Leżał w jasnym pomieszczeniu, wyraźnie słysząc kołatające serce mężczyny obok. Nie przejmował by się tym normalnie, ale fakt że leży tu od godziny, i boli go obita warga powodowały iż Talona wkurwiał by nawet tykający zegar, gdyby nie to że rzucił w niego sztyletem poł godziny temu.
- Czy ty masz człowieku jakiś problem z sercem? Jak tak to wypierdalaj na kardiologię. - Syknął w końcu, a jego głos przesiąknięty był jadem. Obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Teraz dopiero zauważył że owy mężczyzna to nie mężczyzna tylko nastolatek. Patrzył na niego przerażony, życie Talona jest takie piękne, leży sobie prawie spokojnie a ludzie i tak są zesrani.
- Talon do chuja ogarnij się. Nie strasz go, to taka mała kruszynka jest. - O. Taki ton w stosunku do niego, to raczej rzadko spotykane zjawisko. Już miał zamiar wstać i zabić osobnika, ale po pierwsze ma zakaz zabijania na terenie Piltover, a po drugie ten osobnik to Xin Zhao we własnej osobie.
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem do mojego chłopaka. To taka ciamajda że zaciął się nożem przy krojeniu tak bardzo że musieli szyć. Ahh co ty byś beze mnie zrobił. - Zaśmiał się i przytulił już spokojnego Arona, który w przeciwieństwie do zabójcy mógł spokojnie się ruszać bez grymasu bólu na twarzy. - Lepsze pytanie, co TY tutaj robisz?
- Nie pytaj...- Pokręcił głową, a związana przez pielęgniarkę grzywka wyjątkowa nie kiwała się teraz w rytm ruchów jego głowy. Aż dziwnie jasny miał widok, bez brązowych kosmyków opadających na twarz. - Zaraz...to dziecko to twój chłopak? Ty wiesz że to podpada pod
pedofilję?
- Ej! Ja wcale nie jestem dzieckiem! - Naburmuszył się młodszy, marszcząc słodko brwi.
- Nie krzycz na mnie. Jeszcze minutę temu miałeś stan podzawałowy.
- Ale ja tutaj jestem, więc nie ma powodu żeby się ciebie bał.
- Wiesz że nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem?
- Wiem. Ale wiem również że generał kazał ci zrobić z małej dziewczynki zawodowego zabójcę, myślisz że jak na to zareaguje rada Demacii? Bo mi to podlega pod trenowanie super-żołnierza który pewnie będzie wykorzystany dla wojska. A na kogo może najechać wasze wojsko?
- No piękna teoria, ale jakbym cię zabił to i tak byś jej nikomu nie przekazał. - Spojrzał na drugiego triumfalnie.
- Spiedalaj. - Zaśmiali się, po czym przyszła Akali i stanęła w drzwiach. Patrzyła to na jednego to na drugiego.
- Co się tak patrzysz? - Zapytał cały czas rozbawiony Talon.
- Ja...co ty tutaj robisz?
- Obecnie mam bekę z tego debila. - Machnął głową na drugie łóżko.
- Sam jesteś debil.
- Nie ważne. Aron, możesz już iść do domu. Tylko prawny opiekun musi mi podpisać papiury.
- Akali...wiesz kochanie ty moje jak ja cię uwielbiam...- Zaczął Xin seksownie napinając wszystkie mięśnie.
- Co? - Zapytała obojętnym tonem.
- Bo z jego opiekunem to taka sprawa jest... - Jej wzrok ponaglał niemiłosiernie. - On nie ma opiekuna prawnego....
- Jak to nie ma?
- No nie ma. Jego ojciec go bił, i teraz mieszka ze mną.
- Czyli prawnym opiekunem jest jego ojciec? - Obaj skośnoocy skinęli głowami. - To nie wyjdziesz dopóki mi tego nie podpisze.
- CO?! - Obaj krzyknęli.
- Takie zasady.
- Akali do chuja, on nie może tu przyjść jasne?
- Bo?
- Bo ten człowiek jest chory psychicznie! To alkoholik, serio chcesz żeby zabrał Arona, i znów się nad nim znęcał?!
- Nie ja wymyślam te reguły, przykro mi...- Spojrzała na nich smutno i wyszła. Xin prawie upadł, kiedy młodszy uwiesił się na nim z płaczem.
- Ja nie chcę tam wracać! Nie chcę! Nie!
- Ćśś...kochanie...spokojnie nie wrócisz...nie płacz.
- A co zrobimy?! Wiesz ile kosztuje pobyt w szpitalu?! Ja muszę stąd iść!
- To bardzo słodkie, i ogólnie zbiera mi się na rzyganie...ale, skoro jego ojciec tak bardzo nie może tu przyjść, to weź po prostu i podpisz ten wypis?
- Niby jak? - Talon westchnął i podniósł się do siadu.
- Oni muszą mieć w papierach tylko dowód na to, że jego ojciec go odebrał. Jak podpiszesz to jego nazwiskiem i oddasz to nikt tego nie sprawdzi. Tylko trzeba tak zrobić żeby cię o dokumenty nie pytali, ja bym użył magii.
- Ty masz pojęcie jakie to będzie trudne?!
- Oni muszą mieć w papierach tylko dowód na to, że jego ojciec go odebrał. Jak podpiszesz to jego nazwiskiem i oddasz to nikt tego nie sprawdzi. Tylko trzeba tak zrobić żeby cię o dokumenty nie pytali, ja bym użył magii.
- Ty masz pojęcie jakie to będzie trudne?!
- Boże ale ja się nuuudzę! - jęknęła Reina, po raz kolejny już, bijąc piąstkami Garena po umięśnionych plecach.
- Kata, weź ją ona mnie bije! - krzyknął, przytrzymując mniejsze nadgarstki dziewczynki.
- Niech bije - czerwonowłosa spojrzała w ich kierunku znudzonym wzrokiem. Siedzieli sobie w jej pokoju, praktycznie nic nie robiąc.
- Znudziło mi się..... - mała usiadła na łóżku swojej opiekunki i podparła głowę na dłoniach. Biorąc pod uwagę, że w domu Du Contedeu zawsze jest wysoka temperatura, generałowi zrobiło się trochę cieplej niż powinno, więc ściągnął swój niebieski podkoszulek, ukazując liczne blizny.
- Jedna...druga...trzecia... czwarta....- jęczała, znudzonym tonem czarnowłosa, kiwając swoim ciałem z jednej strony na drugą.
- Co ty robisz? - spytał lekko zmieszany.
- Liczę ci blizny...nawet ładnie ci w nich - zaśmiała się, a po chwili jej ton znów ociekał znużeniem. - Umieram...
- Reina? - zawołała starsza
- Hm?
- Dogadajmy się. Tobie się nudzi, a ja nie chcę ruszać tyłka. Weź moje zlecenie, a połowa kasy będzie dla ciebie. Co ty na to? - młodsza zerwała się z miejsca. a w jej złotych oczach pojawiły się iskierki podniecenia.
- Chcę! - krzyknęła, chociaż bardziej to przypominało pisk.
- O nie, nie, nie, nie. To, że ty jesteś zbyt leniwa, nie znaczy, że możesz ją wykorzystywać - chłopak definitywnie pogroził jej palcem.
- Ale ja jej nie wykorzystuję. Jakbym chciała to bym jej wmówiła, że od sprzątania pokoju, wyrobi sobie refleks i kazała bym jej tu sprzątać. Ona jest za mądra, żeby dać się wykorzystać. Powiedziałam to, bo po pierwsze, ona się czegoś nauczy, a po drugie sama się wyrywa.
- Właśnie! Kogo mam zabić?! - głos dziewczynki, emanował radością, kiedy skakała po łóżku, powodując tym samym, że ciało Garena chcąc, nie chcąc, podskakiwało na materacu. Zielonooka przyglądała się scenie z parapetu.
- Nie i koniec. Nie zgadzam się. - Ty tu kotku nie masz nic do gadania. Mam z niej zrobić zawodowego zabójcę?
- Ale ona jest za mała!
- Nie jest. - Dobra. Jak chciałaś. Dzwonię do Talona - jak powiedział tak zrobił, i chwycił za komórkę.
- Co ty chcesz ode mnie? Mam problem teraz, nie mam czasu - z telefonu wyłonił się obojętny głos.
- Z czym ty masz problem w szpitalu niby? - zapytał drugi, lekko zbity z tropu, marszcząc brwi.
- Z twoim kumplem, sobie wyobraź. Od godziny myślę z Xinem, jak wydostać Arona ze szpitala, tak, żeby jego ojciec nie musiał przychodzić.
- E... Xin nie wiedział że przy wypisie nieletniego, podpis rodzica jest wymagany? Jak go znam to poleciał tam z jakąś głupotą, bo biedny mały Aron przeciął sobie za mocno paluszek....
- Nie wiem, skąd to wiedziałeś ale nie ważne. Najwidoczniej nie wiedział. A co ty chcesz ode mnie?
- A no mamy problem z twoją małą...- Co z nią?! - na wzmiankę o Reinie, długowłosy aż podskoczył, na szpitalnym łóżku, lekko strącając bandaż, który nie chciał się trzymać przez jego gęste włosy.
- Katarina chce jej oddać swoje zlecenie, a jak jej mówię, że jest za mała to się kłóci, a ciebie pewnie posłucha.
- Dawaj ją - warknął wręcz do słuchawki. Garen posłusznie podał dziewczynie telefon, ale mimo odległości między nimi, wyraźnie słyszał co takiego ma przekonać zielonooką do oddalenia tego pomysłu.
- Pojebało cię do reszty?! Ona jest za mała! Jak się dowiem, że to zrobiła, to zetnę ci włosy na krótko i pofarbuję na jasny blond, kiedy będziesz spać! I z Lux pogadam, żeby ci kolor oczu zmieniła na niebieski! DOTARŁO?! - kiedy Katarina, usłyszała, co ma spotkać jej piękny wizerunek, ze strachem patrzyła się w ściane prosto przed sobą, nawet nie mrugają, i wsłuchiwała się w głos przyjaciela.
- Reina zostajesz - powiedziała, nie spuszczając wzroku z czarnej ściany.
- Ale czemu!?
- Bo Talon tak mówi.
- No i prawidłowo. A teraz mi pomóż. Jak mogę zrobić, żeby wypisali tego małego od Xina ze szpitala, bez wizyty jego ojca tutaj.- Pogadaj z Lux niech kogoś przerobi, tak, żeby wyglądał jak jego ojciec i ukradnij mu dowód - powiedziała jakby to było oczywiste.
- Hmm, a wiesz kto mógłby to zrobić? - Zapytał sugestywnie.
- Ja nie mam czasu.- O Reinę mi chodziło, rudy debilu - westchnął, po czym dokończył. - Nie musi nikogo zabijać, a jakieś ćwiczenia jej się przydadzą.
- Ona ma teraz iść z Noxus taki kawał do Piltover?- Zamów jej taksówkę - powiedział zirytowany.
- Kata, weź ją ona mnie bije! - krzyknął, przytrzymując mniejsze nadgarstki dziewczynki.
- Niech bije - czerwonowłosa spojrzała w ich kierunku znudzonym wzrokiem. Siedzieli sobie w jej pokoju, praktycznie nic nie robiąc.
- Znudziło mi się..... - mała usiadła na łóżku swojej opiekunki i podparła głowę na dłoniach. Biorąc pod uwagę, że w domu Du Contedeu zawsze jest wysoka temperatura, generałowi zrobiło się trochę cieplej niż powinno, więc ściągnął swój niebieski podkoszulek, ukazując liczne blizny.
- Jedna...druga...trzecia...
- Co ty robisz? - spytał lekko zmieszany.
- Liczę ci blizny...nawet ładnie ci w nich - zaśmiała się, a po chwili jej ton znów ociekał znużeniem. - Umieram...
- Reina? - zawołała starsza
- Hm?
- Dogadajmy się. Tobie się nudzi, a ja nie chcę ruszać tyłka. Weź moje zlecenie, a połowa kasy będzie dla ciebie. Co ty na to? - młodsza zerwała się z miejsca. a w jej złotych oczach pojawiły się iskierki podniecenia.
- Chcę! - krzyknęła, chociaż bardziej to przypominało pisk.
- O nie, nie, nie, nie. To, że ty jesteś zbyt leniwa, nie znaczy, że możesz ją wykorzystywać - chłopak definitywnie pogroził jej palcem.
- Ale ja jej nie wykorzystuję. Jakbym chciała to bym jej wmówiła, że od sprzątania pokoju, wyrobi sobie refleks i kazała bym jej tu sprzątać. Ona jest za mądra, żeby dać się wykorzystać. Powiedziałam to, bo po pierwsze, ona się czegoś nauczy, a po drugie sama się wyrywa.
- Właśnie! Kogo mam zabić?! - głos dziewczynki, emanował radością, kiedy skakała po łóżku, powodując tym samym, że ciało Garena chcąc, nie chcąc, podskakiwało na materacu. Zielonooka przyglądała się scenie z parapetu.
- Nie i koniec. Nie zgadzam się. - Ty tu kotku nie masz nic do gadania. Mam z niej zrobić zawodowego zabójcę?
- Ale ona jest za mała!
- Nie jest. - Dobra. Jak chciałaś. Dzwonię do Talona - jak powiedział tak zrobił, i chwycił za komórkę.
- Co ty chcesz ode mnie? Mam problem teraz, nie mam czasu - z telefonu wyłonił się obojętny głos.
- Z czym ty masz problem w szpitalu niby? - zapytał drugi, lekko zbity z tropu, marszcząc brwi.
- Z twoim kumplem, sobie wyobraź. Od godziny myślę z Xinem, jak wydostać Arona ze szpitala, tak, żeby jego ojciec nie musiał przychodzić.
- E... Xin nie wiedział że przy wypisie nieletniego, podpis rodzica jest wymagany? Jak go znam to poleciał tam z jakąś głupotą, bo biedny mały Aron przeciął sobie za mocno paluszek....
- Nie wiem, skąd to wiedziałeś ale nie ważne. Najwidoczniej nie wiedział. A co ty chcesz ode mnie?
- A no mamy problem z twoją małą...- Co z nią?! - na wzmiankę o Reinie, długowłosy aż podskoczył, na szpitalnym łóżku, lekko strącając bandaż, który nie chciał się trzymać przez jego gęste włosy.
- Katarina chce jej oddać swoje zlecenie, a jak jej mówię, że jest za mała to się kłóci, a ciebie pewnie posłucha.
- Dawaj ją - warknął wręcz do słuchawki. Garen posłusznie podał dziewczynie telefon, ale mimo odległości między nimi, wyraźnie słyszał co takiego ma przekonać zielonooką do oddalenia tego pomysłu.
- Pojebało cię do reszty?! Ona jest za mała! Jak się dowiem, że to zrobiła, to zetnę ci włosy na krótko i pofarbuję na jasny blond, kiedy będziesz spać! I z Lux pogadam, żeby ci kolor oczu zmieniła na niebieski! DOTARŁO?! - kiedy Katarina, usłyszała, co ma spotkać jej piękny wizerunek, ze strachem patrzyła się w ściane prosto przed sobą, nawet nie mrugają, i wsłuchiwała się w głos przyjaciela.
- Reina zostajesz - powiedziała, nie spuszczając wzroku z czarnej ściany.
- Ale czemu!?
- Bo Talon tak mówi.
- No i prawidłowo. A teraz mi pomóż. Jak mogę zrobić, żeby wypisali tego małego od Xina ze szpitala, bez wizyty jego ojca tutaj.- Pogadaj z Lux niech kogoś przerobi, tak, żeby wyglądał jak jego ojciec i ukradnij mu dowód - powiedziała jakby to było oczywiste.
- Hmm, a wiesz kto mógłby to zrobić? - Zapytał sugestywnie.
- Ja nie mam czasu.- O Reinę mi chodziło, rudy debilu - westchnął, po czym dokończył. - Nie musi nikogo zabijać, a jakieś ćwiczenia jej się przydadzą.
- Ona ma teraz iść z Noxus taki kawał do Piltover?- Zamów jej taksówkę - powiedział zirytowany.
- W sumie, dobry pomysł. To ja dzwonię do Lux, a ty młoda idziesz po ten dowód.
- Daj go na chwilę - wtrąciła młodsza, przejmując słuchawkę.
- No, co tam młoda?
- Daj tego debila małego.
- T- tak ? - usłyszała, cichy głos Arona.
- Gdzie twój ojciec trzyma dokumenty.
- Nie wiem...ja nie wychodziłem z pokoju....prawie....albo uciekałem i szukałem noclegu...albo siedziałem grzecznie u siebie...- jego słodki głosić, odrobinkę się załamał, a łzy spłynęły po policzkach, na samo wspomnienie tego koszmaru. Od razu został przygarnięty w cudowne objęcia swojego bohatera.
- Czyli nie wiesz?
- N-nie mam po-p-pojęcia...
- Okej...za maksymalnie trzy godziny będę - powiedziała tonem, wręcz zawodowca i rozłączyła się nie czekając na odpowiedź. W czasie tej rozmowy, Du Conteu zdążyła zamówić transport dla dziewczynki.
- Chodź i tak muszę wykonać to zlecenie, więc odprowadzę cię na taryfę.
tatarataratara KONIEC <3 PRZYPOMINAM O KOMENTARZACH!!! wiem jestem polsatem :* kolejny rozdział niedługo ( tak właściwie długo, bo gimbus ma w następnym tygodniu 2 sprawdziany) ale jak najszybciej będzie <3 <3 <3 kometarze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz