Witam kochani!!! Wrcam z nowym rozdziałem! Pozprawdzałam różne czcionki i wydaję mi się że ta co jest teraz jest najprzyjemniejsza do czytania. To chyba wszystko z ogłoszeń parafialnych...jest jedno...ale taka magia mojego bloga, no ja robię po prostu co chce XD Mam dla was też wizerunek mojej ulubinej postaci <3 jestem w tym rysunku po prostu zakochana, a następny się robi, więc na pewno też wrzucę, nawet nie wiecie jak mi się ciepło robi na serduszku jak widzę kiedy moja ciężka praca i choroba psychiczna są doceniane XD Dziękuję Iguniu za rysunek i czekam na następny :* :* :* xoxoxo <3 <3 <3
Czywiście domagam się też komentarzy na temat tego rozdziału!!!
Minęło już kilka dni od tamtego dnia. Wszystko zaczynało wracać do normy, może poza tym że Reina i Lux nie odstępowały Ezreala na krok. Do czasu, aż blondynka się nie rozchorowała i musiała zostać w łóżku. Więc leżała cały dzień zamknięta w mieszkaniu, z zakazem otwierania drzwi. Jej chłopak dla większego bezpieczeństwa, zaczarował je jeszcze tak, aby nikt poza nim samym nie mógł ich zniszczyć. Był późny wieczór i zrobiło się całkiem zimno. Wracali już do domu, powoli przechadzając się uliczkami zawsze żywego Piltover.
Czywiście domagam się też komentarzy na temat tego rozdziału!!!
Minęło już kilka dni od tamtego dnia. Wszystko zaczynało wracać do normy, może poza tym że Reina i Lux nie odstępowały Ezreala na krok. Do czasu, aż blondynka się nie rozchorowała i musiała zostać w łóżku. Więc leżała cały dzień zamknięta w mieszkaniu, z zakazem otwierania drzwi. Jej chłopak dla większego bezpieczeństwa, zaczarował je jeszcze tak, aby nikt poza nim samym nie mógł ich zniszczyć. Był późny wieczór i zrobiło się całkiem zimno. Wracali już do domu, powoli przechadzając się uliczkami zawsze żywego Piltover.
- Ez! Ty wiesz która jest godzina?! - usłyszeli głos, a po chwili policyjny motor, zatrzymał się przed ich twarzami.
- Jakoś po północy - odpowiedział, nie rozumiejąc czemu ona jest taka zła.
- Jesteś o takiej godzinie z dzieckiem w mieście?!
- Vi, spokojnie, jakbyś nie widziała to dziecko ma na plecach dwa sztylety i jeszcze więcej pochowanych praktycznie wszędzie, zapewniam, że nic jej nie będzie...Tak właściwie to ona robi za moją ochronę... - ze wstydu pochylił głowę w dół, zakrywając złotymi kosmykami swoje oczy.
- Eee? - teraz dziewczyna spojrzała na Reinę, która właśnie kręciła sobie jednym sztylecikiem w rączce. Czując na sobie jej wzrok przestała i uśmiechnęła się sztucznie.
- No prawdę mówi - powiedziała, chowając ostrze do paska przy spodniach.
- Okej...a jej rodzice? - znów zwróciła się do blondyna.
- Nie wiem, nie znam, nie potrzebuję - jednak dziewczynka postanowiła odpowiedzieć i wzruszyła ramionami. - Możemy już iść, zimno mi. - skrzyżowała ramiona.
- Chcesz kurtkę? - zapytał chłopak.
- W tę twoją kurtkę to bym weszła cała i to dwa razy - parsknęła z kpiną.
- Dobra idźcie - Vi się pożegnała i ruszyła w swoją stronę, z warkotem silnika.
Szli sobie tak w ciszy, a Reina nasłuchiwała czegokolwiek niepokojącego. Zadziwiające jak siedzenie godzinę dziennie z zawiązanymi oczami wyostrza zmysły. Znów to samo, nic.
- Wiesz co? Jesteś bezpieczny, ja jakby co będę gdzieś na górze - powiedziała, wskakując na schody pożarowe jednego z budynków. - Reina złaś na dół!
- To mnie zmuś - uśmiechnęła się złowrogo i weszła na dach. Ezreal był zmęczony po kilku godzinach pracy, więc szedł dalej ulicą, co jakiś czas spoglądając na skaczące przez budynki małe ciało. Dziewczynka widząc, że wyprzedziła go o dobre dwie kamienice, przykucnęła sobie i patrzyła na ludzi. Jednak, kiedy Ez nadal nie przechodził obok, zaczęła się martwić.
- ,,Serio? Pięć minut na niego nie patrzę a temu coś się dzieje? '' - pomyślała wzdychając i udała się w dół. Cofnęła się kilka metrów dalej i zobaczyła Ezreala leżącego na ziemi. Normalnie, by tam podeszła zobaczyć co mu się stało, ale wolała poczekać na Sugę, który pewnie zaraz podejdzie zobaczyć efekt swojej pracy. I nie myliła się, zobaczyła wychodzącego z zaułka wysokiego mężczyznę. Miał białe włosy, ale wyglądał na maksymalnie czterdziestkę, dobrze zbudowany. Jego umięśnione ciało okrywały długi, czarny płaszcz. Dziewczynka przybrała kamuflaż, tak jak uczył ją Talon i niewidzialna podeszła na tyle blisko jak pozwalała jej pewność, że jest nie do usłyszenia. Jednak kiedy zobaczyła, że osobnik wyciąga nóż i przykłada do ciała blondyna, przeniosła się za pomocą shunpo do niego, i wyciągnęła z pokrowca na plecach sztylet, przykładając go do jego tętnicy.
- Nie radzę - powiedziała zimnym tonem. W końcu miała pilnować, żeby Ezowi nic się nie stało prawda? A Talon ma być dumny prawda?
- Ile ty masz lat co? - zaśmiał się cicho, jednak jedyny ruch jaki wykonał to odwrócenie wzroku na nią, i spojrzenie w jej przenikliwe złote tęczówki. I to był błąd. Jedyne czego boją się zawodowi zabójcy to Katarina i Talon. A ta mała najwidoczniej ma zdolności Talona, bo jej nie zauważył i spojrzenie Katariny. Strach przeszył całe jego ciało. Po chwili jednak przypomniał sobie, że to mała dziewczynka, już miał ją odepchnąć kiedy poczuł przeszywający ból w plecach. Teraz miał w nich dziewięć ostrych sztylecików.
- Tyle mam latek - powiedziała śmiejąc się, przy okazji naśladując głos typowego trzylatka. Niestety Suga, jak każdy zabójca, jakoś zniósł taki ból, od którego normalny człowiek by zemdlał. Złapał ją za gruby warkocz i pociągnął na ziemię, nie przewidział, że ona tak to wszystko zrobi że teraz jego ciało leżało na bruku, a ona znów mroziła mu krew w żyłach spojrzeniem.
- Mogę cię teraz zabić - powiedziała, nacinając mu twarz w kilku miejscach. Klęczała nad nim tak, że kolanami i stopami przyciskała najczulsze punkty, a co za tym idzie nie mógł się ruszyć.
- Nie zrobisz tego, jesteś dzieckiem.
- Może. Ale nie lubię jak mnie ktoś, szarpie za włosy - trochę bardziej przycisnęła mu ostrze do gardła, to już nie chodziło o Eza, tu chodziło o jej piękne włosy, które Kata bardzo lubi. Blondyn zajęczał chwilę na ziemi, odzyskując przytomność, przez co dziewczynka się odwróciła. W tym momencie Suga, wyciągnął spod siebie rękę i uderzył, kastetem w jej twarz. Była spokojna, dopóki nie zobaczyła kropelek własnej krwi, kapiących leniwie na ziemię. Mężczyzna nie wiedział, co się dzieje, miał wrażenie, że sztylety wbijają się w niego ze wszystkich stron. Upadł, przez dużą utratę krwi i spojrzał ostatni raz, w te piękne oczy, wypełnione
teraz dziką rządzą mordu.
- Reina! - krzyknął Talon, widząc stan swojej podopiecznej. Rzucił się na kolana, przytulając drobne ciałko do swojej piersi. - Matko, nic ci nie jest? Boli cię to? Boże, co ja sobie myślałem pozwalając ci na tę durną akcję.
- Ej... uspokój się. Poradziłam sobie, jestem cała, o co ci chodzi?
- Twoja szyja... - teraz dopiero poczuła przeszywający ból na policzku. Krew wypływająca z rany, ułożyła mokrą ścieżkę, pozostawiając po sobie karmazynowy ślad na jej drobnej szyi, wyglądało to jakby jej przez całą jej długość, przechodziło przecięcie. Na szczęście tylko wyglądało, rana w rzeczywistości była niewielka. Ot dwie szparki po kolcach broni. Były dość głębokie, wygląda to całkiem poważnie, ale nie boli nie do znisienia.
- Talon...uspokój się....- szepnęła z leciutką złością w głosie, widząc jak z jego oczu wypływaja łzy.- jesteśmy na ulicy nie płacz.- Jednak on nawet nie podniósł wzroku, przytulał ją cały czas, przypominając sobie, jak właśnie Katarina wróciła cała zakrwawiona do jego mieszkania. Dopiero, co nauczył się nie przypominać o tym za każdym razem jak patrzy na jej bliznę, a teraz znowu, ktoś na kim mu zależało został ranny tylko dlatego że go tam nie było. - TALON! - teraz Reina się wkurzyła, ile można klęczeć i ryczeć. - Uspokój się! - krzyknęła wycierając krew ze swojej szyi, rozmazując ją na rękawie i większej powierzchni skóry. - Widzisz? To tylko krew, nie jestem tak ranna jak to wygląda.
- To skąd ci to leci? - westchnęła odgarniając włosy, które wypadły jej z warkocza i ukazała dwa nacięcia, u dołu policzka, mniej więcej równo pomiędzy ustami a uchem.
- One nie są nawet głębokie...- dodała przejeżdżając palcami po ranach, mimo że były.
- Ja nie chcę przerywać, ale on chyba ucieka....- usłyszeli, cichy głos Ezreala, który najwidoczniej był czymś otumaniony, bo jego oczy straciły ten piękny blask. I faktycznie Suga, ledwo, w miarę swoich możliwości próbował się podnieść, ale średnio mu to wychodziło, bo Reina na prawdę nieźle go pokiereszowała. Talon widząc to, doskoczył do niego i w jednej chwili wbił mu oba ostrza, które nosi na rękach w brzuch. Przesunął je do góry, tak, że między nimi było serce. Przekręcił oba tak że teraz były poziomo, a życie Sugi właśnie dobiegło końca. Chłopak wpadł w tak dziki szał, że osobne organy tego faceta latały po całej szerokości uliczki. Blondyn widząc coś takiego, najzwyczajniej puścił pawia.
- Co ty robisz? - spytała zażenowana Reina.
- Ty wiesz, że ci blizna zostanie przez tego dupka?
- To nie jest powód żeby rzucać jego jelitami! - Dla mnie jest. Chyba też jesteś zła prawda?
- Nie tyle na niego, co na siebie ale tak, przydałoby się odstresowanie.... - chłopak uśmiechnął się tajemniczo.
- Co powiesz na rzucanie tym w ludzi z dachu?
- Błagam cię mała, ty chyba tego nie dotknie....- Ezreal nie skończył dokończyć, bo jego obiad znów chciał opuścić jego żołądek, kiedy zobaczył jak ta dziewięciolatka, chwyta w swoją małą rączkę...chyba nerkę...i podrzuca nią sobie jak piłką. - Talon, coś ty zrobił z tego dziecka?
- Jak to co? Nowego najlepszego zawodowego zabójcę na świecie, oczywiście - Długowłosy wzruszył ramionami i obiął dziewczynkę ramieniem.- I jestem z niej cholernie dumny - Reina słysząc to przytuliła się do niego bardziej. - Jak chcesz to możesz już iść do domu, a ja ją zabiorę z powrotem do Noxus...
- Błagam nie rzucajcie tym w ludzi to jest obrzydliwe....- powiedział patrząc na pozostałości z ciała Sugi.
- Dobrze nie będziemy... - Powiedział drugi, a kiedy blondyn oddalił się na wystarczającą odległość dokończył. - Będziemy rzucać tym w niego ....
- I po kilku minutach stali już na dachu jego wieżowca, wyczekując celu. Wszystkie wnętrzności zapakowali z powrotem do ciała i Talon go niósł przez kilka uliczek, normalny czlowiek by pokonał tę drogę w piętnaście minut, ale oni to wyższa klasa ludzi, i oni chodzą po dachach, dzięki czemu ta droga trwa najwyżej trzy minuty.
- Widzę go - powiedziała cicho Reina, łapiąc wątrobę Sugi i rzuciła nią w blondyna. Oczywiście trafiła bezbłędnie w jego złote włosy. - Trafiony - oboje się zaśmiali, widząc jak Ezreal warczy coś pod nosem, pewnie na ich temat i wbiega na klatkę schodową.
*jutro popołudniu*
- Czy ty jesteś poważny człowieku?! Co ty sobie myślałeś?! - na powitanie krzyknął generał Du Coutedeu zza swojego dużego drewnianego biurka. Reina pierwszy raz była w jego gabinecie, całkiem spory pokój, wyłożony czarną wykładziną. Ściany były poobklejane planami, mapami, projektami i innymi kartkami. Na przeciw dużego drewnianego biurka stały dwa taborety, fotele są za wygodne i na jedynym w tym pomieszczeniu siedzi teraz siwy mężczyzna, o przenikliwie zielonych oczach. Przynajmniej wiadomo, po kim starsza córka je ma.
- O co ci chodzi? - spytał lekko wkurzony.
- Sobie wyobraź panie ,,wszystko mi wolno'' ,że dostałem wczoraj wiadomość że mój człowiek, z mojej armii, porozwalał wnętrzności jakiegoś typa po Piltover! Czy ty wiesz, jakie ja miałem problemy cały dzisiejszy ranek?! Masz zakaz zabijania na terenie miasta i za każdym razem, jak wchodzisz na teraz musisz meldować się na policji! Masz pojęcie jak to utrudnia nam działanie?!
- Po pierwsze, w ogóle nie utrudnia, albo ja nie mam pomysłu jak, po drugie, mogę się meldować, po trzecie, nie krzycz na mnie, sprowokował mnie, po piąte, nie robiłem tego jako Noxiański żołnierz tylko jako cywil. Coś jeszcze czy mogę iść z Reiną trenować, tak jak mi kazałeś? - skrzyżował ręce na piersi.
- Ty idioto! Traktują nas jako potencjalne zagrożenie! - generał wstał z miękkiego fotela i złapał Talona z ubrany kaptur, pociągając go do góry, na wysokość swojego wzroku.
- To pójdę i im powiem, że ....- nie zdążył dokończyć, bo oberwał mocnym lewym sierpowym w twarz. Tak generał Du Coutedeu jest leworęczny. Chłopak upadł na ziemię, łapiąc się na obolały polik. Normalnie, już by zabił napastnika, ale ta osoba to wyjątek. Tylko przed nim czuje respekt i tylko jego się boi, więc dał się obijać po twarzy i ledwo przytomny, z rozwaloną twarzą podniósł się przykrywając apaszką praktycznie rozerwany łuk brwiowy. Zaskoczony mężczyzna spojrzał na siedzącą na blacie dziewczynkę, przyglądającą się całej scenie. Wesoło macała nogami i przyglądała im się zimnym wzrokiem.
- I nic? Nie wzruszona? - zapytał generał, widząc jak dziewięciolatka patrzy na całą zakrwawioną twarz swojego opiekuna.
- Za co go pobiłeś? - spytała z zażenowaniem w głosie.
- Za rozwalanie organów człowieka po ulicy.
- No, a myślisz, że z kim to robił? - zaśmiała się wesoło, drapiąc dwie dziurki na swojej twarzy. Nie wiedziała czy to dobrze że swędzą, ale pamiętała, że jak w sierocińcu zrobiła komuś krzywdę to pani zawsze mówiła, że jak swędzi to znaczy, że się goi.
- Ty miałeś z niej zrobić bezwzględnego zabójcę, a nie psychopatę!
- Na jedno wychodzi...- wyjęczał cicho, widząc przed oczami ciemne mroczki. Na prawdę mocno oberwał, a szybko ulatująca krew, wlewała mu się do oczu i ust.
- Ehh, co ja z tobą mam. Dobra, kara karą, ale za potrzebny jesteś żeby cię stracić więc idź to sobie wszystko załatać - pokręcił palcem przed jego twarzą, wskazując na wszystkie rany i siniaki. Zerknął jeszcze przelotnie na Reinę, która znowu drapała się po twarzy- A jej co się stało?
- Oberwała kastetem.
- Jak ona ma niby dla mnie pracować jak wcześniej zginie?! - dziewczynkę to trochę uraziło. To, że została ranna nie znaczy, że coś się jej stanie. W końcu wczoraj teoretycznie zabiła dorosłego faceta, jakby nie patrzeć zawodowca i to całkiem dobrego. Gdyby Talon tam wtedy nie przyszedł i jej nie przerwał to by to zrobiła.
- Ona jest lepsza niż ci się wydaje. Wiesz kogo to były organy? Sugi. - Czekaj...tego Sugi który jako jedyny kiedyś cię trafił?
- Tak, i trafił mnie bo byłem pijany.
- No przyznaję, robi wrażenie. - położył jej rękę na ramieniu.
- Dziękuję - odpowiedziała zimnym tonem, po czym skierowała wzrok na upadające ciało.
- Uła, chyba za bardzo oberwał....- generał podrapał się po głowie.
- Może nie za bardzo, ale w złe miejsce. Ja mu jakoś to zatamuję, a ty załatw transport do Piltover, bo trzeba go poskłada. - powiedziała obwiązując mu bardzo mocno białą apaszkę wokół głowy.
- Ale...- Ale w Piltover jest najnowocześniejszy szpital, i nie gadaj tylko działaj, bo ci zaraz najlepszy zabójca w kraju zejdzie.
- Jak on mógł to zrobić!
- Riven, uspokój się nic mi nie jest, straciłem trochę krwi i tyle....
- Reina! Powiedz mu coś!
- Ale co? Nic mu nie jest przecież. To jest Du Coutedau on może wszystko.
- Nie można tak bić swoich ludzi!
- Riven! - głos Talona, teraz przypominał warknięcie. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, to pierwszy raz odkąd ukazał przy niej jakieś emocje...no poza rozbawieniem i podnieceniem.... - Przepraszam...po prostu nie rozumiem czemu jesteś taka zła.
- Bo się o ciebie martwię debilu! Co jak następnym razem zrobi ci coś gorszego?! Leżysz przez niego w szpitalu, a pielęgniarki powiedziały że zostaniesz kilka dni!
- Nie zrobi, za bardzo mnie potrzebuje, a poza tym czuję się dobrze, więc nie ma potrzeby żebym tu leżał.
- Lekarz powiedział, jak byłeś nieprzytomny, że masz zostać na wypadek jakby coś nagle zaczęło cię boleć. Możesz mieć wstrząs mózgu, czy coś, nie wiem nie słuchałam - powiedziała Reina siadając sobie na łóżku. Spojrzała przelotnie, na drugiego pacjenta w tej sali.
- Dobra, trzymaj się - wstała, i pocałowała go w skroń. - Ja muszę iść do pracy. Pa pa - wstała i wyszła, mijając w przejściu Katarinę, z Garenem.
- Kata! - krzyknęła, wesoło dziewczynka, przytulając się do czerwonowłosej.
- Hej, moja kopio - zaśmiała się starsza, podnosząc ją tak że praktycznie, cały jej bok oparty był o piersi. Katarina spojrzała na jej policzek i skierowała wzrok na Talona. - Czy ty nie umiesz przypilnować małej dziewczynki? Ty masz talent do pozwalania kobietom rozjebać sobie ryj. - Zaśmiała się cicho.
- Musiałaś o tym wspominać...- szepnął cicho.
- Oj stary nie przejmuj się, dzięki tobie jej spojrzenie jest jeszcze straszniejsze. - Powiedział w końcu Crowngard.
- Tylko ty jesteś taki jebnięty, że tobie się to po prostu podoba. - czerwonowłosa odstawiła dziewczynkę.
- Dobra, opowiadajcie lepiej jak się razem mieszka.
- Taluś, kotku, ja mam seks na śniadanie, seks na obiad, i seks na kolację - zaśmiał się generał.
- Ta. I może jeszcze frytki do tego? - na tę odpowiedź Garen popatrzył kilka sekund w oczy kolegi, potem w oczy swojej dziewczyny, trochę na sufit i podłogę...
- Nie wiesz co odpowiedzieć prawda? - zaśmiała się zielonooka.
- Zielonego...- westchnął i cała czwórka się zaśmiała.
- Dobra, teraz zrobię coś po co tu przyszłam.- Zaczęła spokojnie - Jakim prawem on cię uderzył do chuja! Jak ja go pierdolnę to mu się kurwa miecze w sejfie pogną! Jebany idiota! Trzeba było mu oddać!- Kata, to jest twój ojciec.
- I chuj, nie może sobie od tak bić kogo mu się podoba! Nawet jak rozprułeś jakiemuś typowi flaki!
- Uspokój się. Głowa mnie jeszcze boli!
- Jak mnie głowa boli, to on nie przestaje się do mnie dobierać! - wskazała palcem na stojącego obok Garena.
Siedzieli tak jeszcze chwilę, jak Katarina się uspokoiła, rozmawiali o różnych sprawach. Po ogólnym dojściu do porozumienia, że do czasu aż Talon nie wyjdzie ze szpitala Reina będzie mieszkać u nich przez te kilka dni.
- Ej! A ty bez żadnej dyskusji tak sobie pójdziesz? - wyjęczał Talon, wydymając dolną wargę.
- No wiesz...to ja tu jestem idol i wzór do naśladowania. - Du Coutedeu puściła u oczko.
- Oj nie chcę ci przeszkadzać, bo musisz odpoczywać - młodsza wywróciła złotymi oczami, i wyszli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz