- Co tam się dzieje? - Riven zmarszczyła brwi.
- Powiedzcie gdzie on jest!? - usłyszeli nieprzyjemny, damski głos. Talon spojrzał z przerażeniem na drzwi od sali i zbladł.
- Pod łóżko - powiedział nie zmieniając miny.
- Co? - Reina nie widziała za bardzo, o co mu chodzi.
- Pod łóżko się schowajcie jedna z drugą! Teraz! - chłopak prawie zerwał się z materaca i pociągnął dziewczyny na glebę.
- Błagam, powiedz, że oni nie szukają ciebie! - syknęła białowłosa, robiąc dziewczynce miejsce obok siebie.
- Możliwe, nie wychodźcie na razie.
- Zabije cię..... - westchnęła. Po chwili do pokoju weszła wysoka, piękna kobieta. Białe włosy sięgały jej do połowy pleców, szczupłe ciało okrywały obcisłe ubrania z zielonej skóry. Mocny makijaż na twarzy dodawał jej spojrzeniu specyficznego błysku. Wąskie usta podkreślone miała czerwoną szminką.
- Wiesz....szukałam cię od dwóch dni. A ty cały czas byłeś pod moim nosem - uśmiechnęła się złowieszczo.
- Może porozmawiamy, co?
- Nie. Ja jestem osobą cierpliwą, zniosę wiele. Znoszę, że zabijasz moich ludzi bez powodu, znoszę że jesteś bardziej szanowany razem z tą rudą niezdarą bardziej ode mnie, znoszę że nigdy nie bierzesz mnie na poważnie...
- Posłuchaj....ja...
- Ja teraz mówię! Nie przerywaj mi. Rozumiem bycie zawodowym zabójcą, rozumiem nie mieć sumienia, ale zabić niewinne pięcioletnie dziecko?!
- Ja jej nic nie zrobiłem! Sama na mnie wbiegła! To twoja wina, że wpuszczasz takie małe dziecko do pomieszczenia pełnego kryminalistów! Ja jej biegać nie kazałem, tym bardziej na mój sztylet! Trzeba było ją nauczyć, że jak coś jest ostre to się uważa!
- Czy ty mi właśnie wmawiasz, że to moja wina!?
- Nie wmawiam, bo to jest twoja wina. Może jestem potworem ale nie zabiłbym takiego małego człowieka.
- Idziemy - warknęła, w jednej sekundzie strzelając chłopakowi w nogę, a ten upadł żałośnie na ziemie. - Jakie to piękne. Wielki Talon leży przede mną bezbronny.
- Nie moja wina, że zabrali mi w recepcji broń.
- Zamknij się już, dobra? Zabrać go - warknęła nieco głośniej, na co do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Dosłownie wyciągnęli go za drzwi. Białowłosa uśmiechnęła się do siebie i wyszła za nimi. Reina od razu wyskoczyła z ukrycia i pognała do drzwi.
- Reina!
- Co?! Trzeba mu pomóc przecież! Jest teraz bezbronny!
- Tak samo jak ty. Słuchaj masz talent i ogólnie jesteś bardzo zdolna, ale to nie jest zabawa. To nie jest jedna osoba, to jest cały gang. Nie damy sobie rady nawet we dwie.
- Ja do niego idę. A ty masz mi pomóc.
- Nigdzie nie idziesz. Ja tym bardziej tam nie wyjdą lubię żyć i nie chcę żeby mnie zabili.
- Nie to nie.- Otworzyła drzwi i wybiegła na korytarz. Wyszła na zewnątrz, gdzie jej opiekun leżał już na środku ulicy. Wokół niego stało około dziesięciu uzbrojonych osób. Były tam też dziewczyny. Chciała podejść ale nadepnęła na patyk który się złamał pod wpływem jej ciężaru. Kobieta od razu podeszła do niej i ciągnąc ją za włosy przyprowadziła do Talona.
- Wiesz....w sumie chciałam cię zabić, ale jaka z tego zemsta? Zabiłeś mi córkę, więc ja zabiję tą małą - powiedziała przykładając lufę do skroni dziewczynki.
- Tylko spróbuj!
- Talon spokojnie, nic mi nie zrobi - powiedziała spokojnie dziewczynka. Jej instynkty mówiły jej, że broń nie jest naładowana, więc spokojnie stała dalej, wymyślając jakikolwiek plan.
- To nie jest to samo!
- Ona jest dla ciebie tak samo ważna, jak moja córka dla mnie, więc tak to jest to samo.
- Nie. A wiesz czemu? Bo Reina ma mózg. Twoja córka była tak tępa że czasami miałem wątpliwości czy nie posiada jakiejś wady genetycznej. W wieku pięciu lat nabić się samemu na sztylet jak na szaszłyk? Kiedy ona się mówić nauczyła? W sumie jej nie żałuję przynajmniej nie będzie kaleczyć świa... - jego wypowiedź została przerwana strzałem. Reina patrzyła z szokiem na twarzy jak jej ukochany opiekun upada bezwładnie na ziemię. Nie wiedziała jakim cudem, ale jej ciało wołało aby zabić wszystkich tych ludzi dookoła. I tak też się stało. Talon ostatnimi spojrzeniami zobaczył upadające wokół niego ciała. A Reina dalej stała w miejscu, z łzawiącymi oczami. Więc kto zabił tych ludzi? Ewidentnie to też była Reina. Kilka Rein. Nie miał pojęcia jak ona to zrobiła ale było jej wszędzie pełno. Klony po wykonaniu zadania rozpłynęły się po prostu, a pierwotna wersja dokończyła dzieło i wbiła sztylet w ciało trzymającej ją kobiety. Od razu podbiegła do ciała długowłosego i przykleiła się do niego. Cała ulica słyszała jej głośne łkanie. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jego już nie ma. Że nigdy na nią nie nakrzyczy, że nie będzie się o nią martwił, że nie będzie jej uczył, że nie będą razem jedli...to wszystko było niemożliwe. Talon był pierwszą osobą w jej krótkim życiu, która na prawdę się o nią martwiła. Pierwszą osobą, z którą poczuła jakąkolwiek więź. A teraz jego już nie ma. I nie będzie. Jego ciało powoli traciło ciepło i stawało się zimne, a dziewczynka cały czas tuliła go do swojego drobnego ciała, płacząc coraz głośniej. Pierwszy raz w życiu robiła to poważnie, nie na pokaz. Po kilku minutach dotarli na miejsce Katarina, Garen, Xin i Aron. Właściwie Caitlyn dzwoniła tylko po dziewczynę ale Garen uparł się, że weźmie Xina i pójdą razem, bo to może być niebezpieczne, a Aron koniecznie też chciał. Czerwonowłosa pewna, że tylko przyjdą, zobaczą kilka ciał, usłyszą od policjantki pretensje, może Talon dostanie jakąś karę i pójdą do domu, wkroczyła pewnie w środek zamieszania. Jej piękny uśmiech pełen pewności siebie znikł w chwili, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Od razu podbiegła do nich nie wierząc w to co widzi. Padła na kolana, a w jej zielonych oczach widniało teraz tylko załamanie. Nie chciała jednak pokazać słabości, więc mimo łez spływających po jej twarzy złapała dziewczynkę za ramię i lekko pociągnęła.
- Reina...wstań...on nie żyje...
- Nie! On żyje! Musi żyć! Jego nie da się zabić, to nie prawda! Zobaczysz to jest ...to...to...Nie! - czarnowłosa sama nie wiedziała, jak inaczej można wytłumaczyć to, co się dzieje. Znów przylgnęła ciałem do drugiego i objęła go mocniej ramionkami.
- Zostaw go...
- Nie! Nie zostawię! Ty nie rozumiesz! Ja sobie bez niego sobie nie poradzę!
- Ja też... - dziewczynka spojrzała na nią zdziwiona. Jak to Katarina sobie nie poradzi? Ona? Niby jak? - Nie dam rady...bez niego...nie ma mnie...Talon....- wyszeptała, powoli głaskając jego zimny policzek. Chłopcy stali z tyłu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Patrzyli na scenę z szokiem na twarzach. Tylko Aron jakby był zamyślony.
- Dziewczyny...chodźcie stąd... - powiedział cicho Garen jakby bojąc się reakcji.
- Nie! Zamknij się! To twoja wina! - krzyknęła czerwonowłosa i pierwszy raz od długiego czasu rzuciła w niego sztyletem. Nie trafiła ale sam fakt, że rzuciła wstrząsnął nim na tyle, że po prostu złapał ją za ramiona i podniósł, trzymając mocno tak żeby się nie wyrwała. Pierwszy raz widział ją w takim stanie. Oczy miała czerwone od płaczu, włosy potargane, a wargi spuchnięte. Wstrząsnął nią kilka razy żeby w miarę się uspokoiła.
- Wyjaśnij mi dlaczego to niby moja wina.
- Bo gdyby nie ty, ja była bym z nim zamiast tej idiotki! Gdybym nie siedziała z tobą tylko z nim teraz to do tego by nie doszło!
- Aha. Miło wiedzieć, że wolisz jego!
- Właśnie w tym problem, że wolę ciebie idioto! Moja miłość do ciebie jest tylko i wyłącznie problemem! - to zabolało. Nawet bardzo. Chłopak puścił ją i odszedł w stronę przyjaciela. Zostali jednak, widząc że Riven właśnie przybiegła. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo od razu leżała na ziemi pod wpływem uderzenia.
- Zabiję cię - syknęła Katarina, patrząc na drugą z nienawiścią.
- O co ci chodzi?! Ja też go kocham, powiedz, że nic mu nie jest!
- Gdybyś strachliwa suko pomogła Reinie to by żył! Dziecko do chuja zabiło połowę gangu, a ty dopiero wyszłaś?! Czy ty kurwa myślisz kobieto kiedyś?!
- On... on nie żyje?
- TAK KURWA NIE ŻYJE! I TO TWOJA WINA! Czy ty widzisz to małe stworzenie? - wskazała na Reinę która cały czas tej samej pozycji klęczała. - Ja sobie poradzę, ale ona nie. Talon był pierwszą osobą w jej życiu, która się nią na prawdę zajmowała, która się o nią martwiła, a przez ciebie ona go nie ma. Gdybyś ruszyła dupę i przyszła tu z nią to by nadal żył, wiesz? Ale nie bo kochana Rivenka boi się malutkiego gangu! Kurwa to dziecko zrobiło coś czego nawet ja bym nie potrafiła, śmiało mogłaabym ci powiedzieć ''kochanie przy niej nic by ci nie zrobili.'' Ale po co skoro ty i tak się bałaś!
- Kata...przestań...to nie była niczyja wina...jak już to moja... - dziewczynka otarła łzy lecz po chwili kolejny znów pomoczyły jej policzki. Wszyscy spojrzeli na najmłodszą, która dalej płacząc przeczesywała teraz jego czekoladowe kosmyki. - Gdyby nie ja...on nie powiedział by jej tego, przez co go zabiła. Gdybym nie złamała tego pieprznego patyka nie bał by się coś mi zrobi i by coś wymyślił. Na pewno by coś wymyślił. - Siedziała tak i płakała dalej przypominając sobie, dlaczego tak właściwie jest jej smutno. Przez te kilka tygodni z nim przeżyła więcej szczęśliwych chwil niż przez całe swoje życie, w sumie to były jedyne miłe wspomnienia jakie miała. Porównując mieszkanie z Talonem, do sierocińca to nawet budzenie jej kubłem zimnej wody o świcie, było miłe. Nawet kiedy krzyczał na nią za minimalne niebezpieczeństwo, jak chodzenie kiedy jest ciemno po tych gorszych ulicach. Nawet jego potrawy, których jeść się nie dało, bo były okropne były dla niej czymś wspaniałym. Nie wspominając już nawet o tych chwilach kiedy siedzieli wykończeni po treningu i usłyszała od niego głupie ''ładnie dzisiaj pracowałaś'' , albo ''masz talent'' . Jego pełen dumy uśmiech był najlepszą rzeczą jaką widziała w życiu. Kiedy czesał jej włosy, albo przypominał codziennie o myciu zębów, albo po prostu nosił na plecach, kiedy nie chciało jej się iść. - Chociaż... - delikatnie obróciła głowę w kierunku starszych dziewczyn, i owiała mokrym spojrzeniem białowłosą. - Prosiłam cię żebyś ze mną poszła. Ty nie chciałaś. Jakbyś odwróciła jej uwagę to bym bez problemu zabrała jej broń. Ale...ja byłam pewna że on nie był nabity...a pewno nie był...
- Reinuś... mogłaś się pomylić, mi też czasem się zdarza.
- Nie zdarza! Gdybym słyszała ten cholerny pocisk, zabiła bym ją od razu! To moja wina!
- To nie jest twoja wina... starałaś się. Jestem pewna że byłby pod wrażeniem tego co zrobiłaś...
- Pewnie znowu by miał pretensje że jestem za mała... - obie uśmiechnęły się przez łzy.
- I na pewno nazwał by cię swoim małym psychopatą...
Nagle zaczął padać deszcz, powoli zmywając krew chłopaka z chodnika...
- Powiedzcie gdzie on jest!? - usłyszeli nieprzyjemny, damski głos. Talon spojrzał z przerażeniem na drzwi od sali i zbladł.
- Pod łóżko - powiedział nie zmieniając miny.
- Co? - Reina nie widziała za bardzo, o co mu chodzi.
- Pod łóżko się schowajcie jedna z drugą! Teraz! - chłopak prawie zerwał się z materaca i pociągnął dziewczyny na glebę.
- Błagam, powiedz, że oni nie szukają ciebie! - syknęła białowłosa, robiąc dziewczynce miejsce obok siebie.
- Możliwe, nie wychodźcie na razie.
- Zabije cię..... - westchnęła. Po chwili do pokoju weszła wysoka, piękna kobieta. Białe włosy sięgały jej do połowy pleców, szczupłe ciało okrywały obcisłe ubrania z zielonej skóry. Mocny makijaż na twarzy dodawał jej spojrzeniu specyficznego błysku. Wąskie usta podkreślone miała czerwoną szminką.
- Wiesz....szukałam cię od dwóch dni. A ty cały czas byłeś pod moim nosem - uśmiechnęła się złowieszczo.
- Może porozmawiamy, co?
- Nie. Ja jestem osobą cierpliwą, zniosę wiele. Znoszę, że zabijasz moich ludzi bez powodu, znoszę że jesteś bardziej szanowany razem z tą rudą niezdarą bardziej ode mnie, znoszę że nigdy nie bierzesz mnie na poważnie...
- Posłuchaj....ja...
- Ja teraz mówię! Nie przerywaj mi. Rozumiem bycie zawodowym zabójcą, rozumiem nie mieć sumienia, ale zabić niewinne pięcioletnie dziecko?!
- Ja jej nic nie zrobiłem! Sama na mnie wbiegła! To twoja wina, że wpuszczasz takie małe dziecko do pomieszczenia pełnego kryminalistów! Ja jej biegać nie kazałem, tym bardziej na mój sztylet! Trzeba było ją nauczyć, że jak coś jest ostre to się uważa!
- Czy ty mi właśnie wmawiasz, że to moja wina!?
- Nie wmawiam, bo to jest twoja wina. Może jestem potworem ale nie zabiłbym takiego małego człowieka.
- Idziemy - warknęła, w jednej sekundzie strzelając chłopakowi w nogę, a ten upadł żałośnie na ziemie. - Jakie to piękne. Wielki Talon leży przede mną bezbronny.
- Nie moja wina, że zabrali mi w recepcji broń.
- Zamknij się już, dobra? Zabrać go - warknęła nieco głośniej, na co do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Dosłownie wyciągnęli go za drzwi. Białowłosa uśmiechnęła się do siebie i wyszła za nimi. Reina od razu wyskoczyła z ukrycia i pognała do drzwi.
- Reina!
- Co?! Trzeba mu pomóc przecież! Jest teraz bezbronny!
- Tak samo jak ty. Słuchaj masz talent i ogólnie jesteś bardzo zdolna, ale to nie jest zabawa. To nie jest jedna osoba, to jest cały gang. Nie damy sobie rady nawet we dwie.
- Ja do niego idę. A ty masz mi pomóc.
- Nigdzie nie idziesz. Ja tym bardziej tam nie wyjdą lubię żyć i nie chcę żeby mnie zabili.
- Nie to nie.- Otworzyła drzwi i wybiegła na korytarz. Wyszła na zewnątrz, gdzie jej opiekun leżał już na środku ulicy. Wokół niego stało około dziesięciu uzbrojonych osób. Były tam też dziewczyny. Chciała podejść ale nadepnęła na patyk który się złamał pod wpływem jej ciężaru. Kobieta od razu podeszła do niej i ciągnąc ją za włosy przyprowadziła do Talona.
- Wiesz....w sumie chciałam cię zabić, ale jaka z tego zemsta? Zabiłeś mi córkę, więc ja zabiję tą małą - powiedziała przykładając lufę do skroni dziewczynki.
- Tylko spróbuj!
- Talon spokojnie, nic mi nie zrobi - powiedziała spokojnie dziewczynka. Jej instynkty mówiły jej, że broń nie jest naładowana, więc spokojnie stała dalej, wymyślając jakikolwiek plan.
- To nie jest to samo!
- Ona jest dla ciebie tak samo ważna, jak moja córka dla mnie, więc tak to jest to samo.
- Nie. A wiesz czemu? Bo Reina ma mózg. Twoja córka była tak tępa że czasami miałem wątpliwości czy nie posiada jakiejś wady genetycznej. W wieku pięciu lat nabić się samemu na sztylet jak na szaszłyk? Kiedy ona się mówić nauczyła? W sumie jej nie żałuję przynajmniej nie będzie kaleczyć świa... - jego wypowiedź została przerwana strzałem. Reina patrzyła z szokiem na twarzy jak jej ukochany opiekun upada bezwładnie na ziemię. Nie wiedziała jakim cudem, ale jej ciało wołało aby zabić wszystkich tych ludzi dookoła. I tak też się stało. Talon ostatnimi spojrzeniami zobaczył upadające wokół niego ciała. A Reina dalej stała w miejscu, z łzawiącymi oczami. Więc kto zabił tych ludzi? Ewidentnie to też była Reina. Kilka Rein. Nie miał pojęcia jak ona to zrobiła ale było jej wszędzie pełno. Klony po wykonaniu zadania rozpłynęły się po prostu, a pierwotna wersja dokończyła dzieło i wbiła sztylet w ciało trzymającej ją kobiety. Od razu podbiegła do ciała długowłosego i przykleiła się do niego. Cała ulica słyszała jej głośne łkanie. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jego już nie ma. Że nigdy na nią nie nakrzyczy, że nie będzie się o nią martwił, że nie będzie jej uczył, że nie będą razem jedli...to wszystko było niemożliwe. Talon był pierwszą osobą w jej krótkim życiu, która na prawdę się o nią martwiła. Pierwszą osobą, z którą poczuła jakąkolwiek więź. A teraz jego już nie ma. I nie będzie. Jego ciało powoli traciło ciepło i stawało się zimne, a dziewczynka cały czas tuliła go do swojego drobnego ciała, płacząc coraz głośniej. Pierwszy raz w życiu robiła to poważnie, nie na pokaz. Po kilku minutach dotarli na miejsce Katarina, Garen, Xin i Aron. Właściwie Caitlyn dzwoniła tylko po dziewczynę ale Garen uparł się, że weźmie Xina i pójdą razem, bo to może być niebezpieczne, a Aron koniecznie też chciał. Czerwonowłosa pewna, że tylko przyjdą, zobaczą kilka ciał, usłyszą od policjantki pretensje, może Talon dostanie jakąś karę i pójdą do domu, wkroczyła pewnie w środek zamieszania. Jej piękny uśmiech pełen pewności siebie znikł w chwili, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Od razu podbiegła do nich nie wierząc w to co widzi. Padła na kolana, a w jej zielonych oczach widniało teraz tylko załamanie. Nie chciała jednak pokazać słabości, więc mimo łez spływających po jej twarzy złapała dziewczynkę za ramię i lekko pociągnęła.
- Reina...wstań...on nie żyje...
- Nie! On żyje! Musi żyć! Jego nie da się zabić, to nie prawda! Zobaczysz to jest ...to...to...Nie! - czarnowłosa sama nie wiedziała, jak inaczej można wytłumaczyć to, co się dzieje. Znów przylgnęła ciałem do drugiego i objęła go mocniej ramionkami.
- Zostaw go...
- Nie! Nie zostawię! Ty nie rozumiesz! Ja sobie bez niego sobie nie poradzę!
- Ja też... - dziewczynka spojrzała na nią zdziwiona. Jak to Katarina sobie nie poradzi? Ona? Niby jak? - Nie dam rady...bez niego...nie ma mnie...Talon....- wyszeptała, powoli głaskając jego zimny policzek. Chłopcy stali z tyłu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Patrzyli na scenę z szokiem na twarzach. Tylko Aron jakby był zamyślony.
- Dziewczyny...chodźcie stąd... - powiedział cicho Garen jakby bojąc się reakcji.
- Nie! Zamknij się! To twoja wina! - krzyknęła czerwonowłosa i pierwszy raz od długiego czasu rzuciła w niego sztyletem. Nie trafiła ale sam fakt, że rzuciła wstrząsnął nim na tyle, że po prostu złapał ją za ramiona i podniósł, trzymając mocno tak żeby się nie wyrwała. Pierwszy raz widział ją w takim stanie. Oczy miała czerwone od płaczu, włosy potargane, a wargi spuchnięte. Wstrząsnął nią kilka razy żeby w miarę się uspokoiła.
- Wyjaśnij mi dlaczego to niby moja wina.
- Bo gdyby nie ty, ja była bym z nim zamiast tej idiotki! Gdybym nie siedziała z tobą tylko z nim teraz to do tego by nie doszło!
- Aha. Miło wiedzieć, że wolisz jego!
- Właśnie w tym problem, że wolę ciebie idioto! Moja miłość do ciebie jest tylko i wyłącznie problemem! - to zabolało. Nawet bardzo. Chłopak puścił ją i odszedł w stronę przyjaciela. Zostali jednak, widząc że Riven właśnie przybiegła. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo od razu leżała na ziemi pod wpływem uderzenia.
- Zabiję cię - syknęła Katarina, patrząc na drugą z nienawiścią.
- O co ci chodzi?! Ja też go kocham, powiedz, że nic mu nie jest!
- Gdybyś strachliwa suko pomogła Reinie to by żył! Dziecko do chuja zabiło połowę gangu, a ty dopiero wyszłaś?! Czy ty kurwa myślisz kobieto kiedyś?!
- On... on nie żyje?
- TAK KURWA NIE ŻYJE! I TO TWOJA WINA! Czy ty widzisz to małe stworzenie? - wskazała na Reinę która cały czas tej samej pozycji klęczała. - Ja sobie poradzę, ale ona nie. Talon był pierwszą osobą w jej życiu, która się nią na prawdę zajmowała, która się o nią martwiła, a przez ciebie ona go nie ma. Gdybyś ruszyła dupę i przyszła tu z nią to by nadal żył, wiesz? Ale nie bo kochana Rivenka boi się malutkiego gangu! Kurwa to dziecko zrobiło coś czego nawet ja bym nie potrafiła, śmiało mogłaabym ci powiedzieć ''kochanie przy niej nic by ci nie zrobili.'' Ale po co skoro ty i tak się bałaś!
- Kata...przestań...to nie była niczyja wina...jak już to moja... - dziewczynka otarła łzy lecz po chwili kolejny znów pomoczyły jej policzki. Wszyscy spojrzeli na najmłodszą, która dalej płacząc przeczesywała teraz jego czekoladowe kosmyki. - Gdyby nie ja...on nie powiedział by jej tego, przez co go zabiła. Gdybym nie złamała tego pieprznego patyka nie bał by się coś mi zrobi i by coś wymyślił. Na pewno by coś wymyślił. - Siedziała tak i płakała dalej przypominając sobie, dlaczego tak właściwie jest jej smutno. Przez te kilka tygodni z nim przeżyła więcej szczęśliwych chwil niż przez całe swoje życie, w sumie to były jedyne miłe wspomnienia jakie miała. Porównując mieszkanie z Talonem, do sierocińca to nawet budzenie jej kubłem zimnej wody o świcie, było miłe. Nawet kiedy krzyczał na nią za minimalne niebezpieczeństwo, jak chodzenie kiedy jest ciemno po tych gorszych ulicach. Nawet jego potrawy, których jeść się nie dało, bo były okropne były dla niej czymś wspaniałym. Nie wspominając już nawet o tych chwilach kiedy siedzieli wykończeni po treningu i usłyszała od niego głupie ''ładnie dzisiaj pracowałaś'' , albo ''masz talent'' . Jego pełen dumy uśmiech był najlepszą rzeczą jaką widziała w życiu. Kiedy czesał jej włosy, albo przypominał codziennie o myciu zębów, albo po prostu nosił na plecach, kiedy nie chciało jej się iść. - Chociaż... - delikatnie obróciła głowę w kierunku starszych dziewczyn, i owiała mokrym spojrzeniem białowłosą. - Prosiłam cię żebyś ze mną poszła. Ty nie chciałaś. Jakbyś odwróciła jej uwagę to bym bez problemu zabrała jej broń. Ale...ja byłam pewna że on nie był nabity...a pewno nie był...
- Reinuś... mogłaś się pomylić, mi też czasem się zdarza.
- Nie zdarza! Gdybym słyszała ten cholerny pocisk, zabiła bym ją od razu! To moja wina!
- To nie jest twoja wina... starałaś się. Jestem pewna że byłby pod wrażeniem tego co zrobiłaś...
- Pewnie znowu by miał pretensje że jestem za mała... - obie uśmiechnęły się przez łzy.
- I na pewno nazwał by cię swoim małym psychopatą...
Nagle zaczął padać deszcz, powoli zmywając krew chłopaka z chodnika...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz