Faker przechodził właśnie korytarzem w swoim hotelu, z zamiarem udania się do swojego pokoju. Oglądał drugi półfinał i zatrzymali go fani, chcący zrobić sobie zdjęcia więc dopiero co wracał. Coś jednak przykuło jego uwagę na dłużej. Drobne skulone ciałko, na środku korytarza. Wydawało mu się...ale nie to nie może być on. Jednak ewidentnie widział że tą osobą jest jego uroczy Reignover. Miał cichą nadzieję że to właśnie z jego drużyną zmierzy się w finale, ale mówi się trudno. Podszedł do niego i uklęknął aby mieć jego oczy na wyskości własnych.
- Hej słodziaku, co ty tu robisz? - Powiedział sympatycznie, kiedy odrącił jego ramiona i wydobył z nich jego twarz, chwycił deilkatnie jego policzki i wytrał kciukami łzy. Chłopak nie zareagował na nazwanie go słodziakiem, ale w sumie nie wiedział nawet jak.
- A nie widzisz? - Odparsknął. Nie miał ochoty nikogo teraz widzieć, jednak kiedy siedział tak sam, zaczął myśleć o tych trzech przegranych mapach. To były jego pierwsze mistrzostwa i bardzo się denerwował, oraz chciał wypaść jak najlepiej, a tym czasem przegrali, wyłącznie przez niego. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
- Widzę i mi się to nie podoba. Wolę kiedy się uśmiechasz.
- Nie mam powodu do uśmiechania się teraz.
- Jakbym był tobą, i był w półfinale League o Legends to bym skakał z radości.
- Bo pewnie twoja drużyna nie przegrałaby przez ciebie.
- A kto ci niby powiedział że przegraliście przez ciebie?
- Nikt, ale ja widzę jak się na mnie patrzyli z żalem w oczach, więc przyszedłem tutaj.
- A czemu nie wejdziesz do pokoju?
- Yellowstar ma klucz.
- To chodź do mnie.
- N-nie chcę wam przeszkadzać.
- Ale nie będziesz, mam osobny pokój. No chodź nie będziesz siedział na podłodze jesteś w końcu gwiazdą.
- Gwiazdą to jesteś ty. Ja jestem słabym junglerem.
- Jesteś dobrym junglerem, a jak mam być szczery to nawet świetnym.
- Nie pocieszaj mnie....
- Właśnie to próbuję zrobić, więc wstań.
- Nie...poczekam tutaj...chłopaki będą się martwić....
- Jakby sie martwili to by sobie nie robili teraz zdjęć z ludźmi. Przecież jak ze mną chwilę posiedzisz nic się nie stanie prawda?
- O co ci właściwie chodzi co?
- Sam nie wiem....po prostu nie mogę patrzeć jak tutaj siedzisz na podłodze. Tak strasznie mi się podobasz... - Nie zdąrzył zareagować na te słowa bo drugi złączył razem ich wargi. Odepchnął go lekko, tak że Lee starcił równowage i upadł śmiesznie na pośladki.
- Nie rób tego więcej.
- Dlaczego?
- B-bo ja nie mogę. Ja mam kogoś... - Faker spojrzał na niego smutno i westchnął.
- Pewnie jest śliczna co?
- Nie-nie bardzo... nie chcę o tym rozmawiać.
- Ej... ze mną możesz pogadać o wszystkim jasne? Ja ci zawszę chęnie pomogę.
- Hyung! [ jak ktoś nie wie co to znaczy to zapraszam do google] - Krzyknął Kim, zarzucając się starszemu na szyję.
- Ale ty wiesz że ja jestem od ciebie młodszy prawda?
- I co! Jesteś moim Hyungiem i koniec! - Klęczeli tak na środku korytarza w swoich objęciach i nawet nie zauważyli wchodzących do budynku kolegów Reignovera. Młodszy był zbyt zajęty inhalowaniem się słodkim zapachem kawy, we włosach Kima.
- Ui-Jin! Martwiłem się! Gdzie ty byłeś!? - Rekkles dosłownie wyrawał drobne ciało z obięć koreańczyka. - A ty własnej drużyny nie masz? - Spojrzał na niego lodowato.
- Może i mam, może nie mam. Miałem mieć go w dupie i przejść obok jak beczał na środku hotelu?
- Reinuś słonko...nic się nie stało i tak jesteśmy zajebiści. - Deilor, poklepał go po plecach i uśmiechnął się ciepło.
- No jakby nie patrzeć ludzie byli za wami, nawet jak Rekkles dawał dupy po całości. - Faker, uśmiechnął się ciepło i poszedł do swojego lokum.
- Ludzie się o ciebie pytali. - Huni objął go ramieniem.
- Jacy ludzie?
- Jakaś laska powiedziała że mamy cię przyprowadzić bo ma zamiar cię zgwałcić. [ to wcale nie byłam ja... xd] - Yellowstar zaśmiał się na cały korytarz. Byli tak głośno aby każda osoba w hotelu mogła słyszeć że Fnatic własnie wrócili.
~ Pół Godziny później ~
- Dobra zakochańce, my wychodzimy, miłej zabawy. - Na komunikat Yellowstara, pozostali wyszli z pokoju, i udali się na miasto trochę zabawić. Martin [nawet nie wiecie jaką mam beke z tego imienia nie wiem czemu xd] i Ui-jin leżeli przytuleni do siebie oglądając film.
- Przestań. - Powiedział ostro starszy, kiedy poczuł że zimna dłoń wędruje pod jego koszulkę.
- No weź...jesteśmy sami...- Wymruczał, w jego kark, całując go lekko.
- Weź tą rękę.
- Jesteś na mnie zły?
- Nie, nie jestem. Miło że chociaż zadzwoniłeś kiedy zniknąłem, a nie czekaj, nie zadzwoniłeś.
- Byliśmy zajęci, fani się na nas rzucili...Poza tym, nikt nie kazał ci uciekać.
- Było mi smutno okej!? Przepraszam że zawaliłem, ale mógłbyś okazać trochę wsparcia, a nie tylko mnie obmacywać przy każdej możliwej okazji.
- Jesteśmy facetami wiesz? Seks to jest coś co akurat geje powinni robić często, a ty nie dajesz mi się nawet dotknąć.
- Całujemy się, i przytulamy, i śpimy razem...
- Ja chcę się z tobą kochać!
- Nie.
- Jak to nie?
- Nie. Ja nie jestem jeszcze gotowy, i nie będziemy tego robić.
- Masz 20 lat człowieku! Kiedy masz zamiar niby to zrobić!? - Kim wstał i zaczął ubierać swoje buty. Za wszelką cenę starał się ukryć zbierające się w oczach łzy.
- Jak chodzi ci tylko o mój tyłek to bardzo dziękuję za taki związek! - I trzasnął dźwiami od pokoju. Jego nogi same powędrowały piętro niżej, stanął przed drzwiami Fakera i delikatnie zapukał. Po niecałej minucie zobaczył śliczny uśmiech Sang-Hyeoka.
- Coś się stało słodziaku?
- Nie...ja...pomyliłem drzwi, cześć. - Już miał zamiar uciec kiedy mocne dłonie pociagnęły go do środka.
- Gadaj, widzę że coś nie tak.
- Ja nie chce ci głowy zawracać, w końcu się nie znamy.
- Nazwałeś mnie swoim hyungiem, więc jako twój hyung mówię, że masz ze mną porozmawiać.
- Na prawdę chcesz słuchać o moich głupich problemach?
- Rozmawianie z tobą to najlepsze co mógłbym teraz robić, może poza pieszczeniem twojego słodkiego ciałka. - Zaśmiał się wesoło, ale kiedy zobaczył zarumienioną twarz i smutny wzrok oprzytomniał. - Okej...to siadaj, pogadamy. - Złapał go deliktnie za rękę i poprowadził do łóżka. Starszy rozjerzał się po pomieszczeniu. Było tam całkiem ładnie, kremowe tapety, z brązowymi wzorkami, gigantyczne łóżko, i ciemno brązowe panele, na których stał szklany stolik z telewizorem plazmowym. Obok łózka były dwa stoliki, na których leżały słuchawki, telefon, okulary i inne rzeczy Fakera. Usiedli na miękkim materacu, a starszy od razu został pociągnięty do leżenia.
- Mów co się dzieje. Problemy z dziewczyną?
- W pewnym sensie.... B-bo moja dziewczyna....to Rekkles.
- Jakie ty możesz mieć z nim problemy? - Nie wiedział o co właściwie mogło by hcodzić. przcież chłopak z chłopakiem nie powinni mieć problemów z dogadaniem się.
- Mam wrażenie że jemu chodzi tylko o mój tyłek. To znaczy...jest czasami kochany, słodki, opiekuńczy i ogólnie super, ale jak zostajemy sami, albo idziemy spać to zaczyna mnie obmacywać, a kiedy mówię mu że nie chce to ma do mnie pretensje.... - W połowie tego monologu, chłopak rozpłakał się i wtulił w klatkę piersiową Lee.
- Ćśś, nie płacz.... On jest po prostu głupi i tyle....
- A-ale...ja go kocham... nie chcę żeby mnie zostawił....
- Nie zostawi cię tylko dlatego że tego nie chcesz. W życiu trzeba iść na kompromisy, ale w miłości nigdy. Albo jesteście dla siebie najważniejsi albo nie ma was. I nawet jeśli długo będziesz czekał, pamiętaj na najlepsze trzeba sobie zasłużyć. Bo byle co, wziąć może każdy. A ty musisz wierzyć że zaslugujesz na więcej.
- To było piękne wiesz?
- Dzięki... Jakoś przy tobie bierze mnie na romantyzm - Oboje cicho się zaśmiali.
- Czuję się w jakiejś koreańskiej dramie
- Troche
- Ale bym sobie jakąś obejrzał, odkąd siedzę w berlinie ani jednej nie widziałem, właśnie, co się dzieje w kpopie?
- Ty tak serio teraz?!
- Nom. Słucham Europejskiej i Amerykańskiej muzyki żeby mieć o czym z nimi gadać, a Huni nie lubi romatycznych dram, więc nie mam po co właściwie zaglądać na koreańską scenę.
- Trzeba ratować twoje korzenie! W rok mi cię popsuli! - Poderwał się i włączył telewizor, właśnie emitowali pierwszy odcinek Coffee Pince. [ polecam wgl tą dramę, jest boska, tylko zakończenie do dupy]
- Jakim cudem masz tu koreańską telewizję?
- Słodnko ja jestem Lee Sang-Hyeok Faker, jak będę chciał to przyniosą mi kimchi.
- A serio?
- Dopłaciłem - Wzruszył ramionami, unosząc uroczo jeden kącik ust do gory
~Cztery godziny później~
Po obejrzeniu całej dramy, zjedzeniu ogromnej ilości kimchi, zapoznaniu się z najpopularniejszymi piosenkami w kpopie i jaraniu się 15 minut urodą krula żi dragą, Kim spał słodko na leniwie unoszącej się klatce Fakera. Młodszy uśmiechnął się ciepło i przeczesał jego brązowe włoski palcami. Nagle telefon wydał z siebie donośny dźwięk refrenu Zutter. Wstał najdelikatniej jak umiał aby go nie obudzić i położył w pozycji normalnej do spania.
- Mów. - Powiedział do urządenia stanowczo młodszy.
- Co robisz? Bo byśmy potrenowali.
- Benguś nie mam czasu.
- Gramy finał za tydzień!
- Jestem bogiem tej gry spokojnie, jutro możemy pograć.
- Faker! - Lee rozłączył się i rzucił telefon na łóżko. Odwrócił się z zamiarem położenia się obok chłopaka.
- Może idź z nimi zagraj co? Ja pójdę do siebie...
- Nigdzie cię nie wypuszczę. Zostajesz i kropka.
- A jakbym chciał iść to co?
- Jakbyś chciał to oczywiście, ale widzę że nie chcesz. Wracaj spać.
- A ty?
- Ja ogarnę ten burdel. - Jakby na potwierdzenie swoich słów, podniósł z ziemi okulary swojego gościa, i położył je koło telewizora.
- Pomogę ci. - Wstał i zaczął zbierać puste opakowania, i papierki po słodyczach. Reignover, jak zawsze niezdrany musiał się potknąć, a w panice słapał się pierwszej rzeczy którą miał pod ręką, a była to koszulka Fakera. Chcąc, niechcąc upadli obaj. Kim w szoku patrzył ze zdecydowanie zbyt małej odległości w czekoladowe tęczówki kolegi. Zdecydowanie za bardzo blisko....i czemu one są coraz bliżej... takie piękne.... Budź sie Ui-Jin! Faker, delikatnie musnął jego wargi swoimi. Niczym dotyk skrzydełek motyla. Masował jego usta własymi, i powolutku zaczął je podlizywać. Reignover przyzwyczajony do brutalnego wpychania mu języka do ust na siłę, zatracił się w tej przyjemności zupełnie, i cicho mruczał. Młodszy zadowolony, ze współpracy Kima, z wachaniem wysunął swój język przed wargi, i czekał na reakcję mniejszego. Ten od razu złapał narząd w swoje usta i zaczął lizać. Lee w jednej chwili złapał go za plecki i przeniósł na łóżko, od razu nad nim zawisając. Całowali się tak z czułością, dłuższą chwilę, Faker powolutku badał dłońmi jego ciało, na razie ukryte pod ubraniem, a starszy masował rękami jego kark. Zupełnie zatracił się w tej przyjemności, zamknął oczy, i skupił się tylko na czuciu. Na troskliwych palcach, głaszczących jego skórę, na ciepłych ustach, na słodkiej ślinie, na cichych pomrukach. Faker robił wszystko powoli, jakby bał się odrzucenia, co w sumie było prawdą. Rekkles w takiej sytuacji już dawno zdzierał by z biednego Ui-Jina ubrania. Mimo to starszy cały czas miał przed oczami blondyna, od zawsze pragnął by to właśnie Martin dotykał go w ten sposób, żeby nie robił tgeo tak brutalnie jak ma w zwyczaju. Faker powoli rozłaczył ich usta i liżąc jego szyję, całując ją, aż w końcu zassał się na niej zostawiajac po sobie czerwony ślad. Polizał to miejsce jeszcze raz, wkładając palce od koszulkę chłopaka pod nim, i nie zobaczywszy żadnego sprzeciwu kontunuował drogę, badając jego klatkę piersiową. Wyczuł pod palcami, delikatne, napięte mięśnie, nie był to może taki kaloryfer jaki sam posiadał ale jak na zawodowego gracza i tak robiło to wrażenie. Wsłuchiwał się w słodkie jęki, kiedy robił już kolejną malinkę na smukłej szyi, aż w końcu jego palce potarły sutek starszego.
- Martin....- Wyjęczał cichutko, a ciało młodszego zastygło bez ruchu. Powoli wyciągnął swoją rękę, spod materiału, i podniósł głowę aby spojrzeć w jego oczy. - Prze-przepraszam....- Reignover ze wstydu spuścił wzrok.
- Ty naprawdę go kochasz co?
- Ja...po prostu...nie wiem.... - Podnieśli się, a Kim w nerwach zaczął tarmosić w palcach rąbek swojej koszulki.
- Wytłumacz mi coś. Twierdzisz że nie chcesz tego z nim robić, a mnie przed chwilą prawie się oddałeś. Jaki w tym sens?
- B-bo ty to robisz tak przyjemnie....powoli, delikatnie, jakbym był ze szkła....A rekkles się na mnie rzuca jak na mięso. - Faker westchnął, i powoli ściągnął ze starszego koszulkę. - Idziemy spać. - Powiedział popychając go lekko na materac, sam zdjął koszulkę i spodnie, rzucając je gdzieś w kąt, nie patrząc gdzie znajdą się następnego dnia. Reignover zrobił to samo ze swoimi i wtulił się w ciepłe ciało kolegi. Wystarczyło kilka minut aby zasnął, Lee z uśmiechem na twarzy przeczesywał jego włosy palcami. Po pewnej chwili zmęczenie dało o sobie znać, i ziewnął przeciągle. Przetarł zmęczone oczy i sięgnął po komórkę wyłączając dyktafon. Wtulił nos w pachnące włosy Kima i pogrążył się w błogim śnie.
- Mów. - Powiedział do urządenia stanowczo młodszy.
- Co robisz? Bo byśmy potrenowali.
- Benguś nie mam czasu.
- Gramy finał za tydzień!
- Jestem bogiem tej gry spokojnie, jutro możemy pograć.
- Faker! - Lee rozłączył się i rzucił telefon na łóżko. Odwrócił się z zamiarem położenia się obok chłopaka.
- Może idź z nimi zagraj co? Ja pójdę do siebie...
- Nigdzie cię nie wypuszczę. Zostajesz i kropka.
- A jakbym chciał iść to co?
- Jakbyś chciał to oczywiście, ale widzę że nie chcesz. Wracaj spać.
- A ty?
- Ja ogarnę ten burdel. - Jakby na potwierdzenie swoich słów, podniósł z ziemi okulary swojego gościa, i położył je koło telewizora.
- Pomogę ci. - Wstał i zaczął zbierać puste opakowania, i papierki po słodyczach. Reignover, jak zawsze niezdrany musiał się potknąć, a w panice słapał się pierwszej rzeczy którą miał pod ręką, a była to koszulka Fakera. Chcąc, niechcąc upadli obaj. Kim w szoku patrzył ze zdecydowanie zbyt małej odległości w czekoladowe tęczówki kolegi. Zdecydowanie za bardzo blisko....i czemu one są coraz bliżej... takie piękne.... Budź sie Ui-Jin! Faker, delikatnie musnął jego wargi swoimi. Niczym dotyk skrzydełek motyla. Masował jego usta własymi, i powolutku zaczął je podlizywać. Reignover przyzwyczajony do brutalnego wpychania mu języka do ust na siłę, zatracił się w tej przyjemności zupełnie, i cicho mruczał. Młodszy zadowolony, ze współpracy Kima, z wachaniem wysunął swój język przed wargi, i czekał na reakcję mniejszego. Ten od razu złapał narząd w swoje usta i zaczął lizać. Lee w jednej chwili złapał go za plecki i przeniósł na łóżko, od razu nad nim zawisając. Całowali się tak z czułością, dłuższą chwilę, Faker powolutku badał dłońmi jego ciało, na razie ukryte pod ubraniem, a starszy masował rękami jego kark. Zupełnie zatracił się w tej przyjemności, zamknął oczy, i skupił się tylko na czuciu. Na troskliwych palcach, głaszczących jego skórę, na ciepłych ustach, na słodkiej ślinie, na cichych pomrukach. Faker robił wszystko powoli, jakby bał się odrzucenia, co w sumie było prawdą. Rekkles w takiej sytuacji już dawno zdzierał by z biednego Ui-Jina ubrania. Mimo to starszy cały czas miał przed oczami blondyna, od zawsze pragnął by to właśnie Martin dotykał go w ten sposób, żeby nie robił tgeo tak brutalnie jak ma w zwyczaju. Faker powoli rozłaczył ich usta i liżąc jego szyję, całując ją, aż w końcu zassał się na niej zostawiajac po sobie czerwony ślad. Polizał to miejsce jeszcze raz, wkładając palce od koszulkę chłopaka pod nim, i nie zobaczywszy żadnego sprzeciwu kontunuował drogę, badając jego klatkę piersiową. Wyczuł pod palcami, delikatne, napięte mięśnie, nie był to może taki kaloryfer jaki sam posiadał ale jak na zawodowego gracza i tak robiło to wrażenie. Wsłuchiwał się w słodkie jęki, kiedy robił już kolejną malinkę na smukłej szyi, aż w końcu jego palce potarły sutek starszego.
- Martin....- Wyjęczał cichutko, a ciało młodszego zastygło bez ruchu. Powoli wyciągnął swoją rękę, spod materiału, i podniósł głowę aby spojrzeć w jego oczy. - Prze-przepraszam....- Reignover ze wstydu spuścił wzrok.
- Ty naprawdę go kochasz co?
- Ja...po prostu...nie wiem.... - Podnieśli się, a Kim w nerwach zaczął tarmosić w palcach rąbek swojej koszulki.
- Wytłumacz mi coś. Twierdzisz że nie chcesz tego z nim robić, a mnie przed chwilą prawie się oddałeś. Jaki w tym sens?
- B-bo ty to robisz tak przyjemnie....powoli, delikatnie, jakbym był ze szkła....A rekkles się na mnie rzuca jak na mięso. - Faker westchnął, i powoli ściągnął ze starszego koszulkę. - Idziemy spać. - Powiedział popychając go lekko na materac, sam zdjął koszulkę i spodnie, rzucając je gdzieś w kąt, nie patrząc gdzie znajdą się następnego dnia. Reignover zrobił to samo ze swoimi i wtulił się w ciepłe ciało kolegi. Wystarczyło kilka minut aby zasnął, Lee z uśmiechem na twarzy przeczesywał jego włosy palcami. Po pewnej chwili zmęczenie dało o sobie znać, i ziewnął przeciągle. Przetarł zmęczone oczy i sięgnął po komórkę wyłączając dyktafon. Wtulił nos w pachnące włosy Kima i pogrążył się w błogim śnie.
~Rano (4:00)~
- Rekkles! - Głos Deilora wybudził ze snu blondyna.
- Co jest...?
- Jak to co? Pierwsze pytanie: czemu śpisz na kanapie? Drugie pytanie: Gdzie Reignover? Trze...
- Nie ma go?! - Nie zdąrzył skończyć. Na wieść że jeg ukochany nie wrócił jednak do niego, Martin zerwał się do pionu.
- No nie ma. Chciałeś żebyście zostali sami to wyszliśmy nie? Biedni Febiven i Yellowstar targają teraz pół przytomnego Huniego.
- Zabiję go... - Powiedział bardziej do siebie niż do starszego. Wybiegł z pokoju i od razu skierował kroki do Fakera, no bo gdzie indziej mógł pójść? Chłopcy słodko spali wtuleni w siebie, kiedy nagle młodszy usłyszał walenie w drzwi. Najostrożniej jak potrafił wstał, żeby nie obudzić Kima i podbiegł do nich.
- Nie wal tak, bo go obudzisz idioto!
- Gdzie jest mój chłopak!
- O nie nie nie nie nie. To nie jest twój chłopak, tylko osoba z którą jesteś, on nie jest twoją własnością.
- Oddawaj go!
- Nie drzyj się na środku korytarza. Chodź. - Wpuścił go do środka. Ui-jin cały czas był słodko zakopany w pościeli. Faker stanął między nim a blondynem i skrzyżował ramiona.
- Jesteś z siebie dumny? - Zaczął, mierząc jego sylwetkę. Byli bardzo podobnej budowy, z tą różnicą że Faker był jednak jakoś umięśniony. Jako koreańczyk musiał być idealny. [08.11.2015 na TVN STYLE emitowali program "obsesja doskonałości" właśnie o przywiązaniu przez koreańczyków dużej wagi na naukę, wygląd i wychowanie, możecie poszukać w necie xd ]
- O co ci chodzi?
- Pytam czy jesteś zadowolony, że on nie chcę spędzać z tobą czasu. Boi się ciebie wiesz? W ogóle nie zwracasz uwagi na jego zainteresowania, czy pochodzenie.Ty wiesz jaki on był wczoraj szczęśliwy jak oglądaliśmy koreańskie teledyski, albo dramy?
- Błagam cię, nie będę oglądał babskich romansideł.
- Ale jeść od czasu do czasu koreańskie jedzenie chyba możesz nie? On wczoraj zjadł tyle kimchi ile ja jem w tydzień. A wiesz co jest najgorsze? Że ten słodki cymbał cię kocha. Jakbym się nie starał, woli ciebie ode mnie. A ty jesteś po prostu dupkiem. - Na te słowa blondyn uderzył pięścią w twarz koreańczyka, tak że ten upadł trzymając się za krwawiący nos.
- To opowiedz mi, jak kto jest być gorszym od dupka? - Uśmiechnął się zadziornie.
- Jesteś żałosny. Słuchaj ja tylko chcę żeby on był szczęśliwy, jeśli nie ze mną to chociaż z tobą. Ale przysięgam że jesli jeszcze raz na jego słodkiej twarzy pojawią się łzy z twojego powodu, to przylecę do Berlina i tak ci wpierdolę, że będziesz wyglądał jak śliwka.
- On...on płakał? - Nastawienie Szweda od razu diametralnie się zmieniło. Spojrzał z czułością na śpiące ciałko. - Czemu? - Drugi tylko podszedł do telefonu i włączył nagranie na odpowiednim fragmencie wieczoru, a raczej nocy. "mm...oh....Martin....Prze-przepraszam....- Ty naprawdę go kochasz co?- Ja...po prostu...nie wiem.... - Wytłumacz mi coś. Twierdzisz że nie chcesz tego z nim robić, a mnie przed chwilą prawie się oddałeś. Jaki w tym sens?- B-bo ty to robisz tak przyjemnie....powoli, delikatnie, jakbym był ze szkła....A rekkles się na mnie rzuca jak na mięso." specjalnie wszystko nagrywał. Był pewien że Ui-jin powie mu coś takiego, a w końcu chciał żeby był szczęśliwy. Przewidział że jego, Rekkles na pewno nie posłucha ale Kima posłucha na 100%, a przynajmniej powinien. Blondyn rzucił się na śpiącego Reignovera i przytulił się do niego. Ten nie wiedząc co się właściwie dzieje odruchowo objął go rękami, i posłał Fakerowi pytajace spojrzenie.
- Skarbie! Przepraszam! Tak bardzo cię przepraszam! Już nigdy nie zrobię czegoś agresywnie obiecuję! Nie będziesz więcej przeze mnie płakał! Na pewno!
- Faker. Coś ty z nim zrobił? - Stanowczo odepchnął od siebie Szweda i podszedł do bruneta. - Uderzyłeś go? - Powiedział, widząc krew na twarzy kolegi.
- Może....
- Rekkles!
- Oj no...bo byłem w nerwie...
- Chyba kulszowym! Jak mogłeś! Faker wszystko dobrze? - Złapał w dłonie jego twarz.
- Przeżyję. - Uśmiechnął się ciepło, a jego oczy zmieniły się w wąskie szparki.
- I po coś tu przylazł debilu? Mieszkam tu, wiem jak wrócić z hotelu to naszego domu. Nie zgubiłbym się przecież. - W czasie tej wypowiedzi ubrał się i złapał blondyna za rękę. - Przepraszam za niego. - Powiedział tylko przy wyjściu i pociągnął za sobą Martina.
- Debilu?
- Tak. Jesteś debilem. Mogłeś mu coś zrobić wiesz?!
- Przepraszam że cie kocham i jestem zazdrosny! Zjeb mnie za to! Pewnie!
- Zazdrość to nie powód do bicia kogoś bez powodu!
- Spał z tobą!
- A gdzie miałem spać?! Na podłodze?!
- Ze mną!
- Nie mam zamiaru z tobą spać! Przynajmniej dopóki nie zmądrzejesz. - W trakcie tej mało emocjonującej kłótni, zdąrzyli już wejść do swojego pokoju, przejść przed twarzami zdziwionych kolegów, i popsuć im przy okazji humor. Starszy wszedł do ich wspólnej sypialni i trzasnął drzwiami, po czym zamknął się na klucz.
- Ui-jin... - wyszeptał. klęcząc przed drewnem, i położył na nim dłoń.- Dzięki za miły poranek....- Bąknął Huni, popijając kawę.
- Spadaj grubasie.
- Ej! - Yellowstar wstał z kanapy i pociągnął go za jasne kosmyki. - Ogarnij się! Jesteśmy przyjaciółmi tak? Nie obrażamy się tak?
- Przepraszam....nie mam humoru.
- No widzieliśmy właśnie. A ja nie jestem gruby tylko pulchny.
- Ja z nim pogadam... - Febiven podszedł powoli do drzwi i zapukał. - Kim...otwórz to ja. - Po chwili wszyscy usłyszeli szczęk zamka. Już miał otworzyć, kiedy Rekkles szybkim ruchem znalazł się obok niego, i sam wszedł do pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Bez namysłu podbiegł do leżącego na łóżku Ui-jina i przytulił go mocno do siebie.
- Puść mnie.
- Nie. Nie ma najmniejszej opcji żebym cię teraz wypuścił. Nie zostawiaj mnie....błagam... - Spojrzał mniejszemu w oczy, a we własnych zbierały mu się łzy.
- Martin... nie zostawię nigdy, kocham cię....tylko.... - Wypowiedź przerwały mu ciepłe wargi pożerające wręcz jego. Jeknął niezadowolony, próbując przechylić głowę. W tym momencie blondyn przypomniał sobie nagranie, i od razu zaczął delikatnie masować jego usta, a ściskające go ramiona rozluźniły sie, przyjemnie go głaszcząc.
- Tak dobrze?
- Tak mógłbyś mnie całować zawsze. - Uśmiechnęli się do siebie i wrócili do poprzedniej czyności. Powolutku...delikatnie....cudownie... Już zawsze....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz