środa, 23 grudnia 2015

One-shot świąteczny '' Pierniki, czary i jemioła"

     Witam wszystkich w święta~! Bym wam złożyła życzenia ale nie za bardzo to lubię ≥﹏≤ Mam dla was jednego krótkiego shota jednego króciutkiego i jednego właściwie nie shota xd 
Ale to dlatego że robię właśnie normalnego one shota trochę dłuższego niż pozostałe który będzie Yuri, bo bardzo prosiliscie ≧ω≦ już jest skończony więc w tym tygodniu jakoś będzie. Nie mogę powiedzieć nic poza "sprawdzajcie kiedy pojawi się Reina i Jinx "
✨ 🌟 ✨
              🎄
     ✨ 🎄🎄 ✨
✨ 🎄🐻🎄 ✨
       🎄🐻🎀🎄 ✨
     🎄🎀🎄🐻🎄
   ✨ 🎄🎄🎀🎄
  🎄🎄🐻🎄🎄 ✨
     🎄🎄🎀🎄🐻🎄
  🎄🐻🎄🎄🎀🎄🎄
✨ 🎄🎀🎄🎄🐻🎄✨
   🎄🎄🐻🎄🎄🎀🎄
🎄🐻🎄🎀🐻🎄🎄🎄
🎁MERRY CHRISTMAS🎁








    Złote oczy leniwie obserwowały śnieg, pruszący na zapełnione ulice. Podparta na własnej dłoni przyglądała się biegającym, w poszukiwaniu prezentów ludziom. Jej wyczulony węch, poczuł miły zapach piernika dochodzący z kuchni. Wstała od okna i podeszła do Talona.
- Możesz mi wyjaśnić, co ty do cholery robisz?
- Jak to co? Pierniki. Święta są prawda?
- Ty obchodzisz święta?
- To jedyny czas w roku kiedy ja i Katarina stajemy się kochającymi wszystkich obywatelami. Właściwie teraz to tylko przyzwyczajenie. Zaczęło się od naszych pierwszych świąt spędzonych razem, pamiętam to, jakby było wczoraj. 
- No mów! - Wesłowe iskierki zaiteresowania pojawiły się w oczach dziewczynki. 
- Jak pomożesz mi wycinać pierniki. 

          I po kilkunastu minutach, z brązowego ciasta zostały tylko wycięte choinki i bałwany, które teraz piekły się zostawiając po sobie miłą woń na całym piętrze. 
- No to opowiadaj!
- Powiedzmy że .... Jak zaczynałem szkolić Katę, przyjęli mnie do rodziny. Idąc dalej tropem mojej wypowiedzi obchodziłem z nimi święta. Bardzo mi się to spodobało, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem, a najlepsze było pieczenie pierników z jej mamą, jak jeszcze żyła. Co roku piekliśmy te idiotyczne pierniki, aż w końcu postanowiłem, że ludzie tacy jak ja, czyli samotni, też powinni mieć trochę radości w ten czas, i tak co roku chodzimy po domach dziecka, biedniejszych dzielnicach, i rozdajemy te ciastka. A w tym roku, ty nam pomożesz.
- Nie pasuje mi to do was....
- Mnie też, ale już tak się przyjęło. Poza tym zjadamy połowę tych pierników w drodze....
- Chociaż tyle dobrego... A właścwie to gdzie ona jest?
- Zaraz przyjdzie. Pomaga Garenowi ubrać choinkę. 
- A czemu my nie mamy choinki?
- Ej, może w święta zachowuję się dziwnie, ale nie aż tak żeby dekorować drzewo w mieszkaniu. To jest pewien rodzaj manipulacji...
- Jasne jasne. Masz słabość do świątecznych pierników przyjacielu.
- Może i mam. 



         Tę miłą pogawędkę przerwał trzask okna. Kataria wpuściła do mieszkania zimny podmuch wiatru, i magiczny biały puch nadający zimowego klimatu. 
- Co ty do cholery ubrałaś? - Powiedział chłopak, mierząc swoją przyjaciółkę, która chyba chciała wyglądać jak seksowny renifer.
- No co? Klimatycznie. Dla was też coś mam. - Przeniosła się między dwójkę, i wcisnęła Reinie na głowę takie same rogi jak swoje, a Talon dostał czapkę mikołaja. 
- Skąd ty to masz? - Zapytała dziewczyka, poprawiając włosy pod opaską. 
- Od Garena. Całe pudło świątecznych dekoracji mam. Nie mam pojęcia kiedy on to wywlókł ze swojego domu, ale przydają się. 




       Talon szedł skocznym krokiem, trzymając w dłoniach koszyk pełen jeszcze ciepłych ciasteczek. Zostawiał za sobą piękny zapach, i drogę z pary. Już dawno słońce ustąpiło miejsca księżycowi, a gwiazdy oświetlały ponure uliczki Noxus. Tuż obok niego szła uśmiechnięta Katarina, trzymająca dokładnie taki sam koszyk, z tą różnicą, że jej ciasteczka znikały w dość szybkim tępie. 
- Ale trochę ich zostaw co? - Spojrzała na czarnowłosą, której twarz ubrudzona była okruszkami. W rękach trzymała kolejnego, piernikowego bałwanka, pozbawionego głowy, która właśnie lądowała w jej brzuchu.
- Masz jeszcze pełno. - Powiedziała z pełną buzią kończąc ciasteczko, ale grzecznie przestała jeść słodycze z jej koszyka. Podkradała je nieświadomemu Talonowi, który nawet nie zauważył. 


          Po chwili weszli na dobrze znany dziewczynce teren. O dziwo na śniegu widniały ślady zabawy, a z tego co pamiętała w sierocińcu zmuszani byli do pracy, i na zabawę nie mieli czasu. Weszli przez drzwi. Przywitało ich ciepło, i zupełnie inne wnętrze niż zapamiętała. Ściany były pomalowane na żółto, natomiast podłoga wyłożona była puchatym dywanem, w którym stopy aż tonęły. [od Yaosi: dawno nie było puchatych dywanów c'nie?]  
- Co tu się stało? - Spytała zdumiona. 
- Mój ojciec kazał wyremontować wszystkie sierocińce, i zwolnić te wredne baby które zmuszały was do wypełniania swoich obowiązków, oraz wprowadził obowiązkowe kontrole co trzy miesiące, żeby były tu dobre warunki. 
- Poważnie się tym przejął?
- Powiedzmy że myślał politycznie. Demacianie za to zapłacili, a o dziwo mieszkacy Demaci chętnie przystali na opłacenie tego ze swoich podatków, tylko dla dobra dzieci. Teraz ma pewność, że nie myślą już o nas jak o barbażyńcach.
- I nie mógł tego zrobić jak jeszcze tu byłam?!
- Nie narzekaj tylko chodź. - Przerwał im Talon. 



          Weszli wgłąb budynku. 
- Dzieciaki! Ciacha przybyły! - Krzyknął wesoło chłopak. Wokół nich pojawiło się kilkanaście małych ludzi, oraz dwie opiekunki. Wyższa z nich, miała białe włosy sięgające lekko za ramiona, zakończone czernią. Delikatny makijaż, pasował do jej sympatycznej twarzy. Ubrana była w biały golf, i czarne spodnie. Druga spięła swoje rude logi w kitę, zostawiając 
luzem tylko prostą krzywkę opadającą na jej fioletowe oczy. 



       Każdy już dostał swoje ciasteczko, a nawet starczyło na dwa dla wszystkich, Reina zwiedzała swój stary dom. Niemożliwe że ta zimna, stara ruina zmieniła się w przytulne miejsce zabaw. Te opiekunki, są tak miłe, że aż nie chce się wierzyć, że są z Noxus, w przeciwieństwie do tych dwóch wiedźm, które zajmowały się nią. Co prawda, Reina nie myła podłóg, naczyń, okien, nie prała, nie wymieniała pościeli, nie gotowała i nie naprawiała sobie zepsutych zabawek, bo albo groziła innym dzieciom, żeby to za nią zrobiły, albo opiekunkom, które przymykały oko, bo nie potrafiły jej uderzyć. To nie tak że nie biły podopiecznych. Robiły to regularnie, ale od niej jednej trzymały się z daleka. Kiedy raz otrzymała siarczyste uderzenie w policzkek, sięgnęła po leżący obok nóż, szczęście chciało że właśnie prosiła obierającą ziemniaki koleżankę o wyręczenie jej z obowiązków. Przecieła nim policzek opiekunki, a gdy ta chciała coś powiedzieć, dziewczynka przejechała ostrzem na jej szyję i z przymróżonymi oczami powiedziała - Jeśli jeszcze raz spróbujesz mnie uderzyć, to przysięgam że skończy się gorzej niż na rozciętej twarzy. Z zamyślenia wyrwał ją głos Katariny.
- Reina! Idziemy już! 



~***~

        Aron przyglądał się w witrynie sklepowej swoim jasnym włosom. Nie do końca mógł się przyzwyczaić do nowego koloru, ale skoro Xin chciał zobaczyć go w blondzie, to on nie będzie się kłócił. Wracali właśnie ze świątecznych zakupów. Jego mężczyna kupił im takie same sweterki, wyglądali razem uroczo. Młodszy dostał jeszcze czekoladki, ciasteczka, cukierki i inne słodkości jakie można było dostać w Piltover. 
- No ładnie ci, już się tak nie przeglądaj. - Starszy obiął go w pasie, od tyłu, całując w policzek. 
- Nie o to chodzi. Tak się zastanawiam, że to w sumie moje pierwsze święta których nie spędzam, płacząc, owijając się bandażami i głosując...A poza tym, według ciebie, zawsze wyglądam ładnie. - Chłopiec zarumienił się. 
- Tak. - Aron westchnął i złapał wyższego za rękę. 



          Szli tak w ciszy, ciesząc się swoim towarzystem. Zamyślili się tak, że nie zwrócili uwagi kiedy weszli na biedniejsze dzielnice. Młodszego z zamyślenia wyrwal dopiero twardy kawał śmiegu, uderzający go w tył głowy. Xin odwrócił się w kierunku napastnika, ale mnejszy jeszcze mocniej pociągnął go za rękę.
- Chodź. - Warknął, i pociągnął go do przodu.
- Ale...
- Chodź!
- Ej Aron! - Usłyszeli lekko zachrypnięty głos. - Nam też dasz dupy?! 
- Spierdalaj! - Odpowiedział blondyn. Xin znów widział na jego twarzy negatywne emocje. Przed chwilą szedł lekko uśmiechnięty, cicho podśpiewując, a teraz wygląda jakby miał ich pobić. Podeszło do nich dwóch nastolatków, na oko trochę starszych od Arona. 
- A co ty taki niemiły jesteś co? - Zaśmiał się niższy z nich. 
- Jakbyście zapomnieli idioci to się nade mną znęcaliście.
- Nabijanie się z tego że jesteś dziwką to nie znęcanie. Znęcał to się nad tobą twój ojczulek. 
- Twój nie jest lepszy.
- Ale mnie nie leje. - Xin przypatrywał się rozmowie w milczeniu. Właściwie nawet nie wiedział co miałby powedzieć. 
- Mój też już nie. - Chłopcy spojrzeli po sobie, i uśmiechnęli się szyderczo. Wyższy podszedł do chłopaca i pociągnął go za kołnierz do siebie.
- Ojoj, nasz mały Aronek nie był bity? Trzeba nadrobić. Twój klient nie obrazi się jak będziesz miał kilka siniaków? - Tego było już za wiele. Co jak co, ale Xina nazywać klientem nie pozwoli. Jego oczy przybrały szalenie różowy kolor, tak samo jak te jego obrawcy. Chłopak uśmiechnął się uroczo, jakby wcale przed chwilą nie chciał ich obu zabić wzrokiem. Powoli starszy odstawił go na ziemię, i dalej patrzył w jego oczy jak zachipnotyzowany. 
- Grzeczny chłopiec. A teraz..... - Uśmiechnął się chytrze i spojrzał na zdziwionego chłopaka z tyłu. - Uderz go. - Szepnął namiętnie, a tamten podszedł do kolegi i wymierzył mu cios, a za nim kolejny i zanim kochankowie się spostrzegli tamci bili się tarzając w śniegu. Jeden uderzył drugiego, ten mu oddał i tak w kółko.
- Jak ty to zrobiłeś?!
- Tak samo jak przywróciłem Talona do życia. Nie zwracaj na ich uwagi i chodź. - Znów wrócił uśmiechnięty, bezbronny Aronek. Chwycił chłopaka za rekę i razem wrócili do Demaci.


          Leżeli wpatrując się w ogień płonący w kominku. 
- Ale mną tak nie manipulujesz prawda?
- Ale że jak?
- No...Magią....
- Kochanie, przy tobie nie muszę używać moich zdolności, ty i tak robisz to co powiem... - Zaśmiał się całując chłopaka w skroń. 
- Jesteś głupi...Wesołych świąt...
- Wesołych świąt~!




 ~***~




-Kurwa mać! - Po mieszkaniu rozległ się donośny krzyk.
- Co się stało?! - Do kuchni wpadł Ezreal.
- Zapomniałam się pomalować a byłam w sklepie....
- Ja się bałem że coś sobie zrobiłaś! 
- Bo zrobiłam~! Co jeśli ktoś znajomy mnie widział~!
- Ojoj....Luxannka....- Podszedł do niej i chwycił na palec trochę masy sernikowej z miski, po czym nałożył ją na nos dziewczyny. - Tragedia wielka się stała... Moje kochanie bez tapety wygląda jak kaszalot ojej... - Poklepał ją po głowie pieszczotliwie. 
- Nie odzywaj się do mnie. - Wydęła dolną wargę i wytarła nos. 
- Odzywać się nie będę....Ale zobacz co mam~! - Uniósł dłoń nad ich głowy trzymając w niej jemiołę. Wyszczerzył się do dziewczyny pokazując szereg białych zębów. 
- Serio? - Zaśmała się spoglądając na roślinkę. 
- No daj buziaka~!
- Głupek..... - Objęła jego szyję ramionami i złożyła czuły pocałunek na ustach swojego chłopaka, a ten złapał ją w pasie i przechylił pogłębiając pocałunek, w czasie kiedy magiczne punkciki światła uniosły jemiołę nad ich głowy.

                                                      

















Brak komentarzy: