Zimno. Szaro. Twardo. Niewygodnie. Dziewczynka starała się podnieść, lecz jej nadgarstki były związane. Po kilku chwilach znalazła się w pionie. Co się działo zanim tutaj trafiła?
Zimowy wieczór. Talon kolejny już raz umówił się z Quinn. Nie chciał się przyznać, ale jego serduszko pomalutku zaczynało kochać tę kobietę. Tak, więc spędzali ze sobą dużo czasu. Na czytaniu książek, rozmawianiu, gotowaniu, jedzeniu, spacerach, a najbardziej demacianka lubiła czesać włosy zabójcy. Zadbane, mięciutkie, gęste, piękne. Wracając do tematu...
Reina zawsze w te chwile, była z Katariną, lub sama błądziła po uliczkach Demaci, czekając na opiekuna. Trenowała skakanie między dachami, rzucała sztyletami do ptaków i często spotykała się z Aronem, i Hideo.
Dzisiaj miało być dokładnie tak samo. Pożegnała Talona pod pomnikiem Jarvana I i ruszyła w swoim kierunku.
Wstąpiła do biblioteki. Czytanie było jej drugą ulubioną czynnością, poza walką. Przywitała się ze starszą panią, wydającą literaturę i wstąpiła w głąb pomieszczenia. Dział psychologiczny powitał ją zapachem drewna i starych książek, nadając miejscu magicznego klimatu.
Wybrała pierwszą lekturę z brzegu i usiadła na krześle rozkoszując się treścią.
Po kilkunastu minutach bibliotecznej ciszy nastąpił zwrot akcji. Głośny trzask, dźwięk zrzucanych z biurka książek, a po chwili do dziewczynki dotarł zapach środków nasennych. Jakie szczęście, że czerwonowłosa nauczyła ją wyczuwać ten zapach zanim nawdycha się go tyle, żeby działał. Zasłoniła sobie nos i usta czerwoną apaszką po czym ruszyła do drzwi prowadzących na główną część biblioteki, uprzednio łapiąc za ostrza.
Na tym kończą się jej wspomnienia. Ból z tyłu głowy mówił jednak, że została ogłuszona i to w dość brutalny sposób. Całe pomieszczenie było szare natomiast wejście wykonano ze szkła. Od mniej więcej metra w górę można było zobaczyć co dzieje się w jej celi. Jednym sposobem na ukrycie się była ściana na której się owe drzwi opierały. Westchnęła pukając kilka razy w szybę. Po chwili zobaczyła jak duży, umięśniony mężczyzna pokryty tatuażami zerka w jej kierunku i odchodzi. Po kilku minutach wrócił z najpewniej swoim szefem.
- Obudziliśmy się? - Zapytał z uśmiechem.
- Nie. Lunatykuję. - Odpysknęła.
- Ale czemu jesteś taka niemiła? A, no tak. Talon.
- Możesz mi wyjaśnić, co ja tu do cholery robię? - Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała w górę, aby móc widzieć jego twarz. Był całkiem wysoki a ona miała niespełna metr trzydzieści.
- Oczywiście. Nie jestem człowiekiem złym, ale w mojej branży ludzie się przydają wiesz? A tak się składa, że twój Talon zabił mi ich całkiem sporo. - Na te słowa dziewczynka uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Ten facet zdawał się być z wiekiem coraz głupszy.
- Czemu mnie to nie dziwi...., ale po co ja ci jestem potrzebna?
- Muszę go tu jakoś zwabić, a co lepiej działa na cień ostrza niż jego oczko w głowie? A ciebie łatwiej złapać, niż Katarinę.
- Gratulacje. Złapałeś dziecko. Medal dla tego pana.
- Jakbyś nie wiedziała, nie jesteś normalnym dzieckiem. Czytałem o tobie bardzo ciekawy artykuł. - Przysiadł się na prostym łóżku, które było jedynym meblem tutaj. Dziewczynka zrobiła to samo.
- To znaczy? - Zapytała z ciekawością.
- "Du Ceouteu trenują nową bestię" "Cień ostrza wychowuje swojego następce" "Dziewczynka postrachem Noxus" "Bezlitosne dziecko" i tak dalej.
- Dużo tego.
- Dobry temat, to dużo piszą. - Wzruszył ramionami. - Wiem, że jestem miły jak na kogoś kto cię porwał, ale jeśli Talon nie przyjdzie to zginiesz. - Dodał z uśmiechem.
- Bardziej boję się tego co mi zrobi za to, że dałam się złapać, niż ciebie.
- Grunt to pozytywne myślenie. Bardzo dobrze. Chcesz coś zjeść?
- Możesz mi przynieść.
~***~
- Talon? - Xin patrzył na przybysza z niedowierzaniem.
- Jest u ciebie Kata?!
- Czemu miała by być?
- Przyszła z Garenem? - Zabójca zrobił zażenowaną minę.
- Bingo~! Jest. Wejdź. - Talon przepchnął go wgłąb mieszkania i wparował do salonu.
- Mamy GIGA problem! - Krzyknął zdenerwowany.
- No mów.
- Reina zniknęła! Porwali mi dziecko! Nie mam pojęcia kto! Pomóż! Twój ojciec mnie zabije jak się dowie! Może jak znajdziemy podobną to nie zauważy co?! Kurwa! - Dziewczyna słuchała w spokoju powoli podchodząc, aż w końcu wymierzyła mu silny cios w twarz. Otwartą dłonią.
- Już? - Chodziło jej oczywiście o to, czy się uspokoił.
- Już.
- To teraz idioto gadaj komu znowu podpadłeś.
- Jak go znam to wszystkim niebezpiecznym osobom świata. - Garen wyszedł właśnie z łazienki.
- Niech pomyślę.....
- Cześć~! - Aron i jego przyjaciel akurat teraz wrócili z kawiarni. Widząc poważne miny towarzystwa obaj lekko się zaniepokoili. Ignorując ich przybycie wszyscy starali się już wymyślać jakiekolwiek rozwiązanie.
- A może po prostu jest w domu? - Zapytał wyższy z nastolatków.
- Ja wiem, że ona mnie nie zawsze słucha, ale jak się umawiamy to zawsze jest punktualnie. Wiem! Byłem ostatnio w pewnym miejscu. I jakoś tak nie chciałem, żeby ktoś się o tym dowiedział i zabiłem osobę z którą tam byłem, i ochronę, i ...
- Gdzie byłeś. - Warknęła dziewczyna. To na prawdę nie była pora na zagadki.
- No w taki jednym miejscu. W "Przygarnij kotka".... - Jego policzki przybrały różowy odcień.
- Co to jest? - Spytał Xin nie bardzo rozumiejąc nazwę. Wszyscy mieli miny mówiące dokładnie to samo.
- Agencja towarzyska. - Powiedział Hideo marszcząc brwi.
- A ty niby skąd wiesz? - Zapytał zabójca.
- Bo tam pracuję. Coś ty zrobił, że mogli ją porwać? Mój szef to najcudowniejszy kryminalista świata, muchy by nie skrzywdził...a przynajmniej tak nas traktuje. - Xin podszedł do nastolatka i objął go od tyłu.
- Głupolu jakbyś mi powiedział, że potrzebujesz pieniędzy to bym ci dał.
- Nie mówmy teraz o tym, tylko jak ją stamtąd wydostać. - Talon chodził nerwowo po pomieszczeniu. Postanowili sprawdzić, z kim w ogólne mają do czynienia, więc udali się do mieszkania Katariny i Garena.
Rozłożyła na stole kilka segregatorów. Mieli z Garenem miłe, całkiem przytulne mieszkanko, niedaleko włości Xina, więc droga zajęła wszystkim zaledwie kilka minut. Yhm jasne. Już widzimy Garena w małym mieszkanku. Ni chuja. Garen wykupił gigantyczną willę.- Reina zniknęła! Porwali mi dziecko! Nie mam pojęcia kto! Pomóż! Twój ojciec mnie zabije jak się dowie! Może jak znajdziemy podobną to nie zauważy co?! Kurwa! - Dziewczyna słuchała w spokoju powoli podchodząc, aż w końcu wymierzyła mu silny cios w twarz. Otwartą dłonią.
- Już? - Chodziło jej oczywiście o to, czy się uspokoił.
- Już.
- To teraz idioto gadaj komu znowu podpadłeś.
- Jak go znam to wszystkim niebezpiecznym osobom świata. - Garen wyszedł właśnie z łazienki.
- Niech pomyślę.....
- Cześć~! - Aron i jego przyjaciel akurat teraz wrócili z kawiarni. Widząc poważne miny towarzystwa obaj lekko się zaniepokoili. Ignorując ich przybycie wszyscy starali się już wymyślać jakiekolwiek rozwiązanie.
- A może po prostu jest w domu? - Zapytał wyższy z nastolatków.
- Ja wiem, że ona mnie nie zawsze słucha, ale jak się umawiamy to zawsze jest punktualnie. Wiem! Byłem ostatnio w pewnym miejscu. I jakoś tak nie chciałem, żeby ktoś się o tym dowiedział i zabiłem osobę z którą tam byłem, i ochronę, i ...
- Gdzie byłeś. - Warknęła dziewczyna. To na prawdę nie była pora na zagadki.
- No w taki jednym miejscu. W "Przygarnij kotka".... - Jego policzki przybrały różowy odcień.
- Co to jest? - Spytał Xin nie bardzo rozumiejąc nazwę. Wszyscy mieli miny mówiące dokładnie to samo.
- Agencja towarzyska. - Powiedział Hideo marszcząc brwi.
- A ty niby skąd wiesz? - Zapytał zabójca.
- Bo tam pracuję. Coś ty zrobił, że mogli ją porwać? Mój szef to najcudowniejszy kryminalista świata, muchy by nie skrzywdził...a przynajmniej tak nas traktuje. - Xin podszedł do nastolatka i objął go od tyłu.
- Głupolu jakbyś mi powiedział, że potrzebujesz pieniędzy to bym ci dał.
- Nie mówmy teraz o tym, tylko jak ją stamtąd wydostać. - Talon chodził nerwowo po pomieszczeniu. Postanowili sprawdzić, z kim w ogólne mają do czynienia, więc udali się do mieszkania Katariny i Garena.
~***~
![]() |
| Salon (dół) |
![]() |
| Łazinka nr1(dół) |
![]() |
| Łazienka nr2 (góra) |
![]() |
| Łazinka nr3 (góra) |
![]() |
| Sypialnia gościnna nr1 (dół) |
![]() |
| Sypialnia gościnna nr2 Kata w niej śpi kiedy nie ma humoru (góra) |
![]() |
| Sypialnia gościnna nr4 (góra) |
![]() |
| Sypialnia w której śpią cały czas (chyba widać że góra) |
![]() |
| Gabinet Garena w którym przyjmuje gości (dół) |
![]() |
| Gabinet Garena w którym pracuje bo on potrzebuje kolorki ale kolorki nie są poważna jak na generała więc ma sobie drugi do robienia dobrego wrażenia bo może (góra) |
![]() |
| Kuchnia na dole |
![]() |
| Kuchnia na górze |
- Wasza praca jest bardziej papierkowa niż się wydaje. - Aron przysiadł się na ziemi i również chwycił jeden z segregatorów.
- Em...Nie, że coś mówię....Ale zamiast szukać w stercie papierów nie łatwiej by było po prostu go zapytać? - Hideo przysiadł na kanapie w salonie.
- A powie ci gdzie trzyma zakładnika? - Katarina przewróciła oczami.
- Może jakimś podstępem by powiedział, tylko musiał bym mieć okazję z nim porozmawiać a ten tydzień jestem prostytutką, na drugi mam kelnerować, więc będę mógł zapytać.
- Nie mamy tyle czasu. Zaraz. Co?
- Nasz szef nie traktuje nas jak towar, tylko jak pracowników. Dba o nasze samopoczucie, jak i o psychikę, więc zmieniamy się co tydzień. Raz siedzimy grzecznie w pokojach czekając na klientów, a raz wieczorami nosimy jemu i jego gościom whisky i dajemy się głaskać. Tak wiecie, żeby było miło raz kiedyś nie dawać dupy obcym ludziom. Nowi zawsze zaczynają od noszenia picia.
- Czyli ktoś musi udawać dziwkę, żeby się dowiedzieć gdzie jest Reina. - Talon podrapał się po głowie. Nagle wszyscy spojrzeli na Arona.
- Co? - Spytał chłopiec.
- No jak to co? Kto się do tego zadania bardziej nada niż ty? - Zabójca podszedł do chłopca siedzącego na kanapie i położył mu dłonie na kolanach.
- Nie ma mowy. Nie będziesz mi go wykorzystywał. - Xin objął swój skarb ramionami.
- To mój brat, więc będę.
- W sumie... ja to chyba zrobię najlepiej....
- Aron...naprawdę chcesz?
- Lubię małą, trzeba jej pomóc. Poza tym mogę go po prostu zaczarować i mi powie.
- Nie da rady. - Czerwonowłosa pozbierała kartki z podłogi. - Zobaczą, że masz różowe oczy. Musisz to zrobić bez używania czarów.
- Jasne. Czyli Hiduś załatwia mi pracę, ja się dowiaduję co i jak. Mówię to tobie - Spojrzał na Hideo - Talon udaje twojego klienta, mówisz jemu, a on idzie po Reinę. Tak?
- Zaskakująco dobry plan - Garen zaklaskał kilka razy z uznaniem. - Ma tylko jedną wadę. Talona raczej tam nie wpuszczą. Pójdę ja.
- Ty raz chciałeś pomóc. Przypominać jak to się skończyło? - Talon warknął siadając skrzyżnie na podłodze. Nagle czerwonowłosa wstała.
- Według mnie powinniśmy zrobić tak: 1)Aron idzie do pracy 2)Dowiaduje się gdzie jest Reina 3)Wychodzi na tyły, nie wiem jak to zrobi, wymyśli coś. 4)Na tyłach czekam ja i Xin. Talon może zwracać niepotrzebnie uwagę, a Garen może coś zpartolić. 5)Idziemy w trójkę po małą.
- O nie nie nie nie nie. - Xin pokręcił głową. - Już wystarczy, że Aron ma brać udział w tej dziwnej akcji. Nie będzie jeszcze szedł z nami, może mu się coś stać.
- Nie panikuj dam sobie radę.
- Twoje ręce są jak zapałki. Wrócisz, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- Czyli wszystko ustalone? - Zabójca podskoczył, naciągając kaptur.
- Pewnie. Kiedy zaczynamy? - Aron spojrzał na przyjaciela.
- Za godzinę zaczynam pracę, więc możesz iść ze mną. Ubrania dostaniesz tam. Tylko...on się chyba zorientuje, że to wszystko przeze mnie...
- Pracuję właśnie nad projektem pomocy ubogim rodzinom, więc nie musisz się martwić.
- Garen? Czyżby moje wizje aż tak zadziałały, że pan generał zajął się czymś takim?
- Weź nic nie mów, cały czas jeszcze śni mi się twój ryk.
- O co chodzi? - Katarina nie za bardzo rozumiała o czym rozmawiają.
- Nie ważne.
~*Godzina później*~
- Yhm... Dobrze. - Mężczyzna uśmiechnął się ciepło do Arona.
- Na prawdę? - Hideo udał zaskoczenie. Wiedział doskonale, że szef się zgodzi na nową osobę w ich małej rodzinie.
- Pewnie, jeśli chce to nie ma problemu.
- Wystarczy Samuel. - Poprawił krawat. Wstał z czarnej kanapy po czym pogłaskał Arona po poliku. - Za godzinę mam spotkanie z kimś ważnym, więc będziesz mógł zasłużyć na pierwszą wypłatę. Przyjdź tutaj, Hideo pokaże ci garderobę i ubrania jakie musisz założyć. Miłej zabawy, i proszę, abyś przyłożył się do pracy. Mój wspólnik musi być tobą na tyle otumaniony, żeby podpisać korzystną dla mnie umowę bez zastanowienia. Jesteś śliczny więc trudno nie będzie.
~*kolejna godzina*~
- Ja mam w tym wyjść? - Aron przyglądał się sobie w lustrze. Ubrane miał czarne pończochy zakończone koronką, luźne bokserki z tej samej koronki i kocie uszy oraz ogon. Tak. Taki ogon. Wkładany.
- Oczywiście, że nie. Jeszcze to - Przyjaciel podał mu czarne szpilki.
- Jaja sobie robisz.
- Nie. Ja w tym chodzę cały czas .
- No, ale te uszy i ogon?
- Cała koncepcja opiera się na kotach. Nie zorientowałeś się po nazwie? Ubieraj szpile i idź, bo się spóźnisz.
- Przecież ja się w tym zabiję...
- Dasz radę. - Chwycił niższego za ramię i pociągnął do wyjścia z garderoby. Aron nieśmiało przyglądał się ludziom na korytarzach. Ubranych podobnie, jedynie kocie dodatki mieli dobrane do własnych włosów a bielizna była w chyba wszystkich możliwych kolorach. Nawet nie spodziewał się, że w takim miejscu może być tyle ludzi. Kobiet i mężczyzn w różnym wieku. W innym mieście jeszcze by rozumiał, ale w Demaci? Czyżby najprawsza nacja świata, miała jednak społeczny margines? A może po prostu to lubią? Gdyby tylko Garen to widział...
Niepewnie wszedł do pomieszczenia w którym już dzisiaj był, kiedy Hideo otworzył drzwi i wpuścił go do środka. Kiedy wrota się zamykały zobaczył tylko, jak przyjaciel pokazuje mu, że trzyma kciuki. Czas zacząć grę. Uśmiechnął się uroczo i przywitał ukłonem ze swoim szefem i jego towarzyszem.
- Przepraszam za spóźnienie. - Dodał z uśmiechem i podszedł do starszych.
- Nic się nie stało słoneczko. - Mężczyzna w średnim wieku uśmiechnął się i pociągnął mniejszego na swoje kolana. Amor zaskoczony cicho pisnął, ale został w tej pozycji, a nawet ułożył nogi w bardziej seksownej pozycji. Dziękował niebiosom, że facet do którego ma się łasić jest przystojny. Szczupły z dwudniowym zarostem, brązowooki, gdyby nie znał Xina nawet by się nim zainteresował. Nie przeżyłby gdyby to był gruby, spocony, dziad, a tak całkiem swobodnie głaskał jego ramię i dawał się drapać za uszkiem. Cicho pomrukiwał kiedy starszy przewracał między palcami jego ogonek, co powodowało, że część zanurzona w nim też się poruszała. Siedzieli tak kilkanaście minut, chłopiec przysłuchiwał się rozmowie szukając jakiegoś pretekstu do zapytania o Reinę. Kiedy poruszyli temat Talona skupił się jeszcze bardziej.
- Nie sądzisz, że to przesada? To jest dziecko, ja poczekam na Talona wyjaśnię sobie z nim coś i ją oddam.
- To jest moja szansa na pozbycie się go raz na zawsze. Daję ci kilkanaście tysięcy za tą małą.
- Mieliśmy rozmawiać o nieruchomościach.
- Sam zacząłeś.
- Wymknęło mi się. Wracajmy do tematu.
- Nie. Okej. Sto tysięcy i dajesz mi tą małą i jego. - Pogłaskał Arona po główce, a ten grzecznie przywarł do jego dłoni. Jego buzia wyglądała jak u dziecka które dostało drogą zabawkę.
- Nie. Ludzie to nie towar. Mówiłem ci to nie raz. On jest moim pracownikiem i go nie oddam, jak chcesz możesz mieć go na noc, a Reina to dziecko. Już i tak denerwuje mnie fakt, że musiałem ją zamknąć w piwnicy, bo wszystkie pokoje są zajęte.
- Jesteś zbyt miękki do tej roboty.
- Możliwe, ale jak na razie to bycie miękkim bardzo mi się opłaca. Tak więc nie oddam ci nikogo. Ona ma 9 lat. - Tak. To jest ten moment. Aron wkraczaj do akcji.
- 9 lat? A może mógłbym się nią jutro zająć do południa? Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę, ale niestety moja mama umarła przy moim porodzie. - Zrobił słodką, smutną minkę i poprawił krawat swojego siedzenia.
- Nie ma problemu, a mógłbyś przynieść nam po szklance z lodem?
- Pewnie. - Znów się uśmiechnął i ruszył do stolika, kręcąc z wprawą tyłeczkiem. Podczas nalewania alkoholu specjalnie się wypiął.
- Jak będziesz chciał, to nawet dzisiaj pójdziesz na dół, i w lewo, tam są drzwi i ona tam jest.
- Dobrze. - Wrócił na swoje miejsce.
Po kilkunastu minutach skrzywił się lekko i zaprzestał bawienia się włosami swojego towarzysza.
- Coś się stało? - Zapytał zaniepokojony Samuel.
- S-strasznie boli mnie brzuch. - Zgiął się w pół zagryzając wargę.
- Zabiorę go do pokoju. - Kiedy zobaczył grymas niezadowolenia dokończył. - Jeśli to coś poważnego, nie będzie mógł spędzić z tobą nocy, więc podpisz tą cholerną umowę i wyjdź. - Mężczyzna szybko chwycił długopis i złożył podpis na dokumentach. Samuel wziął małego na ręce w celu położenia kotka w jego łóżku.
Kiedy tylko szef oddalił się na bezpieczną odległość Aron wymknął się z pokoju i udał w kierunku tylnego wyjścia. Uchylił drzwi i wyszedł na zewnątrz. Od razu przywitał go śnieg i zimny podmuch wiatru, a jako że teoretycznie nie był ubrany dostał gęsiej skórki.
- O mój boże. - Westchnął Xin widząc swojego chłopaka w takim stroju. Podszedł i obejrzał go dokładnie z każdej strony.
- Możesz przestać mnie obłapiać wzrokiem? - Zapytał nieśmiało.
- Jesteś mój, więc mogę.
- Aron ma rację, trzeba ratować Reinę. - Przerwał im Talon.
- A ty co tutaj robisz?
- Uparł się, a Kata powiedziała, że w trójkę zrobimy niepotrzebny tłok.
- Gdzie ona jest?!
- Spokojnie. Na dole w piwnicy, po lewej. - Mruknął i odwrócił się aby wrócić do budynku.
- Aron? - Xin złapał go za dłoń.- Nie sądzisz, że to przesada? To jest dziecko, ja poczekam na Talona wyjaśnię sobie z nim coś i ją oddam.
- To jest moja szansa na pozbycie się go raz na zawsze. Daję ci kilkanaście tysięcy za tą małą.
- Mieliśmy rozmawiać o nieruchomościach.
- Sam zacząłeś.
- Wymknęło mi się. Wracajmy do tematu.
- Nie. Okej. Sto tysięcy i dajesz mi tą małą i jego. - Pogłaskał Arona po główce, a ten grzecznie przywarł do jego dłoni. Jego buzia wyglądała jak u dziecka które dostało drogą zabawkę.
- Nie. Ludzie to nie towar. Mówiłem ci to nie raz. On jest moim pracownikiem i go nie oddam, jak chcesz możesz mieć go na noc, a Reina to dziecko. Już i tak denerwuje mnie fakt, że musiałem ją zamknąć w piwnicy, bo wszystkie pokoje są zajęte.
- Jesteś zbyt miękki do tej roboty.
- Możliwe, ale jak na razie to bycie miękkim bardzo mi się opłaca. Tak więc nie oddam ci nikogo. Ona ma 9 lat. - Tak. To jest ten moment. Aron wkraczaj do akcji.
- 9 lat? A może mógłbym się nią jutro zająć do południa? Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę, ale niestety moja mama umarła przy moim porodzie. - Zrobił słodką, smutną minkę i poprawił krawat swojego siedzenia.
- Nie ma problemu, a mógłbyś przynieść nam po szklance z lodem?
- Pewnie. - Znów się uśmiechnął i ruszył do stolika, kręcąc z wprawą tyłeczkiem. Podczas nalewania alkoholu specjalnie się wypiął.
- Jak będziesz chciał, to nawet dzisiaj pójdziesz na dół, i w lewo, tam są drzwi i ona tam jest.
- Dobrze. - Wrócił na swoje miejsce.
Po kilkunastu minutach skrzywił się lekko i zaprzestał bawienia się włosami swojego towarzysza.
- Coś się stało? - Zapytał zaniepokojony Samuel.
- S-strasznie boli mnie brzuch. - Zgiął się w pół zagryzając wargę.
- Zabiorę go do pokoju. - Kiedy zobaczył grymas niezadowolenia dokończył. - Jeśli to coś poważnego, nie będzie mógł spędzić z tobą nocy, więc podpisz tą cholerną umowę i wyjdź. - Mężczyzna szybko chwycił długopis i złożył podpis na dokumentach. Samuel wziął małego na ręce w celu położenia kotka w jego łóżku.
Kiedy tylko szef oddalił się na bezpieczną odległość Aron wymknął się z pokoju i udał w kierunku tylnego wyjścia. Uchylił drzwi i wyszedł na zewnątrz. Od razu przywitał go śnieg i zimny podmuch wiatru, a jako że teoretycznie nie był ubrany dostał gęsiej skórki.
- O mój boże. - Westchnął Xin widząc swojego chłopaka w takim stroju. Podszedł i obejrzał go dokładnie z każdej strony.
- Możesz przestać mnie obłapiać wzrokiem? - Zapytał nieśmiało.
- Jesteś mój, więc mogę.
- Aron ma rację, trzeba ratować Reinę. - Przerwał im Talon.
- A ty co tutaj robisz?
- Uparł się, a Kata powiedziała, że w trójkę zrobimy niepotrzebny tłok.
- Gdzie ona jest?!
- Spokojnie. Na dole w piwnicy, po lewej. - Mruknął i odwrócił się aby wrócić do budynku.
- Tak?
- Mógłbyś...zostawić sobie te ubrania? - Młodszy tylko wywrócił oczami w pobiegł schodami na górę, a mężczyźni ruszyli ku dołowi.
Samuel zmartwiony wszedł do pokoju amora z gorącą herbatą. Zobaczył chłopca w jego normalnych ubraniach, czyli obcisłych jeansach i luźnym czarnym podkoszulku.
- Lepiej się czujesz?
- Troszeczkę... - Chłopak zakrył się szczelniej kołdrą.
- Napij się... - Podał chłopcu kubek, gdy nagle usłyszeli przeraźliwy krzyk.
~*a skąd wziął się krzyk?*~
Zbójca biegł ile sił w nogach na dół. Xin patrzył tylko na jego plecy i lekkim truchcikiem podążał za nim, kiedy Talon krzyknął jakby obdzierali go ze skóry przyspieszył kroku. Przez drzwi widać było małe ciało, i tylko dzięki ubraniom mógł się domyślić, że to Reina, głowy nie było. A raczej była, tylko zauważył ją chwilę potem, leżała kilka kroków dalej. Widział różne rzeczy, ale nigdy nie tak potworne. Kawałek kręgosłupa wystawał jej z szyi, z której wypływała krew. Podszedł do cienia ostrza, który klęczał na ziemi. - Zabiję ich wszystkich... - Warknął wstając. Przez jego ciało przeszła teraz fala gniewu. Nie pamiętał kiedy był tak wściekły. Każda jego komórka wołała o zemstę. Jego głowę opanowała żądza mordu.
- Uspokój się.
- Nawet nie próbuj mnie uspokajać.
W tym momencie przybiegł Samuel w towarzystwie jednego z ochroniarzy. Aron biegł tuż za nimi. Ledwo się zatrzymali a Talon już zaczął go dusić. Wysoki, łysy mężczyzna nawet nie próbował reagować. Bał się. Z resztą kto by się nie bał Talona.
- JAK!? JAK MOGŁEŚ ZABIĆ DZIECKO!? - Warczał nie przestając. Aron wiedział, że małej nic stać się nie mogło, a przynajmniej nie przez tego człowieka, więc użył swoich umiejętności i Talon po chwili spokojnie oddychał, i tylko lekko zły skrzyżował ramiona.
- Jak to zabić? - Podszedł do drzwi, skołowany, a widząc ciało odwrócił się do pracownika. - Miałeś jej pilnować do cholery! Pilnować! Nie zabić! Widzisz różnicę między pilnować, a zabić?!
- Ale ja jej nic nie zrobiłem, pięć minut temu powiedziała, że jest głodna, więc poszedłem po coś do jedzenia, jak usłyszałem Talona to się wróciłem!
- Przykro mi. - Zwrócił się do zabójcy. W jego oczach widać było szczere współczucie i smutek. - Oddam ci jej ciało. - Otworzył drzwi, po czym wszedł do środka.
W tej chwili dziewczynka, która do tej pory siedziała na framudze drzwi torturując swoje mięśnie zeskoczyła na jego plecy, jednym ruchem zabrała mu pistolet i wyszła na zewnątrz, na wszelki wypadek go odbezpieczając. Zobaczyła, że ma małą publiczność.
- Reina! - Krzyknął jej opiekun. Podszedł i klepnął ją w tył głowy tak, że prawie upadła.
- Ał! A to za co?
- Za danie się złapać. Byłaś strasznie nieostrożna.
- Przecież bym sobie poradziła, nawet nie zdążyłeś mi pomóc, a ja już jestem wolna.
- I za to że się martwiłem. Poza tym, od kiedy ty umiesz się posługiwać bronią palną?
- Kata kiedyś mnie nauczyła. Martwiłeś się?
- No może nie martwiłem, ale jak zobaczyłem cię bez głowy to myślałem że ojciec Katy mi jaja urwie.
- Jak ty to właściwie zrobiłaś? - Zapytał Xin łapiąc jej odciętą głowę.
- Klon? Kata pokazała mi gdzie powinnam zawsze trzymać zapasowy sztylet i jak widać przydał się. Odcięłam głowę swojemu klonowi, żeby zwrócić uwagę i się wydostać. - Podeszła do Xina i zabrała mu część ciała, po czym rzuciła nią w opiekuna. Ten złapał odruchowo, a karmazynowa posoka z szyi wypłynęła na jego palce. Wyrzucił ją od razu wzdrygając się.
- Czekaj, czy ty sobie wsadziłaś sztylet w...? - Dziewczynka tylko się uśmiechnęła. Wszyscy jednocześnie się wzdrygnęli, a Samuel powoli odzyskiwał przytomność, po uderzeniu głową w podłogę.
- Przepraszam za kłopot, ale Reina proszę, wróć do celi. - Wstał masując się z tyłu głowy. Dziewczynka zaśmiała się i wycelowała w niego broń.
- Porywanie mojego ucznia to nie był dobry pomysł.
- Jakoś nie stawiała oporu nieprzytomna. Słuchaj. Ja jestem biznesmenem, potrzebuję ludzi, a ty mi zabiłeś właśnie ludzi. Musisz za to zapłacić.
- Na pewno nie nią. Nie będę ci nic płacić, jestem najlepszym zawodowym zabójcą na świecie.
- To nie ma znaczenia.
- Właśnie, że ma, bo zaraz ci wybiję wszystkich ludzi i się zdziwisz. Wychodzimy. - Wszyscy niczym za przywódcą udali się do wyjścia.
- Aron, a ty gdzie? - Zapytał mężczyzna widząc jak jego nowy pracownik oddala się.
- A ja z nimi. Dzięki za herbatę.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz