Kochani moja kochana betunia postanowiła coś napisać, więc napisała, taka jest stanowcza xd więc oto on~Yaoimi
To mój pierwszy shot, proszę nie czepiać się szczegółów :3
- Gdzie on jest? - westchnęła znudzona Katarina, rzucając po raz kolejny w drzewo naprzeciwko niej. - Miał być tu 10 minut temu!
- Spokojnie, pewnie coś mu wypadło... - odpowiedziała jej Riven. - A w ogóle po co na niego czekasz, przecież skończyłaś zadanie.
- Wiem, ale Swain kazał mu przekazać jakieś papiery, nie pozwolił mi ich otwierać - zasęmpiła się czerwonowłosa. - Nienawidzę tego kruka.
- A kto go lubi - druga wywróciła oczami. - Nawet w święta nie daje nikomu wolnego... No chyba, że tej suce Le Blanc.
- Jej to wszystko u niego wolno. Podobno mają romans czy coś takiego...
- Już jestem! - krzyknął Talon. - Przepraszam za lekkie spóźnienie. Kat, masz te papiery?
- Ta - podała mu paczkę z dokumentami. - Kruk powiedział byście udali się do Bilgwater. Szczegóły są tutaj - wskazała głową na zawiniątko. - Ja spadam, bo miałam pomóc ojcu ze świętami.
- Spoko - szybko jej odpowiedział i Katariny po chwilce czasu już nie było.
- Ciekawe, co ja dostanę na święta... - zamyśliła się Riven, kiedy zabójca rozpakowywał papiery.
- Pewnie nas w Noxus nie będzie w tym czasie - oznajmił. - Mamy złapać Twisted Fate'a, mistrza kart. Żywego - zmrużył oczy. Ten fakt utrudniał całe zadanie.
- Czy już mówiłam, że Swain jest idiotą?
****
Szli jak najszybciej do Bilgwater z powodu zmiany pogody - zaczął padać śnieg, jak przystało na grudzień i święta.
- Ale ziąb... - drżała z zimna Riven.
- Trzymaj to - Talon podał jej swój płaszcz i otulił nim ją. - Mi nie jest zimno.
- Dzięki - dziewczyna lekko się zarumieniła się. - Niedługo wigilia - stwierdziła. Chłopak przytaknął i spojrzał w niebo. Ściemniało się, a dopiero minęło południe.
Było mu strasznie zimno. Czuł jak odmarzały mu nogi, a jednak to białowłosej oddał płaszcz. Z rozmyślań wytrącił go kobiecy głos:
- Coś się stało? Może jednak jest Ci zimno? - spojrzała na niego jej bursztynowymi oczami.
- Nie jest - uśmiechnął się lekko. - Zamyśliłem się.
Popatrzył jeszcze chwilę w jej piękne oczy. Zrobiło mu się trochę cieplej. Spojrzał w ciemne już niebo i obserwował spadające płatki śniegu. Mocniej obtulił się swoim czerwonym szalikiem i zaczęli iść szybciej.
**********
Tymczasem w Bilgwater trwało świętowanie w największym barze - Złoty Pirat.
- Alkohol na koszt firmy! - krzyknął barman. W odpowiedzi kufle klientów uniosły się do góry, a ludzie dalej bawili się radośnie.
Wśród tłumu znajdowało się wielu demaciańskich oficerów i piratów. W centrum znajdowała się Miss Fortune - znana łowczyni nagród. Swoim urokiem zwabiała wielu mężczyzn na swój statek lecz szanowała swoją załogę i świętowała z nią wszelkie sukcesy. Takim sposobem miała dużo wiernych ludzi na łajbie.
Obok niej usiadł pijany facet, gapiący się w jej biust. Rudowłosa widząc to, wyciągnęła jedną ze swoich broni i zastrzeliła adoratora.
Nikogo to nie zdziwiło. Traktowała tak wszystkich napalonych mężczyzn.
Przy stoliku w kącie karczmy siedziało dwoje mężczyzn, grających w karty. Jeden z nich miał założony kapelusz i pelerynę na sobie.
- Wygrałem - odpowiedział z satysfakcją, zabierając pieniądze z zakładu.
- Oszukiwałeś Fate! - warknął brodaty gracz. - Oddawaj pieniądze!
- Zakład to zakład - westchnął obojętnie Twisted Fate i wstał od stołu. - Żegnam.
- Wracaj tu sukinsynie! - Lukas wywrócił stołem i podszedł szybkim krokiem do mistrza kart. - Oddawaj kasę z zakładu! Miała być uczciwa gra!
- I była - wzruszył ramionami drugi. - Tylko ty grać nie umiesz - odwrócił się plecami do niego na pięcie. - Do tego masz do mnie pretensje o to, że jesteś do niczego w pokera...- nie zdążył dokończyć wypowiedzi, bo dostał w twarz lewym sierpowym.
- Zabierzcie mu pieniądze - powiedział Lukas do swoich wspólników i wyszedł z baru.
Twisted Fate uśmiechnął się pod nosem i zaczął używać teleportacji.
- Przeznaczenie uśmiecha się do Ciebie - i zniknął.
********
- Jesteśmy - odpowiedział przewoźnik. - Należy się 5 złotych monet.
- Trzymaj - Riven rzuciła mu zapłatę. - Dzięki za przewózkę.
Woźnica tylko skinął głową i odpłynął swoją łódką.
- Według informacji, które mam od Swaina, powinien być w tej karczmie - wskazał na "Złotego Pirata".
Weszli szybko do baru i od razu odurzył ich zapach dymu od cygara i alkoholu. Talon wziął ostatni wdech świeżego powietrza i wszedł z przyjaciółką do tłumu.
Jeden z obecnych tam demaciańskich oficerów, zwrócił uwagę na tą dwójkę i szepnał do współpracownika:
- Wyślij kilku ludzi, by ich śledzili - drugi kiwnął głową i przekazał zwiadowcom, co mają robić.
Noxianie rozejrzeli się po karczmie - ani śladu Fate'a.
- Kurwa - zabójca zaklął pod nosem. - Zwiał nam.
- To jak już tu jesteśmy, to się czegoś napijmy, co? - lekko uśmiechnęła się dziewczyna. Talon lekko skinął głową i zamówił dwa kufle piwa. Był z barmanem w dobrej znajomości i mógł liczyć na jego pomoc.
- Ej - postukał go palcem po plecach. - Emil, widziałeś gdzieś Twisted Fate'a?
Szatyn odwrócił się do niego i otworzył swoje oczy koloru stali.
- Był tu niedawno. Jakieś 10 lub 15 minut temu. Lecz Lukas i jego zgraja grała z nim w pokera. I przegrał.
- Znowu - mruknął Talon. - Wiesz gdzie poszedł?
- Użył teleportacji. Jak sądzę jest gdzieś niedaleko Demacii - oznajmił Emil. - Szukacie go?
- Można tak powiedzieć.
- Trzymaj - podał zabójcy dwa kufle piwa. - Powodzenia.
- Dzięki - rzucił szybko Talon i podał alkohol Riven. - Pij.
Białowłosa wzięła napój i zaczęła go szybko pić. Kiedy skończyła, westchnęła:
- Jak dobrze się czegoś napić... Lecz mamy problem - powiedziała. - Już dzisiaj nie zdążymy dotrzeć do Demacii przed zmierzchem i zrobiło się strasznie zimno. Musimy gdzieś przenocować - oparła się o krzesło.
- Ehh... Myślałem, że obejdzie się bez tego. Musimy pójść gdzie indziej, bo mogli nas śledzić.
Dziewczyna przytaknęła i odłożyła kufel na stół. Podparła głowę na dłoni ze zmęczenia i lekkiego znudzenia. Z transu wybudził ją Talon.
- Dobra, wychodzimy. Zaczyna się mocno ściemniać.
Pospiesznie opuścili bar i ruszyli w stronę znanego im hotelu. Noxus było w zmowie z dyrektorem i dlatego - mogli korzystać z niego za darmo.
Po 15 minutach znajdowali się przed drzwiami " Grande". Nie zastanawiając się weszli do środka i podeszli do recepcjonisty.
- Pokój 12 i pół proszę - powiedział Talon. Pracownik tylko kiwnął głową i podał kluczyk do sypialni. Pokój 12 i pół był czymś w rodzaju hasła, które było zarezerwowane tylko do spraw państwowych Noxus. Nie było ono znane nie wtajemniczonym.
Przyjaciele weszli na czwarte - ostatnie piętro i otworzyli drzwi do pokoju, który znajdował się na końcu korytarza. Przed ich oczami pojawiło się dobrze im znane pomieszczenie z 3 pokojami. Riven uśmiechnęła się lekko i zdjęła z siebie przemoczony śniegiem płaszcz chłopaka.
- Ja idę się umyć - oznajmiła. - Zrobisz coś do jedzenia?
- Tak, sam chciałbym coś zjeść - stwierdził. - Jakieś specjalne życzenia?
- Raczej nie - zaśmiała się. - Zaskocz mnie czymś.
- Jak panna Riven sobie życzy - ukłonił się elegancko. - Obiecam, że nie zawiodę.
- Mam nadzieję - uśmiechnęła się pociągająco i zniknęła za drzwiami łazienki. Chłopak stał jeszcze przez chwilę w korytarzu, ale ocknął się i wziął się do roboty.
Postanowił zrobić naleśniki. Lecz nie takie zwykłe - miodowe naleśniki, na które pomysł zawdzięcza swojej dobrej koleżance. Jednak zanim przeszedł do gotowania, postanowił się przebrać z przepoconych rzeczy. Nikt nie lubi jak spocone ubrania przyklejają mu się do ciała.
Wszedł szybko do sypialni i wyciągnął z torby czarny podkoszulek i białe bokserki - standardowy strój nocny. Rozpuścił swoje gorzko czekoladowe włosy i przeciągnął się, napinając swoje wszystkie idealnie wyrzeźbione mięśnie. Następnie, ruszył szybkim krokiem do kuchni i zaczął przyrządzać naleśniki.
Riven w tym czasie, nalewała wody do wanny. Zdjęła z siebie przemoczone rzeczy i zanurzyła się w gorącej wodzie. Jej obolałe mięśnie spotkała ulga. Położyła się w wannie tak, że jej włosy rozpływały się na powierzchni wody, tworząc piękne mozaiki. Po kilku minutach poczuła rozluźnienie i spokój.
Lecz nagle przypomniała sobie o książce, którą wzięła ze sobą. Sięgnęła ręką pod ręcznik i wyciągnęła powieść. Miała tytuł ,, Gwiazdy nocy". Wytarła mokre dłonie o ręcznik i zaczęła czytać.
Przypomniała sobie, że skończyła na jej ulubionym fragmencie - kiedy Roland całuję Pauline i bez zastanowienia pogrążają się w seksualnym amoku.
Riven znów przeczytała ten fragment i odłożyła książkę. Zdała sobie sprawę, że chciałaby to przeżyć. Byłby to pierwszy raz w jej krótkim życiu.
Chciałaby to przeżyć razem z Talonem.
Dziewczyna od dawna wiedziała, że coś do niego czuje. Zawsze kiedy go widzi, chciałaby mu to powiedzieć ale boi się jego reakcji. On wydaje się być taki... Niedostępny. Wycofywała się z każdej podjętej próby wyjawienia mu prawdy.
W tym samym czasie, jej palce powędrowały niżej, w stronę jej kobiecości. Przez drobną chwilę się wahała lecz Riven wyobraziła sobie, że to jej przyjaciel ją tam dotyka. Białowłosa zaczęła energicznie pracować palcami, by sprawić sobie jak największą przyjemność.
Chłopak już dawno skończył smażyć naleśniki i zaczynał nużyć go sen. Jednak jego wyczulony słuch usłyszał ciche westchnienia i jęki z łazienki. Wpierw zastanawiał się czy to nie jego męska fantazja ale po kilku minutach słuchania tego dźwięku upewnił się, że to prawda. Z jednej strony nie spodziewał się tego po przyjaciółce ale z drugiej - mocno się nakręcił.
Talon nie był pewny czy robi to w pełni świadomy - jego zdrowy rozsądek zasłoniła chęć zbliżenia z jego przyjaciółką.
Gdy Riven wyszła z łazienki, zobaczyła, że wszystkie światła w apartamencie są zgaszone światła. Pomyślała, że pewnie jej przyjaciel poszedł spać. Może w sumie lepiej.
Białowłosa odczuwała niedosyt po przygodzie w wannie. Niestety, palce nie sa w stanie jej zaspokoić do końca.
Nagle poczuła czyjeś dłonie na biodrach. Rozsądek podpowiadał ucieczkę ale ciało chciało zostać.
- Myślisz, że nie było cię słychać? - powiedział męskim, pociągającym głosem Talon. Dziewczyna zarumieniła się lecz nie było tego widać w ciemnym pomieszczeniu.
Riven szybko odwróciła się do niego i namiętnie go pocałowała. Chłopak odwzajemnił go, przy okazji zdejmując ręcznik z ciała białowłosej. Miał ja teraz nagą, gorącą i napaloną miłość jego życia do jego dyspozycji. Bez zastanowienia nie miał zamiaru marnować tej okazji.
Dziewczyna w tym czasie rzuciła go na łóżko, siadając na nim i powoli zdejmowała z niego podkoszulek, rękami badając jego tors. Wsunęła delikatnie swój język do ust kochanka. Westchnęła i przetarła kroczem o twardą już męskość chłopaka. Usłyszała cudowny jęk z jego ust. Miała ochotę mieć go w uszach cały czas, więc z chytrym uśmieszkiem na twarzy zdjęła jego białe bokserki i zaczęła go powoli masować.
Przez ciało Talona przebiegł dreszcz rozkoszy, kiedy kobieta, w której kochał się od niepamiętnych już czasów masowała jego penisa swoimi zgrabnymi dłońmi. Jego myśli zastąpiła niewysłowiona przyjemność.
Riven postanowiła przejść do rzeczy i przejechała językiem całą męskość chłopaka. Usłyszała głośny jęk zabójcy, co oznacza, że robi to dobrze. Zassała się na głowce i zaczęła energicznie pracować ustami. Stopniowo schodziła coraz głębiej i głębiej.
Brązowowłosy przekręcił dziewczynę na dół, zaczynając robić jej malinki na ciele. Po chwili masował jej piersi okrężnymi ruchami, chcąc słyszeć tylko jęki swojej wybranki. Przygryzał jeden z jej sutków, kiedy wolną ręką przyszczypywał drugi.
Pocałunkami zaczął schodzić niżej i niżej, kiedy po chwili znajdował się na podbrzuszu. Wsunął w dziewczynę jeden palec i znów ją pocałował w usta.
- To jest twój pierwszy raz? - szepnął jej do ucha.
- Mhm - jęknęła.
- Postaram się być delikatny - powiedział cicho i dołożył drugi palec, poruszając trochę szybciej ale ostrożnie, by jej nie zabolało. Zważał uwagę na to, że to jej pierwszy raz.
Wtedy pocałował ją w jej magiczne miejsce. Riven zaczęła jęczeć coraz głośniej, czując pocałunki. Nie mogąc wytrzymać , pociągnęła go za włosy do siebie i pocałowała namiętnie. Przekręciła chłopaka na dół i wsunęła jego męskość w swoje wnętrze. Syknęła przez zęby, czując rozrywanie rozmiarami penisa. Długowłosy cierpliwie poczekał, a kiedy zobaczył lekkie kiwnięcie głową, delikatnie ją przycisnął za pomocną bioder do końca, by wszedł w nią cały.
Stopniowo, zaczęli się poruszać coraz szybciej. Jęki i głośne westchnienia rozchodziły się po całej sypialni.
Po kilku minutach kochankowie doszli. Zdyszana Riven opadła na tors Talona, czując ciepłą ciecz w swoim wnętrzu. Chłopak objął ją pewnie i położył obok siebie. Następnie zasnęli z uśmiechem na twarzy, wtuleni w swoje ciała.
**************
Oczy Talona otworzyły się pod wpływem wpadających przez okno oślepiających promyków słońca. Spojrzał szybko na zegarek - 5.30. Do Demacii szło się ok. 3-4 godziny, więc mogli sobie pozwolić na dłuższe spanie.
Niestety, jak długowłosy raz się obudzi to drugi raz nie zaśnie. Jednak ten fakt go nie smucił ani nie martwił w obecnej chwili. Przypomniał sobie, że jest tu ktoś jeszcze.
Spojrzał na zgrabne ciało Riven, która leżała obok niego. Twarz miała odwróconą do chłopaka i dziewczyna sobie smacznie spała. Talon delikatnie pogładził ją po policzku i pocałował w czoło. Po wczorajszej nocy miał do tego prawo.
Jej śpiąca buzia była najbardziej niewinnym widokiem jaki widział w swoim życiu. Patrzył na białowłosą z łagodnym uśmiechem na twarzy, czując, że pustka, którą odczuwał w sercu zniknęła. Przejechał palcami po jej śnieżnobiałych włosach i nagle do niego dotarła straszna prawda.
Nie zabezpieczyli się.
Jego umysł ogarnęła panika, kiedy pomyślał co zrobi mu Marcus jak się o tym dowie. Generał go zajebie. Dosłownie.
Chociaż w sumie... Potomek z tak zajebistymi genami będzie jego godnym następcą. Gorzej, jeśli to będzie córka. 0 męskich tematów, popijania wspólnie piwa przy meczach. Ale za to znajdzie się osoba, która będzie go wnerwiać jak Kata.
Z rozmyślań wytrąciło go ziewnięcie. Zobaczył powoli otwierające się bursztynowe oczy dziewczyny i małe dłonie przecierające powieki.
- Jak się spało? - zapytał odsłaniając szereg bielutkich zębów i pięknym uśmiechu.
- Miękko... Już wiem czemu zawsze wywalałeś mnie na tamto - zmrużyła oczy.
- E tam, oba są takie same.
- Nieprawda, tamto jest cholernie twarde! Specjalnie sobie spałeś mięciutko na tym debilu!
- Sratytaty, oba są identyczne! Czuję, że chodzi o co innego - uniósł uwodzicielsko jedną brew do góry.
- Ymm... Może... - nadal czuła na sobie jego wzrok. - No dobra, wygrałeś!
- Tak więc zamieniam się w słuch - powiedział szarmancko.
- Marzyłam o tym, by spędzić tak z tobą noc - wymamrotała.
- Ale sądzę, że to nie był twój pierwszy raz - stwierdził. - Podeszłaś do tego zbyt śmiało.
-Ekhem... Powiedzmy, że oglądam pięciominutowe filmy edukacyjne - odpowiedziała lekko speszona.
- Mi też się zdarza - oznajmił ze stoickim spokojem i objął ją pewnie ramieniem. Dziewczyna lekko się zarumieniła ale czuła się bezpiecznie u jego boku. Bardziej się w niego wtuliła, słysząc bicie jego serca.
Talon delikatnie głaskał ją po plecach, zastanawiając się, czy powiedzieć Riven, że prawdopodobnie jest w ciąży. Zrezygnował z tego, woląc cieszyć się obecną chwilą. Pocałował ją w czule w głowę i mocniej przytulił do siebie.
***********
2 godziny później znajdowali się już w drodze do Demacii. Chcieli wrócić jak najwcześniej na święta z powodu chęci odpoczynku od tych misji i zadań. Mieli zamiar również spędzić ze sobą więcej czasu.
- Jesteśmy już całkiem blisko - stwierdził zabójca. - Jednak Fate'a ani śladu. Do licha z tym gnojkiem - mamrotał pod nosem.
- Taluś, tylko się nie denerwuj - upomniała go Riven.
- Ja chcę już mieć wolne - zrzędził. - Głupi kru.. - przerwał w połowie słowa, kiedy białowłosa uciszyła go swoimi wargami. Chłopak tylko się naburmuszył i szli dalej.
- Daleko jeszcze? - zapytała dziewczyna po kilkunastu minutach marszu.
- Ta - odpowiedział wciąż fochnięty.
- Mmm... Nie obrażaj się - zawiesiła mu się od tyłu na szyji.
- Będę - odwrócił głowę w drugą stronę, nie patrząc na nią. Riven chcąc go udobruchać wymyśliła trochę mało subtelny sposób. Ale jakiś plan miała.
- Nadal jesteś obrażony? - zapytała, upewniając się. Długowłosy tylko skrzyżował ramiona.
- Uznam to za tak - westchnęła. - Dobra, dogadajmy się. Ty się nie obrazisz, a ja włożę dla Ciebie mój strój króliczka i będziesz miał mnie do dyspozycji na całą noc. Stoi? - spojrzała na niego sugestywnym wzrokiem. Chłopak zatrzymał się i popatrzył na nią jak na kogoś nienormalnego. Jednak w jego głowię wyobraził sobie tą sytuację. Cała noc... Ona w stroju królika... Talon poczuł narastające w nim podniecenie i chęć przeżycia czegoś takiego. Natura wzięła górę...
- Deal - szybko odpowiedział i się uśmiechnął.
****
- Demacia to bardzo zadbany kraj - pomyślał Twisted Fate. Szedł właśnie w stronę tego państwa - miasta, by znowu się ukryć przed szukającymi go wrogami. Codzienność.
Zmęczony mistrz kart został od razu zauważony przez straże. Szybko go otoczono i obezwładniono.
- Nie próbuj żadnych sztuczek, Fate! - krzyknął żołnierz. - Za dobrze Cię znamy!
- Staniesz przed osądem Demacii!
- Ale panowie, to jakieś nieporozumienie... - zaśmiał się nerwowo. - Ja do tego wspaniałego państwa nic nie mam. Jestem pewny, że zaszła pomyłka - uśmiechnął się zestresowany.
- Nagrabiłeś sobie długów wobec naszej chwalebnej ojczyzny! - Fate otrzymał kopniaka w brzuch. - Otrzymaliśmy rozkaz bezwzględnego zatrzymania Cię!
- Sądzę, że nie jestem tym kimś kogo szukacie.... - odparł krztusząc się krwią. - Tylko oni - wskazał palcem na dwójkę zakapturzonych postaci.
- Co za śmieć... - zaklął Talon. - Wpierdzielił nas w bagno.
- Tylko spokojnie... Pewnie na.. - Riven nie zdążyła dokończyć zdania, kiedy usłyszała znajomy głos.
- Zatrzymać ich! - rozkazał Xin Zhao. - Przeszukać i ustalić, kim są!
Zabójca przełknął ślinę. Wolał by tutaj każdego TYLKO nie Xin'a. Nawet "Nieustraszonej" Gwardii Demacii dało się prościej zwiać.
- Sądzę, że to zwykli turyści - odpowiedziała Lux, która stała zza mężczyzną z dzidą. - Powinniśmy ich przepuścić - uśmiechnęła się promiennie.
- Twój brat mówił co innego - senszal Demacii popatrzył na blondynkę z politowaniem. - Zobaczmy w ogóle kim są...
Mózg Riven pracował bardzo szybko. Było tu mnóstwo żołnierzy, a Fate zwiewał coraz dalej. Mogła wezwać posiłki ale mieli nie wszczynać większego zamieszania. Musieli się dostosować do rozkazu.
Jakby tego było mało, Lux zabrała ze sobą Sonę do towarzystwa. Sytuacja robiła się coraz gorsza.
- Musimy stąd zwiewać - szepnął Talon. - Natychmiast.
- Ale jak? - zapytała go z wyczekiwaniem w oczach. - Jesteśmy otoczeni...
- Co wy tam szepczecie?! I Jordan, co się tak guzdrzesz?! SPRAWDŹ ICH! - Xin oddalił się z połową wojska, a Lux z Soną zostały z resztą.
- Zdejmijcie kaptur. To rozkaz - powiedział szorstko.
Crimson Elite stało niewzruszone, myśląc, jak wydostać się z już lepszego ale nadal słabego położenia.
- Migiem! - Jordan zaczął się niecierpliwić. - Albo ja sam to zr... - nie zdąrzył dokończyć kiedy Talon podciął mu gardło.
- Zwiewamy! - krzyknął do Riven i wziął ją za rękę, szybko biegnąc.
- TO KAMAZYNOWI! ŁAPAĆ ICH! - krzyknął jeden z żołnierzy. - NIE MOGĄ NAM ZWIAĆ!
- Talon, to się nie uda! Musimy walczyć! - powiedziała głośno białowłosa.
- Skoro musimy.... - oznajmił zabójca i razem z Riven włączyli się w wir walki, wykorzystując zaskoczenie armii. Lux z Soną nie pozostały obojętne temu zamieszaniu i dołączyli się do bitwy.
Noxiańska elita eliminowała wszystkich jednego po drugim. Jeden z Demacian rzucił się na dziewczynę i wykrzyczał:
- ZA DEMACIĘ, ZGINIECIE NOXIAŃSKIE POMIOTY! - w odwecie, białowłosa przecięła go na pół swoim runicznym mieczem.
- Pff. Bezużyteczny słabeusz - powiedziała pod nosem.
W tym czasie Talon, zabijał najważniejszych ludzi - poruczników, lepszych rycerzy itp. Chciał sobie wytorować drogę do Lux i Sony, które były bardzo mocno kryte przez wierną armię. Przysiągł sobie, że nie spocznie, póki ich nie wybije.
Po pewnym czasie, Kamazynowa Elita była bardzo wycieńczona walką - w końcu na polu bitwy znajdowali się tylko oni z oddziałów Noxus. Jednak nie mogli się poddać - została im tylko Sona i Lux do zabicia. Na ich nieszczęście, one praktycznie nie miały żadnego udziału w poprzedniej walce. Chybiły zaklęcia i uleczały żołnierzy. To bardzo mało w porównaniu do nich.
Talon czuł, że zaraz zemdleje. Cały zakrwawiony, czerwona posoka lała mu się z ust i miał powbijane mnóstwo sztyletów, głównie w ramiona i nogi. Riven nie wyglądała lepiej - posiniaczona i przesiąknięta zapachem bitwy. Jednak musieli stanąć do walki - za Noxus.
Cień ostrza szybko doskoczył do Sony, chcąc ją wyeliminować przed uleczeniem Lux. Za to białowłosa zaatakowała Panią Światła, chcąc szybko zakończyć całą bitwę.
- Prioso, prioso - pomyślała wirtuozka strun grając piękną melodię. - Zatańcz dla mnie!
Długowłosy, nie wiedząc co się z nim dzieje, zaczął tańczyć Moon Walk ( taniec Micheal'a Jacksona) i czuł jak jego ciało się rozrywa, wykonując tą czynność. Zrozumiał, że to melodia to muzyka jego śmierci. Musiał coś zrobić, by nie zginąć.
Po kilku sekundach, wpadł na pewien pomysł. Talon zatkał sobie uszy skrawkami materiału z ubrania i zadał Sonie okaleczający, ale nie śmiertelny cios. Dziewczyna upadła razem ze swoim instrumentem. Niestety, brązowowłosy popełnił jeden błąd.
Chcąc zadać jej ranę, chwycił się jej niebieskiej sukienki bez ramiączek i przez "przypadek" ją zerwał. Wirtuozka spaliła buraka i swoimi dłońmi zasłoniła swoje piersi. Zabójca najpierw odskoczył, sądząc, że dziewczyna uderzy go w twarz ale nic takiego się nie stało. Chłopak się mocno zarumienił, odwracając głowę w innym kierunku.
W tym samym czasie, pomiędzy dwoma kobietami toczyła się zażarta walka. Lux rzucała zaklęciami i zmieniała rzeczywistość. Riven odbijała lub unikała sztuczek blondynki, chcąc do niej dotrzeć i zadać ostateczny cios. Niestety, pani jasności uciekała przed wszelką walką na krótszy dystans.
Jednak Lux miała cały plan ułożony w głowię, bo jeszcze wcześniej zauważyła jeden istotny szczegół - białowłosa trzymała się z cieniem ostrza za ręce. Nie zrobiłaby tego, jeśli jej by na nim nie zależało. Uknuła więc plan, który miał duże szanse na powodzenie.
Wojowniczka znajdowała się bardzo blisko blondynki - wystarczył jeszcze jeden krok. Gdy go wykonała, nie spotkała przed sobą Lux, a... Talona.
Dziewczyna była sparaliżowana tym widokiem. Patrzyła w przerażeniu to, co się przed nią i wokół niej dzieje. Ciało odmówiło jej posłuszeństwa, a w jej głowie tkwiła tylko jedna myśl - strach.
- Podejdź bliżej - mówił do niej z odczuwalnym echem wokół. - Nie bój się mnie - słyszała łagodność i kojący spokój w jego głosie.
Zabójca spojrzał w stronę koleżanki i wyszczerzył oczy w osłupieniu - Lux rzucała jedno z najsilniejszych zaklęć. Nie zdoła już jej przed tym powstrzymać...
Chłopak stanął przed Riven i wziął na siebie całą moc czaru. Białowłosa miała strach i łzy w oczach. Talon tylko odwrócił do niej głowę i uśmiechnął. Następnie upadł na ziemię, czując, że umiera. Jednak tego nie żałował - stwierdził, że jego ofiara nie pójdzie na marne. Jego światełko w tak krótkim życiu przeżyje.
Dziewczyna od razu położyła jego głowę na kolanach. Słone łzy leciały jej po policzkach, a jej oczy były tak smutne, że kot ze Shreka mógłby się schować.
- Kochanie... - powiedział ledwo słyszalnym głosem. - Nie płacz.. - delikatnie starł łzy dłonią, łagodnie się uśmiechając, zamykając oczy.
W bursztynowych oczach zaczęła kumulować się wściekłość. Z piwnego koloru, zrobił się jaskrawo zielony, pokazując jaką moc ma runa w jej mieczu. Riven podniosła swój miecz, z którego emanowała potężna moc. Rzuciła się w kierunku przerażonej Lux i wbiła swój miecz w jej brzuch. Z ust blondynki wydostał się duży strumyk krwi i upadła, przepadając w światłość.
Rozejrzała się. Sona zapewne uciekła, widząc, co się stało. Szybko podbiegła do nieprzytomnego Talona i zaczęła go tulić.
- Skarbie... Otwórz oczy - mówiła łamiącym się głosem. - Nie zostawiaj mnie... - płakała. - Proszę - pocałowała jego lekko zimne usta. Czuła jego puls, czuła, że on oddycha. Miała również świadomość, że nie na długo.
Po kilkunastu minutach, usłyszała dźwięk nadchodzącej armii za pleców. Odwróciła głowę i zobaczyła armię Noxus, wędrującą w jej stronę. W duchu odczuła niemałą ulgę, widząc na czele generała Dariusa i Katarinę Du Conteau. Czerwonowłosa od razu do niej podbiegła i zaczęła wypytywać, co się stało i co z jej bratem. Żołnierze zabrali cienia ostrza do medyków, by go opatrzyli i przewieźli do szpitala.
Białowłosa odeszła na chwilę od gwaru i popatrzyła na pole bitwy. Uśmiechnęła się smutno - odwalili kawał dobrej roboty. Jednak to jej tak nie zaprzątało myśli. Gdyby nie to, jaka jest słaba nie doszłoby do tego. On nie musiałby ryzykować dla niej życia. Poczucie winy zaczęło zżerać ją od środka, aż z rozmyślań wytrącił ją kobiecy głos.
- Przeszkadzam? - zapytała zielonooka, stając obok białowłosej.
- Nie, skądże - odpowiedziała, odwracając głowę delikatnie w jej stronę. Nastała lekko krępująca cisza. Nie chcąc znosić tego dłużej, Katarina odezwała się.
- Mimo, że mam wielką ochotę Cię zajebać, nie mam za co - stwierdziła.
- Przecież gdyby nie ja, on by się nie narażał - oznajmiła rozgoryczona Riven. - To moja wina.
- To był jego wybór, nie twój - powiedziała ze stoickim spokojem. - Nie miałaś na to zbytniego wpływu. Za dobrze go znam, by się nie domyślić, że coś szalonego zrobi. Ale to w końcu Talon - łagodnie się zaśmiała. - Masz szczęście, że on przeżył. Jeśli nie, dawno byś zginęła - mrugnęła do niej okiem i odeszła w stronę armii.
- Czas się zbierać! Nic tu po nas! - oznajmił głośno Darius. - Armia, ustawić poprzedni szyk! Wracamy do Noxus!
******************************************
Dziewczyna siedziała przy łóżku szpitalnym, opierając głowę o swoją dłoń. Przyglądała się bez emocjonalnej twarzy zabójcy, który nadal się nie wybudził od powrotu do ojczyzny. Przez ten czas nie zmrużyła oka w nocy, bo tak się o niego martwiła. Chciała w końcu zobaczyć jego spokojne oczy, łagodny uśmiech i usłyszeć jego chichot. Brakowało jej tego.
Leniwie zaczęła przeczesywać jego gorzko czekoladowe włosy, uśmiechając się lekko. Chciała mu przekazać wieść, z której zapewne się zbytnio nie ucieszy ale co tam. Trzeba było najpierw pomyśleć. Chłopak prawdopodobnie zostanie ojcem. Jej też to nie bawiło ale w sumie - czemu nie. Za głupotę się płaci, Taluś.
Spojrzała na niego - wyglądał naprawdę słabo. Miał założoną maskę tlenową do oddychania i był również podłączony do wielu sprzętów. Po całym pomieszczeniu rozchodziły się dźwięki pracujących cicho maszyn. Po kilku dniach przestały jej te odgłosy przeszkadzać.
Wzięła go za rękę i przyłożyła ją sobie do policzka. Czuła to bijące z niej ciepło. Nadal trzymając go za dłoń, zasnęła z łagodnym uśmiechem na twarzy.
* kilka lat później*
- Kochanie, widziałaś moje ostrze? - zapytał zdezorientowany Talon, wchodząc do kuchni. Nic się nie zmienił od tamtego wydarzenia - no może ma trochę dłuższe włosy i bliznę na brzuchu.
- Nic nie widziałam - odpowiedziała zmęczona Riven. - Sprawdź, może Arwena je ma - oznajmiła, ziewając.
- Nie głupi pomysł - stwierdził i pobiegł na górę do pokoju dziewczynki. Cicho wślizgnął się do środka i zobaczył swoją córkę, z jego ostrzem, które zajmowało jej ponad połowę jej ramienia. Chłopak zmrużył oczy i spojrzał na dziewczynkę z góry.
- Skąd masz to ostrze? - powiedział swoim ochrypłym głosem.
- Nooo... - spojrzała na niego para piwnych oczu. - Dostałam od znajomego...
- Sratytaty, zaraz dam Ci dostałam! - lekko podniósł głos, zabierając sześciolatce broń. - Nie mówiłem Ci już że cudzego się nie zabiera?
- No coś tam mówiłeś.. - westchnęła Arwena.
- Dam Ci kurde coś tam! Marsz na dół ale już! - oznajmił mrużąc oczy. Brązowowłosa dziewczynka zeszła pośpiesznie na dół, wykonując wolę ojca.
- Jesteś dla niej za surowy - powiedziała białowłosa wchodząc do pokoju. - Powinieneś z nią postępować trochę łagodniej.
- Jakie łagodniej? Mam jej mówić " Tak córciu, baw się tą maniakalnie ostrzoną bronią i zrób sobie krzywdę!" - powiedział długowłosy, krzyżując ramiona.
- Oj tam, chowaj to bardziej, a nie się dziwisz, że sześcioletnie dziecko bierze twoją broń ze stołu - poczochrała Talona po głowię, dając mu buziaka w policzek. - Zobaczysz, kiedyś będzie starsza...
- Oho, już to widzę - przerwał jej chłopak, patrząc w sufit. - Co ja z tym dzieckiem mam...
- Sam taki jesteś - Riven dała mu całusa w policzek i przytuliła go do siebie. - Widać, że musisz się odstresować.
- A właśnie, pamiętasz obietnicę, którą mi złożyłaś? - powiedział entuzjastycznie. - Wtedy, gdy szliśmy na misję?
- Jaką obietnicę... - zamyśliła się dziewczyna. - A ta! Nie wiem czy wiesz, ale mieszka z nami dziecko - zmrużyła oczy, patrząc na Talona z politowaniem.
- Oj tam, oj tam to tylko jedna noc...- zabójca zbliżył się do żony i uśmiechnął się subtelnie. - A ja nie zamierzał rezygnować z tej przyjemności.
- Deal - szybko odpowiedział i się uśmiechnął.
****
- Demacia to bardzo zadbany kraj - pomyślał Twisted Fate. Szedł właśnie w stronę tego państwa - miasta, by znowu się ukryć przed szukającymi go wrogami. Codzienność.
Zmęczony mistrz kart został od razu zauważony przez straże. Szybko go otoczono i obezwładniono.
- Nie próbuj żadnych sztuczek, Fate! - krzyknął żołnierz. - Za dobrze Cię znamy!
- Staniesz przed osądem Demacii!
- Ale panowie, to jakieś nieporozumienie... - zaśmiał się nerwowo. - Ja do tego wspaniałego państwa nic nie mam. Jestem pewny, że zaszła pomyłka - uśmiechnął się zestresowany.
- Nagrabiłeś sobie długów wobec naszej chwalebnej ojczyzny! - Fate otrzymał kopniaka w brzuch. - Otrzymaliśmy rozkaz bezwzględnego zatrzymania Cię!
- Sądzę, że nie jestem tym kimś kogo szukacie.... - odparł krztusząc się krwią. - Tylko oni - wskazał palcem na dwójkę zakapturzonych postaci.
- Co za śmieć... - zaklął Talon. - Wpierdzielił nas w bagno.
- Tylko spokojnie... Pewnie na.. - Riven nie zdążyła dokończyć zdania, kiedy usłyszała znajomy głos.
- Zatrzymać ich! - rozkazał Xin Zhao. - Przeszukać i ustalić, kim są!
Zabójca przełknął ślinę. Wolał by tutaj każdego TYLKO nie Xin'a. Nawet "Nieustraszonej" Gwardii Demacii dało się prościej zwiać.
- Sądzę, że to zwykli turyści - odpowiedziała Lux, która stała zza mężczyzną z dzidą. - Powinniśmy ich przepuścić - uśmiechnęła się promiennie.
- Twój brat mówił co innego - senszal Demacii popatrzył na blondynkę z politowaniem. - Zobaczmy w ogóle kim są...
Mózg Riven pracował bardzo szybko. Było tu mnóstwo żołnierzy, a Fate zwiewał coraz dalej. Mogła wezwać posiłki ale mieli nie wszczynać większego zamieszania. Musieli się dostosować do rozkazu.
Jakby tego było mało, Lux zabrała ze sobą Sonę do towarzystwa. Sytuacja robiła się coraz gorsza.
- Musimy stąd zwiewać - szepnął Talon. - Natychmiast.
- Ale jak? - zapytała go z wyczekiwaniem w oczach. - Jesteśmy otoczeni...
- Co wy tam szepczecie?! I Jordan, co się tak guzdrzesz?! SPRAWDŹ ICH! - Xin oddalił się z połową wojska, a Lux z Soną zostały z resztą.
- Zdejmijcie kaptur. To rozkaz - powiedział szorstko.
Crimson Elite stało niewzruszone, myśląc, jak wydostać się z już lepszego ale nadal słabego położenia.
- Migiem! - Jordan zaczął się niecierpliwić. - Albo ja sam to zr... - nie zdąrzył dokończyć kiedy Talon podciął mu gardło.
- Zwiewamy! - krzyknął do Riven i wziął ją za rękę, szybko biegnąc.
- TO KAMAZYNOWI! ŁAPAĆ ICH! - krzyknął jeden z żołnierzy. - NIE MOGĄ NAM ZWIAĆ!
- Talon, to się nie uda! Musimy walczyć! - powiedziała głośno białowłosa.
- Skoro musimy.... - oznajmił zabójca i razem z Riven włączyli się w wir walki, wykorzystując zaskoczenie armii. Lux z Soną nie pozostały obojętne temu zamieszaniu i dołączyli się do bitwy.
Noxiańska elita eliminowała wszystkich jednego po drugim. Jeden z Demacian rzucił się na dziewczynę i wykrzyczał:
- ZA DEMACIĘ, ZGINIECIE NOXIAŃSKIE POMIOTY! - w odwecie, białowłosa przecięła go na pół swoim runicznym mieczem.
- Pff. Bezużyteczny słabeusz - powiedziała pod nosem.
W tym czasie Talon, zabijał najważniejszych ludzi - poruczników, lepszych rycerzy itp. Chciał sobie wytorować drogę do Lux i Sony, które były bardzo mocno kryte przez wierną armię. Przysiągł sobie, że nie spocznie, póki ich nie wybije.
Po pewnym czasie, Kamazynowa Elita była bardzo wycieńczona walką - w końcu na polu bitwy znajdowali się tylko oni z oddziałów Noxus. Jednak nie mogli się poddać - została im tylko Sona i Lux do zabicia. Na ich nieszczęście, one praktycznie nie miały żadnego udziału w poprzedniej walce. Chybiły zaklęcia i uleczały żołnierzy. To bardzo mało w porównaniu do nich.
Talon czuł, że zaraz zemdleje. Cały zakrwawiony, czerwona posoka lała mu się z ust i miał powbijane mnóstwo sztyletów, głównie w ramiona i nogi. Riven nie wyglądała lepiej - posiniaczona i przesiąknięta zapachem bitwy. Jednak musieli stanąć do walki - za Noxus.
Cień ostrza szybko doskoczył do Sony, chcąc ją wyeliminować przed uleczeniem Lux. Za to białowłosa zaatakowała Panią Światła, chcąc szybko zakończyć całą bitwę.
- Prioso, prioso - pomyślała wirtuozka strun grając piękną melodię. - Zatańcz dla mnie!
Długowłosy, nie wiedząc co się z nim dzieje, zaczął tańczyć Moon Walk ( taniec Micheal'a Jacksona) i czuł jak jego ciało się rozrywa, wykonując tą czynność. Zrozumiał, że to melodia to muzyka jego śmierci. Musiał coś zrobić, by nie zginąć.
Po kilku sekundach, wpadł na pewien pomysł. Talon zatkał sobie uszy skrawkami materiału z ubrania i zadał Sonie okaleczający, ale nie śmiertelny cios. Dziewczyna upadła razem ze swoim instrumentem. Niestety, brązowowłosy popełnił jeden błąd.
Chcąc zadać jej ranę, chwycił się jej niebieskiej sukienki bez ramiączek i przez "przypadek" ją zerwał. Wirtuozka spaliła buraka i swoimi dłońmi zasłoniła swoje piersi. Zabójca najpierw odskoczył, sądząc, że dziewczyna uderzy go w twarz ale nic takiego się nie stało. Chłopak się mocno zarumienił, odwracając głowę w innym kierunku.
W tym samym czasie, pomiędzy dwoma kobietami toczyła się zażarta walka. Lux rzucała zaklęciami i zmieniała rzeczywistość. Riven odbijała lub unikała sztuczek blondynki, chcąc do niej dotrzeć i zadać ostateczny cios. Niestety, pani jasności uciekała przed wszelką walką na krótszy dystans.
Jednak Lux miała cały plan ułożony w głowię, bo jeszcze wcześniej zauważyła jeden istotny szczegół - białowłosa trzymała się z cieniem ostrza za ręce. Nie zrobiłaby tego, jeśli jej by na nim nie zależało. Uknuła więc plan, który miał duże szanse na powodzenie.
Wojowniczka znajdowała się bardzo blisko blondynki - wystarczył jeszcze jeden krok. Gdy go wykonała, nie spotkała przed sobą Lux, a... Talona.
Dziewczyna była sparaliżowana tym widokiem. Patrzyła w przerażeniu to, co się przed nią i wokół niej dzieje. Ciało odmówiło jej posłuszeństwa, a w jej głowie tkwiła tylko jedna myśl - strach.
- Podejdź bliżej - mówił do niej z odczuwalnym echem wokół. - Nie bój się mnie - słyszała łagodność i kojący spokój w jego głosie.
Zabójca spojrzał w stronę koleżanki i wyszczerzył oczy w osłupieniu - Lux rzucała jedno z najsilniejszych zaklęć. Nie zdoła już jej przed tym powstrzymać...
Chłopak stanął przed Riven i wziął na siebie całą moc czaru. Białowłosa miała strach i łzy w oczach. Talon tylko odwrócił do niej głowę i uśmiechnął. Następnie upadł na ziemię, czując, że umiera. Jednak tego nie żałował - stwierdził, że jego ofiara nie pójdzie na marne. Jego światełko w tak krótkim życiu przeżyje.
Dziewczyna od razu położyła jego głowę na kolanach. Słone łzy leciały jej po policzkach, a jej oczy były tak smutne, że kot ze Shreka mógłby się schować.
- Kochanie... - powiedział ledwo słyszalnym głosem. - Nie płacz.. - delikatnie starł łzy dłonią, łagodnie się uśmiechając, zamykając oczy.
W bursztynowych oczach zaczęła kumulować się wściekłość. Z piwnego koloru, zrobił się jaskrawo zielony, pokazując jaką moc ma runa w jej mieczu. Riven podniosła swój miecz, z którego emanowała potężna moc. Rzuciła się w kierunku przerażonej Lux i wbiła swój miecz w jej brzuch. Z ust blondynki wydostał się duży strumyk krwi i upadła, przepadając w światłość.
Rozejrzała się. Sona zapewne uciekła, widząc, co się stało. Szybko podbiegła do nieprzytomnego Talona i zaczęła go tulić.
- Skarbie... Otwórz oczy - mówiła łamiącym się głosem. - Nie zostawiaj mnie... - płakała. - Proszę - pocałowała jego lekko zimne usta. Czuła jego puls, czuła, że on oddycha. Miała również świadomość, że nie na długo.
Po kilkunastu minutach, usłyszała dźwięk nadchodzącej armii za pleców. Odwróciła głowę i zobaczyła armię Noxus, wędrującą w jej stronę. W duchu odczuła niemałą ulgę, widząc na czele generała Dariusa i Katarinę Du Conteau. Czerwonowłosa od razu do niej podbiegła i zaczęła wypytywać, co się stało i co z jej bratem. Żołnierze zabrali cienia ostrza do medyków, by go opatrzyli i przewieźli do szpitala.
Białowłosa odeszła na chwilę od gwaru i popatrzyła na pole bitwy. Uśmiechnęła się smutno - odwalili kawał dobrej roboty. Jednak to jej tak nie zaprzątało myśli. Gdyby nie to, jaka jest słaba nie doszłoby do tego. On nie musiałby ryzykować dla niej życia. Poczucie winy zaczęło zżerać ją od środka, aż z rozmyślań wytrącił ją kobiecy głos.
- Przeszkadzam? - zapytała zielonooka, stając obok białowłosej.
- Nie, skądże - odpowiedziała, odwracając głowę delikatnie w jej stronę. Nastała lekko krępująca cisza. Nie chcąc znosić tego dłużej, Katarina odezwała się.
- Mimo, że mam wielką ochotę Cię zajebać, nie mam za co - stwierdziła.
- Przecież gdyby nie ja, on by się nie narażał - oznajmiła rozgoryczona Riven. - To moja wina.
- To był jego wybór, nie twój - powiedziała ze stoickim spokojem. - Nie miałaś na to zbytniego wpływu. Za dobrze go znam, by się nie domyślić, że coś szalonego zrobi. Ale to w końcu Talon - łagodnie się zaśmiała. - Masz szczęście, że on przeżył. Jeśli nie, dawno byś zginęła - mrugnęła do niej okiem i odeszła w stronę armii.
- Czas się zbierać! Nic tu po nas! - oznajmił głośno Darius. - Armia, ustawić poprzedni szyk! Wracamy do Noxus!
******************************************
Dziewczyna siedziała przy łóżku szpitalnym, opierając głowę o swoją dłoń. Przyglądała się bez emocjonalnej twarzy zabójcy, który nadal się nie wybudził od powrotu do ojczyzny. Przez ten czas nie zmrużyła oka w nocy, bo tak się o niego martwiła. Chciała w końcu zobaczyć jego spokojne oczy, łagodny uśmiech i usłyszeć jego chichot. Brakowało jej tego.
Leniwie zaczęła przeczesywać jego gorzko czekoladowe włosy, uśmiechając się lekko. Chciała mu przekazać wieść, z której zapewne się zbytnio nie ucieszy ale co tam. Trzeba było najpierw pomyśleć. Chłopak prawdopodobnie zostanie ojcem. Jej też to nie bawiło ale w sumie - czemu nie. Za głupotę się płaci, Taluś.
Spojrzała na niego - wyglądał naprawdę słabo. Miał założoną maskę tlenową do oddychania i był również podłączony do wielu sprzętów. Po całym pomieszczeniu rozchodziły się dźwięki pracujących cicho maszyn. Po kilku dniach przestały jej te odgłosy przeszkadzać.
Wzięła go za rękę i przyłożyła ją sobie do policzka. Czuła to bijące z niej ciepło. Nadal trzymając go za dłoń, zasnęła z łagodnym uśmiechem na twarzy.
* kilka lat później*
- Kochanie, widziałaś moje ostrze? - zapytał zdezorientowany Talon, wchodząc do kuchni. Nic się nie zmienił od tamtego wydarzenia - no może ma trochę dłuższe włosy i bliznę na brzuchu.
- Nic nie widziałam - odpowiedziała zmęczona Riven. - Sprawdź, może Arwena je ma - oznajmiła, ziewając.
- Nie głupi pomysł - stwierdził i pobiegł na górę do pokoju dziewczynki. Cicho wślizgnął się do środka i zobaczył swoją córkę, z jego ostrzem, które zajmowało jej ponad połowę jej ramienia. Chłopak zmrużył oczy i spojrzał na dziewczynkę z góry.
- Skąd masz to ostrze? - powiedział swoim ochrypłym głosem.
- Nooo... - spojrzała na niego para piwnych oczu. - Dostałam od znajomego...
- Sratytaty, zaraz dam Ci dostałam! - lekko podniósł głos, zabierając sześciolatce broń. - Nie mówiłem Ci już że cudzego się nie zabiera?
- No coś tam mówiłeś.. - westchnęła Arwena.
- Dam Ci kurde coś tam! Marsz na dół ale już! - oznajmił mrużąc oczy. Brązowowłosa dziewczynka zeszła pośpiesznie na dół, wykonując wolę ojca.
- Jesteś dla niej za surowy - powiedziała białowłosa wchodząc do pokoju. - Powinieneś z nią postępować trochę łagodniej.
- Jakie łagodniej? Mam jej mówić " Tak córciu, baw się tą maniakalnie ostrzoną bronią i zrób sobie krzywdę!" - powiedział długowłosy, krzyżując ramiona.
- Oj tam, chowaj to bardziej, a nie się dziwisz, że sześcioletnie dziecko bierze twoją broń ze stołu - poczochrała Talona po głowię, dając mu buziaka w policzek. - Zobaczysz, kiedyś będzie starsza...
- Oho, już to widzę - przerwał jej chłopak, patrząc w sufit. - Co ja z tym dzieckiem mam...
- Sam taki jesteś - Riven dała mu całusa w policzek i przytuliła go do siebie. - Widać, że musisz się odstresować.
- A właśnie, pamiętasz obietnicę, którą mi złożyłaś? - powiedział entuzjastycznie. - Wtedy, gdy szliśmy na misję?
- Jaką obietnicę... - zamyśliła się dziewczyna. - A ta! Nie wiem czy wiesz, ale mieszka z nami dziecko - zmrużyła oczy, patrząc na Talona z politowaniem.
- Oj tam, oj tam to tylko jedna noc...- zabójca zbliżył się do żony i uśmiechnął się subtelnie. - A ja nie zamierzał rezygnować z tej przyjemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz