- A ty jeszcze nie śpisz? - zapytał zabierając jej kartonik, i upił łyka, po czym oddał napój.
- Byłam ciekawa czy dzisiaj wrócisz. - zaśmiała się, a w jej złotych oczach pojawił się dziwny błysk
- Ty nie jesteś za mała na takie skojarzenia? - skrzyżował ramiona, patrząc na nią z góry. Wzruszyła obojętnie ramionami.
- W sierocińcu nas molestowali.
- I ty to kurwa mówisz tak spokojnie?! Co ci zrobili?! - Chłopak wpadł w szał. Czuł się za nią odpowiedzialny, i mimo tego że te wydarzenia miały miejsce przed ich poznaniem, i tak miał ochotę urządzić tym opiekunkom czy chuj wie kto się nimi zajmował, krwawą rzeź.
- Ej. Ty mnie nie obrażaj. Ja nie jestem jak te wszystkie upośledzone, nie umiejące się bronić niedorozwoje. Mi nic nie zrobili, bo jak raz jeden typ mnie złapał tam gdzie nie powinien to tydzień nie mógł ruszać ręką. - Zaśmiała się, i kolejny raz zassała, mleko słomką.
- Ja zaczynam podejrzewać że ty jesteś z którymś z nas spokrewniona. - Zaśmiał się i usiadł obok dziewczynki.
- Chciałabym. Ale i tak jestem zajebista. - jej prawy kącik ust uniósł się do góry. Podała chłopakowi szczotkę do włosów, i rozpuściła swoje czarne kosmyki. Talon bez pytania zaczął je czesać, aż się miło robi na wspomnienie jak tak samo pielęgnował krwisto-czerwone kłaki Katariny. Nawet nie chciało mu się zwracać uwagi na wulgarne słownictwo dziewczynki. A niech się przyzwyczaja.
- A tak właściwie to jak podróż? - Wypadało by spytać, jak wieczorem dziewięciolatka sobie poradziła, idąc pieszo dobre dwa kilometry, jeszcze kawałek przez Noxus.
- Ujdzie. Tylko miałam lekki problem przy bramie miasta. Ale sobie poradziłam.
- Czekaj....- Chłopak przypomniał sobie, że kiedy wracał, zobaczył starszego, około trzydziestoletniego mężczyznę. Co prawda żył, ale powolutku się wykrwawiał, on leżał....pod bramą. - Coś ty zrobiła?!
- No co? Nie będzie mnie stary dziad cukiereczkami częstował. Ja wiem czy nie miał jakiejś broni? - Mała się oburzyła. Czemu on się tak czepia kiedy komuś zrobi krzywdę? Przecież nie robi tego dla zabawy, a jemu się zdarza, ona to robi w samoobronie, a tego właśnie ją uczyli, więc o co to zamieszanie?
-Ehh dobra. Ale wiesz że on jeszcze żył?
- No na pewno by wstał. Już widzę jak za mną biegnie. - Odprysknęła sarkaztycznie. - Nie martw się tak, tylko mów co z Riven. - Od razu rozpromieniała. To niesamowite, jak kobietom, nawet takim małym, szybko zmienia się nastrój.
- A co ma być? - Nie wiedział o co jej chodzi.
- No podoba ci się nie? - Reina postanowiła, że nawet jeśli tak nie jest, to mu to wmówi. Jeszcze nie wie jak, ale nie po to czytała książki psychologiczne żeby nie umieć manipulować ludźmi.
- No może pod względem estetycznym...
- I dlatego gadałeś z nią pół dnia?
- No fajna jest...
- Podoba ci się.
- No może trochę...
- Chciałbyś z nią być?
- No...
- Słuchaj. Nawet ja wiem że zdania nie zaczyna się od ,,no''. A ty zacząłeś tym dwa ostatnie.
- Idź spać. - Powiedział kiedy zrozumiał że ona ma rację.
- Może jeszcze ,,nie pyskuj'' ?
- Nie pyskuj. - Oboje wybuchli śmiechem. - Dobra starczy. Późno już, idziemy spać. - Powiedział Talon, kiedy mogli w miarę złapać oddech.
- A kiedy pójdziemy na miasto? - Zapytała, uroczym głosikiem, układając jasno-różowe usta w dziubek.
- Codziennie chodzimy.
- Ale mi chodziło w sensie że w nocy, do pracy.
- Jak będziesz starsza. To jest niebezbieczne.
- Ale Kata...
- Ona była pierwszy raz jak miała 13 lat. Ty masz 9. - Przerwał jej w połowie zdania.
- Ale ona powiedziała że mnie zabierze niedługo
- Zajebie ... - Powiedział do siebie, ale mała bez problemu mogła to usłyszeć. - Nie, nie zabierze cię. Zabraniam. Ona jest teraz zakochana i majaczy.
- Ale ty jesteś głupi. - Wyjęczała, znów ciągnąć go za włosy.
- Nie za włosy mała poczwaro! - Starał się ją jakoś unieruchomić, ale jest strasznie zwinna, i skończyło się na tym że spadł z kanapy na twarz. Leżał tak chwilę, czując jak po uderzeniu w twarde panele jego nos zaczyna krwawić, wsłuchując się jednocześnie w radosny śmiech dziewczynki.
- Reina....krew mi leci...- Udał że płacze i się podniósł, zbyt gwałtownie, co spowodowało nagły potok karmazynowej cieczy na jego twarzy.
- Ojejku krew! Nie mogę patrzeć! Fuj! Straszne! - Przerażona uciekła do łazienki, a chłopak przyłożył sobie apaszkę do nosa, i zaczął szukać jakichś chusteczek. Po króciutkiej chwili dziewczynka, wyszła z kafelkowanego pomieszczenia [ od autorki: nie mogłam znaleźć innego synonimu słowa łazienka :/ ] z zażenowaniem na twarzy.
- Masz ciamajdo. - powiedziała podając mu dwa tampony. Popatrzył na nią jak na kretynkę. - No co? To jest dobre na rozwalony noc, dużo chłonie i trzymać nie musisz.
- Nie będę łazić z tamponami w nosie.
- Będziesz.
- Nie. - Zniecierpliwiona, pociągnęła go za włosy na kanapę, i wyrwała z rąk czerwoną apaszkę. W ten sposób po chwili, krew kolejny raz popłynęła prawie że strumieniem po jego ustach i brodzie. Patrzyła jak kolejne kropelki opływają jego zaciśnięte usta, i kapią na ubrania oraz kanapę.
- Długo jeszcze masz zamiar przeciekać czy uznasz w końcu że twój nos ma okres? - skrzyżowała ramiona.
- Ehh dobra dawaj to! - Wyrwał jej to co trzymała w dłoniach i wsadził sobie do nosa. Oczywiście Reina od razu wybuchła dzikim śmiechem. - Co się śmiejesz?!
- Myślałam że po prostu przyłożysz ręcznik. - Powiedziała, w przerwach na oddech. Po kilku minutach, tak bolał ją brzuch, że powoli przestawała się śmiać, a Talon cały czas siedział z tymi tamponami w nosie, które jak na złość były coraz bardziej czerwone. - Może jednak pójdziemy do szpitala? Normalnie już by przestało. - Dodała poważnie, kiedy zobaczyła że po takim czasie nos jej opiekuna nie przestawał krwawić.
- Nic mi nie będzie. - Odpowiedział obrażony.
- Ale ja poważnie mówię chyba masz złamany nos.
- Nie boli.
- Ale krwawi. A ty i tak jesteś oporny na ból.
- Spadłem z kanapy do cholery, nie jestem takim melepetą żeby samemu sobie złamać nos.
- A przypomnieć ci jak skręciłeś kostkę, kiedy schodziłeś ze schodów?
- Kata wbiła sobie sama sztylet w nogę ale jej tego nie wypomnisz co?
- Ale raz. A ty się kaleczysz non stop. Poza tym nawet nie wiedziałam że to zrobiła, chociaż ona jest tak świetna że i tak ci nie wierzę. Idziemy do szpitala niech ci to naprawią.
- Nie wyjdę na miasto z tamponami w nosie. Co z moim szacunkiem?
- I tak się ciebie wszyscy boją więc nie będą się śmiać! Idziemy! - Teraz już na prawdę była zła. Nie dość że się z nią kłóci to jeszcze czepia się jej idolki. No jest jeszcze sprawa jego stanu zdrowia, bo Reina się o niego martwiła, ale oczywiście Cień Ostrza nie może się ośmieszać, idiota. W jej złotych oczach tańczyły teraz wesoło iskierki wściekłości, a brwi szpetnie zmarszczyły czoło w grymasie złości. Kiedy i to nie podziałało chwyciła sztylet i przecięła mu bok.
- A tobie co?!
- Idziemy do szpitala! - Kolejne nacięcie.
- Przestań!
- Ruszaj dupę bo zrobię ci mozaikę z brzucha.
- Ja się ciebie boję. - westchnął głucho i udał się do drzwi.
- Tego mnie uczysz. - uśmiechnęła się złośliwie pchając go do wyjścia.
- Czemu trzymasz mnie za tyłek? - Spytał lekko zdezorientowany, czując małe dłonie na swoich pośladkach.
- Bo mi się podobasz. - Odpowiedziała złośliwie. - No chyba dlatego że jestem mała i wyżej nie sięgnę geniuszu. Ty i te cholernie długie nogi - Prychnęła, puszczając go, kiedy byli już poza mieszkaniem.
- Czy ty aby się nie złościsz? - Spytał zgryźliwie.
- Nie będę sobie trudzić moich cennych emocji na takie duperele.
- Moja szkoła. - Zaśmiali się, i udali w drogę przez ciemne zakamarki Noxus.
Szli sobie teraz główną ulicą...dla nich główną, dla zabójców, dilerów, dziwek, i innego ścierwa tego kraju. Wszyscy z daleka osuwali się Talonowi z drogi, robiąc tym samym przejście Reinie. Dziewczynka nie mogła uwierzyć że są tak wystraszeni i nawet nikt nie śmie się lekko uśmiechnąć, a w końcu chłopak ma tampony w nosie! No w sumie w tym cieniu spowodowanym kapturem, nie widać jego twarzy, może oprócz ust. Z jakiegoś klubu, na kilkaset metrów rozchodziło się ciepło. Na tyle irytujące że chłopak zdjął ten kaptur.
- Poczekaj chwilę. - Powiedział do dziewczynki po kilku krokach i zniknął. Wrócił po paru sekundach, a jego sztylety były na samych czubkach lekko umorusane świeżą krwią. - Będą się mnie nie bać debile jedne. - Prychnął otrzepując kurz z ramienia.
- Czekaj bo chyba coś mnie ominęło. Co to się stanęło się?
- Nie słyszałaś jak szeptali?
- Nieeee
- No więc jeden szepnął moje imię i obaj się zaśmiali, jakby było kurwa z czego. Jak chcesz być zabójcą to trzeba ci jakoś zmysły wyostrzyć. - Pomyślał, że przecież oni mają skoli wzrok, czuły słuch, a nawet on ma niesamowicie wyczulony węch, Reina nie słyszy nawet szeptów z odległości kilku metrów, trzeba się tym zająć.
- Po pierwsze nie przeklinaj przy dzieciach - Zachichotała - Po drugie, jakim cudem ktoś taki wspaniały jak ty jest taki ułomny?
- Ale że co?
- Debilu masz tampony w nosie i dziwisz się że się śmieją?
- Kurwa. - Powiedział gdzieś w przestrzeń wyciągając waciki z nosa. Krew już mu nie leciała. Wyrzucił szybko środki higieny i wystraszonym wzorkiem spojrzał na dziewczynkę. - Kto jeszcze widział?
- Emmm... wszyscy odkąd zdjąłeś kaptur? - Znów wybuchła śmiechem.
- To nie jest śmieszne to twoja wina! Już mi krew nie leci wracamy. - Zarządził, i złapał małą za rękę ciągnąc w kierunku jakiegoś zaułka. Od razu kazał jej się wdrapać na schody pożarowe, i dach.
Szli ponad wszystkimi. Piękne uczucie, to tak jakby byli lepsi. Zaraz Talon był, a Reina będzie. Świetne wrażenia, piękna wizja przyszłości. Jak tylko mała myślała, że na jej widok też wszyscy będą się chować, uciekać albo trząść odczuwała nie małą satysfakcję. Nie może się doczekać, ale jakoś tak chyba nie umiała by zabić drugiego człowieka.
- Tylko teraz uważaj bo ten dach jest pochyły. - Z rozmyślań wyrwał ją głos nauczyciela.
- Talon....
- Tak?
- Ja chyba nie umiem kogoś zabić - Powiedziała smutno.
- Spokojnie, ja w twoim wieku nie skrzywdził bym muchy. - Zaśmiał się i wziął ją na ręce.
- A no to luz. - Powiedziała, a ogarniające jej młode ciało zmęczenie całego dnia, dało o sobie znać w postaci ziewnięcia.
- Ojejku dzidzia chce śpiulkać? - Zaśmiał się.
- Zamknij się. Mam dziewięć lat to logiczne że jestem zmęczona. - Naburmuszyła się, jej złość jeszcze bardziej się ukazała, kiedy wyjątkowo rozpuszczone, czarne włosy, pod wpływem wiatru wleciały jej w twarz.
- No widzisz a ja jestem mądry i mam kitkę. - Reina zobaczyła szereg białych, równych, idealnych wręcz zębów, które Talon pokazał w pięknym uśmiechu, co z tego że miał on być złośliwy, i tak był piękny. Obrzuciła go gromiącym spojrzeniem i po raz kolejny ziewnęła. - Jak chce ci się spać to śpij. I tak już cię niosę. - Uśmiechnęła się wesoło, i wtuliła głowę w zgłębienie jego szyi.
- No ej mała wstawaj. - Szepnął jej do ucha. Otworzyła oczy, i złote tęczówki zobaczyły ich mieszkanie. No ok, tylko czemu od zewnątrz?
- Hm? - Mruknęła przecierając oczy.
- No drabiną cię nie zniosę. Niby jak? - Odstawił ją na ziemię, dach właściwie. Mała od razu zaczęła schodzić na dół.
- Jakbyś mnie trzymał jedną ręką a drugą trzymał drabinę to byś dał radę wiesz? - Dodała po chwili.
-Wiem ale mi się nie chciało. - Zaśmiał się, i po kilku minutach byli już w domu, w łóżeczku, i grzecznie spali.
Po kilku godzinach nic nie robienia Katarina z nudów obrysowywała palcem zarys mięśni Garena.
- Łaskoczesz - Zachichotał słodko, pociągając ją do góry.
- Nudzę się bardziej niż zwykle i nie mam pojęcia czemu.
- Może temu że nie masz na dzisiaj żadnych zleceń więc twój mózg przyswaja że nic nie będzie robił przez dłuższy czas? Poza tym Talon z tą małą dzisiaj nie przyszli.
- Ej faktycznie, zupełnie o tym zapomniałam.
- No widzisz tak na ciebie działam. - Znów się zaśmiał.
- Nie, raczej twoje ciało tak na mnie działa. Nie mam gustu. - Teraz ona lekko chichnęła.
- No ej. To było niemiłe.
- A myślisz że dla mnie to miłe? Tyle dupeczek dookoła a ja kocham akurat ciebie. To niesprawiedliwe. - Udała płacz i przeturlała się tak że teraz leżała na nim cała.
- Ja ci nie kazałem.
- Zamknij się. - Lekko cmoknęła jego policzek.
- Tak właściwie to czemu nie przyszli?
- Nie mam pojęcia. Zadzwonię do niego. - Podniosła się, aby poszukać telefonu. Zobaczyła że za oknem jest praktycznie ciemno. Ba. Jest noc. Z pośpiechem zobaczyła na małym ekranie godzinę...1:00.... - Jak długo ja tu leżałam i nic nie robiłam?!
- Przyszłaś o 11:00
- 15 godzin leżałam na dupie ?!
- Z przerwami na przekąski i siusiu. - Wtrącił rozbawiony generał.
- Ty sobie ze mnie jaja robisz? Ja powinnam trenować, zabijać, cokolwiek byle by nie siedzieć. - Złapała się załamana za włosy. - Ojciec mnie zabije....on mnie zajebie....- Zawyła upadając na cały czas leżącego chłopaka. Połkała kilka chwil po czym podniosła się i już normalnym tonem dodała - A w sumie chuj w to. Jest późno więc boję się sama wracać....zostaję.
- Katuniu...kochanie...ty? Boisz się? Bo jest późno? Powiedz po prostu że masz na mnie ochotę. - Po raz kolejny się zaśmiał łapiąc ją za pośladki.
- Durniu! Nie możemy po prostu poleżeć? - Pacnęła go w głowę.
- Robimy to 15 godzin i masz pretensje! - Teraz to już wybuchł śmiechem.
- Oj tam oj tam. Głodna jestem.
- To idź do kuchni po coś.
- Ty mi idź
- Czemu niby mam iść skoro to ty jesteś głodna?
- Chciałeś panią to zapierdalaj na nią. - Gestem głowy pokazała mu drzwi. Westchnął ciężko, ale posłusznie wstał. Kiedy wyszedł, postanowiła trochę poszperać pod łóżkiem jego siostry. Wiedziała że Ezreal nie byłby zadowolony z kolekcji gejowskich, pornograficzych książek jaką posiada jego dziewczyna, tym bardziej że w większości jest ukesiem. A dodając do tego jego homofobię to było by piekło. Tak więc wszystkie magiczne lektury zostały sobie pod łóżeczkiem Luxanny, tylko czekając na trawiaste oczki infiltratorki Noxus.
- Co czytasz? - Usłyszała głos Potęgi Demaci. Cholera, chciała tylko rzucić okiem a się wciągnęła. Nawet nie zauważyła kiedy Garen wyrwał jej z rąk książkę. - Co to kurwa jest? - Spytał z irytacją.
- Książka. - Czerwonowłosa miała nadzieję że on jednak jest taki głupi, i się nie skapnie że właśnie ON jest teraz GWAŁCONY.
- Czy ty myślisz że ja nie umiałbym się obronić? - Czyli jednak ma jakieś szare komórki....
- Przecież nie ja to pisałam. - Przewróciła oczami.
- Ale to czytasz. Po co właściwie?
- No wiesz...podoba mi się wizja że mógłbyś być własnością jakiegoś bogatego faceta. I on by się nad tobą znęcał....a ty byś się w nim zakochał....i robiłbyś wszystko na co on ma ochotę....i by wkładał w ciebie różne....
- DOBRA KURWA SKOŃCZ! - Chłopak z każdym słowem to sobie wyobrażał, a jako że jedynym facetem z którym uprawiał seks był Xin to wyobrażał sobie właśnie jego w tych wszystkich sytuacjach, a z każdym jej słowem jego wyobraźnia pokazywała mu coraz gorsze rzeczy. To zdecydowanie nie było fajne. W tym czasie dziewczyna śmiała się w najlepsze, widząc jego zarumienioną twarz.
- Bo co? Kocie podnieca to cię?
- Nie jestem gejem.
- Ale jesteś bi
- Skąd wiesz? - Teraz to był przerażony. Okej ona zna się na psychologii, i na nim, ale to już przesada. Przecież nigdy nie dawał żadnych znaków że mogą go podniecać dominujący nad nim faceci.
- Widać, przyznaj że jak mówiłam to sobie to wyobrażałeś. I ci się podobało...
- Nie podobało!
- Yhm.... stawiam dychę że kiedyś się bzyknąłeś z Xinem
- Skąd ty to wszystko wiesz?!
- Czekaj....Ty serio?! Z nim?! No wiesz?! - Nie wiedziała co ma powiedzieć, podsunęła ten pomysł tylko dlatego że paringi najlepszych przyjaciół są bardzo popularne, a on się przed chwilą do tego przyznał.
- Ojeny raz byliśmy pijani to się nie liczy, a drugi raz tylko dla sprawdzenia...
- A za trzecim wam przerwałam.
- Nie,e za trzecim do niczego by nie doszło, tylko bym się spuścił i koniec.
- Uznajmy że ci wierzę...pokaż lepiej co mi do jedzenia przyniosłeś- Postanowiła zmienić temat. Tamta sytuacja na prawdę ją zraniła, i choć teraz starała się z niej raczej śmiać to i tak wcale nie przychodziło to łatwo.
Leżeli już w piżamach, razem czytając tę samą książkę, w tym samym czasie pałaszując różne owoce z miseczki leżącej na kołdrze. Mniej więcej w miejscu gdzie był brzuch Katariny.
- Zauważyłaś że ty tu częściej śpisz niż u siebie w domu?
- Jak ci to przeszkadza to będę to robić rzadziej.
- Nie. Tylko chodzi mi o to że może...byśmy razem zamieszkali?
- Garen. Jesteś zazdrosny to twoja mała siostrzyczka się wyprowadziła a ty cały czas mieszkasz z rodzicami. I nie przerywaj, akurat jak ten typ smaruje cię bitą śmietaną...też tak kiedyś zrobię - Zaśmiała się, wkładając mu do ust kawałeczek kiwi.
- Jak ty masz zamiar to nawet jestem chętny - Uśmiechnął się cudownie.
- Przyznaj że jakby robił to ten typ to też by ci się podobało.
- Ehh...no jakby mnie nie bił, i bym nie ryczał z bólu za każdym razem...to może nawet ta książka była by prawdopodobna...
- Ej! Jesteś mój! Ale miałam rację. - Uśmiechnęła się triumfalnie.
Tak z czasem owoce zniknęły, miska wylądowała na biurku obok innych śmieci, a oni zasnęli w trakcie.
- Kochanie...- Miły głos Garena rozniósł się po pokoju. Przez otwarte okno wpadał do pomieszczenia miły zapach po deszczu. Słońce już dawno wrócilo na niebo, a po nocnej ulewie panowała idealna atmosfera. Wszystko wydawało się wesołe, ulice były mokre, a na niebie widniała cudowna tęcza.
-Hmm. - Mruknęła sennie czerwonowłosa.
- Wstawaj...
- Nie - Bardziej wtuliła twarz w poduszkę.
- Musisz iść do pracy.
- Ja pracuje kiedy chce... - W trakcie mówienia tego zdania jej usta rozszerzyły się, i ziewnęła
- No wstań proszę...- Pochylił się całując ją w policzek
- Jeszcze nie.
- Śniadanie mama zrobiła. - Postanowił pozmyślać, może któryś pomysł ją zmotywuje do wstania.
- Dobrze...
- Wstań.
- Ja śpię...
- No Katuś jak śpisz jak ze mną rozmawiasz od pięciu minut. - Zaśmiał się wesoło, odgarniając jej włosy za ucho.
- Magia kurwa. - Odprysknęła cały czas sennie, chowając się pod kołdrę.
- No misia wstań. Kotku...skarbie... słoneczko...myszko... żabko... Katarina do chuja wstań po nie znam zbyt wielu pieszczotliwych określeń!
- To po cholerę ich w ogóle używasz? - Wychyliła się delikatnie spod pierzyny, tak że było widać tylko zielone oczy.
- Bo cię kocham. - Uśmiechnął się ciepło.
- Ta... - Odburknęła, znów chowając głowę.
- Kocham ten twój brak emocji.
- Yhm...
- Ja się dzisiaj tobą nie zajmę bo jestem umówiony Xinem... - Kolejny zmyślony pomysł.
- Mhm...
- Czy ty usnęłaś? - Ale dziewczyna już tego nie słyszała. Westchnął cicho udając się zrobić śniadanie.
-Hmm. - Mruknęła sennie czerwonowłosa.
- Wstawaj...
- Nie - Bardziej wtuliła twarz w poduszkę.
- Musisz iść do pracy.
- Ja pracuje kiedy chce... - W trakcie mówienia tego zdania jej usta rozszerzyły się, i ziewnęła
- No wstań proszę...- Pochylił się całując ją w policzek
- Jeszcze nie.
- Śniadanie mama zrobiła. - Postanowił pozmyślać, może któryś pomysł ją zmotywuje do wstania.
- Dobrze...
- Wstań.
- Ja śpię...
- No Katuś jak śpisz jak ze mną rozmawiasz od pięciu minut. - Zaśmiał się wesoło, odgarniając jej włosy za ucho.
- Magia kurwa. - Odprysknęła cały czas sennie, chowając się pod kołdrę.
- No misia wstań. Kotku...skarbie... słoneczko...myszko... żabko... Katarina do chuja wstań po nie znam zbyt wielu pieszczotliwych określeń!
- To po cholerę ich w ogóle używasz? - Wychyliła się delikatnie spod pierzyny, tak że było widać tylko zielone oczy.
- Bo cię kocham. - Uśmiechnął się ciepło.
- Ta... - Odburknęła, znów chowając głowę.
- Kocham ten twój brak emocji.
- Yhm...
- Ja się dzisiaj tobą nie zajmę bo jestem umówiony Xinem... - Kolejny zmyślony pomysł.
- Mhm...
- Czy ty usnęłaś? - Ale dziewczyna już tego nie słyszała. Westchnął cicho udając się zrobić śniadanie.
- Synku co tu tak ładnie pachnie? - Lily weszła do kuchni, kiedy poczuła boski zapach smażonego mięsa. Na przywitanie jak zwykle pocałowała go w policzek.
- Śniadanie robię temu śpiochowi.
- To niesprawiedliwe twój ojciec mi nie przyniósł śniadania od.... Ile Lux ma lat?
- Mamo!
- Hah. No 16 lat mi nie przyniósł. A mógłby, skoro już nie ma zagrożenia ze strony Noxus i siedzi tylko na dupie i nic nie robi.
- Rzeczywiście zebrania rady Demaci to jest nic.
- On na nich śpi. Z resztą tak samo jak ja, ty, twoja siostra.
- Nadal sie zastanawiam jakim cudem my tam jesteśmy. - Zaśmiał się.
- Jak się przyjaźni z rodziną królewską to można wszystko. - Teraz oboje się zaśmiali. W tej chwili do pomieszczenia weszła Katarina.
- Dzieńdobry. - Cały czas zaspana dziewczyna podeszła do rodziny. - Co tu tak smierdzi? - Dopiero teraz Crowngardowie zauważyli że szynka na patelni wygląda jak malutkie węgielki.
- Nie no ty to masz jednak geny ojca. Obydwaj nic zrobić nie umiecie. - Zaśmiała się kobieta.
- Ej a kto mnie zagadał?! Poza tym nie mów że jesteśmy tacy beznadziejni, przypomnieć ci ile miałem lat jak zostałem generałem? - Tak pamiętam. Mój zdolny synek. - Poczochrała go bo włosach pieszczotliwie. - Byś brał przykład z Katariny, jej ojciec jest wielki a i tak w porównaniu do niej jest nikim.
- Lepiej nie. - Odpowiedziała rozbawiona stosunkami panującymi w tym domu. To było jak zupełne przeciwieństwo jej rodziny. Tam relacje wyglądały na zasadzie dowódca-podwładny. Nie pamiętała żeby ktokolwiek w jej domu tak rozmawiał, nawet z siostrą czy Talonem utrzymywała surowe stosunki. Talon tylko czasami ją rozbawił. Gdyby nie to że jej to zupełnie nie potrzebne to nawet była by zazdrosna.
- Dobra dzieciaki idźcie się myć
- A możemy razem? - Zapytał żartobliwie chłopak.
- Garen! - Za co dostał z otwartej w tył głowy
- Co go bijesz? Ja z jego ojcem robiłam różne rzeczy w gorszych miejscach. - Zaśmiała się starsza wyciągając druga patelnię.
- Nie mów! Nie słuchamy! La la la la la la! - Krzyknął generał zatykając czerwonowłosej uszy, i pociągnął ją z powrotem na górę.
- Ej ja chciałam wiedzieć jakie rzeczy i gdzie!
- Ty się lecz boś zboczona!
- To się ciesz. Lepiej dla ciebie. - Zaśmiała się ciągnąc go pod prysznic.
- Ej ej ej ej - Jakimś cudem ją zatrzymał. - A ty gdzie?
- Woda jest droga kotku. - Uśmiechnęła się dwuznacznie.
- Ja jestem Crowngard stać mnie. Moi rodzice są w domu.
- Sam słyszałeś że twoja mama nie ma nic przeciwko. Co jest dość dziwne bo kilka tygodni temu nie miałam wstępu na teren tego państwa. - Przez chwilę sie zamyśliła.
- Młodzieży!!! Ktoś puka!!! - Z dołu usłyszeli radosny głos Lily. Ale w tym czasie Reina była dokładnie między nimi.
- Matko! - Garen lekko się wystraszył dziewczynki, którą wyraźnie to rozbawiło.
- Super nie ma mnie jeden dzień a ta teleportować się potrafi. I to lepiej ode mnie.
- Nie przesadzaj, przez ściany nie umiem. - Dziewczynka się uśmiechnęła.
- Gdzie Talon? - Zapytała czerwonowłosa.
- Puka do drzwi. - Niższa wzruszyła ramionami.
- Dobra a tak serio? - Zapytał generał, jeszcze nigdy nie słyszał nawet, o czymś takim jak Talon pukający do drzwi.
- Serio. Twoja mama chyba mnie nie lubi. - Teraz wszedł do łazienki drugi chłopak i zwrócił się do Garena.
- Czy wy musicie sie tak wszędzie pojawiać?!
- A czy my musimy siedzieć w łazience?
- W sumie Reina ma rację. Do Garena! - Krzyknęła Du Ceoteu znikajac z pola widzenia, a jej śladem podąrzyła pozostała dwójka, tylko potęga Demaci szedł w kierunku swojego pokoju, gdzie reszta już wygodnie siedziała.
- A tak ci powiem że twoja mama jest całkiem całkiem. - Zauważył długowłosy.
- No taka trochę starsza Lux są strasznie podobne. - Odpowiedział siadając na biurku, które Katarina chciała posprzątać ale coś jej nie wyszło.
- Jeśli Lux będzie tak wyglądać w tym wieku to ło ludzie! Trzeba by się Eza pozbyć. - Rozmyślał na głos Talon.
- Ty się Riven zajmij najpierw. - Dodała z pretensją w głosie dziewczynka.
- Ło ło ło Czy ja o czymś nie wiem? - Zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Nie ważne! My nie po to! Mam taką prośbę do was apropo właśnie Riven...
- Jaką prośbę... - Wyjęczał Demacianin, miał zaplanowany wyjazd na weekend sam na sam z Katariną, czemu Talon zawsze musi stawać między nimi? Dobre i tyle że może chociaż mu z Riven wyjdzie i w końcu między nim a Du Ceoteu będzie tylko dobra przyjaźń.
- Moglibyście wziąć małą na dwa dni?
- Haha to zabrzmiało jakbyście byli byłym małżeństwem a ja była bym waszym dzieckiem - Dziewczynka zaśmiała się.
- Co ty jej dajesz do czytania? - Zapytał Crowngard zszokowany wiedzą, a co ważniejsze, o wiele zbyt dojrzałym zachowaniem tej małej dziewczynki.
- Sama sobie bierze! To co, byście ją wzięli?
- Kurwa jak ja cię nienawidzę.... - Chłopak uniósł głowę do sufitu i zawył.
- Patrzcie niby wielki szlachcic a przy dzieciach przeklina. - Powiedziała Reina.
- Mam wierzyć że ci psychopaci tego nie robią?
- Ale z ich ust to jakoś naturalnie brzmi.
- Dobra weźmiemy, tylko młoda... - Katarina postanowiła się zgodzić.
- Hm?
- Nie bierz przykładu z Garena. - Trójka Noxian się zaśmiała.
- Nawet nie mam zamiaru.
- Śniadanie robię temu śpiochowi.
- To niesprawiedliwe twój ojciec mi nie przyniósł śniadania od.... Ile Lux ma lat?
- Mamo!
- Hah. No 16 lat mi nie przyniósł. A mógłby, skoro już nie ma zagrożenia ze strony Noxus i siedzi tylko na dupie i nic nie robi.
- Rzeczywiście zebrania rady Demaci to jest nic.
- On na nich śpi. Z resztą tak samo jak ja, ty, twoja siostra.
- Nadal sie zastanawiam jakim cudem my tam jesteśmy. - Zaśmiał się.
- Jak się przyjaźni z rodziną królewską to można wszystko. - Teraz oboje się zaśmiali. W tej chwili do pomieszczenia weszła Katarina.
- Dzieńdobry. - Cały czas zaspana dziewczyna podeszła do rodziny. - Co tu tak smierdzi? - Dopiero teraz Crowngardowie zauważyli że szynka na patelni wygląda jak malutkie węgielki.
- Nie no ty to masz jednak geny ojca. Obydwaj nic zrobić nie umiecie. - Zaśmiała się kobieta.
- Ej a kto mnie zagadał?! Poza tym nie mów że jesteśmy tacy beznadziejni, przypomnieć ci ile miałem lat jak zostałem generałem? - Tak pamiętam. Mój zdolny synek. - Poczochrała go bo włosach pieszczotliwie. - Byś brał przykład z Katariny, jej ojciec jest wielki a i tak w porównaniu do niej jest nikim.
- Lepiej nie. - Odpowiedziała rozbawiona stosunkami panującymi w tym domu. To było jak zupełne przeciwieństwo jej rodziny. Tam relacje wyglądały na zasadzie dowódca-podwładny. Nie pamiętała żeby ktokolwiek w jej domu tak rozmawiał, nawet z siostrą czy Talonem utrzymywała surowe stosunki. Talon tylko czasami ją rozbawił. Gdyby nie to że jej to zupełnie nie potrzebne to nawet była by zazdrosna.
- Dobra dzieciaki idźcie się myć
- A możemy razem? - Zapytał żartobliwie chłopak.
- Garen! - Za co dostał z otwartej w tył głowy
- Co go bijesz? Ja z jego ojcem robiłam różne rzeczy w gorszych miejscach. - Zaśmiała się starsza wyciągając druga patelnię.
- Nie mów! Nie słuchamy! La la la la la la! - Krzyknął generał zatykając czerwonowłosej uszy, i pociągnął ją z powrotem na górę.
- Ej ja chciałam wiedzieć jakie rzeczy i gdzie!
- Ty się lecz boś zboczona!
- To się ciesz. Lepiej dla ciebie. - Zaśmiała się ciągnąc go pod prysznic.
- Ej ej ej ej - Jakimś cudem ją zatrzymał. - A ty gdzie?
- Woda jest droga kotku. - Uśmiechnęła się dwuznacznie.
- Ja jestem Crowngard stać mnie. Moi rodzice są w domu.
- Sam słyszałeś że twoja mama nie ma nic przeciwko. Co jest dość dziwne bo kilka tygodni temu nie miałam wstępu na teren tego państwa. - Przez chwilę sie zamyśliła.
- Młodzieży!!! Ktoś puka!!! - Z dołu usłyszeli radosny głos Lily. Ale w tym czasie Reina była dokładnie między nimi.
- Matko! - Garen lekko się wystraszył dziewczynki, którą wyraźnie to rozbawiło.
- Super nie ma mnie jeden dzień a ta teleportować się potrafi. I to lepiej ode mnie.
- Nie przesadzaj, przez ściany nie umiem. - Dziewczynka się uśmiechnęła.
- Gdzie Talon? - Zapytała czerwonowłosa.
- Puka do drzwi. - Niższa wzruszyła ramionami.
- Dobra a tak serio? - Zapytał generał, jeszcze nigdy nie słyszał nawet, o czymś takim jak Talon pukający do drzwi.
- Serio. Twoja mama chyba mnie nie lubi. - Teraz wszedł do łazienki drugi chłopak i zwrócił się do Garena.
- Czy wy musicie sie tak wszędzie pojawiać?!
- A czy my musimy siedzieć w łazience?
- W sumie Reina ma rację. Do Garena! - Krzyknęła Du Ceoteu znikajac z pola widzenia, a jej śladem podąrzyła pozostała dwójka, tylko potęga Demaci szedł w kierunku swojego pokoju, gdzie reszta już wygodnie siedziała.
- A tak ci powiem że twoja mama jest całkiem całkiem. - Zauważył długowłosy.
- No taka trochę starsza Lux są strasznie podobne. - Odpowiedział siadając na biurku, które Katarina chciała posprzątać ale coś jej nie wyszło.
- Jeśli Lux będzie tak wyglądać w tym wieku to ło ludzie! Trzeba by się Eza pozbyć. - Rozmyślał na głos Talon.
- Ty się Riven zajmij najpierw. - Dodała z pretensją w głosie dziewczynka.
- Ło ło ło Czy ja o czymś nie wiem? - Zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Nie ważne! My nie po to! Mam taką prośbę do was apropo właśnie Riven...
- Jaką prośbę... - Wyjęczał Demacianin, miał zaplanowany wyjazd na weekend sam na sam z Katariną, czemu Talon zawsze musi stawać między nimi? Dobre i tyle że może chociaż mu z Riven wyjdzie i w końcu między nim a Du Ceoteu będzie tylko dobra przyjaźń.
- Moglibyście wziąć małą na dwa dni?
- Haha to zabrzmiało jakbyście byli byłym małżeństwem a ja była bym waszym dzieckiem - Dziewczynka zaśmiała się.
- Co ty jej dajesz do czytania? - Zapytał Crowngard zszokowany wiedzą, a co ważniejsze, o wiele zbyt dojrzałym zachowaniem tej małej dziewczynki.
- Sama sobie bierze! To co, byście ją wzięli?
- Kurwa jak ja cię nienawidzę.... - Chłopak uniósł głowę do sufitu i zawył.
- Patrzcie niby wielki szlachcic a przy dzieciach przeklina. - Powiedziała Reina.
- Mam wierzyć że ci psychopaci tego nie robią?
- Ale z ich ust to jakoś naturalnie brzmi.
- Dobra weźmiemy, tylko młoda... - Katarina postanowiła się zgodzić.
- Hm?
- Nie bierz przykładu z Garena. - Trójka Noxian się zaśmiała.
- Nawet nie mam zamiaru.
W końcu dotarli do wynajętego przez Garena domku. Przy samej plaży, wyposażenie całkiem bogate, a wnętrze urządzone z niesamowitym wyczuciem. Ciemno-brązowe panele, białe ściany ozdobione kilkoma obrazami, które razem tworzyły statek. Meble wyraźnie zrobione były ze starych palet, pomalowanych na biało, wyłożone błękitnymi poduszkami, wyglądały na bardzo miekkie, a między nimi znajdował sie stolik, również z palet. Pomieszczenie nie było zbyt duże, po lewej stronie od wejścia były 2 pary drzwi. Do łazienki i sypialni.
- Skąd ty wytrzasnąłeś ten domek? - Spytała zachwycona Katarina.
- Jakiś typ zdradził tutaj swoją żonę a ona nakryła go tu z kochanką i ich zabiła. Podobno duch tej dziewczyny cały czas tutaj jest, bo facet nie powiedział jej że ma żonę a ona go pytała. Więc cena była śmieszna.
- Wolałabym tego chyba nie wiedzieć. - Reina spojrzała na niego jak na idiotę. - Jesteś taki romantyczny....a ja myślałam że Talon jest ułomny jak chciał Riven kupić na prezent miecz.
- Młoda, to je facet, to je tępe, podstawowa zasada życia. - Czerwonowłosa poklepała ją po ramieniu.
- Zapamiętałam. To wy sobie idźcie być sami, a ja tutaj posiedzę.
- Nie boisz się ducha? - Zaśmiał się chłopak, pochylając, tak że złote tęczówki patrzyły wprost w jego. Chłód i irytacja emanująca z nich przeszyła jego ciało. - Uznajmy że duch boi się ciebie. Tak jak ja.
- No widzisz pierwsza osoba się ciebie boi! Zapiszemy w kalendarzu i za rok pójdziemy na lody. Dobra jakby co to masz sztylety pod ubraniami w torbie.
I dwójka wyszła. Chodzili po plaży. Katarina zdąrzyła wykonać jedno zlecenie, w czasie kiedy chłopak był w toalecie. Obejrzeli zachód słońca i postanowili wracać, było już ciemno.
- Ty serio wierzysz w tego ducha? - Zapytała dziewvzyna zajadając się jabłkiem w czekoladzie na patyku.
- Powaliło cię? Może i nie mam IQ Ezreala ale aż taki ułomny nie jestem.
Weszli do domku i zastali dziewczynkę jak zwykle pogrążoną w lekturze. Od razu po ich wejściu zmierzyła wzrokiem generała.
- Faktycznie dobrze byś wyglądał z zawiązanymi oczami.
- Kurwa młoda! - Du Ceoteu w moment pojawiła się przy dziewczynce i wyrwała jej książkę.
- No co? Trzeba było nie brać takich rzeczy zboczeńcu. - Reina była wyraźnie rozbawiona.
- Czekaj... - Starsza obracała przedmiot w dłoniach, przyglądając się okładce. - To nie moja... - Obie spojrzały na chłopaka.
- No co? Lubię sobie czasami pofantazjować.
- I to podobno ja jestem zboczona. Jak masz takie fantazje to mi powiedz. Bym cię związała, i wsadziła ci wibrator w dupe....
- Nie wiem co to jest, ale chce się dowiedzieć.
- Widzisz co z nią zrobiłaś?
- Ja?!
- No chyba nie ja.
- Dobra skończycie. Ja idę spać. - Przerwała im mała, kładąc się na kanapie, na której teraz leżała błękitna pościel.
Postanowili jej posłuchać i udali się do sypialni. W sumie wyglądało tak samo jak w salonie, tylko zamiast kanapy i stolika było łóżko.
Spali już dobre 2 godziny, ale dziewczyna przebudziła się czując że ktoś ją obserwuje. Jej instynkt zabójcy wyczuwał takie rzeczy. Rozejrzała się po pokoju. W rogu zobaczyła smutną kobietę. Najwidoczniej płakała, ale była na tyle niewyraźna że łzy nie były widoczne. Du Ceoteu patrzyła na nią z przerażeniem w oczach. Jedyne co mogła zrobić to obudzić Garena. Wbiła mu paznokieć w rękę która obejmowała ją w pasie.
- Co?
- G g g Garen...
- No co?
- Czy ty też ją widzisz czy ja się naćpałam?
- Kogo? - Teraz chłopak otworzył oczy i pierwsze co rzuciło mu się e oczy była postać. Oboje patrzyli się to na nią, to na siebie. W tej chwili do pomieszczenia weszła Reina.
- Ej wam też wydaje się że ten głupi duch tutaj jest? - Powiedziała zaciekawionym tonem. Spojrzała na kobietę...
- O.
Na słowo głupi kobieta przestała płakać i rzuciła się na dziewczynkę. W tym problem że kogoś kto nie żyje nie można zabić szytyletem....
.- Skąd ty wytrzasnąłeś ten domek? - Spytała zachwycona Katarina.
- Jakiś typ zdradził tutaj swoją żonę a ona nakryła go tu z kochanką i ich zabiła. Podobno duch tej dziewczyny cały czas tutaj jest, bo facet nie powiedział jej że ma żonę a ona go pytała. Więc cena była śmieszna.
- Wolałabym tego chyba nie wiedzieć. - Reina spojrzała na niego jak na idiotę. - Jesteś taki romantyczny....a ja myślałam że Talon jest ułomny jak chciał Riven kupić na prezent miecz.
- Młoda, to je facet, to je tępe, podstawowa zasada życia. - Czerwonowłosa poklepała ją po ramieniu.
- Zapamiętałam. To wy sobie idźcie być sami, a ja tutaj posiedzę.
- Nie boisz się ducha? - Zaśmiał się chłopak, pochylając, tak że złote tęczówki patrzyły wprost w jego. Chłód i irytacja emanująca z nich przeszyła jego ciało. - Uznajmy że duch boi się ciebie. Tak jak ja.
- No widzisz pierwsza osoba się ciebie boi! Zapiszemy w kalendarzu i za rok pójdziemy na lody. Dobra jakby co to masz sztylety pod ubraniami w torbie.
I dwójka wyszła. Chodzili po plaży. Katarina zdąrzyła wykonać jedno zlecenie, w czasie kiedy chłopak był w toalecie. Obejrzeli zachód słońca i postanowili wracać, było już ciemno.
- Ty serio wierzysz w tego ducha? - Zapytała dziewvzyna zajadając się jabłkiem w czekoladzie na patyku.
- Powaliło cię? Może i nie mam IQ Ezreala ale aż taki ułomny nie jestem.
Weszli do domku i zastali dziewczynkę jak zwykle pogrążoną w lekturze. Od razu po ich wejściu zmierzyła wzrokiem generała.
- Faktycznie dobrze byś wyglądał z zawiązanymi oczami.
- Kurwa młoda! - Du Ceoteu w moment pojawiła się przy dziewczynce i wyrwała jej książkę.
- No co? Trzeba było nie brać takich rzeczy zboczeńcu. - Reina była wyraźnie rozbawiona.
- Czekaj... - Starsza obracała przedmiot w dłoniach, przyglądając się okładce. - To nie moja... - Obie spojrzały na chłopaka.
- No co? Lubię sobie czasami pofantazjować.
- I to podobno ja jestem zboczona. Jak masz takie fantazje to mi powiedz. Bym cię związała, i wsadziła ci wibrator w dupe....
- Nie wiem co to jest, ale chce się dowiedzieć.
- Widzisz co z nią zrobiłaś?
- Ja?!
- No chyba nie ja.
- Dobra skończycie. Ja idę spać. - Przerwała im mała, kładąc się na kanapie, na której teraz leżała błękitna pościel.
Postanowili jej posłuchać i udali się do sypialni. W sumie wyglądało tak samo jak w salonie, tylko zamiast kanapy i stolika było łóżko.
Spali już dobre 2 godziny, ale dziewczyna przebudziła się czując że ktoś ją obserwuje. Jej instynkt zabójcy wyczuwał takie rzeczy. Rozejrzała się po pokoju. W rogu zobaczyła smutną kobietę. Najwidoczniej płakała, ale była na tyle niewyraźna że łzy nie były widoczne. Du Ceoteu patrzyła na nią z przerażeniem w oczach. Jedyne co mogła zrobić to obudzić Garena. Wbiła mu paznokieć w rękę która obejmowała ją w pasie.
- Co?
- G g g Garen...
- No co?
- Czy ty też ją widzisz czy ja się naćpałam?
- Kogo? - Teraz chłopak otworzył oczy i pierwsze co rzuciło mu się e oczy była postać. Oboje patrzyli się to na nią, to na siebie. W tej chwili do pomieszczenia weszła Reina.
- Ej wam też wydaje się że ten głupi duch tutaj jest? - Powiedziała zaciekawionym tonem. Spojrzała na kobietę...
- O.
Na słowo głupi kobieta przestała płakać i rzuciła się na dziewczynkę. W tym problem że kogoś kto nie żyje nie można zabić szytyletem....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz