piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 27 Zabawka, na jedną noc [-+18]

      Serio myśleliście że zabiję najlepszą postać ?!...oprócz Reiny oczywiście xd Ojejej moje kochane naiwniaki kocham was....ale komentujcie do cholery bo mi smutno jak widzę że moja ciężka, chujowa bo chujowa, ale jednak ciężka praca nie jest doceniana <3 A właśnie! Zapraszam na mojego snapa: dukkeoun    - będziecie mogli podglądać w jakim stanie są nowe rozdziały, albo z czego biorę inspirację 


 - Talon....nie odchodź......błagam....zostań.....- Reina powtarzała bezskładnie słowa, nadal klęcząc. Nie przejmowała się że w wyniku ulewy jej włosy są całe przemoczone. Była tam cały czas, i nie miała zamiaru opuszczać swojego ukochanego opiekuna. Katarina patrzyła na ten widok i dusiła się własną śliną. Pierwszy raz w życiu nie miała najmniejszej ochoty przestać płakać. Aron widząc ten obraz, powoli podszedł do dziewczyn, i położył rękę na ramieniu młodszej. 
- Nie płacz...zaraz będzie dobrze. - Uśmiechnął się promiennie i kazał się kawałek odsunąć. Nie miały zamiaru tego robić, więc za namową chłopca, Xin z przyjacielem odciągnęli je siłą, mimo że sami nie wiedzieli co on właściwie planuje. Brunet pochylił się nad zabójcą i przejechał paluszkami po ranie w jego brzuchu. Brudną od krwi ręką pogłaskał jego zimny policzek i uśmiechnął się uroczo do niego. Miejsca których dotykał stawały się rumiane.
- Talon, słonko. Wstawaj...- Wyszeptał mu do ucha, przez co wyczuł jak serce chłopaka minimalnie drgnęło. Drugą rękę przeniósł pod jego bezwładną głowę i podniosł ją lekko, wplatając palce w czekoladowe włosy. Przez chwilę bawił się gumką którą była część z nich związana. Dłonią z policzka teraz głaskał jego klatkę piersiową. Zbliżył twarz do Talona, i złączył ich wargi. Przez chwilę po prostu dotykał swoimi, tych zimnych, ale po chwili wsunął swój gorący język do środka. Lizał przez chwilę mięsień Talona, aż chłopak nie zaczął oddawać pocałunku. Po chwili, skośnooki wyczuł jak ciało pod nim powolutku odzyskuje temperaturę. Usłyszał przyspieszone tętno, które po chwili zwolniło, przyspieszyło, zwoliło, i tak w kółko. Zaraz potem zabójca podniósł z ledwością swoją rekę i ułożył ją w tali chłopca. Na ten gest Aron, cmoknął jeszcze raz i pogładził jeszcze kciukiem jego policzek. Talon uchylił lekko swoje brązowe oczy, i spojrzał na twarz przed sobą. Nadal był ciężko ranny, i bardzo słaby, ale przynajmniej żył. Chłopiec odsunął się ukazując prawie całego i zdrowego Talona pozostałym. Uśmiechnął się niewinnie i czmychnął wtulając się w Xina, jakby przed chwilą wcale nie całował namiętnie innego, na jego oczach. Dziewczyny patrzyły w szoku jak chłopak patrzy na nie rozkojarzonym wzrokiem. Właściwie nie rozumiał co się stało. Pamiętał tylko kłotnie...Reinę zabijającą tych ludzi....potworny ból....i ciemność...aż w końcu ten słodki głosik wyrwał go z tej ciemności. A potem było tylko ciepłe mrowienie w brzuchu, a po chwili odzyskał władzę nad ciałem. Siedział cały czas na ziemi, a wszystkie jego myśli ogarniał niewyobrażalny ból brzucha. Trzy dziewczyny podbiegły do niego, i wtuliły twarze w jego ciało. Oprócz Riven, ona tylko chciała, ale strzylecik przy jej szyi skutecznie ją do tego zniechęcił. 
- Co ty robisz? - Skierowała głos pełen pretensji do Katariny, ale o dziwo ta ręce miała zajęte obejmowaniem przyjaciela.
- To nie ona. Nawet nie myśl że ci pozwolę. - Syknęła Reina nie cofając ręki. Zimne, złote spojrzenie tak przeraziło białowłosą, że nie była w stanie się ruszyć.
- Ty sobie żartujesz?
- Mogłam zginąć do cholery! Talon teoretycznie zginął! Powiedziała bym, że cię nienawidzę ale szczerze mam to w dupie, po prostu nie mam teraz ochoty cię oglądać, i się do niego nie zbliżysz. 
- Talon powiedz jej coś!
- Ale co? Czy ona nie ma racji? Ty tu jesteś dorosłą tak? To ty powinnaś kazać jej zostać w szpitalu i przyjść mi pomóc. 
- Miałam narażać moje życie?
- A czy na tym nie polega miłość? Nie znam się zbytnio na uczuciach ale gdybym była na twoim miejscu nawet bym się nie zastanawiała.- Katarina mówiąc to, pomogła jako tako wstać chłopakowi, który nadal trzymał się ledwo na nogach. Obrzuciła ją nienawistym spojrzeniem, a Riven złożyła ręce na krzyż. 
- Co ty możesz wiedzieć o miłości? Jesteś bezduszną gnidą, której wszyscy się boją. 
- Gdybym go nie trzmała dostałabyś po mordzie. 
- Ja go nie trzymam....- Zaśmiała się wesoło Reina i pociągnęła dziewczynę za dłoń, po czym przeżuciła ją sobie przez plecy. Talon przyglądał się temu, ale nie miał siły jakoś zareagować. Wszystko mu się rozmazywało i nieprzyjemnie kręciło się w głowie. Znów zrobiło mu się ciemno przed oczami, i mimo asekuracji ze strony czerwonowłosej przechylił się do przodu i prawie upadł. Dopiero teraz Katarina przytrzymała go naprawdę mocno. 
- Garen pomóż mi! 
- Nie.
- Jak nie? On jest ranny, jesteś rycerzem, bohaterem, jesteś Crowngard, pomóż mu! 
- Skoro on jest taki, lepszy ode mnie, niech sobie sam pomoże. 
- Garen! - Chłopak westchnął, i nadal niezadowolony wziął Talona na ręce, jak pannę młodą.
- Dzięki... - Wyjęczał zachrypiałym głosem długowłosy, i oparł głowę o tors drugiego. 
- Idziemy.....?
- Do Talona. Ten szpital i tak nie nadaje się teraz do użytku, a ja go poskładam sama.
- Kata...on ma kulę w ciele ... nie dasz rady ... chyba że ... Aron! Idziesz z nami!



- Jak ty to zrobiłeś!? - Krzyknął odrobinę za głośno Xin, ściskając swój mały skarb.
- Długa historia ... opowiem ci, jak będziemy w domu, w ciepłym łóżku. Teraz chodź, trzeba im pomóc. - Zachichotał, ciągnąc starszego za rękę. 


         Katarina, właśnie operowała szczypcami w brzuchu przyjaciela. Z ich trybem życia wyciąganie z siebie nawzajem kul to była u nich norma, ale nigdy nie robiła tego, w aż tak poważnym miejscu. Nigdy, nie zdarzyło im się właściwie być w poważniejszym stanie, niż lekkie draśnięcię, albo ewentualnie pocisk w ramieniu, czy nodze. 
- Jak ty to właściwie zrobiłeś? - Zagadnęła Arona, aby zająć swój umysł czymkolwiek innym, byle nie myśleć, że właśnie widzi kawałeczek mostka swojego najlepszego przyjaciela.
- Długa historia.... Głównie to dzięki jednemu z moich....tak jakby.... partnerów? - Na te słowa, obejmujący go Xin spiął się lekko, ale nie odezwał.
- No mów! - Zaciekwiona umięjętnościami, chłopaka Reina radośnie pisnęła, podskakując na stole. 
- Reina, idź zmyj z siebie tą całą krew co? 
- Jak usłyszę historię to pójdę!
- Ale ja nie chcę o tym rozmawiać.
- Mów coś, bo będą mi się ręce trzęsły! - Zielone spojrzenie, spowodowało u niego dreszcz. 
- Okej.... To było tak że... był taki facet, i on uczy w szkole w Piltover, istot nadnaturalnych, i ogólnie miał na tym punkcie bzika, i miał w sypialni pełno książek o tym, i raz mnie zamknął, i wyszedł do pracy, więc musiałem u niego siedzieć, to wziąłem pierwszą lepszą i sobie czytałem, i zauważyłem że jest takie coś....teraz nie pamiętam nazwy, i to coś...ogólnie opis pasował do mnie, i tam było napisane że mogę przywrócić do życia osobę którą kocham, ale biorąc pod uwagę ilość nienawiści której doświadczyłem, działa to na osoby które po prostu lubię.


- Uspokój się. - Syknęła Karina, kiedy klatka piersiowa jej przyjaciela, niebezbiecznie szybko unosiła się i opadała. 
- Jak mam się uspokoić, kiedy grzebież w moim ciele? 
- Cały czas dawałeś radę. Proszę cię nie ruszaj się, bo to wcale nie jest takie proste na jakie wygląda.
- Właśnie, że jest. - Westchnął Garen.
- A skąd ty niby możesz wiedzieć? - Chłopak wstał przesunął dziewczynę na bok i wyrwał jej z dłoni szczypce. Po dwóch minutach powoli wyciągnął pocisk. - Jak ty to zrobiłeś?! 
- Normalnie. Ręcę mi się nie trzęsą tak jak tobie.






- Nadal nie mogę uwierzyć że zostałaś. 
- Ty też byś ze mną został, napij się. - Czerwonowłosa podała mu kubek z wodą. 
- Garen nie będzie zły?
- Już pewnie jest. Jesteś głodny? Nic cię nie boli?
- Nie, nie jestem głodny, ale brzuch boli mnie kurewsko i chyba mam gorączkę. 
- Faktycznie masz. - Powiedziała, po przyłożeniu dłoni do jego czoła. Po chwili do pomieszczenia weszła Reina z zimnym okładem i położyła go na czole opiekuna. Jej wyczulony słuch pomógł jej usłyszeć ich rozmowę, a skoro, i tak była w kuchni, to przyotowała mokry ręczniczek dla chłopaka. Usłyszała też szczęk zamka. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku. 
- Jak ty tu weszłaś? - Zapytała wściekle zielonooka. Widząc Riven.
- Mam klucze. Z Talonem już lepiej? 
- Dałeś jej klucze?! - Katarina zignorowała pytanie. Do tej pory była jedyną osobą która miała wstęp do tego miejsca, kiedy chciała, nie licząc Reiny oczywiście. Dziwne uczucie, pojawiło jej się w podbrzuszu. Myślała przez chwilę że nawet może być jej z tego powodu przykro. Talon tak szybko zaufał tej dziewczynie? Przecież miał ją, przecież była tu Reina, po co mu ktoś jeszcze? Nie chciała, ale jednak ewidentnie była zazdrosna. 
- Dałem. Nie kłoćcie się. 
- Ty nie jesteś na nią zły!? 
- Jestem, ale to nie zmienia faktu że jestem zbyt słaby żeby coś z tym zrobić. Riven, jak już przyszłaś to możesz się do czegoś przydać i nalać mi wody do wanny. 
- Ja cię umyję, pamietasz co ostatnio się stało, jak brałeś prysznic z raną postrzałową? 
- Ja go umyję, to mój chłopak.
- Widać było jak bardzo to twój chłopak. 
- A co zazdrosna?
- Nie mam o co.
- Polemizowała bym.
- Zamkniecie się wreszcie? Obie widziałyście mnie nago, więc co za różnica? 
- Bo teraz jesteś mój.
- Riven! Nie jestem twoją własnością! Sam się nie umyję na pewno, więc ogarnijcie dupy! Kata idzie ze mną a ty i Reina zróbcie coś do jedzenia!Koniec dyskusji.  - Chłopak skrzywił się, i przycisnął ramiona do rany, przez co trochę krwi znów wypłynęło, i ukazało się w postaci czerwonej plamy na bandażu.


- Na pewno nic ci nie jest? - Spytała białowłosa wiążąc jego włosy w wysoki kok.
- Już nie jest mi tak słabo.
- To dobrze...Ja muszę już iść, mam jutro pracę rano. 
- Idź, ale żeby było jasne, nadal jestem na ciebie wściekły.
- Pewnie. 



         Reina spała grzecznie w swoim, ostatnio kupionym łóżku, postawionym, z braku miejsca przy ścianie w salonie. Jej nauczyciele przypatrywali się jej spokojnej twarzy, pierwszy raz od dłuższego czasu spędzali czas w swoim towarzystwie nic nie robiąc. Przeszli na kanapę i zaczęli jeść przygotowane kanapki. Talon bez przerwy się uśmiechał, co chwile zerkając na swoją przyjaciółkę.
- Musimy tak częściej siedzieć. - Zaśmiała się.
- Kiedyś prawie się od siebie nie odrywaliśmy...
- Fajnie było.
- Właśnie...było... a może byśmy do tego wrócili co?
- Chętnie, ale nie mogę zaniedbywać mojego rycerza.
- Katarina, ja nie myślę teraz o sobie, tylko o tobie. Zobacz, kiedyś byliśmy nierozłączni, wszyscy się nas bali, ty kryłaś mnie, ja kryłem ciebie. Nigdy nie doszło do tego, że ktoś chociaż śmiał planować atak na naszą dwójkę. A teraz? Ciebie porwali, mnie chcieli zabić, następnym razem może ci się stać coś poważnego, i co wtedy?
- Nie przesdzaj, spędzamy ze sobą czas. Trenujemy Reinę...
- Tylko trenujemy Reinę, poza tym praktycznie wcale się nie widujemy. Tęsknie za tobą. 
- Masz Riven.
- Widziałaś jak to się skończyło. Na co mi ktoś przez kogo ja zginąłem, a najważniejsza dla mnie osoba mogła zginąć. 
- Ty ją w końcu kochasz czy nie?
- Oczywiście że nie. Kocham tylko was, ona jest tylko dla zspokojenia moich potrzeb. Kogoś mieć przecież muszę, żeby nie myśleć o tobie. 
- Myślisz o mnie?
- Kata, ja cię błagam, jesteś najseksowniejszą osobą jaką znam, jedyna mnie rozumiesz, sama sobie poradzisz, nie trzeba się o ciebie bać, jesteś idealna. - Czerwonowłosa zaśmiała się wesoło, odrwacając wzrok. 
- Powtórz. 
- Jesteś idealna?
- Tak, powiedz to jeszcze raz.
- Jesteś idalna. - Obydwoje zaczęli się chciotać, sami nie wiedząc właściwie czemu. 
- Całe życie czekałam aż mi to powiesz, zabawne dlaczego nastąpiło to dopiero, kiedy nie ma to już dla mnie znaczenia.
- Tobie nie da się dogodzić co? - Zapytał z szerokim uśmiechem pochłaniając kanapeczkę. 
- A tobie niby się da?
- Jakbyś się postarała to pewnie by się dało. - Cały czas ze śmiechem na ustach, Katarina złapała chłopaka za dłonie i przewróciła delikatnie do pozycji leżącej. Teraz jej pośladki, leżały między jego nogami, w dość stratrgicznym miejscu, a jej twarz cały czas uśmiechnięta zwisała nad jego własną. 
- Mam się postarać mówisz?
- Przestań. 
- Czemu? - Jego twarz nagle zrobiła się ponura. 
- Bo ja nie wytrzymam i ci coś zrobię. Zejdź ze mnie. 
- Talonku, w twoim stanie nie zrobiłbyś nic dziecku, jestem bezpieczna. - Uśmiech zszedł jej z twarzy, kiedy poczuła na swoim biodrze coś czego wcześniej tam nie było. Twarz chłopaka przybrała uroczych rumieńcow, które za żadne skarby do niego nie pasowały. Uniosła wrednie prawy kącik ust i z premedytacją otarła się swoim ciałem o prawie twardego penisa, przez co Talon jęknął.
- Reina....
- Śpi jak zabita, nie usłyszy.
- A Garen?
- Czego Garen nie widzi, tego mu nie żal, a poza tym, mam na ciebie taką straszną ochotę teraz, że nie mam zamiaru odpuszczać. 
- Chcesz spełnić moje wieloletnie pragnienia?
- A ty chcesz być moją zabawką? Przygodą na jedną noc. Chcesz być wykorzystany dla mojej przyjemności? 
- Chcę. - Zaczęli się śmiać, a Katarina powoli zbliżała swoje usta do jego. 
- Jaka ta sytuacja jest głupia 
- Jest bardzo głupia - Przez pięć minut całowali się i badali dłońmi swoje ciała, nie przerywając śmiechu. Usta dziewczyny powędrowały na jego obojczyki, nadgryzając je lekko. Cały czas pod nosem cichutko chichoczeli, cała ta sytuacja bawiła oboje, tyle lat razem żyli a dopiero teraz doszło między nimi do takiego zbliżenia, mimo uczuć jakimi siebie dażyli. Talon chciał się podnieść, aby zdjąć z niej spodnie, ale widząc grymas bólu na jego twarzy dziewczyna, wstała i sama się tym zajęła, ściągając od razu bieliznę. Kiedy już stała, zsunęła spodnie chłopaka i odłożyła je obok swoich. Ze śmiechem na ustach wróciła do całowania jego warg. Złapał ją pewnie za pośladki, masując je okrężnymi ruchami. Dziewczyna złapała jego przyrodzenie, i wsunęła w swoje chętne wnętrze. Oboje westchnęli, znów się śmiejąc. Powoli zaczęła się unosić i opadać na biodrach. Talon chcąc też dać coś od siebie, na próbę poruszył biodrami, przez co syknął, kiedy mięśnie brzucha spięły mu się boleśnie.
- Nie ruszaj się. - Zaśmiała się wesoło.
- Ale ja też chce ci sprawić... - W połowie zdania czerowonowłosa zajęła mu usta własnymi. 
- Zapewniam że jest mi idealnie. - Mruknęła, zmieniając tępo ruchów. Mruknęła z przyjemności obadając na jego gołą klatkę piersiową. Wtuliła nos w zgłębienie jego szyi i mruczała, co chwilę jęcząc jakieś niezrozumiałe słowa. Po kilku chwilach oboje doszli, a Katarina poczuła ciepłą ciecz wylewającą się do jej wnętrza. Znów wpadli w niezrozumiały śmiech, po czym wstała i ubrała bieliznę. Pomogła chłopakowi wstać i rozłożyła kanapę, uprzednio wyciągając z niej pościel. Położyli się wtualając w swoje ciała. 

          
- Reina... Wstawaj... - Katarina lekko pociągnęła dziewczynkę za warkocz. 
- Nie 
- No wstawaj idziemy szpiegować, kochasz szpiegować
- Jestem zmęczona, jakbyście się nie pieprzyli pół nocy to może bym się wyspała - Oboje spojrzeli na nią z przerażeniem 
- Tylko nikomu o tym nie mów, a tym bardziej Garenowi - Chłopak spojrzał jej głęboko w oczy 
- Powiem, jak nie dacie mi spać - Uśmiechnęła się chytrze a w jej spojrzeniu dostrzegli groźny błysk, po czym lewy kącik jej ust uniósł się triumfalnie do góry 
- Uwielbiam cię wiesz? - Katarina poczochrała jej włosy, dumna, ze swojej roboty. Faktycznie zrobili z niej bezduszną bestyjkę myślącą o własnych korzyściach z każdej sytuacji - Okej idź spać - Zaśmiała się i pociągnęła Talona za sobą do drzwi, nadal uważając aby nie uszkodzić go bardziej.   


 ~* kilka dni później *~

        Katarina obudziła się równo ze wschodem słońca. Ze względu na porę roku i tak było to dość późno. Zegarek wskazywał godzinę ósmą. 
- Garen... Idź mi po śniadanko... - Zamruczała drapiąc paznokciami jego odkrytą klatę. 
- Już idę... - Wyjęczał sennie, po czym uchylił powieki. - Co ci się śniło? - To pytanie było ich małą tradycją, zawsze po przebudzeniu rozmawiali o wytworach swoich umysłów. 
- Nic ciekawego... - Z pociesznego uśmiechu, jej twarz przybrała lekko zdziwiony wyraz. Zmarszczyła szpetnie brwi i złapała się za brzuch. 
-Znowu masz bóle miesiączkowe? - Spytał głaszcząc ją po policzku. Nigdy nie pilnowała takich rzeczy jak swój cykl, zajmował się tym Talon, który zawsze przynosił jej na czas wszystko co potrzebne aby w miarę znośnie przeżyć te ciężkie dni. Potem jego rolę przejął Garen, ale on robił to z własnych powodów. 
- A to już? 
- Od trzech dni powinnaś mieć okres głuptasie. - Nie odpowiedziała mu, tylko wybiegła do toalety, żeby zwymiotować wszystkim co jadła wczoraj. 





















Brak komentarzy: