Złote oczy Reiny obserwowały słońce, powoli zachodzące za horyzont, który wyznaczały delikatne fale morskiej wody. Jej czułe zmysły powoli odprężały się, lecz do pomieszczenia wszedł Aron, od razu podchodząc do lodówki.
- Jesteś głodny?
- Ta.. Podasz mi makaron? - dziewczynka spojrzała na niego podejrzliwie, ale wstała i podała jedzenie, leżące na blacie. - Co się tak patrzysz?
- Jakiś taki dziwny jesteś....W sensie, jak jesteś z Xinem to zachowujesz się jakbyś miał zamiast mózgu różową papkę, a teraz zachowujesz się normalnie.
- Reina, może tego po mnie nie widać ale umiem o siebie zadbać. Umiem gotować, sprzątać, zakradać się, kraść. Xin robi ze mnie ciotę, ale nie mam pojęcia czemu. Pewnie nagadał ci, że nie poradzę sobie sam przez kilka dni, dlatego tu przyszłaś prawda?
- Czy ty czasami nie udajesz przy nim słodkiego i bezbronnego?
- Taki się mu podobam - uśmiechnął się szyderczo i włożył złote nitki do wody.
- Ty masz pojęcie jak on się o ciebie martwił jak miałeś ten atak? Jakim prawem wykorzystujesz tak swoją uroczą buzię, co?
- Spokojnie, on wie, że ja nie jestem dzieckiem, ale lubi mnie takiego, więc taki jestem. Nie oszukuję go w żaden sposób jeśli o to ci chodzi. A poza tym sam wywołał u mnie ten atak paniki, więc powinien się martwić. Mogę do niego chociaż zadzwonić?
- Nie. Dopiero jak na prawdę zacznie ci go brakować, będziesz mógł, bo znowu spanikujesz.
- Ale ja chce teraz. Daj mi telefon...
- Nie. I nie próbuj go zabierać, mam go w kieszeni, więc i tak ci się nie uda.
- Ale ja na prawdę za nim tęsknie - jego oczy zaszły łzami.
- Ej. Ja nie Xin, mnie na udawany płacz nie weźmiesz, też się umiem rozbeczeć na zawołanie.- Ale ja nie udaję....nie umiem....
- Wiem, że udajesz, ale nie chce mi się na to patrzeć. Masz. - podała mu urządzenie.
- Xin...Xin....XIN! - dopiero głośny krzyk wybudził długowłosego z transu. Kiedy dwie osoby na raz całują twoją szyję, można się zatracić.
- Co chcesz...? - Wymruczał, dalej odchylając głowę, aby dwóch panów miało lepsze pole do popisu.
- Telefon ci dzwoni... - dopiero teraz podniósł wzrok na Tarica, i rzeczywiście usłyszał sygnał swojej komórki.
- Halo?
- Xin...wróć już co? - usłyszał smutny głos swojego chłopaka.
- Skarbie, nie mogę, bo znowu się przestraszysz...
- Reina mówi, że już możesz. Właściwie to gdzie ty jesteś, ledwo cię słyszę przez tą muzykę. Ty chyba nie poszedłeś do Tarica co?
- Ja...No wiesz...Nie wziąłem portfela z pośpiechu, więc uznałem że mogę tu przenocować...
- I poszedłeś na imprezę pełną napalonych facetów?!
- Nie napalonych, my tu sobie siedzimy i gadamy po prostu.
- Xin. Ktoś perfidnie się tam pieprzy, ja słyszę te jęki. - ton głosu młodszego zaostrzył się.
- Ale ja tego nie robię. Kocham tylko ciebie, i nie będę tego robić z kimś innym, pamiętaj.
- Xin...przestań.... - Taric postanowił ratować swojego kolegę.- Co?
- Nie mów tego. Masz całą szyje w malinkach, powiedz prawdę.
- O czym on mówi?!
- O niczym, pijany jest, bredzi coś.- To skoro nie musisz już tam być to przyjdziesz do mnie? Nie umiem zasnąć bez ciebie...
- Ja... Aron, to był ciężki dzień daj mi się odstresować...
- Na orgii się bedziesz odstresowywać?!
- To nie jest żadna orgia. Po prostu, jest miło tak? A to że ja się tutaj przeliże z kilkoma typami to chyba nie jest nic strasznego, co? Ja się z nimi puszczać nie będę, tak jak ty - Taric, usłyszawszy te słowa, bez żadnych skrupułów uderzył Xina otwartą dłonią, w tył głowy, tak, że drugi prawie sie przerwócił.
- A tobie co? - zapytała Reina kiedy chłopak parzył sie z wściekłością w ekran.
- Ty wiesz co on mi powiedział? Że jak się przeliże z kilkoma facetami to się nic nie stanie! Że się musi odstresować! Jak on tak może! Ja się martwię, i za nim tęsknie, a on sobie na imprezy chodzi!
Kiedy tak krzyczał wyglądał tak :z taką różnicą że Aron ma czarne włosy ( od.aut. nie moja wina że taemin farbuje włosy jak pojebany)
- No rzeczywiście jesteś wściekły.....- Powiedziała dziewczynka, popijając mleko czekoladowe na kartonika.
- Nie moja wina że nie umiem się złościć. Nie na niego. Co ty byś zrobiła na moim miejscu?
- Poszła tym i ich poćwiarowała, ale to ja.
- Nie skorzystam, dzięki...
- Za co!? - Xin właśnie rozmasowywał bolące miejsce.
- Za jajco. Zaraz z drugiej strony oberwiesz żeby równo puchło. Co to miało być?!
- Co?
- To że ja się tutaj przeliże z kilkoma typami to chyba nie jest nic strasznego, co? Ja się z nimi puszczać nie będę, tak jak ty. To! Jak ty mogłeś do niego tak powiedzieć!?
- Normalnie, mam rację.
- Ty masz kisiel zamiast mózgu czy jak?! On na ciebie czeka, a ty nie dość że do niego właśnie nie biegniesz to jeszcze uważasz to za nic złego?! Jakbym ja miał takiego cudnego chłopaka to bym o niego dbał bardziej niż o siebie.
- Ja dbam o niego bardziej niż o siebie. Chyba też mi się coś od życia należy co?
- Wyjdź.
- Co?
- Wyjdź i w trybie natychmiastowym do niego idź.
- Bo co?
- Bo go możesz już nie zobaczyć. Co ty myślisz że on jest twoją własnością i ma robić co tobie się podoba? Jak będzie chciał to cię zostawi. A ja na jego miejscu już bym to zrobił.
- I gdzie niby pójdzie?
- Piętnaście lat sobie radził więc się o to nie martw. Tylko potem nie truj mi albo Garenowi dupy jaki to jesteś nieszczęśliwy.
- Ty-ty ....ty masz rację....boże co ja sobie myślałem!?
- Nie wiem co sobie myślałeś ale wypierdalaj.
- Jasne.
- Aron! Skarbie! - Chłopak delikatnie obrócił głowę i spojrzał na długowłosego.
- Co? - Xin spojrzał na niego zdziwiony, nie takiej reakcji się spodziewał.
- Nie cieszysz się że wróciłem?
- Ty sobie chyba teraz żartujesz? Może jeszcze mam ci się rzucić na szyję i dziękować że jaśnie pan raczył odwiedzić swojego chłopaka?! I co się na mnie gapisz jakbym powiedział niewiadomo jaką tajemnice!? A może ty myślałeś że znowu będę płakać, i przepraszać cię za nic?
- Wolę jak płaczesz....
- To masz problem.
- Chopaki, ja widzę że macie ze sobą do pogadania, więc wracam do Noxus. - Reina weszła właśnie do pokoju.
- Sama? - Aron, zdzwiony samodzielnością dziewczynki przechylił słodko łebek w bok.
- Tak sama. Bujam się z Talonem i Katą więc nikt normalny mi nic nie zrobi. - Porzegnała się po czym wyszła z mieszkania. Chłopcy spojrzeli na siebie nic nie mówiąc.
- Przepraszam... - Zaczął w końcu Xin, i niewiele myśląc podszedł do młodszego, aby go przytulić, jednak to co się stało załamało jego pogląd na świat. Aron go odepchnął! Pierwszy raz w życiu go odepchnął!
- Nie dotykaj mnie. Jestem na ciebie zły rozumiesz? Z Ł Y ! To znaczy że nie ma przytulania, całowania, i słodkich oczek.
- Ale ja...
- No właśnie ty. Wracaj sobie na to przyjęcie ja sobie poradzę.
- Przestań.
- Nie. Mam dość tego żego traktujesz mnie jak pięcioletnie dziecko! Ja jestem nastolatkiem do cholery! O seksie wiem pewnie więcej niż ty, i nie powstrzymuję się tak z tym. A może ty myślisz że mnie nie zadowolisz co? W końcu poprzeczka jest całkiem wysoko. - Uśmiechnął się wrednie i skrzyżował ramiona. Xin spojrzał na niego mróżąc oczy. Nie, na takie słowa nie będzie pozwalał.
Nikt nie będzie go obrażał, a tym bardziej pod tym względem. Pociągnał młodszego za rękę tak że ten aż pisnął, i szybko zmierzali do sypialni. Pociągnął go za rękę tak że ten upadł na materac.
- W twoich oczach widzę zwierze. Nie podoba mi się to. - Powiedział mniejszy z wyraźnym przerażeniem w oczach.
- Przestań w końcu robić z siebie niewinne dziecko. Ja cię kocham takiego jaki jesteś.
- Ja teraz nie udaję. Serio się boje że zapomnisz mnie przygotować.
- Spokojnie, nie zapomnę, zadbam o ciebie tak jak powinienem - swoją koszulkę dosłownie zdarł, a strzępki materiału wylądowały na podłodze. Aron widząc to, dosłownie rzucił się na niego, przewracając ich obu w drugą stronę. Od razu zaczął całować jego umięśnioną szyję, przez co Xin tylko wdychał. A kiedy gorący język dotknął jego skóry, całkiem głośno jęknął.
- Wiesz, nigdy bym nie pomyślał że to ty będziesz jęczał pode mną...- zaśmiał się cicho i wrócił do wykonywanej czynności.
- Ja właśnie jestem w szoku, daj mi chwilę zaraz się ogarnę i cię zdominuję, minutka... - leżał tak i oddychał jeszcze kilka chwil, po czym podniósł się do siadu, tym sposobem zmuszając mniejszego do tego samego. Aron bez wahania, zarzucił mu ręce na szyję i dał się położyć na plecach. Całowali się namiętnie tak, że z kącika ust młodszego zaczęła wypływać strużka ich wspólnej śliny.
- To teraz zerżnę cię tak, że od razu zapomnisz o tamtych facetach - warknął wręcz do ucha młodszego, przez co ten całkiem głośno jęknął. Zdarł z niego koszulkę i spodnie, od razu całując każdy napotkany fragment skóry.
- Nie gadaj tyle tylk to zrób...
- Nie prowokuj mnie, bo na prawdę nie będę delikatny.
- Ja nie chce żebyś był delikatny! Chcę być twój! Zrób ze mną to, na co masz ochotę! - Xin podniósł wzrok na młodszego i w jego oczach ujrzał czystą desperację. Rozebrał się do końca i tak samo zrobił z mniejszym.
- Tylko żebyś potem nie żałował... - powiedział, podnosząc się i wyjął z szafki nocnej lubrykant czekoladowy. Wylał go sobie na palce, po czym zaczął masować odbyt młodszego, znów łącząc ich usta. Wsunął powoli jeden palec, wsłuchując się w piękne jęki.
- Kto ci zrobił te malinki? - wydyszał Aron, przejeżdżając opuszkiem palca po czerwonych miejscach.
- Nie ważne...i tak wolałbym żebyś to był ty...
- To chyba muszę je poprawić...- przyciągnął go niżej do siebie i zaczął, nagryzać, lizać i ssać już zrobione wcześniej ślady, tak że teraz były większe i wyraźniejsze. W tym czasie Xin dołożył do jego wnętrza dwa kolejne palce i powoli rozciągał jego mięśnie, wpatrując się w ten piękny widok. Młodszy zaprzestał wykonywanej czynności i z powrotem opadł na poduszki, wyginając swoje ciało w łuk. Musiał przyznać, że trochę brakowało mu tego uczucia wypełnienia. A jeszcze bardziej tęsknił za tą niesamowitą rozkoszą kiedy ktoś ssał jego sutki, a Xin właśnie to pragnienie spełniał. W pewnym momencie Aron krzyknął tak, że prawdopodobnie cała ulica go słyszała.
- Nie ważne...i tak wolałbym żebyś to był ty...
- To chyba muszę je poprawić...- przyciągnął go niżej do siebie i zaczął, nagryzać, lizać i ssać już zrobione wcześniej ślady, tak że teraz były większe i wyraźniejsze. W tym czasie Xin dołożył do jego wnętrza dwa kolejne palce i powoli rozciągał jego mięśnie, wpatrując się w ten piękny widok. Młodszy zaprzestał wykonywanej czynności i z powrotem opadł na poduszki, wyginając swoje ciało w łuk. Musiał przyznać, że trochę brakowało mu tego uczucia wypełnienia. A jeszcze bardziej tęsknił za tą niesamowitą rozkoszą kiedy ktoś ssał jego sutki, a Xin właśnie to pragnienie spełniał. W pewnym momencie Aron krzyknął tak, że prawdopodobnie cała ulica go słyszała.
- Co to było? - zapytał złośliwie Xin.
- Dotknij mnie tam jeszcze raz..
- Gdzie?...
- Nie dokuczaj mi teraz tylko to zrób! Dotknij tego magicznego miejsca w moim ciele jeszcze raz, żebym się rozpłynął z rozkoszy! Teraz!
- Dotknij mnie tam jeszcze raz..
- Gdzie?...
- Nie dokuczaj mi teraz tylko to zrób! Dotknij tego magicznego miejsca w moim ciele jeszcze raz, żebym się rozpłynął z rozkoszy! Teraz!
- Nigdy bym nie pomyślał, że będziesz w stanie powiedzieć coś tak seksownego....
- Nigdy bym nie pomyślał, że tak będziesz się nade mną znęcać w łóżku.
- Ja się nie znęcam.
- Właśnie znęcasz! Wejdź we mnie w końcu, bo zaraz zwariuję!
- Ja się nie znęcam.
- Właśnie znęcasz! Wejdź we mnie w końcu, bo zaraz zwariuję!
- Poproś.... - Xin uśmiechnął się złośliwie, jednak nie na długo. Aron zamiast zrobić słodkie oczka i wydąć dolną wargę, znów podniósł się odpychając ukochanego do tyłu. Kiedy Xin w miarę stabilnie, usiadł młodszy bez wahania wyjął jego palce z siebie od razu zastępując je czymś lepszym. Oboje wygieli się w łuk, a młodszy wciągnął głośno powietrze mocniej obejmując swojego chłopaka drżącymi z przyjemności ramionkami. Po chwili, której potrzebował na przyzwyczajenie się do rozrywającego uczucia, zaczął się unosić i opadać, dając im obu niezmierzoną przyjemność. Po kilku minutach zmęczenie jednak dało o sobie znać i tempo które chciał nadać powoli spadało aż w końcu zasapany usiadł całkiem się nie ruszając.
- Zmęczyłeś się tak szybko? - zaśmiał się starszy.
- No przepraszam, to zwykle o mnie dbali i nic nie robiłem poza jęczeniem na całe Piltover o tym, jak mi dobrze...
- Zaraz sprawie że będziesz jęczał na całą Demacię, Piltover, Noxus i kawałek Zaun.
- Nie potrafisz - za te słowa Aron wrócił do wcześniejszej pozycji, a jego nogi obejmowały ciasno biodra drugiego.
- Nie ładnie tak mówić do swojego chłopaka...- Prawda. Chyba trzeba mnie ukarać, co?
- Trzeba. Jutro to ty na pewno nie ruszysz tym zgrabnym tyłeczkiem.
- Nie wierzę ci. Przekonaj mnie, że potrafisz tak dobrze .... - nie zdążył dokończyć zdania, bo Xin zaczął w niego wchodzić z taką pasją, że chyba na prawdę wszyscy słyszeli jak zdziera sobie gardło w ekstazie.
- Ał-nie-tak-mocno - Aron drapał go po plecach, tak długo dopóki nie poczuł pod palcami krwi. Ups... Oboje byli tak zatraceni w tej bliskości, że nie zauważali, co się dzieje wokół nich. A obrazy ze ścian nie spadają codziennie. Po pewnym czasie gardło Arona bolało tak mocno, że był w stanie wydawać z siebie tylko ledwie słyszalne westchnienia. Na szczęście nie potrwało to długo, ponieważ chwilę później oboje doszli, i mimo bólu mniejszy i tak krzyknął.
Leżeli obok siebie uspokajając swoje oddechy, nie odzywając się do siebie.
- Ale jutro znowu masz być słodki i uroczy - zaczął w końcu Xin. Nie wyobrażał sobie że jego słodki bezbronny chłopiec nagle zacznie się zachowywać tak jak przed chwilą. To nie pasowało do tej ślicznej twarzyczki, ale jednocześnie wyglądało tak seksownie....
- Nie ma problemu, jutro znowu będę żywym cukiereczkiem - powiedział, kładąc się na jego klatce piersiowej. - Ale wytłumacz mi, po co?
- Bo jesteś wtedy taki słodki, że nie mogę. I czuję się wtedy taki potrzebny i ważny dla ciebie. Po prostu miło mi kiedy mam tę świadomość, że beze mnie nie dasz sobie rady, tylko dzisiaj uświadomiłem sobie, że to nie prawda, że to ja nie dam sobie rady bez ciebie...
- To może będę słodziutki ale nie wmawiaj ludziom, że nic nie umiem zrobić, co? Bo sobie wyobraź, że się dzisiaj dowiedziałem, że nie umiem zrobić herbaty.
- Ale ja muszę....
- Czemu?
- Aron, ty jesteś najurokliwszym stworzonkiem na świecie. Jesteś śliczny, mądry, zabawny, charyzmatyczny, a ja? Ja może jestem w jakimś tam stopniu przystojny, boję się, że jak ludzie się dowiedzą jaki jesteś cudowny to mi cię ktoś zabierze, rozumiesz? Ja cie tak strasznie kocham, że najchętniej bym cię zamknął w moim prywatnym świecie i nie pokazywał nikomu. A jak jesteś tylko śliczny i tak słodki, że to aż wkurwia mam pewność, że nikt z tobą nie wytrzyma i jestem bezpieczny.
- Ale ja muszę....
- Czemu?
- Aron, ty jesteś najurokliwszym stworzonkiem na świecie. Jesteś śliczny, mądry, zabawny, charyzmatyczny, a ja? Ja może jestem w jakimś tam stopniu przystojny, boję się, że jak ludzie się dowiedzą jaki jesteś cudowny to mi cię ktoś zabierze, rozumiesz? Ja cie tak strasznie kocham, że najchętniej bym cię zamknął w moim prywatnym świecie i nie pokazywał nikomu. A jak jesteś tylko śliczny i tak słodki, że to aż wkurwia mam pewność, że nikt z tobą nie wytrzyma i jestem bezpieczny.
- Ale ty się nie musisz martwić, ja ciebie kocham, a nie wszystkich innych ludzi dookoła i nigdy cię nie zostawię. Uratowałeś mi życie, nie mógłbym cię nie kochać. Zrozumiesz to w końcu?
- Nie zrozumiem, zawsze jak na ciebie patrzę widzę, że do ciebie nie pasuje, bo ty jesteś taki cudowny, a ja nie, a mimo tego tak strasznie cię kocham, że nie umiem cię zostawić. Dlatego na ciebie krzyczałem, ja jestem zazdrosny o każdego kto z tobą rozmawia, więc pomyśl jak się czułem ze świadomością, że ktokolwiek poza mną cię dotykał. Ja wiem, że to nie była twoja wina, ale nie mogłem nad sobą zapanować - Xin gadałby tak pewnie jeszcze przez pół godziny, gdyby nie zauważył, że jego pociecha słodko sobie śpi, nie słysząc jego słów.
- Co ty wyprawiasz? - Powiedziała Riven, z lekkim rozbawieniem, odwracając swój wzrok w kierunku długowłosego.
- Bawię się.
- I musisz to robić macając moje cycki?
- Taką zabawę lubię najbardziej, wiesz jakie to relaksujące?
- A jak ktoś tu wejdzie?
- Kto niby? Pielęgniarki przychodzą tylko jak je wołam bo się boją. Uspokój się. - Zaśmiał się cicho pod nosem, bardziej przytulając się do jej pleców.
- Matko...czy ktoś rzucił na mnie jakąś klątwe? - Wyjęczała Reina wchodząc przez okno. Starsi od razu się od siebie odsunęli.
- Ale w jakim sensie?
- W takim sensie moja kochana, że drugi raz w ciągu tych dwóch dni przerywam komuś grę wstępną.
- To nie była gra wstępna, po prostu lubię sobie czasami....
- Nie mów przy niej takich rzeczy! - Białowłosa uderzyła Talona w tył głowy - Co ty właściwie tutaj robisz? Nie miałaś plinować Arona?
- A skąd niby wy to wiecie.
- My wiemy wszystko skarbie.
- Jak mi jeszcze powiecie że wiecie, że poszłam z Demacii do Noxus i dopiero jak zobaczyłam zamknięte drzwi, przypomniało mi się że jesteście tutaj to padnę.
- No tego nie, ale i tak śmieszne. - Zaśmiał się Talon.
- To nie jest śmieszne tylko tragiczne...wiesz jak mnie nogi bolą od tego łażenia? - Teraz cała trójka wybuchła śmiechem.
- A tak właściwie jak ty się wdrapałaś na czwarte piętro?
- Szłam dachami, więc jak byłam na dachu szpitala to skoczyłam przy waszym oknie, i przeniosłam się do pokoju...obok....pomyliły mi się okna, więc przeszłam sobie parapetem.
- Czyś ty zwariowała?! Mogłaś nie zdąrzyć się przeteleportować! Co to w ogóle znaczy że przeszłam sobie parapetem?! A jakbyś spadła!? - Ten niesamowity opierdol został przerwany krótkim pocałunkiem. Chłopak od razu się uspokoił.
- Gdzieś ty kobieto była jak wcześniej się na mnie darł?
- No widzisz jaka ja pomocna? - Ten miły wieczór przerwały strzały.
- Co tam się dzieje? - Riven zmarszyczyła brwi.
- Powiedzcie gdzie on jest!? - Usłyszeli niepszyjemny damski głos. Talon spojrzał z przerażeniem na drzwi od sali i zbladł.
- Pod łóżko. - Powiedział nie zmieniając miny.
- Co? - Reina nie widziała za bardzo o co mu chodzi.
- Pod łóżko się zchowajcie jedna z drugą! Teraz! - Chłopak prawie zerwał sie z materaca i pociągnął dziewczyny na glebę.
- Błagam powiedz że oni nie szukają ciebie! - Syknęła białowłosa robiąc dziewczynce miejsce obok siebie.
- Możliwe, nie wychodźcie na razie.
- Zabije cię..... - Westchnęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz