Hejo kochani <3 Dawno nie było one shotcika, a moja kochana pani na polski kazała napisać nam opowiadanie, więc postanowiłam że napiszę o czymś na czym się znam :3 Może dostanę za to trójkę XD Teraz pracuję nad jeszcze jednym one shotem dla dziewczyn, za odgadnięcie mojego ulubionego paringu więć wyczekujcie Talon x Fiora ( ni chuja nie mam pojęcia jak to zrobię więc raczej będzie sam seks xd ) oraz myślałam nad one shotcikiem z okazji mistrzostw świata, a jako że Reignover jest śliczny to napiszę o nim, i stąd moje pytanie do was : z kim mam go sparignować? Myślałam nad Rekklesem albo Fakerem....więc zrobie te dwa w jednym XD w związku z tymi one shotami rozdział będzie na święta hahaha nie no może nie na święta ale na pewno jak skończę to wszystko...
Już bez zbędnego pierdolenia zapraszam do czytania
Garen właśnie przeglądał dostarczone przez podwładnych raporty. Jego zielone oczy powoli przeglądały wszystkie dokumenty, których szczerze nieznosił. Kochał swój kraj, i cieszył się że jest w Demacii generałem, ale ta ciągła papierkowa praca doprowadzała go do szału. O wiele bardziej wolał brać udział w bitwach z Noxus, jednak mimo stanu wojennego między tymi dwoma małymi państwami nie dochodziło do nich zbyt często. Przydługie, brązowe kosmyki opadały na jego czoło delikatnie je łaskocząc. Westchnął cierpiętniczo, odsuwając się od drewnianego biurka, z nudów oglądając swój całkiem spory, jednak przytulny pokój. Ścian właściwie nie było widać przez liczne plany, listy i mapy, spojrzał przelotnie na kartki chcąc przypomnieć sobie po co właściwie je przykleja do ścian. W powietrzu unosił się przyjemny zapach wanilii, który nadawały świeczki.Właśnie miał rzucić spojrzeniem na okno, znajdujące się przy łóżku, kiedy do jego pracowni, będącej też sypialnią wpadł zdyszany Xin, jego najlepszy przyjaciel.
Czarne włosy, które sięgały mu prawie do pasa, teraz były związane w wysoki warkocz, co nadawało mu odrobiny męskości. W jego skośnych oczach lśniły iskierki podekscytowania.
- Garen! Nie uwierzysz! Jesteśmy świetni! Ja chcę medal!
- Uspokój się. Co się takiego stało? - Brunet wbrew woli zaśmiał się na entuzjazm kolegi. To niesamowite jak ten człowiek potrafi się cieszyć ze zwykłej drobnostki.
- Mamy Katarinę! - Xin klasnął w dłonie z radości, przez co jego niebieska zbroja wydała metaliczny dźwięk. Mina Garena natomiast z codziennej wesołości zmieniła się teraz w czysty szok. Przez jego głowę przeszła myśl że może on sobie żartuje. Przecież to niemożliwę aby złapali największego wroga jego pięknego kraju, który przy okazji jest obiektem jego westchnień. Tak, Garen od kilku dobrych lat zakochany był w szpiegu wrogiego państwa. Od ich pierwszego spotkania, od chwili w której pierwszy raz zobaczył trawiaste oczy, patrzące na niego bez emocji, otoczone burzą czerwonych włosów.
- Bardzo śmieszne. - Nie wierzył w jego słowa. Katarina to najlepszy szpieg i zawodowy zabójcą na świecie. Nie ma takiej możliwości.
- Ja nie żartuję! Nasi ludzie znaleźli ją nieprzytomną za domem rodziny królewskiej.
- Xin. Nie rób sobie jaj, albo powiesz mi co się dzieje albo wyjdź. - Generał wstał, przez co widoczna była ich różnica wzrostu. Spojrzał na młodszego z góry, jednocześnie krzyżując ramiona. Chłopak bez słowa wyszedł z pomieszczenia, aby po chwili wrócić ze związaną czarwonowłosą u boku. Garen patrzył w szoku, jak jego przyjaciel trzyma obezwładnioną dziewczynę w jego domu. Ich spojrzenia się spotkaly, i przez plecy generała przeszedł dreszcz. Jej zimne spojrzenie przeszyło całe jego ciało, przez chwilę lekko się przestraszył.
- Cześć. - Uśmiechnęła się sztucznie na jedno sekundę po czym jej piękną twarz przyozdobiła irytacja. Chłopak natomiast uśmiechnął się szeroko mierząc jej szczupłą sylwetkę. Umięśnione nogi okrywały obcisłe czarne spodnie, do których przyczepione były brązowe paski z małymi sztylecikami. W pasie miała dwa większe ostrza tak samo jak na plecach. Na górze ciała miała czarną koszulkę, odsłaniającą jej wytatułowany brzuch. A krwiste włosy okrywały bliznę na jej policzku, przecinającą jej trawisto zielone oko. Oglądała pomieszczenie ze znudzeniem. Oboje mieli zielone oczy jednak on posiadał tęczówki bardziej przyjazne i ciepłe, a jej były wręcz lodowato zielone. Ze skupieniem przyglądał się jak z kącika jej ust wypływa malutka kropelka krwi. Dopiero teraz zauważył że całe jej ciało było poobijane.
- Chcesz ją przesłuchać?
- Oczywiście że chcę. - Niższy skinął głową i wyszedł. - Siadaj. - Zwrócił się do dziewczyny, a ta posłusznie wykonała polecenie.
- Jesteś świadom że nic ci nie powiem prawda?
- Jestem. Nawet nie miałem zamiaru o nic pytać. Coś cię boli? - Zapytał nagle z troską, a dziewczyna nie miała pojęcia jak zareagować.
- Nadgarstki, głowa i lewe przedramię, a co? - Nie ułyszała odpowiedzi. Chłopak tylko przykół ją do ramy łóżka, i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z kilkoma bandażami i maścią. Delikatnie zaczął opatrywać jej najbardziej poobijane miejsca, ciesząc się, że pierwszy raz są tak blisko siebie.
- Jakim cudem jesteś w takim stanie? Najlepsi wojownicy nie są w stanie cię zadrapać, sprawdzałem. Jesteś najzwinniejszą osobą jaką znam, nie da się ciebie uszkodzić.
- Potknęłam się o wystającą dachówkę i spadłam z dachu....- Spóśiła głowę w dół, aby ukryć zażenowanie. - I chyba mam skręconą kostkę...
Rozmowa mijała im całkiem miło, okazało się że kiedy nie próbują się nawzajem zabić, są całkiem do siebie podobni. Nastała noc.
- Chyba powinnam wracać do siebie.
- Nie dasz rady iść tak daleko w tym stanie. Zostań, a jutro cię sam odprowadzę.
- Wejdziesz na teren wroga?
- Wejdę. - Uśmiechnął się ciepło, przykładając dłoń do jej zranionego policzka. - Przepraszam. - Wyszeptał przejeżdżając kciukiem po wgłębieniu w jej twarzy.
- Za co?
- Za tę bliznę. Ale ona ci pasuje, ładnie wyglądasz.
- A pamiętasz skąd ją mam? - W umyśle Garena od razu pojawił się obraz z ich pierwszego w życiu spotkania. Walczyli kilka godzin, a mimo upływu lat on cały czas doskonale pamiętał każdy szczegół, jak również chwilę kiedy czerwonowłosa chciała zadać mu kolejny cios, ale potknęła się o kamień i upadła twarzą wprost na jego miecz.
- Cały czas jesteś taka niezdarna. Ja nie mam pojęcia jakim cudem jesteś najlepszym zabójcą na świecie. - Oboje wesoło się zaśmiali.
- Nie najlepszym. Jest jedna osoba której zabić nie umiem.
- Na prawdę? Kto to taki?
- Ty. Nie wiem czemu. Kiedy dostałam rozkaz żeby się ciebie pozyć byłam gotowa go wykonać, ale kiedy zobaczyłam jak słodko śpisz, coś we mnie pękło i nie mogłam. Ja spadłam z tego dachu, bo chciałam znowu na ciebie popatrzeć, robię to co jakiś czas od kilku lat, nie umiem się powtrzymać. Ja...ja...- Jej głos zadrżał, a policzki przybrały lekko różowej barwy.
- Ja też cię kocham. Wiesz, myślałem że cię kocham od dłużeszgo czasu, ale teraz rozumiem że to było tylko zauroczenie. Teraz wiem że kocham cię właśnie po tej rozmowie.
- Od zakochania do miłości droga niedaleka.
- Więc pokonajmy ją razem.
I tak od tamtego dnia, codziennie wieczorem dwójka najlepszych wojowników wrogich nacji, spotykała się potajemnie, aby razem spędzić trochę czasu. Ciągnęło się to latami aż w końcu podpisany został traktat pokojowy i nastał piękny dzień ich ślubu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz