niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 21 Ezreal dobrze się nią opiekuje!

CO TAK MAŁO KOMENTARZY HMM?!
Plosię o akywność :( 



- Jak ty to sobie wyobrażasz?! Nie chcieli mnie wpuścić ale wypuszczą mnie bez problemu? - Ezreal szedł za swoją dziewczyną do wyjścia z posesji Crowngardów.
- Normalnie, może jeszcze nie wiesz ale tutaj strażnikiem zostaje ktoś, kto jest na tyle głupi, że potrafi tylko stać i obserwować czy nikt podejrzany nie wchodzi. To jest trochę jak fundacja, bo właściwie nic, a nic nie muszą robić, czasami tylko się im powie żeby kogoś nie wpuścili, tak jak ciebie teraz. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Jak ktoś wychodzi to nawet nie patrzą. 
- No ja mam nadzieję - doszli do bramy, w nocy była pięknie ozdobiona świecącymi w ciemnościach kwiatami. Lux otworzyła ją i przeszła, a za nią szedł szybko chłopak, który starał się zakryć swoją twarz blond włosami. 
- Idź normalnie - wywróciła oczami. 
- A panienka nie powinna o tej porze być w domu? - zapytał jeden ze strażników. 
- Eee...Mam szkolenie, nowe czary i te sprawy - blondynka modliła się w duchu, żeby ta dwójka nie miała pojęcia o jej programie nauczania, który zakończył się rok temu. 
- A Ezreal? - jej niebieskie oczy skierowały się na drugiego, który trzymał za kołnierz jej chłopaka, dobre 30 cm nad ziemią. 
- Puść go. 
- Twoi rodzice zabronili nam go wpuszczać, więc chyba będą wdzięczni, kiedy im go przyprowadzę.
- Radzę jej posłuchać - Ezreal skrzyżował ramiona. Obaj mężczyźni się zaśmiali. 
- Idziesz z nami dzieciaku i nie dyskutuj - teraz chwyt przeniósł się na jego złote kosmyki, co odrobinkę zabolało. Ale ta odrobinka wystarczyła żeby chłopak stracił nad sobą panowanie. Nikt nie boże go szarpać za włosy, nikt. Uderzył mężczyznę łokciem w brzuch, niestety przez zbroję udało mu się tylko zadrapać sobie rękę. Przez to został rzucony na ziemię. 
- Zostawcie go, bo zrobię się nie miła. 
- Chcesz mieć problemy? - starszy mężczyzna szarpną ją za ramię. W tym momencie padł na ziemię, a jego plecy cały czas błyszczały. Ezreal miał złość wymalowaną na twarzy, a z jego oczu bił piękny blask światła. Rękawica cały czas przepełniona była złotymi promieniami, w czasie kiedy chciał obezwładnić drugiego przeciwnika, oślepiło go światło klatki. 
- Po pierwsze, nie jesteśmy na ,,ty'' tępe śmiecie. Po drugie, teraz grzecznie wrócicie na wartę, a moim rodzicom powiecie, że nic nie widzieliście. A po trzecie ... - Nie zdążyła dokończyć, gdyż zrobił to Ezreal.
- A po trzecie, kobiet się nie bije, szarpie, pcha i inne rodzaje przemocy. - niestety strażnicy nie dawali za wygraną i po chwili znów byli gotowi do zatrzymania ich. 
Po nie całej chwili, i całej masie czarów, pech chciał że Ezreal postanowił dobić ich swoją najlepszą umiejętnością, która wbrew założeniu pomknęła w stronę okien rodziców Luxanny. Nie mieli zamiaru się tym przejmować i zostawiając nieprzytomnych mężczyzn na środku przejścia, pobiegli do Piltover. 
- Wytłumacz mi, czemu to się nazywa CELNA salwa skoro ty tym trafiać nie potrafisz. 
- Nie ja wymyślałem tę nazwę. 
- Czy ty masz pojęcie, że jeśli oni to widzieli, teraz ściga cie demaciańska gwardia narodowa?
- I co z tego? Garen wydaje rozkazy, a nie twoi rodzice. 
- Też racja. 


- Garen? -  do pokoju generała weszła jego matka. - Widziałeś może przed chwilą za oknem taką dużą strugę światła? 
- Coś niby mignęło, a co? - chłopak na zewnątrz był znudzony, ale wewnętrznie modlił się, żeby tylko zdążyli wyjść, zanim ich rodzice się zorientują.
- Nic...a gdzie twoja siostra?
- Od kilku godzin siedzi i płacze w swoim pokoju, a gdzie może być?
- Jesteś pewien, że tam jest?
- W stu procentach.
- I jeśli teraz tam pójdę to ją zastanę?
- Na twoim miejscu bym tam nie szedł.
- A to niby czemu?
- No nie wiem, może temu, że zniszczyłaś jej życie i cię nienawidzi? 
- Ja jej układam życie, a nie niszczę. Jeszcze mi za to podziękuje. 
- Już to widzę. Normalnie w tej chwili pada na kolana i całuje cię po stopach. 
- A co ty taki niemiły jesteś?
- Bo moja kochana siostrzyczka płacze i to przez ciebie. 
- Przejdzie jej. - Od niechcenia machnęła ręką.
- Nie ważne. Wyjdź. 
- Aha, czyli ty też jesteś na mnie zły?
- Nie mamusiu. Ja jestem niewyobrażalnie wkurwiony, więc proszę wyjdź zanim powiem ci za dużo. 
- Nie przeklinaj. 
- Będę mówił, co będę chciał. Jakbyś nie wiedziała to dzięki mnie i Lux ten kraj jeszcze stoi, więc nie mów mi, co mogę robić, a czego nie. Chociaż jakbym wiedział, że ten traktat pokojowy i tak nic nie da to bym się przeprowadził do Noxus, bo tam jest spokojnie i mają nas w dupie. 
- Nawet tak nie żartuj.
- Ja nie żartuje. Chciałem zamieszkać z Katariną. 
- Nie.
- Nie? Czemu? Przecież też jest z bogatej rodziny. 
- Ale jest z Noxus.
-  Co ty gadasz?! - Udał zdziwienie.
- Nie będziesz mieszkać w Noxus. Jeszcze ci coś zrobią.
- Jakbyś nie zauważyła rucham najniebezpieczniejszą osobę na świecie, więc nikt normalny by mnie nie dotknął. A teraz wyjdź i mnie nie wkurwiaj, bo się zaraz spakuję i wyjdę z tego jebanego domu w tym momencie.
- Ty mi grozisz?!
- Nie. Ja cię informuję, że niedługo nie tylko Lux będzie mieszkać w innym mieście. 
- Lux mieszka... - Lily nie zdąrzyła dokończyć, gdyż uprzedził ją chłopak.
- Lux jest już pewnie w drodze do Piltover. Do SWOJEGO mieszkania, gdzie miesza ze SWOIM chłopakiem. 
- Ty sobie żartujesz!
- Żartem jest ciąża w twoim wieku. 
- Co?
- Wiem ile miałaś lat jak się urodziłem.
- Skąd? - Jej twarz wyrażała teraz czyste przerażenie.
- Nie ważne. - Garen chciał krzyknąć ale się powstrzymał i wyszło z tego głośne syknięcie.
- Dobra. Synku uspokój się. Podaj mi adres Eza.
- Nie znam. 
- Jak to?! TY nie wiesz gdzie i jak mieszka twoja siostra?! Kto jak kto ale ty powinieneś wiedzieć.
- Powinienem, ale nie chcę. Ezreal dobrze się nią opiekuje i jestem pewien, że nie ma potrzeby moich wizyt tam. 
- Gadaj gdzie ona jest!
- Bo co? 
- Bo....bo....bo cię wyrzucę z domu!
- Mam się pakować teraz czy mogę rano? Tylko pamiętaj że jeśli ja stąd wyjdę to już nie wrócę, a jak mnie Darius zobaczy chodzącego sobie po Noxus to zapewniam że długo ten kraj nie pobędzie na mapie. 
- I tak ci nie wierzę.
- To już twój problem. Pamiętaj, że ja chcę dla Lux najlepiej, a skoro ma mnie po swojej stronie to nic nie zrobisz. 



*~ Kilka dni później ~*


Ezreal zbierał ze stolików brudne naczynia, miał sporo pracy bo cała dzisiejsza śliczna pogoda się obraziła i pognała gdzieś, a na jej miejsce przyszła ulewa zalewając całe Piltover. No a gdzie uciekną ludzie ze spacerów jak nie do najlepszej knajpy w mieście. Kątem oka zauważył kolejne dwie postacie wchodzące do pomieszczenia, nie zwróciłby na nie uwagi, ale jedna z nich była w demaciańskiej zbroi. Kiedy zobaczył ojca swojej dziewczyny, w sekundę schował się pod ladą. 
- Ej wiesz co tu robi Marcus z Sugą? - Usłyszał głos Talona, który właśnie obierał się plecami o drewniany blat. 
- Ty go znasz? 
- Tak, i czemu się chowasz?
- Bo tak trochę porwałem Lux i cała armia demaciańska mnie szuka.
- Nie chcę przeszkadzać....- Nie wiadomo skąd pojawiła się Reina, teraz trzymająca rękę na kolanie blondyna. - Ale na twoim miejscu nie ruszała bym się nigdzie sama. - Obaj spojrzeli na dziewczynkę jakby obwieściła że idzie do zakonu. - Czytałam o tym Sudze, niby drogi ale w sumie za wiele nie potrafi, nie zmienia to faktu że zabójca to zabójca, a jak ma zlecenie na ciebie to w końcu cię zabije. - Uśmiechnęła się zabawnie i wskoczyła na ladę, siadając obok Talona.
- Ja nie wiem co ty zrobiłeś, ale stary jesteś niesamowity. Jak? Wytłumacz mi jak do chuja można wkurzyć jakiegokolwiek Crowngarda żeby wynajął zawodowego zabójcę. 
- Nie pytaj, powiesz mi kiedy wyjdą?
- Jakby ci to powiedzieć....ty tu pracujesz....to jest kawiarnia....oni chyba chcą coś zjeść, więc musisz tam...
- Nie! Idź za mnie! Proszę! 
- Napiwek na mnie?
- Tak tylko niech oni już wyjdą!
                        *pół godziny później*
- I?
- Wyszli już - na te słowa Ezreal pierwszy raz od pół godziny, ruszył swoje cztery litery i wstał. - Wiesz...może pogadam z Katą i by przez jakiś czas z tobą wszędzie chodziła, jakby co?
- Nie dzięki, sam sobie poradzę.
- Ale ty nie rozumiesz. Ja wiem, że umiesz o siebie zadbać ale to, co innego niż jakiś napad. My potrafimy usłyszeć z dwudziestu metrów otwarcie noża sprężynowego i przeładowanie broni. Coś mi się wydaje, że gówno zrobisz, jak ci ktoś snajperką w tył głowy przyjebie. 
- Dziewczyna nie będzie mnie ochraniać. 
- Ezreal do cholery! Możesz zginąć! Ten typ potrafi zajebać małą dziewczynkę na widoku dziesiątek ludzi! Nie myśl sobie, że jak będziesz się trzymał tłumu to ci się nic nie stanie. 
*wieczorem*


- Nie wierzę że ci pozwolił - powiedział Ezeal, idąc powoli zatłocznymi uliczkami Piltover, przyglądając się małej dziewczynce, idącej na murku obok niego. 
- Nie doceniasz mnie. Poza tym nikt chyba nie będzie podejrzewał, że pilnuje cię mała dziewczynka, więc nie będzie taki ostrożny, a co za tym idzie szybciej go zobaczę - wyśpiewała prawie na jednym tchu.  Szli sobie spokojnie do mieszkania, było już ciemno, a jedyne oświetlenie dawały uliczne lampy. Niestety w rejonach Ezreala ich nie ma, więc musiał rozjaśniać drogę swoimi mocami. Reina dla zabawy przenosiła się z jednego miejsca na drugie, jakby w ogóle jej to nie męczyło. 
- Czy ty musisz tak skakać?
- Tak. Katarina powiedziała, że jak dorosnę to teleportacja będzie mnie szybko męczyć, więc korzystam póki mogę - chłopak westchnął męczeńsko i zaczął przekopywać torbę w poszukiwaniu kluczy, jego towarzyszka od razu przeniosła się na klatkę schodową, po namyśle chłopak zrobił to samo. 
- Mamy gościa! - krzyknął od progu, jednak nikt mu nie odpowiedział. - Lux! Gdzie ona wyszła do cholery o tej godzinie? 
- Obawiam się, że sama nie wyszła....- wyjęczała Reina podając mu karteczkę ze stołu. 

,, Hejo śmieciu! Następnym razem, jak pożyczysz moją narzeczoną to oddaj ją po dwóch dniach, bo tęsknię. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe wparowania do twojego mieszkania i wywleczenia jej stąd siłą. Skubana niby taka mała ale szarpać się potrafi, jestem ciekawy czy jest tak samo ofensywna w łóżku, chociaż...pewnie już nie jestem, bo kiedy to czytasz ja pewnie już ją rucham w mojej wielkiej komnacie, w pałacu, tak, że zdziera sobie gardło. Miłego płakania pizdo :* 
                                                                                                                                                                     Jarvan VI ''

- Ez... Spokojnie....tylko się uspokój....- mówiła powoli Reina, widząc wściekłość malującą się na twarzy blondyna i ogrom mocy opuszczający jego oczy. Miała wrażenie, że magia ulatuje mu nawet z włosów. 
- Ależ ja jestem spokojny. Po prostu zajebie gnoja i tyle - dziwne, że powiedział to na prawdę dość łagodnym tonem. 
- Opanuj się. 
- Nie. Nie mam zamiaru. Ona należy do mnie i ja jestem jedyną osobą, która może powodować jej krzyk w łóżku. Jebana kurwa księżniczka, wsadzę mu tę lancę w dupę, tak, że mu kurwa gardłem wyjdzie - darł kartkę na coraz mniejsze kawałeczki, a kiedy było to już niemożliwe rzucił je na podłogę i wybiegł trzaskając drzwiami. Dziewczynka od razu podążyła jego krokiem. 


- Musisz - przybliżył jej twarz do swojej.
- Nic nie muszę - syknęła, odwracając głowę na bok.
- Będziemy małżeństwem. 
- Tak, a Katarina przefarbuje się na blond i ubierze sukienkę. 
- To nie jest zabawne.
- Nie masz prawa mnie tu trzymać. 
- Serio? Mi się jednak wydaję, że mam. Jestem księciem ja mogę wszystko - w tej chwili pocałował ją głęboko, ponieważ nie zdążyła zacisnąć ust. Na szczęście ręce miała sprawne, więc pociągnęła go za włosy kilka przy tym wyrywając. 
- Tak chcesz się bawić? - warknął, masując obolały tył głowy.
- A co uderzysz mnie? 
- Jestem monarchą, nie uderzę kobiety. Ale i tak mnie nie denerwuj. Ściągnij spodnie - powiedział w miarę miłym tonem, uśmiechając się lekko. 
- Pojebało cię, jeśli myślisz, że to zrobię. 
- I tak w końcu będziesz musiała urodzić moje dziecko, więc chyba lepiej jak już będziesz się przyzwyczajać - dziewczyna uśmiechnęła się słodko i plunęła mu prosto w twarz. Wytarł to rękawem i sam zdarł dresy jednym szarpnięciem. Teraz Lux przestraszyła się już na poważnie. Chociaż, on jej nic nie zrobi, nie może, nie jest do tego zdolny. Ale ta dzika żądza w oczach, mówiła co innego. Złapał jej nadgarstki i uniósł nad głowę. Pochylił się i złączył ich usta, a jedną ręką masował delikatnie jej piersi.  W tej chwili klamka do sypialni została szarpnięta mocno kilka razy, ale bez skutku. Jednak po chwili drzwi zostały wyrwane z zawiasów, a w pokoju pojawił się blondyn.
- Masz czas żeby ją puścić, dopóki jestem spokojny - powiedział otrzepując się z tynku. 
- Jesteśmy trochę zajęci, prawda kochanie? - zapytał się jej, po czym znów zawładnął jej wargami. Dopiero, kiedy chłopak podniósł wzrok zobaczył zaistniałą sytuację. Jarvan, na Lux, całuje ją. Ona jest bez dolnej części garderoby, zapłakana. Dosyć. Nigdy w życiu nikt go tak nie wkurwił. Nie panował nad sobą. Reina właśnie weszła do pokoju i sama się przestraszyła. Nie widziała nigdy u nikogo takiego szału. Nawet na Talona nie patrzył się aż tak. ( od.aut.  kto pamięta jak Talon przespał się z Lux na wycieczce? XD ) Dziewczyna siedziała i tylko patrzyła, jak krew Jarvana rozlewa się po podłodze. Nawet nie zauważyła kiedy wpadło tam czterech strażników, gdyż tak szybko zostali unieszkodliwieni promieniami Ezreala. 
- Ej no weź coś zrób. Przecież on go zaraz zabije - Reina przyglądała się całemu zajściu z boku. Druga spojrzała tylko w złote tęczówki i cicho wyszeptała,
- Ez...zostaw go już.... - chłopak spojrzał na nią przelotnie i znów uderzył pięścią w twarz księcia. Po chwili jednak wziął głęboki oddech i wrócił do łóżka. Objął mocno ukochaną i pogłaskał ją po włosach.
- Kochanie przepraszam... nie powinienem był cie zostawiać samej...przepraszam...przepraszam - teraz on się rozpłakał.
- Co tu się dzieje? Kazali mi zabrać ludzi i przyjść. - w drzwiach pojawił się Garen. Spojrzał szybko co się dzieje, a jego zielony wzrok dłużej zatrzymał się na ledwo przytomnym Jarvanie, który właśnie opierał się ręką o ścianę i kaszlał krwią. Pamiętał jedyną sytuację, kiedy Ezreal był zdolny do czegoś takiego. Ale stan Talona wtedy w porównaniu do tego, co zostało z twarzy księcia to był po prostu dzień do nocy. Więc jego myśli były przepełnione wątpliwościami. - ,, Co tu się musiało stać, że Ezreal wpadł w taki dziki szał? Chwila. Co oni właściwie tu robią? ? Czy Lux nie ma spodni? '' -  po chwili wszystko ułożyło się w idealną całość. - Ez weź ją do Xina, ja sobie z nim jeszcze pogadam. Reina? Chcesz sobie poćwiczyć celowanie?
- Pewnie!  - dwójka wyszła, a ciało Jarvana znajdowało się teraz jakiś trzydzieści centymetrów nad ziemią. Powiesił go na wieszaku na kurtki, i odsunął się do końca pokoju. - Jak mogłeś? Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, nigdy bym nie pomyślał, że jesteś aż takim śmieciem, żeby móc zrobić coś takiego. Jakim prawem możesz nosić koronę, co? Czy wam wszystkim już do końca w tym kraju  odjebało? Może jak była mała, a ty się nią opiekowałeś kiedy nie było naszych rodziców, też ją dotykałeś, a ja o tym nie wiem? 
-...
- Jarvan!
-... - mężczyzna był zbyt obolały żeby mówić. 
- Okej. Młoda. Wiesz gdzie rzucać żeby bolało ale nie zrobiło mu większej krzywdy? 
- Pewnie - Wzruszyła ramionami.
- To do dzieła.
- Na prawdę mogę? 
- Tak, jak nie trafisz też się nic nie stanie. - Wyszedł a dziewczynka zachowywała się jakby jego ciało było tarczą, a sztylety rzutkami. Podłoga była praktycznie wszędzie we krwi. W sumie nawet zaczynało śmierdzieć. Kiedy mała się znudziła wyjęła z niego ostrza i jakby nic się nie stało, wyszła.
- Co się dzieje? Twoja mama mówiła, że tu będziesz, co się stało? - kogo jak kogo ale Katariny się tutaj nie spodziewał. - Reina, co ty tu robisz? 
- Długa historia, ale można uznać, że trenowałam. 
- Jarvan chciał zgwałcić moją siostrę. 
- CO KURWA?! ZAJEBIE GNOJA! - już rzucała się do biegu, ale chłopak złapał ją w pasie. 
- Uspokój się, jest na wpół żywy.
- Co?
- Ezreal to widział. 
- I teraz karmazynowa posoka spływa po jego ciele na już nią umorusaną podłogę - dokończyła za niego Reina. 
- Nie wiem skąd ona potrafi składać takie zdania, ale mniej więcej tak jest. 
- Jak mi powiedziałeś, że Ez to widział to się dziwię, że ten budynek jeszcze stoi. 
- Lux mu powiedziała żeby przestał. 
- Gdzie ona jest.
- U Xina... słuchaj....ja już nie chcę tutaj mieszać ....
- Czekajcie. Garen Crowngard nie chce mieszać w Demacii. Dobra, co ja ćpałam. 


- To nie jest zabawne! Ja na prawdę już nie chcę...nie mógłbym... Mogę pomieszkać trochę u ciebie? Do czasu aż czegoś nie znajdę?
- Wiesz....








Brak komentarzy: