środa, 23 września 2015

Rozdział 24 Brzydzę się tobą

Aron siedział zapłakany, wtulajac się w pierś swojego chłopaka.
- Skarbie, uspokój się..... Talon weź mu coś powiedz - Xin delikatnie głaskał jego drobne plecy.
- Ale co? Jak Reina powiedziała, że załatwi to załatwi, ta mała jest niesamowita. - drugi, beznamiętne podrzucał sobie sztylecikiem.
- N-naprawdę? - jego brązowe paczałki powoli się podniosły, a ostatnie słone łezki spłynęły po porcelanowych policzkach.
- Czy ty kiedyś widziałeś to dziecko? Jakby ci weszła w nocy do domu, to byś się zesrał ze strachu. Ja sam czasami boje się jej spojrzenia. Mój malutki psychopata - westchnął zadowolony, wlepiając spojrzenie w sufit.




Mężczyzna, właśnie dopijał siódme piwo, rozkładając się na szarym, wytartym fotelu, nieświadom zimnego spojrzenia skierowanego na jego osobę. Reina siedziała na swoich piętach, obserwując bacznie całe pomieszczenie. Ledwo się trzymała na parapecie, gdyż woń alkoholu roznosząca się po całym mieszkaniu i większej części podwórka była niesamowita. Prawie tak niesamowita jak ilość pudełek po różnego rodzaju jedzeniu walająca się po podłodze. Nie przejmowała się zbytnio, że może zostać zauważona, bo ten facet nie był dla niej absolutnie żadnym zagrożeniem. Było bardzo ciemno, jedynym światłem dającym odrobinę widoczności były uliczne lampy, które w tej dzielnicy prawie nie działały. Mimo swojego wyostrzonego treningami wzroku, nie widziała za wiele. Było tam tyle śmieci, że nie sposób znaleźć tak małą rzecz jaką jest dowód osobisty. Przeniosła się więc do środka, nie otwierając przy tym okna, i jak gdyby nigdy nic zaczęła przekopywać całe to wysypisko, w poszukiwaniu dokumentu.

- Co ty tu kurwo robisz? - usłyszała za sobą charczący głos, a po chwili instynkt mówił jej, że owy gość podniósł się z fotela. Odwróciła się powoli w jego stronę.
- Jak już wstałeś to mi powiedz gdzie leży twój dowód osobisty - powiedziała, unosząc lekko lewy kącik ust. Tym właśnie się różniła od Katariny, czerwonowłosa unosiła w ten sposób prawy.
- Chyba cię pojebało! - krzyknął podchodząc bliżej z zamiarem uderzenia dziewczynki. Ta jednak wbiła mu sztylet w lecącą pięść i wykręciła mu rękę, szybkim ruchem powalając jego tłuste cielsko na beton. {tak w tym domu nie ma paneli czy czegoś jest tylko surowy beton}
- Albo mi powiesz, albo zedrę z twojej twarzy skórę.
- Puszczaj mnie gówniaro! Zaraz tak ci do dupy nakopię, że się nie podniesiesz!
- Jak na kogoś pijanego, mówisz całkiem wyraźnie, więc wykorzystaj to póki jestem miła i gadaj gdzie to jest! - jej obojętny głos teraz przybrał lekkie brzmienie syczenia. Jakby na potwierdzenie swoich słów, wbiła w miarę płytko jedno z ostrzy w jego plecy. Kątem oko zauważając kawałek plastiku, ze zdjęciem wystający mu z kieszeni dresów, jednak postanowiła się pobawić dłużej.
- Nic ci nie powiem.
- Matko...co ci szkodzi człowieku?
- Nie będę robił co mi dziecko każe! - teraz metal, lekko dotknął jego kręgosłuba, przez co krzyknął z bólu.
- Masz jeszcze szanse....- zaśpiewała - Oglądałam ostatnio słaby horror i wiesz co ci powiem? ,,1,2 Reina już cię ma, 3,4 lepiej zamknij drzwi, 5,6 weź swój krucyfiks, 7,8 gadaj gdzie masz dowód - poruszyła lekko sztyletem, zadając mu jeszcze więcej bólu.{ nie pamiętam jak ta wyliczanka leciała ale chyba jakoś tak xd } Kiedy mężczyzna nic nie odpowiedział, po prostu go zabiła, tak sobie. Wyjęła ze spodni kartę i udała się do szpitala, po drodze wpadając po Lux. Wskoczyła wesoło na dach bloku, obserwując ruchliwe Piltover nocą. Czuła się wspaniale na tej wysokości, taka wielka, patrzyła na wszystko z góry niczym Bóg. Wyjęła sztylet, który zabrudzony był krwią i wytarła go o skórzane spodnie, po czym schowała go z powrotem. Uśmiechnęła się sama do siebie, w swój straszny sposób i zeszła na klatkę. Jak to ona, tylko zapukała i bez zaproszenia przeniosła się do środka.
- Lux potrzebujemy twoich czarów! - krzyknęła wesoło, wchodząc do sypialni. To co zobaczyła, przekraczało jej rozumowanie. Jak na dziewieciolatkę zniosła taki widok nad wyraz spokojnie, inna dziewczynka by uciekła, natomiast ona stała z wytrzeszczonymi oczami i wpatrywała się w scenę przed sobą. Lux patrzyła na nią z przerażeniem, klęcząc przy Ezrealu, cały problem polega na tym że ona była ubrana, a jej chłopak niekoniecznie.
- Reina, to nie to na co wygląda - blondynka próbowała jej coś wmówić, choć sama nie miała pomysłu co.
- No na moje to wygląda na molestowanie. CZEMU ON JEST W DAMSKIEJ BIELIŹNIE?!  - złote oczy śmiały się, razem z ustami. Dziewczynka śmiała się tak że aż brzuch ją rozbolał. Ezreal w tej chwili chciał  czmychnąć do szafy i założyć spodnie, zrzucając po drodze delikatnie różowe szpilki, ale nie mógł bo jego nadgarstki były związane, ale Luxanna nie miała najmniejszej ochoty tego faktu zmieniać.
{coś takiego :3 śliczne zdjecie i Ezreal tak ,,ubrany'' wyglądał by bosko xd ta Luxanka to ma gust hyhy wiem powinnam się leczyć}


- Wychodzę na ciotę prawda? - spytał chłopak, poprawiając kokardki.

- Nie, no co ty. Każdy chłopak się tak ubiera....Ja nie wnikam co chcieliście robić, ale niestety nie zrobicie. Luxik potrzebna jesteś.
- Ja? Do czego?
- Trzeba Xina przerobić żeby wyglądał tak - pokazała jej zdjecie na dokumencie.
- Po co?
- Nie zadawaj głupich pytań tylko się ubieraj - Jak Reina powiedziała tak się stało i już miały wychodzić gdy czarnowłosa zauważyła coś niepokojącego. - A ty go tam tak związanego zostawisz?
- Jasne. Moja dziwka poczeka, zaraz przecież wrócę to się nim zajmę.





- Jesteśmy! - Reina weszła uśmiechnięta do sali.

- Masz? - Zapytał z nadzieją w głosie Xin.
- No ja nie mam? No ja? Oczywiście że mam! - Dziewczynka uśmiechnęła się u rzuciła w jego kierunku dokument.
- Zabiłaś go. - Usłyszeli zimny głos Talona, który właśnie patrzył ze skrzyżowanymi ramionami na swoją podopieczną.
- Oczywiście że nie.
- Reina do cholery widzę że go zabiłaś. Oczy masz zdenerwowane, jakbyś zrobiła coś złego. Zresztą nie ważne, pogadamy w domu. Lux rób te swoje czary i koniec tego przedstawienia.




~ 2 godziny później~


Xin właśnie przemierzał ustami powolną drogę wzdłuż ciała swojego chłopaka. Dzisiaj miał nastąpić ten magiczny moment, w którym połączą się w jedność. Jęki i ciche westchnienia młodszego roznosiły się po całej sypialni. Długowłosy, odsunął się od niego i patrząc na jego zamglone oczy włożył jeden nawilżony palec do jego dziewiczej dziurki. Przynajmniej tak mu się wydawało. 
- Coś się stało? - zapytał młodszy, widząc podejrzliwe spojrzenie.
- Ty nie jesteś prawiczkiem? - powiedział, wyciągając palec, i usiadł na łóżku. Młodszy też podniósł się do siadu.
- Nie.
- JAK TO NIE?! - Xin, zdenerwował się samemu nie wiedząc czemu. Nie mógł do siebie dopuścić faktu, że on nie będzie jego pierwszym. Ktoś musiał skrzywdzić Arona, na pewno. Zabije go.
- Normalnie...Musiałem sobie jakoś radzić, u mnie w domu nawet wody nie było. Nie chcę o tym rozmawiać - spuścił głowę, zasłaniając grzywką swoje oczy.
- Czekaj, bo chyba nie zrozumiałem. Ty dawałeś dupy, żeby się umyć?!
- Nie krzycz...proszę...
- Właśnie, że będę krzyczał! Ja się powstrzymuję cały czas, a ty mi mówisz, że masz to już dawno za sobą! 
- Nigdy mnie o to nie pytałeś. Tak samo jak nie mówiłeś że chcesz mnie przelecieć. Ja myślałem, że ty na prawdę mnie kochasz....
- Skąd miałem wiedzieć, że jesteś dziwką!
- Nie nazywaj mnie tak! Ty nic nie rozumiesz! Ja nie miałem wyboru! - Xin spojrzał na niego z szokiem. Nie wiedział, że ten chłopak potrafi mówić chociaż głośno, a teraz na niego krzyczał. 
- Wiesz co? Brzydzę się tobą. A może w czasie kiedy byłeś ze mną też się puszczałeś?! Nie dotykaj mnie, nie chcę złapać jakiegoś syfa - pokręcił głową i wyszedł, trzaskając drzwiami, po czym ubrał się i wyszedł z mieszkaia. Aron naciągnął na siebie bieliznę i najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. [w sumie kiedy on NIE płakał XD] Leżał, dławiąc się własną śliną i patrzył w dziurkę wybitą w ścianie. Przypomniał sobie jak z Xinem wynosili szafę i wstawiali nową, która im spadła i zahaczyła rogiem w to miejsce. Jeszcze bardziej się rozpłakał na myśl, że więcej takich wspomnień mieć nie będzie, a najgorsze, że kiedy będzie je sobie przypominać zawsze będzie boleć tak samo.




Taric właśnie miał zamiar odzyskać od Xina swoje książki. Przez ostatni czas wdrażał go w temat seksu gejowkiego i zbliżyli się do siebie na tyle, że bez problemu mógł wejść do jego mieszkania bez uprzedzenia. O dziwo w salonie i kuchni nikogo nie było, w łazience światło jest zgaszona....
- Gdzie oni o tej godzinie wyszli? - pomyślał, jednak z sypialni słychać było ciche łkanie. Wszedł tam bez pukania i od razu zobaczył Arona w pozycji embrionalnej.
- Xina nie ma - spojrzał na starszego, po czym wrócił do oglądania pościeli.
- Ej...mały co się stało? - zapytał zatroskany. Od razu podbiegł do mniejszego i wyprostował jego ciało.
- Nic...
- Powiedz mi, coś się stało - młodszy spojrzał na niego mokrymi oczami i rzucił się na jego szyję, znów wylewając z siebie potok łez.
- Xin jest na mnie zły! 
- Niby za co? On nie umie być na ciebie zły...- delikatnie głaskał jego nagie plecy, dla uspokojenia.
- Umie! O-on wyglądał jak-jak jakby chciał mnie uderzyć!

- No już spokojnie. On by cię nigdy nie uderzył....powiedz co takiego mu się stało...

- B-bo on się dowiedział...że nie jestem prawiczkiem...i mu powiedziałem że sypiałem z różnymi facetami, żeby się wyspać i umyć, a czasami jadłem u nich też śniadanie...i on ....nawał mnie dziwką!
- Ej....nie płacz już....On tak nie myśli, powiedział to w nerwach. Czemu mu to właściwie powiedziałeś?
- Bo nie chcę go okłamywać...
- Eh co za debil. A czemu to robiłeś?
- B-bo bo chciałem chodziaż raz na jakiś czas coś zjeść i się wyspać, i się wykąpać w ciepłej wodzie... Za uciekanie na noc i tak byłem bity, ale nie moja wina, że to było takie przyjemne, jak ktoś nie patrzył się nie mnie z chęcią zabicia mnie...i było tak ciepło....On ma rację jestem dziwką...

- Aron...nie jesteś i nigdy nie byłeś tak? Ja mogę się nazywać dziwką, bo się puszczam prawie cały czas, bo to lubię. To nie twoja wina, że chciałeś chociaż przez chwilę uciec od tego koszmaru.
- Naprawdę? -  młodszy podniósł swój wzrok i spojrzał w oczy drugiego, który uśmiechnął się i pokiwał głową w potwierdzającym geście. Objął go mocniej ramionami.
- Moglibyście tego chociaż nie robić w moim mieszkaniu - W progu drzwi stał Xin, z wyraźną złością na twarzy. Na ten widok, Aron odsunął się od Tarica i znów spuścił głowę.
- Czy ty kompletnie oszalałeś idioto? 
- Zamknij się pedale. Nie chce was widzieć - warknął Xin, tak że młodszy aż się wzdrygnął.
- Nie pedale, tak? I ty teraz posłuchasz co ja do ciebie mówię.
- Nie posłucham, bo wychodzisz.
- To ja może już pójdę..... - młodszy wstał i drżącymi ruchami ubrał się, po czym z wahaniem przeszedł koło Xina.
- A reszta ubrań?

- Ty mi je kupiłeś, nie są moje...Przepraszam...
- Nie przepraszaj mnie, bo w pysk dostaniesz - na potwierdzenie swoich słów uniósł dłoń nad swoje ramię. Aron po zobaczeniu tego gestu, rozszerzył oczy w przerażeniu i upadł na ziemie z przyspieszonym oddechem. Obaj starsi patrzyli na niego ze zdziwieniem.
- I widzisz kretynie co narobiłeś?

- Ja?!
-  A kto chciał go uderzyć?! - podszedł szybko do skulonego ciała i podniósł go wtulając w swój brzuch. Młodszy od razu wcisnął się w niego jak najgłębiej się dało, dalej z trudem łapiąc oddech. - Miał kiedyś takie napady paniki?
- Nigdy - ton głosu Xina, nagle stał się zatroskany. Podszedł do mniejszego delikatnie łapiąc go za ramię. Ten na to odepchnął go i bardziej wtulił się w Tarica.
- Przecież on się ciebie panicznie boi!
- Ale nigdy się tak nie zachowywał! - kiedy Xin podniósł głos młodszy schował się za plecami starszego i złapał kurczowo jego koszulkę.
- Ale teraz się tak zachowuje i to jest twoja wina. Ja go zabieram do Katariny.
- Po co do niej?

- Hm...no nie wiem...może po to bo...JEST ZAWODOWYM ZABÓJCĄ I ZNA SIĘ NA PSYCHOLOGII? 

- Okej...  



Szli powoli, jednak Aron trzyma się jak najdalej od swojego chłopaka, ten nie mógł tego wytrzymać i przepchnął Tarica bardziej do przodu, dosłownie wpychając się tuż koło chłopca. Najmłodszy z nich odskoczył na drugi koniec chodnika, i zatrzymał się w miejscu z przerażeniem patrząc na Xina. Długowłosy jeszcze raz do niego podszedł i podniósł wtulając w siebie. Aron od razu zaczął płakać, a jego oddech przyspieszył, kiedy probował się wyrwać z tego uścisku.
- Puść go. 
- Nie. On jest mój, nie może się mnie bać. 
- Puszczaj go powiedziałem i idziemy! - Xin jednak, nie miał najmniejszego zamiaru puszczać swojego skarbu, tylko uniósł głowę i spojrzał w jego wystraszone oczka. Młodszy patrzył na niego, a jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, aby po chwili zelżeć. 
- Taric....
- Błagam powiedz że on nie zemdlał.
- To nic nie będę mówić....
- Kurwa Xin do cholery! Jak mówię puść go to masz go puścić! 
- Ale ja nie umiem...Nie chcę go stracić...- Spuścił ze wstydu głowę w dół.
- Trzyba było o tym myśleć wcześniej. Streszczaj się jeszcze kawałek. 




- Co? - Spytała otwierająca im drzwi Reina. 
- Mamy mały problem. - Odpowiedział narwowo Xin, unosząc do góry bezwładne ciało.
- Co mu się stało. - Spojrzała złotymi oczami, na Arona unosząc jedną brew.
- Przestraszył się. 
- Połóż go na kanape. - Nakazała, wpuszczając chłopców do domu. Kiedy już leżał, dziewczynka poszła szybko do kuchni po sole trzeźwiące. Aron od razu uchylił leniwie oczy, a kiedy spojrzał na Xina, znów wpadł w dziką panikę i odsunął się jak najdalej mógł. Reina, patrzyla na zajście ze znudzeniem.
- Gdzie Kata? - Spytał pośpiesznie Taric.
- Wyszli z Garenem, nie wiem kiedy wrócą.
- Ja jebie.... My jej potrzebujemy teraz. - Xin chciał podejść do swojego chlopaka ale kiedy zbliżył sie do kanapy, ten jęknął nerwowo i zakrył się rękami, przez co długowłosy stanął spowrotem w bezpiecznej odleglości. 
- Uderzyłeś go? - Xin nie zdąrzyl odpowiedzieć na to pytanie, bo ktoś go ubiegł.
- Chciał.
- Nie chciałem!
- Chciałeś i się zamknij. 
- Przestańcie, wasze kłótnie nie pomagają. Xin? Ty jesteś idiotą? On ma traume, jego psychika jest w takim stanie ze delikatne podniesienie głosu wywoła u niego panikę.
- Jak na niego krzyczałem to się nie bał.
- To najwidoczniej ufa ci na tyle, że jeszcze wydawało mu się że nie zrobisz mu żadnej krzywdy. Nie mam pojęcia kiedy mu to przejdzie, powinno jak zacznie za toba tęskinić i ogarnie że nie jesteś jego ojcem. 
- Ale ja dzisiaj wyglądałem jak jego ojciec i się nie bał!
- Bo nie patrzyłeś na niego tak samo....co za kretyni -  Dziewczynka pomachała spuszczoną głową.
- Skąd ty to wiesz? - Zapytał zszokowany Taric.
- Książki psychologiczne. - Odpowiedziała beznamiętnie. - Idźcie na górę i poczekajcie, jak się czegoś dowiem to przyjdę. Tylko cicho, bo Ojciec Katariny ma coś do omówienia z Cassiopeią a nie wyglądał na zadowolonego kiedy pełzła więc może nie mieć humoru. 





Siedzieli już na górze, w poczekalni do gabinetu, która była od razu za schodami. Nie wiedzieli w końcu czy mogą iść gdzieś dalej. 
- Jesteś z siebie zadowolony? - Taric prawie warknął, cały czas starajac sie nie przeszkadzać temu potworowi za drzwiami.
- Nie...Ale to nie moja wina.
- A czyja?! Człowieku potraktowałeś go jak szmatę, to już nawet nie chodzi o to że chcialeś go uderzyć, ale o to co mówileś.
- Nie chciałem go uderzyć tylko podniosłem rękę! A powiedziałem to wszystko w emocjach.
- Ja pierdole czy ty nie masz serca? Nawet w emocjach nie mówi się takich rzeczy! Ty wiesz w jakim on był stanie, jak ja przyszedłem?! Ja myślalem że się zabije conajmniej! 
- A zrozum też mnie co? Ja go kocham, a on mi mówi że się puszczał.
- Nie miał wyboru wiesz? Widziałeś gdzie on mieszkał? Ja mam kolegę z tych biednych dzielnic Piltover, ty nie masz pojęcia jak wygląda ich życie. Wyobraź sobie że twój kochany Aron, jadł cokolwiek raz na tydzień, jeśli udalo mu się znaleźć jakiegos faceta, wyobraź sobie jak mały chłopiec stoi przed sklepem ze słodyczami i nie może nic kupić bo go nie stać. A nie przepraszam, przecież ty nigdy czegoś takiego na oczy nie widziałeś, bo w Demaci biedy nie ma, ale wiesz co? Ja go podziwiam za to że tak długo z tobą wytrzymał. Ja nie płaczę często, ale jakbym był nim i z tobą mieszkał to bym ryczał prawie cały czas. Ty wiesz jak on się musial czuć kiedy zaczął jadać regualrnie, i wstawał z łożka nie krzywiąc się z bólu od siniaków? Dla ciebie to jest normalne, ale dla niego to było jak raj. Ty narzekasz że on z łóżka prawie nie wychodzi, a on całe życie spał na twardym materacu, jak nie na podłodze. Raz na jakiś czas chciał się wyspać więc robił to żeby chodziaż na jedną noc być w ciepłym mieszkaniu z wygodnym łóżkiem, a ty na niego naskoczyłeś. Czasami ja mam wrażenie że wy w Demaci myślicie że każdy człowiek na ziemii ma kochajacą rodzinę, obiadki codziennie, i dom z podwórkiem, najlepiej jeszcze pieska. Mogę się założyć że przez ten czas, jak Aron u ciebie mieszkał, przytył kilka kilogramów prawda? A i tak mało je bo ja widzę z jakim żalem patrzy na jedzenie, jakby było mu głupio że ty za to płacisz. Dla ciebie to nic nie warte grosze, a dla niego to, czego ty nie podniesiesz jak ci spadnie, kiedyś był majątek. I ty masz jeszcze czelność na niego krzyczeć? Ty powienieć go wspierać i się cieszyć że on tam w ogóle jakoś przeżył! - Taric, po wypowiedzeniu tego monologu po prostu się rozpłakał. Łzy leciały mu mniej więcej w połowie, ale dopiero po wypowiedzeniu ostatniego zdania pozwolił sobie na ciche łkanie.
- Ale ja nie wiedziałem....
- Nie kurwa wcale nie wiedziałeś! Ty serio jesteś taki głupi, czy tylko udajesz żeby nie wyjść na większego dupka niż jesteś?
- Panowie nie chcę przeszkadzać tej jakże wzruszajacej dyskusji...- Obaj spojrzeli na Reinę, która stała tam od dłuższego czasu, a łzy spływały jej po policzkach, w czasie kiedy mówila drżącym głosem. - Ale Aron musi na jakiś czas pobyć bez Xina. - Wróciła do swojego beznamiętnego tonu, krzyżujac ramiona. 
- Az takim dobrym mowcą jestem że TY się rozpłakałaś? - Taric widocznie był z siebie dumny, niestety Reina zrujnowała jego marzenia. 
- Nie, jestem zajebista i umiem się rozbeczeć na załowanie. - Usmiechneła się wrednie wycierając twarz. 
- Czekaj, jak to ma pobyć beze mnie?
- Normalnie, aż za tobą nie zatęskni, wtedy po niego przyjdziesz. 
- To gdzie on ma niby być? - Xin spojrzal na kolegę z nadzieją w oczach.
- Stary ja nie mogę, mam jutro gejparty w domu. 
- Czemu mi nie powiedziałeś? 
- A przyszedłbyś?
- Pojebało?
- No to masz odpowiedź.
- To co ja mam zrobić?
- Może on wróci do domu, a ty pójdziesz do hotelu?
- Reinuś kotku, on sobie herbety nie potrafi zrobić jak ty to sobie wyobrazasz?
- Matko, dobra to ja się nim zajmę. Dawaj klucze. - Westchnęła dziewczynka.



Brak komentarzy: