miała przy kim się wypłakać. Nikt nie chciał jej obronić. Była tam sama. Nagle sala ucichła, ale nie odwróciła głowy. Nie interesowało ją, co wywołało taki zachwyt na twarzach pań i szok na męskich buziach. Nawet nie miała zamiaru się odwracać. Zbyt zajęta była własnymi łzami, które właśnie kapały bezwładnie na ziemię. Po chwili poczuła ciepło obok siebie. To przyjemne ciepło, które czuła od miesiąca, przed snem. Spojrzała na delikatnie uśmiechającego się Talona, który ścierał jej z policzków kropelki smutku. Powoli pomógł jej wstać, pocieszając spojrzeniem. Miał racje. Jest cudowny. Jego delikatny uśmieszek potrafi poprawić jej humor w sekundę. W sekundę też, potrafi się zmienić. Zmienić w zimnego, pozbawionego uczuć Talona, którego znają wszyscy. Zmierzył lodowatym spojrzeniem każdego po kolei, aby wzbudzić w nich jeszcze większy lęk. Kochał to uczucie, kiedy tłum osób boi zaczerpnąć powietrza, w obawie przed jego ruchem.
- Który to?! - Warknął, aż wszystkich przeszedł dreszcz. Cisza. - Który nazwał ją grubą?! - Powtórzył głośniej, a wszyscy goście skierowali palce wskazujące ku wysokiemu brunetowi. Zabójca podszedł bez emocji na twarzy do ofiary i szarpnął go w środek okręgu. Podeszli jeszcze bliżej Quinn, by Talon całą swoją siłą rzucił go na ziemię, tak jak ona klęczała przed chwilą. Słyszał wyraźnie jego przyspieszone serce. Uwielbiał to. - Przeproś. - Wysyczał już ciszej, niczym demon, mimo szeptu każdy zgromadzony usłyszał.
- P-przepraszam... - Wyjęczał przerażony chłopak. Talon bez mrugnięcia okiem podniósł go za obrania i przeszył przerażającym spojrzeniem bestii.
- I teraz posłuchaj bardzo uważnie. Jeśli MOJA DZIEWCZYNA kiedykolwiek wspomni, chociaż słówkiem, o swojej wadze, czy wyglądzie, negatywnie. Przerwę cokolwiek bym robił, znajdę cię, i ci jebnę. A zapewniam, że poszukam cię w mniej niż 10 minut. DOTARŁO?!
- A-ale czemu teraz mam obrywać za jej kompleksy? - Pyskował, a mimo to był przerażony. Urocze.
- Bo tak powiedziałem. A ty! - Rzucił jeszcze ciałem chłopaka na ziemię, bez problemu odrzucając go kilka metrów dalej i zwrócił się do złośliwej blondynki. - Nie radzę ci nosić takich obcisłych ubrań, bo widać ci boczki. Nie masz mięśni Quinn, więc się tak nie ubieraj. - Rzucił przelotnie i złapał ukochaną za rękę, udając się do domu.
Właśnie znalazłam swój ideał... Pomyślała fioletowowłosa, gładząc jego głowę spoczywającą na jej brzuchu.
- Talon...
- Hmm?
- Dziękuję...
- Za co?
- Że mi pomogłeś.
- A miałem patrzeć jak się z ciebie śmieją?
- Nie, ale...skąd ty się tam wziąłeś?
- Wiedziałem, że nie powiesz, że spotykasz się ze mną, a jak już to nikt ci nie uwierzy, więc postanowiłem zrobić wejście smoka, ale jak widać mi nie wyszło.
- Kocham cię...
- Ja ciebie też. - Podniósł się do siadu całując ją delikatnie w usta. Powoli pogłębiał pieszczotę, błądząc rękami po jej ciele.
- C-chcesz to zrobić?
- Nie zrobię niczego, czego nie będziesz chciała. - Pogłaskał ją delikatnie po policzku.
- Chcę.
- Co chcesz? - Postanowił się z nią pobawić. Ta niewinność go rozczulała.
- No chcę, żebyś...no...
- No?
- Nie rób mi tak!
- Ale ja nie wiem o co ci chodzi po prostu! - Zaśmiał się wesoło.
- Chciałam właśnie uprawiać z tobą seks, ale właśnie popsułeś nastrój. Idę spać, dobranoc!
- No ej! - Szturchał ją lekko w ramię, ale dziewczyna położyła się na boku i ani drgnęła. - Kochanie, jesteś u mnie w domu, to niegrzeczne leżeć do mnie tyłem~!
- Pff.
















