wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 20 Będziesz królową

wróciłam kochani :* nowy rozdzialik <3 I muszę podziękować mojej kochanej becie ! Iguś dzięki tobie piszę rozdziały bez myśli ,,ja pierdole jeszcze poprawić muszę'' i od razu szybciej idzie ! a teraz już bez zbędnego gadania zapraszam do czytania! ( #rymłam bo moge)






- Nie wierzę! Nie zrobisz nam tego! - krzyczała Lux caluteńka zlana łzami.
- Uspokój się....- wyszeptał Ezeral próbując dodać jej otuchy.
- Uspokój się? Uspokój się?! Jak ja mam się uspokoić?!
- Lux, słonko tak będzie lepiej... - jej matka nie starała się ją jakoś przekonać.
- I jak ty to sobie wyobrażasz? Mam wyjść za kogoś, kto mi się nawet nie podoba, o kochaniu nie wspomnę tylko dlatego, że wy macie taki kaprys!? Jarvan powiedz im coś!
- Wiesz... mi to nawet na rękę...
- Kurwa - westchnęła siadając z powrotem na kanapę.
- Jak ty się wyrażasz? Mówiłem, że ten cały pomysł z daniem jej odrobiny wolności jest zły. Jak ona ma rządzić krajem, kiedy zachowuje się jak hołota? Trzeba było od razu zabronić im się spotykać, a nie udawać, że nam się to podoba - do kłótni postanowił się wtrącić także Marcus.
- Nie mam zamiaru rządzić żadnym krajem! - Ezreal tylko przysłuchiwał się kłótni w ciszy, próbując zatrzymać łzy. Nie mógł do siebie dopuścić faktu, że już nigdy jej nie przytuli, pocałuje, nie obudzi się obok. Jak on ma bez niej żyć... Już chyba wolał by na początku zostać niezaakceptowany, może wtedy nie kochał by jej tak bardzo.
- Lux, ja rozumiem że to dla ciebie trudna sytuacja ale tego wymaga twoje pochodzenie. - Książe próbował rozwiązać tę sytuację bez niepotrzebnych kłótni.
- To niech Garen się ożeni z twoją matką! - odpysknęła księciu.
- Nie krzycz na mnie. On robi, co może dla Demaci.
- On coś robi!? On nie potrafi nic oprócz walczenia i wymyślania głupich planów, których właściwie by nie mógł układać bez MOJEJ wiedzy, MOICH informacji, które JA zdobywam, narażając SWOJE życie.
- Uspokójcie się wszyscy! - głos Lily rozbrzmiał w pomieszczeniu. - Ezreal, a ty co o tym sądzisz? - dodała spokojnie.
- Ja? - chłopak uniósł w końcu mokre oczy - Ja chyba nie mam nic do gadania prawda? Ale powiem. Wiele razy mówiłem, że państwo są cudowni, mili i takie tam. Ale teraz wszystko to cofam. Jak można tak łudzić człowieka, tylko po to, żeby nie narzekał? Jak można nie zwracać uwagi na uczucia własnego dziecka? Czy na prawdę dobro kraju, któremu i tak już nic nie zagraża jest ważniejsze, niż jej szczęście? Na prawdę jesteście zdolni do zniszczenia życia własnemu dziecku? Ja sobie poradzę, najwyżej się zabiję, ale Lux będzie musiała żyć z kimś, kogo nie chce. Na prawdę chcecie żeby wasze córka uprawiała seks wbrew własnej woli? Ja myślałem że Noxianie są okropni, ale oni przynajmniej mówią od razu, co myślą i jedyne czym się przejmują to siła, nigdy nie słyszałem, ani nie czytałem o kimś z Noxus, kto by tak bardzo skrzywdził kogokolwiek, oni potrafią zabić, zadać ból fizyczny, ale nigdy by tak strasznie kogoś nie zranili. WY JESTEŚCIE GORSZYMI POTWORAMI NIŻ ONI! - w połowie jego wypowiedzi słone kropelki kapały smutno na spodnie. Zerwał się wybiegając z budynku, wszyscy patrzeli na niego z osłupieniem na twarzy.
- Widzisz? On nie jest ciebie wart - powiedział Ojciec dziewczyny.
- Bo co? - jej głos był teraz przepełniony nienawiścią, nie wiedziała gdzie podziali się jej kochani rodzice, zawsze ją wspierający, uśmiechnięci, teraz widziała przed sobą obcych ludzi.
- Prawdziwy mężczyzna nie płacze.
- Nie płacze? A pomyślałeś czemu on płacze?! Płacze, bo mnie kocha! I jest sto razy bardziej męski, niż całe nasze wojsko razem wzięte! A dla twojej informacji, twój kochany synek beczy praktycznie bez przerwy i powodu!
- Możesz przestać dyskutować? Czy ty nie widzisz, czego odmawiasz? Możesz być królową, będziesz królową. Będziesz miała wszystko na skinienie palcem.
- Dobra, chcę Eza.
- No wszystko oprócz niego.
- Nie mam zamiaru być żadną królową.
- Wolisz mieszkać w tym małym mieszkanku, z chłopakiem, który zarabia grosze w pięciu różnych pracach?!
- A wiesz, że właśnie to mi się w nim podoba? Jarvan siedzi na dupie z koroną na głowie i ma co zechce, a Ezreal ciężko pracuje, a wiesz po co? Żeby sprawić mi drobny prezent, który podoba mi się bardziej niż cały ten jebany pałac. Jakby nie pracował to spokojnie mógłby się utrzymywać, ale skoro mieszkam z nim ja, to pracuje, żebym kiedy wrócę do domu, mogła zobaczyć chociaż głupią maskotkę!
- Widzisz? Cieszysz się z byle gówna, a ja dam ci co sobie zamarzysz.
- Jarvan?
- Tak?
- Zamknij się.
- Córciu zastanów się przez chwilę. Co wolisz, mieszkać w brudnym Piltover, w małym mieszkaniu, które może zostać w każdej chwili zburzone przez Jinx, czy w dużym bezpiecznym pałacu?
- Mamo zastanów się przez chwilę. Co wolisz, żebym była szczęśliwa czy żebym nie była?
- Będziesz szczęśliwa w pałacu.
- Będę szczęśliwa z Ezrealem.
- Wydaje ci się.
- Nie. To wam się wydaje, że wiecie wszystko najlepiej. Nie mam nawet zamiaru zostawać królową, a jak się nie podoba to możecie mnie już nie nazywać swoim dzieckiem - smutek już dawno zastąpiła czystą złością.
- Nie żartuj tak nawet.
- Ja wcale nie żartuję.
- Żartujesz.
- Śmieszne? Wydaje mi się, że żarty zazwyczaj są śmieszne. Skoro tak bardzo nie podoba wam się wizja mnie mieszkającej w Piltover, to my się bardzo chętnie przeniesiemy do Noxus.
- Dosyć! - Marcus wstał gwałtownie z kanapy - Moja córka nie będzie mieszkać w żadnym innym miejscu poza Demacią. A tym bardziej w Noxus.
- Mieszkam w Piltover od kilku tygodni.
- Pomieszkujesz. Powinnaś się cieszyć, że tyle czasu mogłaś się nacieszyć tym zerem.
- Nie nazywaj go tak.
- Ale taka jest prawda.
- Prawda jest taka, że jesteście największymi świniami jakie znam.
- Jesteśmy twoimi rodzicami!
- JUŻ NIE!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Jesteś głodny? - zapytał Xin delikatnie przeczesując palcami włosy młodszego.
- Jejku, pytasz o to dziesiąty raz w ciągu godziny. Nie jestem - Aron zaczynał się powoli denerwować.
- Przepraszam, ale się o ciebie troszczę - zaśmiał się pochylając nad mniejszym ciałem i pocałował go w czoło.
- Wiem, jesteś taki kochany - chłopiec ukazał rząd białych ząbków i wtulił w jego umięśnione ciało.
- Mógłbym się z tego łóżka nie ruszać - znów zachichotał przyciągając go całego na siebie. Ta chwila czystego szczęścia ( których było około 100 dziennie ale nie ważne) została przerwana pukaniem do drzwi.
- Kto śmie zakłócać mój spokój?
- Może pójdę otworzyć? - chciał się podnieść, jednak uniemożliwiały mu to silne dłonie zaciśnięte na pośladkach - Xin...
- Hm?
- Żebym wstał musisz mnie puścić - uroczo się uśmiechnął.
- Nie chcę.
- Puść, bo będę płakał. - Aron wydął wargę i zmarszczył słodko brwi.
- Oj, nie lubię, jak płaczesz, chyba kiedy zaczniesz będę cię przytulał tak długo, póki nie przestaniesz.
- Daj mi otworzyć te drzwi, zboczeńcu!
- Ej, ale tak mi nie mów... - rozbawiony chłopak zrobił smutną minkę i podciągnął kilka razy nosem, jednak młodszy mógł już wstać do drzwi. Otworzył je i widok jaki ujrzał zszokował by nie jednego jasnowidza. Stał przed nim, blondyn, bez duszy w oczach, natomiast po jego polikach spływały cały czas nowe łzy.
- Emm tak?
- Jest twój chłopak?
- Jeest...
- Przerwałem wam coś?
- Niee....
- Mogę wejść?
- Jasne....
Weszli do salonu, starszy od razu usiadł na kanapie i zawył głośno chowając twarz w dłonie.
- Kto tak wyje? - zapytał Xin wychodząc z sypialni, wiązał właśnie włosy w kitkę - Matko, co ci się stało? - powiedział widząc stan kolegi.
- Masz alkohol?
- Nie dam ci się upić. Aron, idź na zakupy, lista jest na lodówce. Kup tyle, ile dasz rade przynieść bez jakiegoś większego wysiłku, dobrze kochanie?
- Jasne! Rozumiem, że mam się nie spieszyć? - zapytał sugestywnie patrząc na zapłakanego Eza.
- Jakbyś mógł.
- Dobra - pobiegł do kuchni i po chwili wybiegł, całując na pożegnanie długowłosego w policzek.
- Więc powiesz mi, co się stało? - usiadł obok niego na kanapie i i objął delikatnie ramieniem.
- Nie chcę ci głowy zawracać, chcę się tylko napić, a do ciebie było szybciej niż do sklepu.
- To masz problem, bo ja nie piję i w moim domu nie ma alkoholu. Opowiedz.
- Nie chcę o tym gadać. Ty jesteś taki szczęśliwy, nie chce ci psuć humoru.
- Lux?
- Zabrali mi ją rozumiesz!? - kolejny raz wybuchł płaczem, rzucając się koledze na szyje.
- Uspokój się. Kto?
- Jej rodzice!
- Marcus i Lily? Przecież oni cię strasznie lubili, co zrobiłeś?
- Ja?! To oni, zniszczyli mi życie...
- Co?
- Wyobraź sobie,  udawali, że mnie lubią tylko po to, żeby Lux nie narzekała. Od początku planowali dać jej odrobinę wolności, tylko po to, żeby teraz kazać jej wyjść za Jarvana.
- Nie wierzę, oni są tacy kochani przecież...
- Aha, czyli mi nie wierzysz? To po co w ogóle pytałeś!
- Nie no, ja ci wierzę tylko trudno mi się oswoić z tym, że zawsze uśmiechnięci i kochani Crowngardowie, nagle zrobili się tacy chamscy.
- Mi też ciężko było uwierzyć, jak to powiedzieli.
- I co ty teraz zrobisz?
- Nie wiem...chyba muszę się pogodzić z faktem, że takie gówno jak ja nie może być ze szlachtą.
- EJ! Nie jesteś gównem. Jesteś idealnym chłopakiem, wszystkie dziewczyny i część chłopców o tobie marzy, jesteś śliczny, męski, czuły, zaradny, romantyczny, wierny, silny...
- I co z tego, skoro nie jestem pierdoloną arystokracją?!
- Wiesz przecież, że ona się nie zgodzi.
- Nie za bardzo ma na to wpływ, wiesz?
- Ma, przecież musi mieć wpływ na to z kim będzie żyć, prawda? Poza tym przecież jej matka też była prostą mieszkanką Demaci, zanim wyszła za jej ojca.
- Co?- Ezreal podniósł głowę, z ramienia kolegi i spojrzał mu w oczy.
- Nie wiedziałeś? Gdyby nie to, że wpadli, to nie byli by małżeństwem...no i nie było by Garena.
- Xin...KOCHAM CIĘ STARY! - ramiona młodszego, mimo że takie drobne, teraz całkiem mocno zaciskały się na szyi wyższego.
- Czemu?
- Wiem, jak ją odzyskać! To znaczy znów z nią być, dziewczyna to nie przedmiot, żeby ją mieć i tracić - Mimo łez cały czas wypływających z szafirowych oczy, wrócił stary dobry Ez.
- Błagam cię tylko mi nie mów, że chcesz jej zrobić dziecko.
- No, a czemu nie?! I tak miałem to w planach tylko, że na później, ale tego wymaga sytuacja.
- Serio myślałeś już o zakładaniu rodziny?
- No jasne. Oczywiście chciałem to zrobić jak oboje będziemy dorośli ale...nie to jest zły plan, jeszcze bardziej mnie znienawidzą prawda?
- Wiesz....teoretycznie byli by wtedy hipokrytami - na pytający wzrok blondyna kontynuował - Zastanawiałeś się kiedyś, czemu Lily wygląda na 30 latkę mimo tego że ma 50?
- Tak. Uznałem że ma szczęście.
- Ezreal. Szczęście nie spowoduje, że wygląda się 20 lat młodziej. Oczywiście, ona wygląda młodo na swój wiek ale, i tak ma 35.
- Czekaj. Ale Garen ma....ONA ZASZŁA W CIĄŻE W WIEKU 16 LAT!?!?!
- Tylko nie mów nikomu, że ci powiedziałem. Nawet oni chyba nie wiedzą.
- Jak można nie wiedzieć, ile lat ma własna matka?
- Tak, że cała Demacia myśli, że ona ma 50. Kiedy to się stało dla rodziny Marcusa był to straszliwy wstyd, no więc wymyślili, że będą mówić że jest starsza.
- A nie mogli udawać, że nic się nie stało?
- Zagroziła, że jeśli jej nie pomogą to wszystkim powie. Rozumiesz, reputacja rodu i tak dalej.
- A ty skąd to wiesz?
- Od Jarvana. Podsłuchał kiedyś rozmowę swoich rodziców, a byliśmy wtedy na tyle mali, że nie myślał i mi to powiedział, wtedy nie rozumieliśmy za bardzo, o co chodzi, ale teraz chyba przyda ci się ta informacja prawda?
- Jasne! Jesteś cudowny! Kocham cię normalnie! Muszę lecieć! - już miał wychodzić kiedy usłyszał jedno zdanie.
- Tylko pomyśl, co chcesz zrobić i nie pij nic - przytaknął w odpowiedzi i wyszedł.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- No przestań no.... - szeptał cicho Garen, głaszcząc swoją młodszą siostrzyczkę po plecach. Od godziny wtulona w jego ramię płakała bez przerwy. - Lukxik....
- Co?
- Spokojnie. Siostra, ja cię nie oddam przecież.
- Al al ale ...
- Nie ma ,,ale'', jesteś moja i kropka. Ezreal długo się starał, żebym pozwolił móc cię w ogóle dotykać i jeśli ja nie pozwolę, to Jarvan się do ciebie na dwa metry nie zbliży, jasne?
- No dziękuję, że chociaż ty mi na to pozwalasz - wtrącił ów blondyn, wyrywający dziewczynę z objęć jej brata.
- Ezreal! Jak ty tu wszedłeś?! - zapytała już roześmiana wieszając mu się na szyję.
- Tak samo jak Kata.
- Jak obszedłeś strażników? - wtrącił się zdumiony Garen.
- Wiesz....przekupiłem ich. Kosztowało mnie to jedną czwartą wypłaty tygodniowej z pomagania w policji, ale jestem gotów zapłacić wszytko żeby mi jej nie zabrali - mówiąc to wtulił bardziej, mniejsze ciało w swoją klatkę piersiową.
- Dobra odkleicie się od siebie. Trzeba myśleć, co robić - westchnął demacianin, z wyraźnym wyrzutem w głosie.
- Ale ja już wiem, co robić. To znaczy mam pewien pomysł - dwójka usiadła na łóżku generała. Dziewczyna znów wtuliła się w swojego ukochanego. - Pamiętasz, jak ci mówiłem, że kiedyś będziemy szczęśliwą rodziną? - kiedy skończył to zdanie złożył na jej czole delikatny pocałunek, który w dotyku przypominał muśnięcie skrzydełkami motyka.
- Pamiętam i co?
- Wiecie, ile lat ma wasza mama?- spojrzał na nich z lekkim uśmiechem na ustach.
- 50 - odpowiedzieli jednocześnie, na co blondyn leciutko się zaśmiał.
- Otóż kochani, wasza mama ma lat 35.
- Dobra, co ty ćpałeś? - zaśmiał się wesoło starszy, czochrając bujną blond czuprynę, tak, że w dłoni zawisły mu gogle.
- Nic nie ćpałem, Xin mi powiedział - ton jego melodyjny głos teraz był śmiertelnie poważny.
- Czekaj, bo ja nie ogarniam...skoro moja matka ma tyle lat, ile mówisz...to jakim cudem taki doskonały, duży mężczyzna, jak ja wylazł niby z szesnastoletniej cipy, co? - Garen skrzyżował triumfalnie ręce i spojrzał na młodeszego z wyższością.
- Niby tak debilu. Zrobiłeś się taki ,,doskonały i duży'' trochę później, wiesz? Widziałem wasze albumy, ty byłeś jeszcze bardziej zniewieściały, niż ja. Poza tym nigdy nie zastanawiało was czemu wasz ojciec poślubił starszą od siebie kobietę? Która na dodatek była szarą mieszczanką?
- Nasza mama była szlachcianką przecież, a wzięli ślub, bo się kochali - Lux uroczo wydęła wargę i zmarszczyła brwi. Wyglądało to, jakby była smutna, ale wszyscy wiedza, że ona tak robi jak się zastanawia.
- No nieźle was wkręcili. A macie jakieś zdjęcia swojej mamy jak była mała?
- Eee, wtedy nie było jeszcze aparatów - Garen uznał, że ma rację i szeroko się uśmiechnął. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że całe życie był okłamywany. Nie uznawał takiej rzeczywistości. A najgorsze jest to, że cholera to co Ezreal mówi ma strasznie dużo logiki i skleja się idealnie w całość.
- Były przecież. Czarno białe, ale były. Mi powiedzieli, że spłonęły....
- Widzicie, nawet nie powiedzieli wam dokładnie, tego samego.
- Garen. Ty z nimi pogadasz, a ja idę do domu. - Lux wstała i związała włosy w kitkę, żeby jej nie przeszkadzały.
- Zaraz jak? Co? Gdzie ty masz zamiar iść!?
- Do mnie pójdzie. I tak tam są jej prawie wszystkie rzeczy. Możesz unieruchomić straże? - Zapytał swoją dziewczynę.
- Oczywiście, że mogę. Nikt nigdy mnie tak nie wkurwił.
- Dobra i nie gadaj tyle z Vi, bo przeklinać zaczynasz. To co? Pomożesz nam?
- No nie wiem...Będę miał kłopoty...i w sumie jeśli należelibyśmy do rodziny królewskiej to....
- Garen! Do chuja! Nic się nie zmieni, jeśli za niego wyjdę jasne?! NIC! Oni to sobie ubzdurali. Błagam, ja nie chcę. Pomóż mi no...jestem twoja siostrą, chyba chcesz mojego szcześcia, prawda? Proszę....- Po raz kolejny tego dnia się rozpłakała, lecz tym razem ukochane ramiona szybko uspokoiły jej umysł. Tuż przy swoim uchu usłyszała cichy, równiez drzżżcy głos.
- Proszę, Garen...pomóż nam....

- Ja....



















Brak komentarzy: