W połowie drogi zatrzymał się. Tego nie mógł zignorować. Ewidentnie padło jego imię.
- Ja ci mówię, że on cię zdradza.
- Jesteś głupi i tyle. On mnie kocha i ja go kocham, ufamy sobie.
- Stary. Ty nie widzisz że on tobą manipuluje na każdym kroku, pewnie używa na tobie tych swoich czarów, a ty nawet o tym nie wiesz.
Skośne oczy chłopca utworzyły wąskie szparki, przez grymas złości na jego twarzy. Wszedł od razu rzucając tacę na stół.
- Pomyślałem że możecie być głodni. - Powiedział gniewnie. Po czym zwrócił się do Xina. - Tylko uważaj żebym cię tymi kanapkami nie zaczarował. - Warknął, wychodząc do sypialni.
~*Godzinę później*~
- Przepraszam za niego... - Aron drgnął słysząc głos wchodzącego mężczyzny.
- Nic się nie stało. - Odpowiedział nieodrywając wzroku od książki, którą aktualnie czytał. Starszy wszedł na łóżko i przysunął się do niego, obejmując o ramieniem.
- Na pewno nie jesteś zły?
- Nie mogę być na ciebie zły. Przecież mnie broniłeś. Mam przez Garena zły humor, to wszystko. - Uśmiechnął się delikatnie, mimo że w środku najchętniej by kazał potędze spoliczkować samego siebie.
- Aron... Tak sobie pomyślałem...Skoro i tak siedzisz całymi dniami w domu, kiedy ja jestem w pracy, to może poszedłbyś do szkoły co? Masz w końcu 15 lat i powinieneś raczej ...
- Nie.
- Jak to nie? Dlaczego?
- Wolę iść do pracy. Pomógłbym ci przynajmniej jakoś finansowo.
- Ja nie potrzebuję pomocy.
- Ale ja potrzebuję! Potrzebuję tej świadomości że nie jestem pijawką, która tylko na tobie żeruje.
- Kochanie, ale jeśli pójdziesz do szkoły, będziesz mógł znaleźć potem lepszą pracę. I tak za długo u mnie siedzisz bez szkoły, ile masz już zaległości? Miesiąc, dwa?
- Zaległości? Zaległości mam 9 lat.
- Co?
- No co? Co ty myślałeś? Jak ja miałem chodzić do szkoły co? W pierwszej klasie na każdej lekcji dostawałem jedynki, po miesiącu było to nie do nadrobienia.
- Aron...przecież jesteś inteligentnym chłopakiem, jakim cudem dostawałeś złe oceny?
- Jakim? Xin obudź się. Brak książki, jedynka, brak zeszytu, jedynka, brak ołówka, jedynka, i tak na każdej lekcji, codziennie. Skąd ja miałem mieć na to pieniądze? Wychowawczyni nie zwaracała najmniejszej uwagi na to, że chodzę cały pobity, nic nie robiła kiedy płakałem na korytarzu, a ja miałem nadzieję że kiedy pójdę do szkoły, ktoś tam mi pomoże. Ale nie, nie dość że nic się nie zmieniło to poza regularnym znęcaniem w domu, miałem jeszcze znęcanie w szkole, bo innym dzieciom nie podobało się że mam ubrania ze śmietnika, które musiałem sam sobie szukać. A ja głupi i tak siedziałem tam godzinami, z nadzieją, że ktokolwiek mnie zobaczy i weźmie, do siebie, do ciepłego domu. Wpatrywałem się w tych wszystkich rodziców, odbierających swoje pociechy, marzyłem że moja mama też po mnie przyjdzie, przytuli, pocałuje w czoło, ale nie. Moja musiała leżeć schlana w domu. - Łzy spływały mu po policzkach, opadając na rozgrzaną klatkę Xina. Chłopiec przekręcił się na bok tak, że teraz policzkiem przylegał do ciepłej skóry. Słone krople spływały po niej, skapując na materac.
- Dobrze, ale teraz masz kochającego mnie, masz pieniądze, masz świetne ubrania i ja bardzo chętnie cię poprzytulam.
- I jak ty to sobie wyobrażasz? Będę w klasie z dziewięciolatkami?
- Zrobię ci przyspieszony kurs, pogadam z kim trzeba i zdasz wszystkie potrzebne egzaminy tak, że będziesz mógł iść do swoich rówieśników.
Aron dalej płakał, aż nie zasnął. Starszy w tym czasie sięgnął z nudów po książkę którą czytał chłopak, a przynajmniej wydawało mu się że to jest książka, jak się okazało trzymał w rękach, sporej grubości zeszyt, w twardej okładce. Z nudów postanowił zajrzeć do środka. Ten zeszyt był całkiem stary i zapisany w miarę do połowy. Nie będzie czytał wszystkiego ale kilka wpisów po prostu musi. Ułożył się wygodnie i rozpoczął lekturę.
- Która godzina...- Wymruczał sennie, do czasu aż nie zobaczył co w rękach trzyma jego chłopak. - Oddawaj! - Poderwał się z miejsca, aby odebrać swoją własność. Nie chciał, żeby ktokolwiek to czytał, to były jego zapiski i najskrytsze myśli. Po przeczytaniu, że cieszył się z bycia dziwką, Xin na pewno go zostawi, ale jest jeszcze nadzieja że nie dotrwał do tego momentu. Xin uniósł notes nad głowę, tak że niższy nie mógł dosięgnąć, więc młodszy wstał. Długowłosy postąpił tak samo i również się podniósł dalej trzymając zeszyt nad ich głowami. Aron próbował doskoczyć do swojego pamiętnika i wyglądał przy tym niesamowicie uroczo. Starszy schował notes za plecami i dał młodszemu krótkiego całusa. Uśmiechnął się wesoło i przytulił mniejsze ciało, ciągnąc go na łóżko. Młodszy leżał teraz na jego klatce piersiowej i przypatrywał się z zaciekawieniem w brązowe oczy kochanka. Uwielbiał je. Wyglądały jakby ktoś wlał do nich roztopioną mleczną czekoladę. Uwielbiał czekoladę, mimo że jadł ją może trzy razy w życiu. Xin przybliżył się do niego i złączył ich usta. Nie robił nic, po prostu masował jego wargi swoimi, przyciskając go mocno do swojego torsu. Cmoknął go w czoło, ucho, policzki, szyję, nosek i znowu w usta. Objął jego ciało jeszcze mocniej.
- Obiecuję, że od teraz twoje życie będzie rajem - Wyszeptał nie zwalniając uścisku.
- O co ci chodzi?
- Nie zasłużyłeś na takie życie, wynagrodzę ci to jakoś, będziesz szczęśliwy
- Ile przeczytałeś?
- Trochę. Przeleciałem wzorkiem kilka wpisów... Tak mi przykro że tyle przeżyłeś, ale teraz będziesz szczęśliwy, zadbam o to.
- Xin... ja już jestem szczęśliwy, bo mam ciebie.
~* tydzień później*~
- Wstawaj leniu! - Arona wybudziło ze snu uderzenie poduszką.
- Mmmm - Wymruczał przykrywając się szczelniej kołdrą.
- Aron dzisiaj masz wielki dzień, rusz się! - Tak to był ten dzień. Dzisiaj pierwszy raz od kilku lat Aron pójdzie na zajęcia lekcyjne. W tydzień Xin nauczył go wszystkiego co powinien umieć, aby został przyjęty do szkoły. Wszyscy byli zadziwieni jakim cudem tak szybko wszystko opanował, ale nikt nie zadawał zbędnych pytań. Nawet jeśli ktoś miałby wątpliwości co do uczciwości sprawdzianu, nie mógł nic powiedzieć przez wysoką pozycję Xina.
- Nigdzie nie idę....- Wsunął głowę pod poduszkę. Wczoraj trochę się zabawiali i nie wyspał się wystarczająco.
- Idziesz. Zaniosę cie. - Na potwierdzenie swoich słów, wziął zawiniętego w pościel Arona i przerzucił sobie przez ramię. Weszli do łazienki, aby od razu mniejsze ciało przywitało się z wodą w wannie. Starszy wyciągnął mokrą kołdrę z wody i zwinął w kłębek. - Za dziesięć minut masz być gotowy, zaraz przyniosę ci mundurek.
Aron przyglądał się sobie w lustrze z grymasem niezadowolenia na twarzy. Ubrania nie były dopasowane, i nie było widać jego figury, już chyba by wolał iść w damskim. Miał teraz na sobie białą koszulę włożoną w luźne, niebieskie spodnie i żółty krawat, na wszystkim leżała niebieska marynarka. Czuł się nieswojo, nie czuł materiału opinającego ciasno jego ciało. Kiedy się poruszał czuł dziwną swobodę. Ściągnął marynarkę i spodnie, pobiegł szybko do swojej szafy i ubrał ciasne rurki, w których widać było jakie piękne ma nogi, były w podobnym kolorze do tych szkolnych więc nikt pewnie nie zauważy. Zamiast niebieskiej marynarki ubrał czarną.
- Miałeś ubrać mundurek...- Usłyszał z progu sypialni - I zmyj makijaż
- Ale nie pójdę w worku przecież, a bez makijażu czuję się niepewnie.
- Ślicznie wyglądasz bez niego, a mundurek to tradycja, ja nosiłem taki sam. - Mówił, poprawiając krawat młodszego.
- Nie chcę tamtych spodni....
- Okej, ale marynarkę ubierasz, możemy później kupić ładniejszą w tym samym kolorze - Cmoknął go w czoło.
- Nie. Pójdę w tej. - Młodszy westchnął, ubierając na siebie część szkolnego ubrania.
- Aron. Ile razy mam ci powtarzać, jeśli czegoś chcesz, to masz mówić, a ja ci to kupię, jasne?
- Nie. Nic od ciebie nie chcę, i tak dużo dla mnie robisz.
- Źle. Masz powiedzieć czego chcesz. - Złapał młodszego za policzki, patrząc mu przy tym intensywnie w oczy. Aron czuł jak to spojrzenie przebiega przez całe jego ciało, robi kółko, i zatrzymuje się prosto w sercu. Mógł patrzeć się w te oczy cały czas. Przepełniały go uczuciem miłości. - Więc?
- To chcę tę marynarkę, nowe buty, kredkę do oczu, dużego misia, telefon, żeby móc z tobą rozmawiać w każdej chwili i taką fajną koszulkę, którą widziałem wczoraj na wystawie, i czekoladę, duuuużo czekolady.
- Lubisz czekoladę, co? - Zaśmiał się wyższy, przytulając swojego skarba.
- Lubię. Kojarzy mi się z tobą. - Mruknął, wtulając się w umięśnioną klatkę.
- Ze mną? Jakim cudem czekolada kojarzy ci się ze mną?
- Twoje oczy. Mają czekoladowy kolor, i ty mi pierwszy dałeś czekoladę.
- Serio nigdy nie jadłeś czekolady?
- Przecież wiesz....
- Cześć~! - Aron usłyszał tuż przy swoim uchu. Lekko się przestraszył, bo był lekko zamyślony i zaglądał właśnie na mieniący się plan lekcji.
- Cześć? - Odwrócił się do dziewczyny. Miała na sobie podobny strój co on, tylko spodnie zastępowała spódniczka.
- Jestem Sunny~! Ty pewnie jesteś Aron prawda?
- T-tak.... Skąd wiesz? - Chłopak patrzył na nią jak na wariatkę. Nie spodziewał się, że ktokolwiek zwróci na niego uwagę, a tutaj ma komitet powitalny. Całkiem głośny komitet powitalny.
- Jestem tutaj najbardziej lubiana. No i jestem przewodniczącą, więc mam dostęp do dokumentów z rekrutacji i miałam cię oprowadzić po szkole.
- Okej.... - Spojrzał na nią niepewnie.
- Dzień dobry Sunny. To nasz nowy uczeń? - Podszedł do nich przystojny mężczyzna. Na oko był świeżo po dwudziestce. Zmierzył chłopca bardzo...dziwnym, jak na nauczyciela wzrokiem.
- Cześć. Jestem dość specyficzny, więc mów mi proszę po prostu Leo dobrze? - Schylił się do jego twarzy, owiewając swoim miętowym oddechem. W głowie Arona zaświeciła się czerwona lampka. Umiał wyczuć kiedy się komuś podoba, doświadczenie się przydaje, a ten facet niemal rozbierał go wzrokiem.
- A-aron...
- Mam nadzieję że jesteś grzecznym chłopcem Aron. - Dodał tajemniczo i odszedł. Aron wpatrywał się jeszcze chwilę zszokowany w przestrzeń.
- Co to do cholery było!? - pytał niewzruszoną Sunny. Ta tylko przewróciła niebieskimi oczami, i założyła za ucho rudy kosmyk prostych włosów.
- To Leo, nie mów do niego per pan bo się obrazi, że czuje się staro. I tak wszyscy wiedzą że zbliża się do sześćdziesiątki. Jest amorem, to u tego gatunku całkiem normalne zachowanie, no chyba że są zakochane, ale on nigdy nie był. Przynajmniej z tego co mi wiadomo, radzę ci mu nie podpadać, bo widocznie jesteś w jego typie.
- Spokojnie, jestem zajęty.
- Nie będziesz miał nic do gadania. Wiesz, amory to takie istoty które potrafią...
- Wiem. Też jestem amorem, i co? - Przerwał jej wywód, martwiąc się, nie tyle o swój tyłek, co o wierność.
- No więc wiesz, że potrafi kontrolować umysły. Normalnie się nawet nie pamięta co się robiło, ale skoro też jesteś amorem, po prostu nie będziesz miał wpływu na to co dzieje się z twoim ciałem, ale będziesz w pełni świadomy.
- Czekaj, bo chyba nie zrozumiałem. Ten niesamowicie pociągający facet ma sześćdziesiąt lat i gwałci sobie uczniów, bez żadnych konstekwencji?!
- Dokładnie. Trwa to już dobre dziesięć lat, odkąd tu pracuje, i jakoś nikt nie miał z tym problemów. Tylko raz był taki wypadek, że nie zamknął drzwi i inny chłopak wszedł w czasie, gdy.... no sam wiesz. Ostatnio się dowiedziałam że to była nasza duma i potęga~!
- Potęga? Masz na myśli Garena?
- Tak~! On jest taki cudowny, broni nasz kraj, walczy mężnie, jest odważny...
- Ale ty jesteś świadoma, że on teraz mieszka w Noxus prawda?
- Tak~! Jestem jego fanką, muszę wiedzieć takie rzeczy! Ja i tak wiem, że on to robi dla nas. Pewnie ma jakiś plan jak zniszczyć ten pozbawiony prawa śmietnik.
- Nie, on tam mieszka, bo pokłócił się z rodzicami, więc mieszka u Du Couteau, bo Katarina to jego dziewczyna.
- Nie obrażaj Garena! On nigdy by nas nie zdradził! Poza tym on woli kobiece dziewczyny i delikatne, a nie takie monstra jak ona!
- No już, już. Nie denerwuj się tak, ja go po prostu znam osobiście i szczerze nie wiem co wy wszyscy w nim takiego mężnego widzicie. To wszystko.
- Znasz Garena?! Jaki on jest?! Sprawiedliwy? Uczciwy? Pomocny? Ma poczucie humoru? Na prawdę mimo mięśni wystają mu obojczyki? Skąd go znasz? Jaki ma uśmiech?
- Ej! Stop! Uspokój się. Wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, jak większość, ale szczerze, to według mnie Garen jest niesprawiedliwym chujem, który nie potrafi sam znaleźć skarpetki, a poczucia humoru nie ma nawet słabego, poza tym nigdy nie widziałem, że komuś pomagał, obojczyki mu nie wystają, uśmiech ma nawet znośny, ale to tylko moje zdanie, nie przepadam za nim, a on za mną, więc nie spędzam z nim na tyle dużo czasu, żeby się z nim poznawać.
- Jak to?! Kłamiesz!
- Mówiłem, że nie uwierzysz. Zaprowadzisz mnie w końcu na lekcję, czy będziemy gadać o Garenie? - Dziewczyna westchnęła i zaprowadziła chłopaka wgłąb budynku.
- Za ile przyjdzie nauczyciel? - Aron spytał siedzącą obok dziewczynę. Minęło dobre pięć minut lekcji, a oni nadal siedzieli bezczynnie.
- Pewnie żona do niego zadzwoniła i znowu myśli, że ją zdradza. Ta kobieta ma na tym punkcie obsesję, kiedyś siedziała z nami na lekcjach, żeby się upewnić, czy nie romansuje z żadnym uczniem. - Wtem drzwi się otworzyły, a do sali wszedł młody mężczyzna. Okulary nałożył sobie na czubek głowy, wplatając je w białe kosmyki włosów. Obrzucił przepraszającym spojrzeniem uczniów, aż jego zielone tęczówki napotkały natarczywe spojrzenie Arona.
- O mamusiu! Aron skarbie, to ty!? - Rzucił się, aby przytulić młodszego. Cała klasa podziwiała teraz ten dziwny widok.
- Tak. Jak widzisz to ja. Możesz mnie puścić?
- Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię widzę~! Nie jesteś poobijany, co się działo z tobą przez ten czas?
- Jesteś w pracy, zajmij się lekcją, powiem ci potem. - Wypuścił chłopca, pozwalając mu zająć miejsce.
Po zakończonych zajęciach, długowłosy został w ławce, tak jak obiecał staremu znajomemu.
- Ale się zmieniłeś~! Włosy ci takie długie urosły, jesteś jakiś taki pulchniejszy, co u ciebie?
- Tak szczerze to włosy mi urosły w tydzień, sam nie wiem czemu, też ich nie farbowałem, a zrobiły się jasne. Nie za bardzo jeszcze rozumiem te wszystkie moce, ale jak na razie jest całkiem znośnie. Zakochałem się, mieszkam teraz w Demacii i jak widzisz mam się dobrze.
- Czyli nie mieszkasz już z ojcem?
- Nie, a ty nie miałeś czasami pracować w Zaun?
- Nawet nie przypominaj. Miałem umówione korepetycje z uczniem, a moja żona uznała, że to mój kochanek i znowu miałem się przenieść.
- Ta kobieta jest przerażająca. Czemu jeszcze jej nie zostawiłeś?
- Pieniądze. - Wzruszył ramionami.
- Cieszę się, że cię widzę. - Chłopiec uśmiechnął się uroczo.
- Ja też mały. Mam rozumieć, że teraz buziaka nawet mi nie dasz tak?
- Nie-e. Jestem zajęty, przepraszam. - Wyszczerzył się, pokazując szereg białych zębów.
- Szkoda, lubiłem cię całować. Wiele innych rzeczy, też lubiłem z tobą robić.
- Akira, jesteś świadom że to pedofila?
- To? Pedofila to jest to, co robi twój wychowawca. Poważnie, lepiej nie rób nic, przez co może cię poprosić o zostanie po lekcjach, nie chcę żeby ci coś zrobił.
- Dzięki, już miałem przyjemność go poznać.
- Masz może telefon?
- Mam.
- Zadzwoń po swojego chłopaka i poproś żeby po ciebie przyszedł na wszelki wypadek, jeśli się nie uda przyjdź do pokoju nauczycielskiego i mnie poproś, wtedy ja przyjdę.
- Spokojnie, nic mi nie będzie.
- Aron. Ja wiem, że jesteś samodzielny i w ogóle, ale to poważna sprawa. On jest od ciebie starszy i silniejszy, a ty jesteś Amorem, więc będziesz świadom jeśli cię zaczaruje.
Nie chcę żebyś znowu cierpiał jasne?
- Dobrze. - Uśmiechnął się i wyszedł do łazienki, aby wykonać telefon.
Wszedł do średniej wielkości pomieszczenia, i od razu przywitał go bananowy zapach. Tak jak w całej szkole, dominowały kolory niebieski i złoty. Przy okazji przejrzał się w lustrze. Na prawdę przytył? Wyglądał tak jak zawsze, o co chodziło Akirze?
Nie zwracając na to już więcej uwagi wyjął z kieszeni nowy telefon i wybrał jedyny numer, jaki był tam zapisany.
Wszyscy notowali, plany dotyczące zmian, rozplanowania budżetu na ten rok, gdy w pomieszczeniu rozległ się sygnał dzwonka w kieszeni seneszala kraju. Zawstydzony wyjął urządzenie i zerknął na wyświetlacz.
- Przepraszam bardzo. - Podniósł się z miejsca i wybiegł z sali. - Aron d0 cholery, mam zebranie!
- Przepraszam, to zadzwonię potem.
- Mów co się dzieje, i tak już wyszedłem.
- Mógłbyś po mnie przyjść? - Zapytał niepewnym głosem.
- To jest blisko naszego domu, nie zgubisz się.
- Nie o to chodzi. Ja chcę żebyś przyszedł po mnie do samej sali.
- Po co?
- Bo się boję jednego nauczyciela, że mi coś zrobi.
- Nikt ci nic nie zrobi skarbie, spokojnie.
- Ale mi powiedzieli, że to bardzo prawdopodobne...
- Dobrze, przyjdę, ale teraz muszę kończyć. Kocham cię, pa. - Rozłączył się szybko i wrócił do obowiązków.
Aron przyglądał się sobie w lustrze z grymasem niezadowolenia na twarzy. Ubrania nie były dopasowane, i nie było widać jego figury, już chyba by wolał iść w damskim. Miał teraz na sobie białą koszulę włożoną w luźne, niebieskie spodnie i żółty krawat, na wszystkim leżała niebieska marynarka. Czuł się nieswojo, nie czuł materiału opinającego ciasno jego ciało. Kiedy się poruszał czuł dziwną swobodę. Ściągnął marynarkę i spodnie, pobiegł szybko do swojej szafy i ubrał ciasne rurki, w których widać było jakie piękne ma nogi, były w podobnym kolorze do tych szkolnych więc nikt pewnie nie zauważy. Zamiast niebieskiej marynarki ubrał czarną.
- Miałeś ubrać mundurek...- Usłyszał z progu sypialni - I zmyj makijaż
- Ale nie pójdę w worku przecież, a bez makijażu czuję się niepewnie.
- Ślicznie wyglądasz bez niego, a mundurek to tradycja, ja nosiłem taki sam. - Mówił, poprawiając krawat młodszego.
- Nie chcę tamtych spodni....
- Okej, ale marynarkę ubierasz, możemy później kupić ładniejszą w tym samym kolorze - Cmoknął go w czoło.
- Nie. Pójdę w tej. - Młodszy westchnął, ubierając na siebie część szkolnego ubrania.
- Aron. Ile razy mam ci powtarzać, jeśli czegoś chcesz, to masz mówić, a ja ci to kupię, jasne?
- Nie. Nic od ciebie nie chcę, i tak dużo dla mnie robisz.
- Źle. Masz powiedzieć czego chcesz. - Złapał młodszego za policzki, patrząc mu przy tym intensywnie w oczy. Aron czuł jak to spojrzenie przebiega przez całe jego ciało, robi kółko, i zatrzymuje się prosto w sercu. Mógł patrzeć się w te oczy cały czas. Przepełniały go uczuciem miłości. - Więc?
- To chcę tę marynarkę, nowe buty, kredkę do oczu, dużego misia, telefon, żeby móc z tobą rozmawiać w każdej chwili i taką fajną koszulkę, którą widziałem wczoraj na wystawie, i czekoladę, duuuużo czekolady.
- Lubisz czekoladę, co? - Zaśmiał się wyższy, przytulając swojego skarba.
- Lubię. Kojarzy mi się z tobą. - Mruknął, wtulając się w umięśnioną klatkę.
- Ze mną? Jakim cudem czekolada kojarzy ci się ze mną?
- Twoje oczy. Mają czekoladowy kolor, i ty mi pierwszy dałeś czekoladę.
- Serio nigdy nie jadłeś czekolady?
- Przecież wiesz....
~* w szkole*~
- Cześć~! - Aron usłyszał tuż przy swoim uchu. Lekko się przestraszył, bo był lekko zamyślony i zaglądał właśnie na mieniący się plan lekcji.
- Cześć? - Odwrócił się do dziewczyny. Miała na sobie podobny strój co on, tylko spodnie zastępowała spódniczka.
- Jestem Sunny~! Ty pewnie jesteś Aron prawda?
- T-tak.... Skąd wiesz? - Chłopak patrzył na nią jak na wariatkę. Nie spodziewał się, że ktokolwiek zwróci na niego uwagę, a tutaj ma komitet powitalny. Całkiem głośny komitet powitalny.
- Jestem tutaj najbardziej lubiana. No i jestem przewodniczącą, więc mam dostęp do dokumentów z rekrutacji i miałam cię oprowadzić po szkole.
- Okej.... - Spojrzał na nią niepewnie.
- Dzień dobry Sunny. To nasz nowy uczeń? - Podszedł do nich przystojny mężczyzna. Na oko był świeżo po dwudziestce. Zmierzył chłopca bardzo...dziwnym, jak na nauczyciela wzrokiem.
- Cześć. Jestem dość specyficzny, więc mów mi proszę po prostu Leo dobrze? - Schylił się do jego twarzy, owiewając swoim miętowym oddechem. W głowie Arona zaświeciła się czerwona lampka. Umiał wyczuć kiedy się komuś podoba, doświadczenie się przydaje, a ten facet niemal rozbierał go wzrokiem.
- A-aron...
- Mam nadzieję że jesteś grzecznym chłopcem Aron. - Dodał tajemniczo i odszedł. Aron wpatrywał się jeszcze chwilę zszokowany w przestrzeń.
- Co to do cholery było!? - pytał niewzruszoną Sunny. Ta tylko przewróciła niebieskimi oczami, i założyła za ucho rudy kosmyk prostych włosów.
- To Leo, nie mów do niego per pan bo się obrazi, że czuje się staro. I tak wszyscy wiedzą że zbliża się do sześćdziesiątki. Jest amorem, to u tego gatunku całkiem normalne zachowanie, no chyba że są zakochane, ale on nigdy nie był. Przynajmniej z tego co mi wiadomo, radzę ci mu nie podpadać, bo widocznie jesteś w jego typie.
- Spokojnie, jestem zajęty.
- Nie będziesz miał nic do gadania. Wiesz, amory to takie istoty które potrafią...
- Wiem. Też jestem amorem, i co? - Przerwał jej wywód, martwiąc się, nie tyle o swój tyłek, co o wierność.
- No więc wiesz, że potrafi kontrolować umysły. Normalnie się nawet nie pamięta co się robiło, ale skoro też jesteś amorem, po prostu nie będziesz miał wpływu na to co dzieje się z twoim ciałem, ale będziesz w pełni świadomy.
- Czekaj, bo chyba nie zrozumiałem. Ten niesamowicie pociągający facet ma sześćdziesiąt lat i gwałci sobie uczniów, bez żadnych konstekwencji?!
- Dokładnie. Trwa to już dobre dziesięć lat, odkąd tu pracuje, i jakoś nikt nie miał z tym problemów. Tylko raz był taki wypadek, że nie zamknął drzwi i inny chłopak wszedł w czasie, gdy.... no sam wiesz. Ostatnio się dowiedziałam że to była nasza duma i potęga~!
- Potęga? Masz na myśli Garena?
- Tak~! On jest taki cudowny, broni nasz kraj, walczy mężnie, jest odważny...
- Ale ty jesteś świadoma, że on teraz mieszka w Noxus prawda?
- Tak~! Jestem jego fanką, muszę wiedzieć takie rzeczy! Ja i tak wiem, że on to robi dla nas. Pewnie ma jakiś plan jak zniszczyć ten pozbawiony prawa śmietnik.
- Nie, on tam mieszka, bo pokłócił się z rodzicami, więc mieszka u Du Couteau, bo Katarina to jego dziewczyna.
- Nie obrażaj Garena! On nigdy by nas nie zdradził! Poza tym on woli kobiece dziewczyny i delikatne, a nie takie monstra jak ona!
- No już, już. Nie denerwuj się tak, ja go po prostu znam osobiście i szczerze nie wiem co wy wszyscy w nim takiego mężnego widzicie. To wszystko.
- Znasz Garena?! Jaki on jest?! Sprawiedliwy? Uczciwy? Pomocny? Ma poczucie humoru? Na prawdę mimo mięśni wystają mu obojczyki? Skąd go znasz? Jaki ma uśmiech?
- Ej! Stop! Uspokój się. Wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, jak większość, ale szczerze, to według mnie Garen jest niesprawiedliwym chujem, który nie potrafi sam znaleźć skarpetki, a poczucia humoru nie ma nawet słabego, poza tym nigdy nie widziałem, że komuś pomagał, obojczyki mu nie wystają, uśmiech ma nawet znośny, ale to tylko moje zdanie, nie przepadam za nim, a on za mną, więc nie spędzam z nim na tyle dużo czasu, żeby się z nim poznawać.
- Jak to?! Kłamiesz!
- Mówiłem, że nie uwierzysz. Zaprowadzisz mnie w końcu na lekcję, czy będziemy gadać o Garenie? - Dziewczyna westchnęła i zaprowadziła chłopaka wgłąb budynku.
- Za ile przyjdzie nauczyciel? - Aron spytał siedzącą obok dziewczynę. Minęło dobre pięć minut lekcji, a oni nadal siedzieli bezczynnie.
- Pewnie żona do niego zadzwoniła i znowu myśli, że ją zdradza. Ta kobieta ma na tym punkcie obsesję, kiedyś siedziała z nami na lekcjach, żeby się upewnić, czy nie romansuje z żadnym uczniem. - Wtem drzwi się otworzyły, a do sali wszedł młody mężczyzna. Okulary nałożył sobie na czubek głowy, wplatając je w białe kosmyki włosów. Obrzucił przepraszającym spojrzeniem uczniów, aż jego zielone tęczówki napotkały natarczywe spojrzenie Arona.
- O mamusiu! Aron skarbie, to ty!? - Rzucił się, aby przytulić młodszego. Cała klasa podziwiała teraz ten dziwny widok.
- Tak. Jak widzisz to ja. Możesz mnie puścić?
- Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię widzę~! Nie jesteś poobijany, co się działo z tobą przez ten czas?
- Jesteś w pracy, zajmij się lekcją, powiem ci potem. - Wypuścił chłopca, pozwalając mu zająć miejsce.
Po zakończonych zajęciach, długowłosy został w ławce, tak jak obiecał staremu znajomemu.
- Ale się zmieniłeś~! Włosy ci takie długie urosły, jesteś jakiś taki pulchniejszy, co u ciebie?
- Tak szczerze to włosy mi urosły w tydzień, sam nie wiem czemu, też ich nie farbowałem, a zrobiły się jasne. Nie za bardzo jeszcze rozumiem te wszystkie moce, ale jak na razie jest całkiem znośnie. Zakochałem się, mieszkam teraz w Demacii i jak widzisz mam się dobrze.
- Czyli nie mieszkasz już z ojcem?
- Nie, a ty nie miałeś czasami pracować w Zaun?
- Nawet nie przypominaj. Miałem umówione korepetycje z uczniem, a moja żona uznała, że to mój kochanek i znowu miałem się przenieść.
- Ta kobieta jest przerażająca. Czemu jeszcze jej nie zostawiłeś?
- Pieniądze. - Wzruszył ramionami.
- Cieszę się, że cię widzę. - Chłopiec uśmiechnął się uroczo.
- Ja też mały. Mam rozumieć, że teraz buziaka nawet mi nie dasz tak?
- Nie-e. Jestem zajęty, przepraszam. - Wyszczerzył się, pokazując szereg białych zębów.
- Szkoda, lubiłem cię całować. Wiele innych rzeczy, też lubiłem z tobą robić.
- Akira, jesteś świadom że to pedofila?
- To? Pedofila to jest to, co robi twój wychowawca. Poważnie, lepiej nie rób nic, przez co może cię poprosić o zostanie po lekcjach, nie chcę żeby ci coś zrobił.
- Dzięki, już miałem przyjemność go poznać.
- Masz może telefon?
- Mam.
- Zadzwoń po swojego chłopaka i poproś żeby po ciebie przyszedł na wszelki wypadek, jeśli się nie uda przyjdź do pokoju nauczycielskiego i mnie poproś, wtedy ja przyjdę.
- Spokojnie, nic mi nie będzie.
- Aron. Ja wiem, że jesteś samodzielny i w ogóle, ale to poważna sprawa. On jest od ciebie starszy i silniejszy, a ty jesteś Amorem, więc będziesz świadom jeśli cię zaczaruje.
Nie chcę żebyś znowu cierpiał jasne?
- Dobrze. - Uśmiechnął się i wyszedł do łazienki, aby wykonać telefon.
Wszedł do średniej wielkości pomieszczenia, i od razu przywitał go bananowy zapach. Tak jak w całej szkole, dominowały kolory niebieski i złoty. Przy okazji przejrzał się w lustrze. Na prawdę przytył? Wyglądał tak jak zawsze, o co chodziło Akirze?
Nie zwracając na to już więcej uwagi wyjął z kieszeni nowy telefon i wybrał jedyny numer, jaki był tam zapisany.
~*Na spotkaniu rady Demaci*~
Wszyscy notowali, plany dotyczące zmian, rozplanowania budżetu na ten rok, gdy w pomieszczeniu rozległ się sygnał dzwonka w kieszeni seneszala kraju. Zawstydzony wyjął urządzenie i zerknął na wyświetlacz.
- Przepraszam bardzo. - Podniósł się z miejsca i wybiegł z sali. - Aron d0 cholery, mam zebranie!
- Przepraszam, to zadzwonię potem.
- Mów co się dzieje, i tak już wyszedłem.
- Mógłbyś po mnie przyjść? - Zapytał niepewnym głosem.
- To jest blisko naszego domu, nie zgubisz się.
- Nie o to chodzi. Ja chcę żebyś przyszedł po mnie do samej sali.
- Po co?
- Bo się boję jednego nauczyciela, że mi coś zrobi.
- Nikt ci nic nie zrobi skarbie, spokojnie.
- Ale mi powiedzieli, że to bardzo prawdopodobne...
- Dobrze, przyjdę, ale teraz muszę kończyć. Kocham cię, pa. - Rozłączył się szybko i wrócił do obowiązków.
~*Pięć godzin później*~
- Aron, prosiłbym cię, abyś został chwilę po lekcji. - Wszyscy w klasie spojrzeli ze współczuciem na długowłosego.
- Dobrze. - Mruknął, nawet nie podnosząc wzroku na mężczyzne. Xin powiedział, że przyjdzie, więc przyjdzie, nie ma powodu do obaw.
Lekcja powoli dobiegała końca, wszyscy chowali swoje rzeczy, aby udać się do wyjścia. Tylko drobny brunet został na swoim krześle. Leo powoli podszedł do chłopaka, wplatając palce w jego długie włosy. Młodszy zmieszany nic nie zrobił z ręką na swojej głowie.
- Bardzo się cieszę, że jestem twoim wychowawcą wiesz?
- Yhm....
- Mamy jednak mały problem chłopcze. Mimo że zdałeś egzaminy klasyfikacyjne, musisz zaliczyć chociaż dwie kartkówki, żebym mógł wystawić ci ocenę.
- Dobrze, da mi pan materiał. Kiedy mogę zdać?
- Możesz nawet teraz. Uklęknij Aron. - Wyszeptał zmysłowo, ale chłopiec nawet nie drgnął.
- Nie.
- Aron, proszę, to nic strasznego, a pomoże ci zaliczyć.
- Nie. Nie zrobię panu dobrze.
- Wyjątkowo szybko zrozumiałeś, o co mi chodzi.
- Mam pewne doświadczenie, umiem odczytać aluzję. Nie.
- Aron... radzę ci zrób to z własnej woli, bo i tak to zrobisz, i tak.
- Nie.
- Obiecuję, że ci się spodoba. - Mówiąc te słowa, pogłaskał młodszego po policzku, i patrząc mu w oczy przejął kontrolę nad jego umysłem.
Aron w jednej chwili znalazł się na kolanach, łasząc do krocza mężczyzny niczym kotek. Nie chciał tego robić, bardzo nie chciał, ale nie miał nad sobą kontroli. Jego umysł wołał o penisa przed jego twarzą. Nie zauważył nawet, kiedy z zapałem zaczął lizać rozporek starszego. W głębi duszy czuł się jak świnia, a nie mógł z tym nic zrobić.
- Xin Zhao! - Usłyszał za swoimi plecami. Wiedział, że to się tak skończy. Był bohaterem w swoim kraju, więc młodzież tak go postrzegała.
- Potem pogadamy! - Rzucił do wszystkich, i zatrzymał się przy planie lekcji.
- Przepraszam, szuka pan czegoś?
- Jestem od ciebie kilka lat starszy, nie nazywaj mnie panem. Ale tak. Wiesz może w której sali ma lekcje klasa, do której dzisiaj doszedł nowy uczeń?
- Pewnie. Leo kazał mu zostać kilka minut dłużej, więc musisz poczekać na korytarzu, zaraz pewnie skończą.
- Sunny! - Zawołał ktoś przy wejściu
- Moment! - Odkrzyknęła, uśmiechając się do starszego.
- Leo? Ten skurwiel jeszcze tu pracuje?!
- Jest amorem, może robić co chce, już się wszyscy przyzwyczaili. Słyszałam co się stało z Garenem, to wtedy ty wszedłeś do sali prawda?
- W której sali są?!
- Ale nie możesz...
- Gdzie?!
- Przed ostatnia, na tym korytarzu...- Bez pożegnania ruszył biegiem do wskazanej sali. Otworzył gwałtownie drzwi i stanął zszokowany w progu. Jego słodki, niewinny chłopczyk właśnie opierdalał gałe nauczycielowi!
- Ty... - Wywarczał wręcz, zaciskając dłonie w pięści. Starszy spojrzał na niego, lekko zamglonym wzrokiem.
- P-poczekaj moment...O mamusiu.....Aron.... - Jęczał, delikatnie poruszając biodrami.
- Zabiję cię....
- Ale ja nic nie robię.... On sam chciał....Rzucił się na mnie.... Jak dobrze.... Chciałeś prawda? - Spytał głaszcząc młodszego niczym małego kotka.
- Tak...Pyszne...Mmm...- Chłopak mówił nieskładnie, na przemian liżąc i całując męskość nauczyciela mimo, że jego serce wołało, aby natychmiast uciec.
- Przepraszam, ale moich czarów nie da się przerwać. Przejdzie mu, kiedy dojdzie, a mam zamiar do tego doprowadzić.
- Aron....proszę....przestań.... - Xin podszedł do nich i uklęknął, aby ich twarze były na tym samym poziomie. Widział jak młodszy pochłania penisa po same gardło, tak że praktycznie nie było go widać.
Na dźwięk swojego imienia wypowiedzianego przez najpiękniejszy na świecie głos, nie wytrzymał. Musiał wypuścić ten obrzydliwy narząd ze swojej buzi, a jeszcze chwilę temu wydawał mu się pyszny. Odskoczył prawie na dwa metry z ledwością łapiąc oddech.
- Jak ty to zrobiłeś?! - Nie uzyskał odpowiedzi, bo młodszy od razu podniósł swojego chłopaka do pionu, i przytulił.
Aron w jednej chwili znalazł się na kolanach, łasząc do krocza mężczyzny niczym kotek. Nie chciał tego robić, bardzo nie chciał, ale nie miał nad sobą kontroli. Jego umysł wołał o penisa przed jego twarzą. Nie zauważył nawet, kiedy z zapałem zaczął lizać rozporek starszego. W głębi duszy czuł się jak świnia, a nie mógł z tym nic zrobić.
- Xin Zhao! - Usłyszał za swoimi plecami. Wiedział, że to się tak skończy. Był bohaterem w swoim kraju, więc młodzież tak go postrzegała.
- Potem pogadamy! - Rzucił do wszystkich, i zatrzymał się przy planie lekcji.
- Przepraszam, szuka pan czegoś?
- Jestem od ciebie kilka lat starszy, nie nazywaj mnie panem. Ale tak. Wiesz może w której sali ma lekcje klasa, do której dzisiaj doszedł nowy uczeń?
- Pewnie. Leo kazał mu zostać kilka minut dłużej, więc musisz poczekać na korytarzu, zaraz pewnie skończą.
- Sunny! - Zawołał ktoś przy wejściu
- Moment! - Odkrzyknęła, uśmiechając się do starszego.
- Leo? Ten skurwiel jeszcze tu pracuje?!
- Jest amorem, może robić co chce, już się wszyscy przyzwyczaili. Słyszałam co się stało z Garenem, to wtedy ty wszedłeś do sali prawda?
- W której sali są?!
- Ale nie możesz...
- Gdzie?!
- Przed ostatnia, na tym korytarzu...- Bez pożegnania ruszył biegiem do wskazanej sali. Otworzył gwałtownie drzwi i stanął zszokowany w progu. Jego słodki, niewinny chłopczyk właśnie opierdalał gałe nauczycielowi!
- Ty... - Wywarczał wręcz, zaciskając dłonie w pięści. Starszy spojrzał na niego, lekko zamglonym wzrokiem.
- P-poczekaj moment...O mamusiu.....Aron.... - Jęczał, delikatnie poruszając biodrami.
- Zabiję cię....
- Ale ja nic nie robię.... On sam chciał....Rzucił się na mnie.... Jak dobrze.... Chciałeś prawda? - Spytał głaszcząc młodszego niczym małego kotka.
- Tak...Pyszne...Mmm...- Chłopak mówił nieskładnie, na przemian liżąc i całując męskość nauczyciela mimo, że jego serce wołało, aby natychmiast uciec.
- Przepraszam, ale moich czarów nie da się przerwać. Przejdzie mu, kiedy dojdzie, a mam zamiar do tego doprowadzić.
- Aron....proszę....przestań.... - Xin podszedł do nich i uklęknął, aby ich twarze były na tym samym poziomie. Widział jak młodszy pochłania penisa po same gardło, tak że praktycznie nie było go widać.
Na dźwięk swojego imienia wypowiedzianego przez najpiękniejszy na świecie głos, nie wytrzymał. Musiał wypuścić ten obrzydliwy narząd ze swojej buzi, a jeszcze chwilę temu wydawał mu się pyszny. Odskoczył prawie na dwa metry z ledwością łapiąc oddech.
- Jak ty to zrobiłeś?! - Nie uzyskał odpowiedzi, bo młodszy od razu podniósł swojego chłopaka do pionu, i przytulił.
- Aron, wyjdź.
- Ale...
- Wyjdź. - Jak Xin kazał, tak zrobił.
- Tylko nie zrób niczego, przez co miałbyś kłopoty. - Westchnął naciskając klamkę.
- Ale...
- Wyjdź. - Jak Xin kazał, tak zrobił.
- Tylko nie zrób niczego, przez co miałbyś kłopoty. - Westchnął naciskając klamkę.
~*wieczorem*~
- A właśnie. Miałem coś zrobić. - Pomyślał Xin zostawiając na chwilę, w połowie zrobione kanapki. Aron nie zdążył zapytać,o co chodziło, kiedy poczuł rwący ból w pośladkach.
- Ała! Odbiło ci?! - Wyjęczał masując obolały tyłek. Czuł, że tworzy się tam odcisk dłoni starszego.
- To za to, że napisałeś, że jestem jebanym psychopatą i cię kiedyś zjem.
- Trzeba było nie czytać. - Zachichotał wesoło, rzucając w starszego kawałkiem szynki.
Tak rozpoczęła się bitwa na jedzenie. Po kilku minutach cali byli w warzywach, mięsie, mleku, jajkach i maśle. Chcąc nie chcąc, trzeba było się wykąpać, a przecież razem oszczędzą wodę prawda?
Po kąpieli i szybkim posprzątaniu kuchni, zakochani leżeli na kanapie bez większego celu. Ten miły wieczór przerwały drzwi, niemal wyrwane z zawiasów.
- Xin!!! Masz przejebane!
- Po pierwsze nie drzyj japy. Po drugie nie trzaskaj drzwiami, nie jesteś u siebie. Po trzecie co chcesz?
- Czyś ty ochujał do reszty?! Jak mogłeś pobić nauczyciela?!
- Mówiłem żebyś nie robił nic głupiego. - Fuknął Aron.
- Ty się mała kurwo nie odzywaj, bo to przez ciebie.
- Nie pozwalaj sobie. Przeproś go.
- Xin do cholery obudź się. Przestań go bronić na każdym kroku! Wiesz, że możesz mieć przez to kłopoty?! Bo biedny Aronek robi loda komu popadnie! Do mnie Leo przyszedł na skargę, że go pobiłeś! Cała Demacia o tym gada! Możesz być zawieszony w prawach! Mogę się założyć, że on to za jakąś głupią ocenę zrobił, a ty przyszedłeś i gra teraz ofiarę!
- A ty nie pamiętasz co tobie robił?!
- To było co innego!
- Nie Garen! To nie było co innego, to było odkładnie to samo.
- Co tu się dzieje? Czemu się drzecie? - Do pokoju weszli najlepsi zawodowi zabójcy świata.
- Aronek się dziwczy, Garen mi nie wierzy, pobił nauczyciela, ja mam kłopoty. Mam tego dosyć, ja jestem twoim przyjacielem, ja cię kocham wyobraź sobie! Nie mogę dłużej patrzeć jak dajesz się wykorzystywać! On z natury jest szmatą i go nie zmienisz! - Ten fascynujący wywód przerwało ciche łkanie. Aron siedział ze spuszczoną głową a łzy spływały mu na uda. - I co beczysz od razu?! Prawda boli co?!
- Przepraszam...- Jedynie to, najmłodszy był w stanie wypowiedzieć. - Masz rację...Jestem szmatą, dziwką, kurwą... - Z każdym słowem tracił panowanie nad ciałem. Drżał, a oddech łapał z wielką trudnością. - Tak bardzo mi przykro....Ja wrócę do siebie...Tam gdzie moje miejsce....Ja wiem, że nie powinienem tu być...Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
- Aron? Okej? - Spytała Katarina, zaskoczona zachowaniem nastolatka.
- N-n-nie. Nic nie jest okej. Wykorzystałem Xina....perfidnie wykorzystałem...masz rację...jestem okropny...ja wrócę na ulicę, nie zobaczycie mnie więcej, obiecuję.
- No już nie udawaj. Nikt ci w to nie wierzy młody ogarnij się.
- Możesz się w końcu zamknąć?! - Talon pierwszy raz odkąd weszli do mieszkania się odezwał.
- A ty też jesteś po jego stronie?!
- Stul ten ryj bo ci wyjebie! A Kata mi pozwoli!
- A-ale G-Garen ma racje! To wszystko moja wina! Ja nie powinienem to być! Powinienem być w Piltover, na ulicy, powinienem kraść, głodować, to moje miejsce! Ja muszę tam wrócić! - Chłopiec rzucił się do wyjścia z mieszkania, ale Katarina złapała go w pasie i przycisnęła do siebie. Chciał się wyrwać, więc przytrzymała go mocniej za nadgarstki jedną ręką, druga powędrowała do jego szyi i złapała mocno jego kark.
W jednej chwili łzy dotąd wypływające niczym rzeka, przestały płynąć. Chłopak pomrugał kilka razy zanim zorientował się co się stało.
- Jak ty to zrobiłaś? - Spytał Xin, który od początku ataku paniki ukochanego szukał tabletek na uspokojenie.
- Jakoś tak mi się skojarzyło, że Talon miał tak samo. Jak teraz masz taką fryzurę, dopiero widać, że wyglądacie praktycznie tak samo, jedynie oczami się różnicie, ale wracając do tematu. Talon też miewał takie ataki, tylko że ty sobie wmawiasz że jesteś szmatą i nie zasługujesz na szczęście, a on sobie wmawiał że musi być najlepszym zabójcą i rzucał się na wszystko co się ruszało. Na niego działało złapanie za kark, więc pomyślałam że na ciebie też może.
- Dziękuję... - Wymruczał, siadając na kolanach swojego chłopaka zawstydzony swoim zachowaniem, ale nie miał na to wpływu, to się działo samo, kiedy ktoś przypominał mu o jego starym życiu. Xin delikatnie otarł pozostałości po makijażu z jego policzków.
- Błagam, ty też? Czy ktokolwiek może przyznać mi rację?
- Jakbyś ją miał to byśmy ją przyznali. - Talon zbliżył się do Garena i zmierzył go wściekłym spojrzeniem.
- Błagam cię, on jest dziwką i się nie kłoć. Ty byś dawał dupy?
- Szczerze? Tak. Każdy w takiej sytuacji by to robił. Tylko ty tego nigdy nie zrozumiesz, bo kochany Garenik zawsze mieszkał w willi. Lux przynajmniej rozumie problemy ludzi i stara się pomagać jak widzi kogoś potrzebującego, a ty? Czy ty kiedykolwiek dałeś jebanego drobniaka biednemu dziecku!? Kurwa jak ja nienawidzę takich ludzi jak ty! Chłopak pierwszy raz w życiu jest kochany i czuje się chciany, a ty wchodzisz i to niszczysz! Co ty myślisz, że on nie ma wyrzutów sumienia?! Aż bym chciał żeby to ciebie matka zostawiła zimą pod śmietnikiem tak jak mnie! A nie czekaj. Ty miałeś zawsze cieplutko, głaskali cię za byle gówno, koryto miałeś podstawione pod ryj i nie wiedziałeś jak to jest nie jeść nic przez kilka dni!
- Ja też byłem głodny, kiedy byliśmy na bitwach i dawali nam byle jaką zupę.
- Byle jaką zupę...Byle jaką zupę?! Bo kurwa szlachta nie zje byle jakiej zupy co?! Mogłeś tą jebaną, byle jaką zupę kazać oddać potrzebującym, a co zrobiłeś? Wylałeś nie?
- Bo ty się nagle innymi zacząłeś przejmować?
- Bo mnie kurwica bierze jak widzę takie śmiecie jak ty! Jakim prawem obrażasz tego biednego chłopca co!? Uderzyli cię kiedyś rodzice?
- To co innego...
- Pytam kurwa czy cię kiedyś uderzyli?!
- Nie..
- To nawet nie śmiej się go kurwa czepiać!
- Aha, ja ponosiłem większe obrażenia w walce wiesz?
- Kurwa mać. No wypierdolę ci bułę na ryj zaraz!
- Czy to jest moja wina że jestem z normalnej rodziny? Co? Jesteś zazdrosny, że ja wiem jak wyglądają moi rodzice?
- Nie rusza mnie to. Jeśli chcesz kogoś zranić to weź się za Arona, to on tutaj miał największego pecha i możesz się z niego pośmiać. To do ciebie podobne, w końcu on się nie obroni, a wiesz czemu? Nie dlatego, że się ciebie boi. On ci pozwala się tak traktować, bo nie chce żebyś kłócił się z Xinem. Tylko ja później nie chcę słyszeć jaki ty nie jesteś wspaniały i cudny, bo wiesz co? Uwziąłeś się na niego bez powodu, i nawet nie zauważyłeś, że przespałem się z twoją dziewczyną! Tak. Ruchałem się Katą i było zajebiście, gdyby nie to, że rodzice kazali ją wysterylizować była by ze mną w ciąży, bo nie mieliśmy gumki, i wylałem się w jej wnętrzu. Ale pewnie! Znęcaj się nad Aronem! Jesteś jebanym śmieciem, który nic by nie osiągnął gdyby nie rodzina.
- Wolę mieć pozycję dzięki rodzinie, niż puszczaniu się.
- Bo wiesz, że ty byś sobie nie poradził. Zginąłbyś po tygodniu na ulicy. Albo by cię zabili, albo byś zdechł z głodu.
- Jestem zbyt honorowy, żeby kraść.
- Bo kraść trzeba umieć. A ty jesteś na tyle zjebany, że byś sobie nie poradził. Ja w wieku pięciu lat zabiłem człowieka za jedzenie, i jestem z tego dumny. Co ci się wydaje, że my to robimy bo mamy taki kaprys?! Jak byś nie jadł przez kilka dni też byś zrobił wszystko żeby dostać chociaż jebaną bułkę! Jeśli usłyszę, kiedykolwiek, że ty obrażasz tego malucha, to obiecuję, że zamknę cię w mieszkaniu i będę głodził tak długo aż nie padniesz.
- Co ty się tak tym Aronem przejmujesz co?
- Bo wiem co przeżywał! Chociaż nie...Mnie matka zostawiła na ulicy na pastwę losu, on musiał żyć z rodzicami, i znosić maltretowanie, wiesz jak to działa na psychikę dziecka? Ja jak byłem mały, ryczałem jak tylko widziałem inne dzieci z rodzicami, myślałem gdzie są moi, czemu nie jestem z nimi. Ja chociaż mogłem sobie wmawiać, że zrobili to, dla mojego dobra, bo nie poradzili by sobie z wychowaniem mnie, a on musiał kurwa żyć z nimi i znosić takie traktowanie! I ty miałeś czelność wynieść się od matki bo chciała dobrze dla twojej siostry?! Wiesz ile ja bym dał żeby moja matka chociaż raz była ze mną i pomyślała o moim życiu?!
- Talon, skończ....- Poprosił cicho Aron, kiedy krzyk starszego był na tyle głośny, że wzdrygał się przy początku każdego zdania.
- Aron! On cię obraża!
- Ale to nie twoja sprawa. Ja go rozumiem... on ma rację, jestem dziwką, i nic tego nie zmieni...
- Kurwa...
- Widzisz? On jest tego świadom, więc się na mnie sieroto nie drzyj.
- Sieroto? Sieroto?!
- Talon...ciszej... to wcale nie jest takie straszne...ja całe życie marzyłem żeby być sierotą...
- Przestaniesz w końcu gadać o sobie? Wszyscy już wiemy biedny Aronek, niewinny Aronek, słaby Aronek, zamknij się. - Bum. Garen leżał na ziemi. Krew powoli spływała z jego nosa.
- Powiedziałem chyba, że masz go nie obrażać?
- Kata! Powiedz mu coś! - Warknął, wstając. Nie kłopotał się ze starciem czerwonej cieczy z twarzy, czuł że to dopiero początek.
- Czemu mam mu coś mówić? Na jego miejscu uderzyła bym cię już dawno.
- Nawet ty przeciw mnie?
- Nie jestem przeciwko tobie kochanie, ale teraz przegiąłeś i to bardzo.
- Przepraszam...- Wyjąkał Aron i wytarł generałowi krew.
- Aron! - Krzyknął Talon, wyrywając mu z ręki ręcznik.
- No co?
- Czy ty nie widzisz jak on cię traktuje?!
- Widzę. Przyzwyczaiłem się już do takiego traktowania, nie chcę pokłócić Xina z najlepszym przyjacielem. Może mnie nawet bić jak będzie miał ochotę. - Wzruszył ramionami i na wszelki wypadek łykając jedną tabletkę na uspokojenie, żeby znowu nie dostać ataku. Usiadł z powrotem na kanapę, i złapał za dłoń Xina, który od razu go objął.
- I ty nadal uważasz, że on kimkolwiek manipuluje?
- Tak. Jest nas tutaj dużo, więc gra niewiniątko. Spytaj się nauczyciela, któremu dzisiaj opierdalał gałę. Wszystkie amory tak robią, to typowa cecha tego gatunku.
- Xin? Mogę iść spać?
- Co? Boli, nie?
- Tak. Boli i to w chuj. Boli, że całe życie mam pod górkę. Boli, że zawsze jest ktoś kto się nade mną pastwi. Boli, że nie umiem się obronić. Boli, że tak myślisz. Boli, że zostałem wykorzystany, a wyszło, że to moja wina. Boli, że Talon marnuje swoje nerwy przeze mnie. Ale wiesz co? Zasłużyłem. Taki już mój los, i jestem przyzwyczajony. Nie wiem co takiego ci zrobiłem, nie wiem co w ogóle zrobiłem ludzkości, że tak dostałem po dupie, ale jestem teraz zajebiście szczęśliwy, więc proszę cię, zrób coś dla mnie i mi tego nie psuj. Błagam się, daj mi w końcu spokój. Talon?
- Tak?
- Dziekuję, i przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za twoich rodziców....
- Co?
- Umiem czytać w myślach....chciałam zobaczyć dlaczego tak właściwie trzymasz moją stronę...widziałem twoje wspomnienia.
- I co?
- Kobieta, która niosła cię wtedy do Noxus....Padał śnieg, a ona cię zostawiła w miejscu w którym powinienieś umrzeć, ale wzięli cię do domu dziecka. Miałeś wielkie szczęście, a potem znowu, kiedy był pożar, ty siedziałeś na drzewie, znowu przeżyłeś....
- O co ci chodzi?
- Pamiętasz to?
- Ja...Tak....
- Kobieta, która cię wtedy niosła....to była moja matka.
- Aron? Okej? - Spytała Katarina, zaskoczona zachowaniem nastolatka.
- N-n-nie. Nic nie jest okej. Wykorzystałem Xina....perfidnie wykorzystałem...masz rację...jestem okropny...ja wrócę na ulicę, nie zobaczycie mnie więcej, obiecuję.
- No już nie udawaj. Nikt ci w to nie wierzy młody ogarnij się.
- Możesz się w końcu zamknąć?! - Talon pierwszy raz odkąd weszli do mieszkania się odezwał.
- A ty też jesteś po jego stronie?!
- Stul ten ryj bo ci wyjebie! A Kata mi pozwoli!
- A-ale G-Garen ma racje! To wszystko moja wina! Ja nie powinienem to być! Powinienem być w Piltover, na ulicy, powinienem kraść, głodować, to moje miejsce! Ja muszę tam wrócić! - Chłopiec rzucił się do wyjścia z mieszkania, ale Katarina złapała go w pasie i przycisnęła do siebie. Chciał się wyrwać, więc przytrzymała go mocniej za nadgarstki jedną ręką, druga powędrowała do jego szyi i złapała mocno jego kark.
W jednej chwili łzy dotąd wypływające niczym rzeka, przestały płynąć. Chłopak pomrugał kilka razy zanim zorientował się co się stało.
- Jak ty to zrobiłaś? - Spytał Xin, który od początku ataku paniki ukochanego szukał tabletek na uspokojenie.
- Jakoś tak mi się skojarzyło, że Talon miał tak samo. Jak teraz masz taką fryzurę, dopiero widać, że wyglądacie praktycznie tak samo, jedynie oczami się różnicie, ale wracając do tematu. Talon też miewał takie ataki, tylko że ty sobie wmawiasz że jesteś szmatą i nie zasługujesz na szczęście, a on sobie wmawiał że musi być najlepszym zabójcą i rzucał się na wszystko co się ruszało. Na niego działało złapanie za kark, więc pomyślałam że na ciebie też może.
- Dziękuję... - Wymruczał, siadając na kolanach swojego chłopaka zawstydzony swoim zachowaniem, ale nie miał na to wpływu, to się działo samo, kiedy ktoś przypominał mu o jego starym życiu. Xin delikatnie otarł pozostałości po makijażu z jego policzków.
- Błagam, ty też? Czy ktokolwiek może przyznać mi rację?
- Jakbyś ją miał to byśmy ją przyznali. - Talon zbliżył się do Garena i zmierzył go wściekłym spojrzeniem.
- Błagam cię, on jest dziwką i się nie kłoć. Ty byś dawał dupy?
- Szczerze? Tak. Każdy w takiej sytuacji by to robił. Tylko ty tego nigdy nie zrozumiesz, bo kochany Garenik zawsze mieszkał w willi. Lux przynajmniej rozumie problemy ludzi i stara się pomagać jak widzi kogoś potrzebującego, a ty? Czy ty kiedykolwiek dałeś jebanego drobniaka biednemu dziecku!? Kurwa jak ja nienawidzę takich ludzi jak ty! Chłopak pierwszy raz w życiu jest kochany i czuje się chciany, a ty wchodzisz i to niszczysz! Co ty myślisz, że on nie ma wyrzutów sumienia?! Aż bym chciał żeby to ciebie matka zostawiła zimą pod śmietnikiem tak jak mnie! A nie czekaj. Ty miałeś zawsze cieplutko, głaskali cię za byle gówno, koryto miałeś podstawione pod ryj i nie wiedziałeś jak to jest nie jeść nic przez kilka dni!
- Ja też byłem głodny, kiedy byliśmy na bitwach i dawali nam byle jaką zupę.
- Byle jaką zupę...Byle jaką zupę?! Bo kurwa szlachta nie zje byle jakiej zupy co?! Mogłeś tą jebaną, byle jaką zupę kazać oddać potrzebującym, a co zrobiłeś? Wylałeś nie?
- Bo ty się nagle innymi zacząłeś przejmować?
- Bo mnie kurwica bierze jak widzę takie śmiecie jak ty! Jakim prawem obrażasz tego biednego chłopca co!? Uderzyli cię kiedyś rodzice?
- To co innego...
- Pytam kurwa czy cię kiedyś uderzyli?!
- Nie..
- To nawet nie śmiej się go kurwa czepiać!
- Aha, ja ponosiłem większe obrażenia w walce wiesz?
- Kurwa mać. No wypierdolę ci bułę na ryj zaraz!
- Czy to jest moja wina że jestem z normalnej rodziny? Co? Jesteś zazdrosny, że ja wiem jak wyglądają moi rodzice?
- Nie rusza mnie to. Jeśli chcesz kogoś zranić to weź się za Arona, to on tutaj miał największego pecha i możesz się z niego pośmiać. To do ciebie podobne, w końcu on się nie obroni, a wiesz czemu? Nie dlatego, że się ciebie boi. On ci pozwala się tak traktować, bo nie chce żebyś kłócił się z Xinem. Tylko ja później nie chcę słyszeć jaki ty nie jesteś wspaniały i cudny, bo wiesz co? Uwziąłeś się na niego bez powodu, i nawet nie zauważyłeś, że przespałem się z twoją dziewczyną! Tak. Ruchałem się Katą i było zajebiście, gdyby nie to, że rodzice kazali ją wysterylizować była by ze mną w ciąży, bo nie mieliśmy gumki, i wylałem się w jej wnętrzu. Ale pewnie! Znęcaj się nad Aronem! Jesteś jebanym śmieciem, który nic by nie osiągnął gdyby nie rodzina.
- Wolę mieć pozycję dzięki rodzinie, niż puszczaniu się.
- Bo wiesz, że ty byś sobie nie poradził. Zginąłbyś po tygodniu na ulicy. Albo by cię zabili, albo byś zdechł z głodu.
- Jestem zbyt honorowy, żeby kraść.
- Bo kraść trzeba umieć. A ty jesteś na tyle zjebany, że byś sobie nie poradził. Ja w wieku pięciu lat zabiłem człowieka za jedzenie, i jestem z tego dumny. Co ci się wydaje, że my to robimy bo mamy taki kaprys?! Jak byś nie jadł przez kilka dni też byś zrobił wszystko żeby dostać chociaż jebaną bułkę! Jeśli usłyszę, kiedykolwiek, że ty obrażasz tego malucha, to obiecuję, że zamknę cię w mieszkaniu i będę głodził tak długo aż nie padniesz.
- Co ty się tak tym Aronem przejmujesz co?
- Bo wiem co przeżywał! Chociaż nie...Mnie matka zostawiła na ulicy na pastwę losu, on musiał żyć z rodzicami, i znosić maltretowanie, wiesz jak to działa na psychikę dziecka? Ja jak byłem mały, ryczałem jak tylko widziałem inne dzieci z rodzicami, myślałem gdzie są moi, czemu nie jestem z nimi. Ja chociaż mogłem sobie wmawiać, że zrobili to, dla mojego dobra, bo nie poradzili by sobie z wychowaniem mnie, a on musiał kurwa żyć z nimi i znosić takie traktowanie! I ty miałeś czelność wynieść się od matki bo chciała dobrze dla twojej siostry?! Wiesz ile ja bym dał żeby moja matka chociaż raz była ze mną i pomyślała o moim życiu?!
- Talon, skończ....- Poprosił cicho Aron, kiedy krzyk starszego był na tyle głośny, że wzdrygał się przy początku każdego zdania.
- Aron! On cię obraża!
- Ale to nie twoja sprawa. Ja go rozumiem... on ma rację, jestem dziwką, i nic tego nie zmieni...
- Kurwa...
- Widzisz? On jest tego świadom, więc się na mnie sieroto nie drzyj.
- Sieroto? Sieroto?!
- Talon...ciszej... to wcale nie jest takie straszne...ja całe życie marzyłem żeby być sierotą...
- Przestaniesz w końcu gadać o sobie? Wszyscy już wiemy biedny Aronek, niewinny Aronek, słaby Aronek, zamknij się. - Bum. Garen leżał na ziemi. Krew powoli spływała z jego nosa.
- Powiedziałem chyba, że masz go nie obrażać?
- Kata! Powiedz mu coś! - Warknął, wstając. Nie kłopotał się ze starciem czerwonej cieczy z twarzy, czuł że to dopiero początek.
- Czemu mam mu coś mówić? Na jego miejscu uderzyła bym cię już dawno.
- Nawet ty przeciw mnie?
- Nie jestem przeciwko tobie kochanie, ale teraz przegiąłeś i to bardzo.
- Przepraszam...- Wyjąkał Aron i wytarł generałowi krew.
- Aron! - Krzyknął Talon, wyrywając mu z ręki ręcznik.
- No co?
- Czy ty nie widzisz jak on cię traktuje?!
- Widzę. Przyzwyczaiłem się już do takiego traktowania, nie chcę pokłócić Xina z najlepszym przyjacielem. Może mnie nawet bić jak będzie miał ochotę. - Wzruszył ramionami i na wszelki wypadek łykając jedną tabletkę na uspokojenie, żeby znowu nie dostać ataku. Usiadł z powrotem na kanapę, i złapał za dłoń Xina, który od razu go objął.
- I ty nadal uważasz, że on kimkolwiek manipuluje?
- Tak. Jest nas tutaj dużo, więc gra niewiniątko. Spytaj się nauczyciela, któremu dzisiaj opierdalał gałę. Wszystkie amory tak robią, to typowa cecha tego gatunku.
- Xin? Mogę iść spać?
- Co? Boli, nie?
- Tak. Boli i to w chuj. Boli, że całe życie mam pod górkę. Boli, że zawsze jest ktoś kto się nade mną pastwi. Boli, że nie umiem się obronić. Boli, że tak myślisz. Boli, że zostałem wykorzystany, a wyszło, że to moja wina. Boli, że Talon marnuje swoje nerwy przeze mnie. Ale wiesz co? Zasłużyłem. Taki już mój los, i jestem przyzwyczajony. Nie wiem co takiego ci zrobiłem, nie wiem co w ogóle zrobiłem ludzkości, że tak dostałem po dupie, ale jestem teraz zajebiście szczęśliwy, więc proszę cię, zrób coś dla mnie i mi tego nie psuj. Błagam się, daj mi w końcu spokój. Talon?
- Tak?
- Dziekuję, i przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za twoich rodziców....
- Co?
- Umiem czytać w myślach....chciałam zobaczyć dlaczego tak właściwie trzymasz moją stronę...widziałem twoje wspomnienia.
- I co?
- Kobieta, która niosła cię wtedy do Noxus....Padał śnieg, a ona cię zostawiła w miejscu w którym powinienieś umrzeć, ale wzięli cię do domu dziecka. Miałeś wielkie szczęście, a potem znowu, kiedy był pożar, ty siedziałeś na drzewie, znowu przeżyłeś....
- O co ci chodzi?
- Pamiętasz to?
- Ja...Tak....
- Kobieta, która cię wtedy niosła....to była moja matka.
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz