- Wypadało by coś zrobić...- Powiedziała zszokowana Katarina. Co jak co ale z umarłymi to nigdy nie walczyła.
- Dobra tylko co...
- Czy ty się zlałeś? - Powiedziała czując wilgoć. Na te słowa i duch i Reina, która teraz pierwszy raz w życiu sie bała, spojrzały w kierunku łóżka. Zjawa lekko się uśmiechnęła. - Woda mi się wylała... - Odparł cały czas nie mrugając, patrzył się w kierunku dziewczynki i wyjął spod kołdry pół pustą butelkę. Reina postanowiła wykorzystać swoją wiedzę. Nie po to w sierocińcu cały czas czytała żeby teraz nie umieć sobie poradzić.
- O co ci właściwie chodzi. - Wyjęczała czując przeszywające zimno. Kobieta spojrzała na nią smutnym wzrokiem.
- Garen, Kata wejdźcie stąd. - Dwójka nawet nie pytała. Opuścili pomieszczenie w pośpiechu. Reina czytała kiedyś że duchy czasami nie mogą odejść w spokoju przez jakiś problem. Duch usiadł na łóżko ale widać było że nie siedzi tylko unosi sie nad materacem, a nogi wnikają w mebel. Dziewczynka podeszła do niej i pochyliła się lekko. Kobieta uniosła głowę i spojrzała na małą. Zamiast oczu miała czarną pustkę. Nie zwracała nawet uwagi na zimno spowodowane zjawiskiem paranormalnym. Spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się smutno. ,,myśl Reina myśl... Co Garen mówił.... Kto to u licha jest...typ... Jego żona... MAM! " pomyślała .
- Ja wiem że to nie twoja wina. Pytałaś sie. Jego wina. Każdy facet to świnia. - Myślała że jak chociaż ją uspokoi to da im spokój. Kobieta spojrzała na nią zdziwiona po czym zniknęła, a na ścianie pojawiła się cyfra osiem. - Nie nie mam ośmiu lat tylko dziewięć. - Dziewczynka przewróciła oczami. - Ale jestem nad wyraz dojrzała jak na swój wiek. Co mam zrobić żebyś była spokojna? - Teraz kobieta znowu pojawiła się przed jej twarzą, a przez delikatny powiew wiatru przeszedł ją dreszcz. Kobieta trzęsącą się ręką wskazała na komodę. Reina zerwała się i zaczęła przeszukiwać to miejsce. Zaglądała w każdą szufladę, wyjęła je, szukała ukrytych miejsc, nic.
W tym czasie Katarina tuliła się że strachu do Garena.
- Matko nigdy nie myślałem że zobaczę cię przerażoną.
- Zamknij się! Jakiś duch mi tu łazi i to jest twoja wina!
- Moja?
- Mówiłeś że wiesz że ona tutaj jest! - A ty myślisz że ja to wziąłem na poważnie?
- Jesteś głupi! - Wtuliła się bardziej w jego umięśnione ciało.
A Reina dalej obmacywała szafę. W końcu odwróciła się z powrotem do ducha. Cały czas była lekko wystraszona w końcu dziewczyna tam siedzi i nie może się wydostać. Na jej miejscu też pewnie była by zła.
- Co? - Zapytała spokojnie jeszcze raz. Kobieta popłynęła w powietrzu do niej i lekko siłą woli odsunęła mebel. Spojrzała na nią smutno, poruszył się o najwyżej centymetr. Dalej nie miała siły.
- Garen! - Krzyknęła szybko.
- Idź tam. - Czerwonowłosa odsunęła się od niego.
- Powaliło cię? To twoja uczennica a nie moja. Ja tam nie wejdę.
- Małe dziecko tam siedzi i się nie boi a Potęga Demaci nie pójdzie? - To był odpowiedni argument. Garen strasznie źle znosił nabijanie się z jego przydomka. Wstał i powoli uchylił drzwi. Pierwszym co zobaczył była kobieta. Krzyknął. Dlaczego ona do cholery stała tak blisko tych drzwi?! Spojrzał na nią przerażony i zobaczył jej smutny wyraz twarzy. Troszeczkę sie uspokoił.
- Nie drzyj się! Chodź tutaj! - Warknęła dziewczynka. - Przesuń to. - Skinęła głową na białą komodę.
- Po co? - Poczuł że coś zaraz go rozerwie od środka. Kobieta stała tuż za nim i teraz była wściekła. Irytowało ją że nie robi wszystkiego czego chcę kobieta. Co z tego że ta ma dziewięć lat. - Ał. Dobra już już. Puść. - Zawył z bólu a zjawa usiadła poduszkach. Jak się okazało pod komodą był wycinek z gazety. W sprawie akurat tego zabójstwa.
- Skąd to się tu niby wzięło? - Spytała mała czytając tekst. Chłopak cały czas starał się myśleć że w tym pomieszczeniu wcale nie ma czegoś martwego, co ja dodatek wyraźnie go nie lubi.
- I co tam jest niby napisane? - Spytał generał.
- Coś tam coś tam podstawowe informacje ....nic czego nie wiemy... Jest zdjęcie tej babki... Czekaj! Ona też zdradzała swojego męża! O to chodzi? - Spytała kobiety. Ta skinęła głową na potwierdzenie. - W sumie się nie dziwię że jesteś zła. Zabiła was za coś co sama robiła. No niezła suką. To co my mamy zrobić? - Spytała nie za bardzo rozumiejąc. Teraz twarz kobiety skierowała sie na druga poduszkę a ta rozerwała się na strzępy. - Nie ma opcji nie zabijemy jej. - Mniejsza skrzyżowała ramiona. Kobieta wydała z siebie dziki krzyk. A ciało Garena odbiło sie od ściany. - Dobra dobra. Mamy panią Du Ceoteu da się zrobić. Tylko go odstaw na ziemię ok? - Kobieta wskazała na nią palcem. Chciała żeby zrobił to ktoś kto rozumie jej historię. Ktoś kto od początku chciał jej pomóc. - Nie ma opcji. - Teraz Garen wyleciał przez drzwi. Zamknięte drzwi.
- Ale ja nie umiem kogoś zabić... - Mała dalej broniła się. Tylko że kobieta wyraźnie wiedziała czego chcę, znowu po całym budynku przeszedł nieznośny wrzask. Wszyscy padli na ziemię pod wpływem tego hałasu. Reina powoli wyszła do salonu.
- Czego to coś chce? - Spytała czerwonowłosa.
- Nie ,,to coś". Tylko skrzywdzona kobieta. Ona potrzebuje pomocy. Mojej pomocy. Muszę kogoś zabić...
- Przecież ja mogę. - Starsza wzruszyła ramionami. W tym momencie za czarnowłosą pojawiła się kobieta i położyła jej dłonie na ramionach. Przez dziewczynkę przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Ja muszę...ale nie wiem jak. Trzeba tej babie wytłumaczyć jaką jest suką.
- Ehh dobra Reina. Posłuchaj. Jesteś dobrą aktorką. Jesteś dobrym zabójcą. Musisz się tylko przemóc. Pomyśl że pomagasz społeczeństwu. Ja w ciebie wierzę.
- W w wierzysz? - Zapytała dziewczynka. Zawsze chciała to od niej usłyszeć. Od chwili kiedy pewnego szarego dnia sięgnęła zrezygnowana po pierwszą lepsza książkę. Tylko one pomagały jej w tym mrocznym miejscu. Nie miała nikogo a ten dom to była dżungla. Wytrwają najsilniejsi. Wszyscy chcieli zabawki, rodziny, miłość. Ona nie. Ona chciała być wielka, ona tego nie potrzebowała, uczucia są dla słabych, z takim nastawieniem dawała sobie radę. Czytała, uczyła się życia. Czytała jej biografię. Mimo że ona miała rodzinę myślała dokładnie tak jak ona sama. Była kimś ważnym. Bali się jej. Wzbudzała szacunek. Reina od kiedy pamięta chciała być taka jak ona. Chciała żeby się jej bali. Żeby nigdy nie potrzebowała czyjejś pomocy. Była według niej kimś wspaniałym. Idolką. A teraz słyszy od niej że w nią wierzy. Była teraz w stanie zrobić wszystko.
- Dobra dam radę.
- Obstawiam że nie możemy stąd iść puki młoda nie wróci ta? - Spytał chłopak już spokojny. Ale za ten spokój oberwał, a raczej jego plecy które przeżyły bliskie spotkanie ze ścianą. Znowu. - Co ty masz co mnie kobieto!? - Krzyknął na ducha, za co uderzył w przeciwległą ścianę.
- Okej to idę..... - I wyszła zabierając po drodze sztylety. Po chwili zauważyła starszą, idącą obok.
- Pójdę z tobą. Tak na wszelki wypadek.
- Zostawiłaś tam Garena samego?
- Da sobie radę... Chyba... Masz zdjęcie tej typiary? - Dziewczynka posłusznie podała jej gazetę ze zdjęciem.
- A skąd weźmiesz adres? - Spytała dziewczynka.
- Spokojnie. Przecież wiesz że jak chce to dostanę.
Reina nawet nie zauważyła kiedy już szły w kierunku mieszania. Wystarczyły dwie rozmowy z miejscowymi. Nikt nawet nie próbował odmówić pomocy. Zatrzymały się przed drzwiami.
- Od kiedy ty wchodzisz drzwiami? - Zapytała mała.
- Ja nie wchodzę. Ty ją miałaś zabić. Ja jakby co będę cię zabezpieczać od tyłu.
- Przecież ona mnie nie wpuści.
- Kombinuj. Przypominam że jesteś jesteś małą słodką dziewczynką. - Już poszła w kierunku okien, aby obserwować od zewnątrz co tam się dzieje. W końcu ta kobieta jest niebezpieczna. Reina rozpuściła włosy i związała je w dwie urocze kiteczki. Powoli zbliżyła rękę do drzwi i zapukała. Od razu stanęła jak typowa dziewczynka w jej wieku, a wyraz twarzy zmieniła na slodziutki. Po chwili drzwi otworzyła młoda kobieta. Miała długie rude włosy i ściętą prosto grzywę. Policzki przypruszone miała piegami, a zielone oczy podkreślone były mocnym makijażem. Ubrana była w białą koszulke i jasne jeansy.
- Przepraszam że przeszkadzam ale czy nie miała by pani czegoś do jedzenia? Tatuś znowu wrócił pijany a ja jestem głodna.... - Jej zawsze zimny ton teraz był taki uroczy a oczy lekko się zwilżyły. Wyglądała jakby zaraz miała się popłakać. Kobieta spojrzała na nią i zaprosiła do środka. Reina ciuchutko podreptała do pokoju. Zielone ściany, brązowe meble, tego samego koloru podłoga, i jasna kanapa. Na komodzie leżały zdjęcia. Zdjęcia jej i jej męża. W czasie kiedy kobieta szukała czegoś do jedzenia dziewczynka przyglądała sie fotografiom. Nie wyglądali za szczęśliwych. Praktycznie wszędzie uśmiechy na ich twarzach były wymuszone. Dziewczyna wróciła do pomieszczenia z pustymi rękami. Tak na prawdę nie miała zamiaru pomagać dziewczynce po prostu chciała dać pozory żeby nie wyjść na świnię.
- Właściwie czemu za niego wyszłaś? - Zapytała Reina cały czas grając słodką, nawet nie zauważyła że nie dostała tego o co prosiła.
- Za mała jesteś żeby to zrozumieć. Pieniążki kochana pieniążki. Chciałam spadek, a nawet mi pomógł bo mogłam go zabić wcześniej.
- Wcześniej?
- No chciałam to zrobić jakoś cicho żeby nikt mnie nie podejrzewał, ale przyłapałam go na zdradzie i mogłam go po prostu zarżnąć. Nawet mi nic nie zrobili bo sędzia uznał że miałam powód. Heh.
- Fajnie było? Zabić niewinną dziewczynę? Wiedziałaś w ogóle kto to był? Nie mogłaś z nią chociaż porozmawiać? - Teraz wróciła do swojego normalnego zachowania. Skrzyżowała ramiona.
- Skąd ty o tym wiesz?
- Nieistotne. Ważne jest to że ja mam przez ciebie problem.
- Jaki kurwa problem?
- Nie przeklinaj przy dziecku dziwko. - Syknęła karcącym tonem. - Co masz zamiar zrobić z tą dziewczyną?
- A co nam mieć zamiar ona nie żyje.
- Może i nie żyje, ale jej dusza jest niespokojna, i nie daje mi spokoju więc pytam co masz zamiar zrobić? - Masz problem. Ja jestem zadowolona mam pieniądze i mi dobrze.
- Jesteś bezduszna. A ja mieszkam z Talonem.
- ,,TYM" Talonem?
- Tak tym. To co idziesz z biedną małą dziewczynką i przepraszasz ją czy mam jej pomóc inaczej?
- Późno jest. Nigdzie nie idę a ty wyginaj bo się wkurzyłam.
- A co mi zrobisz? A może powinnam wznowić dochodzenie i doprowadzić do jeszcze jednej rozprawie w której sądzić nie będzie jakaś inna zdradzona kobieta która cie wypuściła tylko dlatego że cie zdradzał?
- Ty mała...!
- Hmm chyba tak zrobię. - Kobieta przestraszyła się, co jak co ale nie chciała siedzieć w więzieniu. Trzeba się tego problemu pozbyć.
Podbiegła do szafki i wyjęła z niej broń. Wycelowała w dziewczynkę. Reina myślała że wybuchnie. Nie dość że jest suką to jeszcze ją wyzywa a teraz chce zastrzelić?! O nie tego nie wytrzymała, rzuciła szytyletem prosto w szyję. Pistolet upadł na ziemię a kobieta złapała się za krwawiącą ranę. Zrobiła sie blada. Reina podeszła do swojego ostrza, otarła w koszulkę krew i spojrzała na konajacą osobę. W tej chwili stanęła za nią Katarna, która cały czas obserwowała sytuację przez okno.
- No brawo. Już myślałam że ci coś zrobi. - Poklepała ją po ramieniu.
- Nie będzie mi suka grozić.
- Ej! To że jesteś zawodowym zabójcą nie znaczy że w tym wieku możesz używać takich słów!
- Jestem? - Zapytała z nadzieją.
- Jesteś. Jestem z ciebie dumna. Jak się czujesz?
- Jakbym zrobiła coś dobrego dla społeczeństwa. - Uśmiechnęła się wrednie i obie wyszły przez okno.
- Myślisz że Garen jeszcze żyje?
- Masz ochotę na lody? - Du Ceoteu zmieniła temat i obie się zaśmiały. Powoli idąc ponad ludźmi wracały do domku.
Zastały Garena opatrującego swój brzuch. Kiedy odbił się od ściany przejechał ciałem po kancie stołu. Jego mięśnie zdobiło teraz piękne długie rozcięcie. Aż przypominały się wszystkie bitwy.
- I jak poszło? - Zapytał zauważywszy dziewczyny.
- Gdzie ona jest? - Zapytała niższa.
- Uśmiechnęła się i zniknęła jakiś czas temu. - Wzruszył ramionami.
- Jestem bogiem! - Zaśmiała się i podskoczyła.
- Jestem wykończona.... Idziemy spać. Teraz. - Wyjęczała Katarina po czym pozostała dwójka posłusznie skierowała się na spoczynek. Reszta weekendu minęła im spokojnie, nawet starsi zdąrzyli zaliczyć jeden numerek kiedy Reina wyszła się przejść. Pogoda była okropna. Słońce tak grzało że nie dało sie wytrzymać. Nawet wiatr nie chciał wiać. Talon leżał w samych spodniach na trawie. Od samego leżenia spocił się na tyle że jego mięśnie odbijały promienie światła od jego skóry. Natomiast dziewczyny hardo ćwiczyły co chwilę pijąc jedną z butelek wody rozłożonych wszędzie dookoła.
- Dobra tylko co...
- Czy ty się zlałeś? - Powiedziała czując wilgoć. Na te słowa i duch i Reina, która teraz pierwszy raz w życiu sie bała, spojrzały w kierunku łóżka. Zjawa lekko się uśmiechnęła. - Woda mi się wylała... - Odparł cały czas nie mrugając, patrzył się w kierunku dziewczynki i wyjął spod kołdry pół pustą butelkę. Reina postanowiła wykorzystać swoją wiedzę. Nie po to w sierocińcu cały czas czytała żeby teraz nie umieć sobie poradzić.
- O co ci właściwie chodzi. - Wyjęczała czując przeszywające zimno. Kobieta spojrzała na nią smutnym wzrokiem.
- Garen, Kata wejdźcie stąd. - Dwójka nawet nie pytała. Opuścili pomieszczenie w pośpiechu. Reina czytała kiedyś że duchy czasami nie mogą odejść w spokoju przez jakiś problem. Duch usiadł na łóżko ale widać było że nie siedzi tylko unosi sie nad materacem, a nogi wnikają w mebel. Dziewczynka podeszła do niej i pochyliła się lekko. Kobieta uniosła głowę i spojrzała na małą. Zamiast oczu miała czarną pustkę. Nie zwracała nawet uwagi na zimno spowodowane zjawiskiem paranormalnym. Spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się smutno. ,,myśl Reina myśl... Co Garen mówił.... Kto to u licha jest...typ... Jego żona... MAM! " pomyślała .
- Ja wiem że to nie twoja wina. Pytałaś sie. Jego wina. Każdy facet to świnia. - Myślała że jak chociaż ją uspokoi to da im spokój. Kobieta spojrzała na nią zdziwiona po czym zniknęła, a na ścianie pojawiła się cyfra osiem. - Nie nie mam ośmiu lat tylko dziewięć. - Dziewczynka przewróciła oczami. - Ale jestem nad wyraz dojrzała jak na swój wiek. Co mam zrobić żebyś była spokojna? - Teraz kobieta znowu pojawiła się przed jej twarzą, a przez delikatny powiew wiatru przeszedł ją dreszcz. Kobieta trzęsącą się ręką wskazała na komodę. Reina zerwała się i zaczęła przeszukiwać to miejsce. Zaglądała w każdą szufladę, wyjęła je, szukała ukrytych miejsc, nic.
W tym czasie Katarina tuliła się że strachu do Garena.
- Matko nigdy nie myślałem że zobaczę cię przerażoną.
- Zamknij się! Jakiś duch mi tu łazi i to jest twoja wina!
- Moja?
- Mówiłeś że wiesz że ona tutaj jest! - A ty myślisz że ja to wziąłem na poważnie?
- Jesteś głupi! - Wtuliła się bardziej w jego umięśnione ciało.
A Reina dalej obmacywała szafę. W końcu odwróciła się z powrotem do ducha. Cały czas była lekko wystraszona w końcu dziewczyna tam siedzi i nie może się wydostać. Na jej miejscu też pewnie była by zła.
- Co? - Zapytała spokojnie jeszcze raz. Kobieta popłynęła w powietrzu do niej i lekko siłą woli odsunęła mebel. Spojrzała na nią smutno, poruszył się o najwyżej centymetr. Dalej nie miała siły.
- Garen! - Krzyknęła szybko.
- Idź tam. - Czerwonowłosa odsunęła się od niego.
- Powaliło cię? To twoja uczennica a nie moja. Ja tam nie wejdę.
- Małe dziecko tam siedzi i się nie boi a Potęga Demaci nie pójdzie? - To był odpowiedni argument. Garen strasznie źle znosił nabijanie się z jego przydomka. Wstał i powoli uchylił drzwi. Pierwszym co zobaczył była kobieta. Krzyknął. Dlaczego ona do cholery stała tak blisko tych drzwi?! Spojrzał na nią przerażony i zobaczył jej smutny wyraz twarzy. Troszeczkę sie uspokoił.
- Nie drzyj się! Chodź tutaj! - Warknęła dziewczynka. - Przesuń to. - Skinęła głową na białą komodę.
- Po co? - Poczuł że coś zaraz go rozerwie od środka. Kobieta stała tuż za nim i teraz była wściekła. Irytowało ją że nie robi wszystkiego czego chcę kobieta. Co z tego że ta ma dziewięć lat. - Ał. Dobra już już. Puść. - Zawył z bólu a zjawa usiadła poduszkach. Jak się okazało pod komodą był wycinek z gazety. W sprawie akurat tego zabójstwa.
- Skąd to się tu niby wzięło? - Spytała mała czytając tekst. Chłopak cały czas starał się myśleć że w tym pomieszczeniu wcale nie ma czegoś martwego, co ja dodatek wyraźnie go nie lubi.
- I co tam jest niby napisane? - Spytał generał.
- Coś tam coś tam podstawowe informacje ....nic czego nie wiemy... Jest zdjęcie tej babki... Czekaj! Ona też zdradzała swojego męża! O to chodzi? - Spytała kobiety. Ta skinęła głową na potwierdzenie. - W sumie się nie dziwię że jesteś zła. Zabiła was za coś co sama robiła. No niezła suką. To co my mamy zrobić? - Spytała nie za bardzo rozumiejąc. Teraz twarz kobiety skierowała sie na druga poduszkę a ta rozerwała się na strzępy. - Nie ma opcji nie zabijemy jej. - Mniejsza skrzyżowała ramiona. Kobieta wydała z siebie dziki krzyk. A ciało Garena odbiło sie od ściany. - Dobra dobra. Mamy panią Du Ceoteu da się zrobić. Tylko go odstaw na ziemię ok? - Kobieta wskazała na nią palcem. Chciała żeby zrobił to ktoś kto rozumie jej historię. Ktoś kto od początku chciał jej pomóc. - Nie ma opcji. - Teraz Garen wyleciał przez drzwi. Zamknięte drzwi.
- Ale ja nie umiem kogoś zabić... - Mała dalej broniła się. Tylko że kobieta wyraźnie wiedziała czego chcę, znowu po całym budynku przeszedł nieznośny wrzask. Wszyscy padli na ziemię pod wpływem tego hałasu. Reina powoli wyszła do salonu.
- Czego to coś chce? - Spytała czerwonowłosa.
- Nie ,,to coś". Tylko skrzywdzona kobieta. Ona potrzebuje pomocy. Mojej pomocy. Muszę kogoś zabić...
- Przecież ja mogę. - Starsza wzruszyła ramionami. W tym momencie za czarnowłosą pojawiła się kobieta i położyła jej dłonie na ramionach. Przez dziewczynkę przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Ja muszę...ale nie wiem jak. Trzeba tej babie wytłumaczyć jaką jest suką.
- Ehh dobra Reina. Posłuchaj. Jesteś dobrą aktorką. Jesteś dobrym zabójcą. Musisz się tylko przemóc. Pomyśl że pomagasz społeczeństwu. Ja w ciebie wierzę.
- W w wierzysz? - Zapytała dziewczynka. Zawsze chciała to od niej usłyszeć. Od chwili kiedy pewnego szarego dnia sięgnęła zrezygnowana po pierwszą lepsza książkę. Tylko one pomagały jej w tym mrocznym miejscu. Nie miała nikogo a ten dom to była dżungla. Wytrwają najsilniejsi. Wszyscy chcieli zabawki, rodziny, miłość. Ona nie. Ona chciała być wielka, ona tego nie potrzebowała, uczucia są dla słabych, z takim nastawieniem dawała sobie radę. Czytała, uczyła się życia. Czytała jej biografię. Mimo że ona miała rodzinę myślała dokładnie tak jak ona sama. Była kimś ważnym. Bali się jej. Wzbudzała szacunek. Reina od kiedy pamięta chciała być taka jak ona. Chciała żeby się jej bali. Żeby nigdy nie potrzebowała czyjejś pomocy. Była według niej kimś wspaniałym. Idolką. A teraz słyszy od niej że w nią wierzy. Była teraz w stanie zrobić wszystko.
- Dobra dam radę.
- Obstawiam że nie możemy stąd iść puki młoda nie wróci ta? - Spytał chłopak już spokojny. Ale za ten spokój oberwał, a raczej jego plecy które przeżyły bliskie spotkanie ze ścianą. Znowu. - Co ty masz co mnie kobieto!? - Krzyknął na ducha, za co uderzył w przeciwległą ścianę.
- Okej to idę..... - I wyszła zabierając po drodze sztylety. Po chwili zauważyła starszą, idącą obok.
- Pójdę z tobą. Tak na wszelki wypadek.
- Zostawiłaś tam Garena samego?
- Da sobie radę... Chyba... Masz zdjęcie tej typiary? - Dziewczynka posłusznie podała jej gazetę ze zdjęciem.
- A skąd weźmiesz adres? - Spytała dziewczynka.
- Spokojnie. Przecież wiesz że jak chce to dostanę.
Reina nawet nie zauważyła kiedy już szły w kierunku mieszania. Wystarczyły dwie rozmowy z miejscowymi. Nikt nawet nie próbował odmówić pomocy. Zatrzymały się przed drzwiami.
- Od kiedy ty wchodzisz drzwiami? - Zapytała mała.
- Ja nie wchodzę. Ty ją miałaś zabić. Ja jakby co będę cię zabezpieczać od tyłu.
- Przecież ona mnie nie wpuści.
- Kombinuj. Przypominam że jesteś jesteś małą słodką dziewczynką. - Już poszła w kierunku okien, aby obserwować od zewnątrz co tam się dzieje. W końcu ta kobieta jest niebezpieczna. Reina rozpuściła włosy i związała je w dwie urocze kiteczki. Powoli zbliżyła rękę do drzwi i zapukała. Od razu stanęła jak typowa dziewczynka w jej wieku, a wyraz twarzy zmieniła na slodziutki. Po chwili drzwi otworzyła młoda kobieta. Miała długie rude włosy i ściętą prosto grzywę. Policzki przypruszone miała piegami, a zielone oczy podkreślone były mocnym makijażem. Ubrana była w białą koszulke i jasne jeansy.
- Przepraszam że przeszkadzam ale czy nie miała by pani czegoś do jedzenia? Tatuś znowu wrócił pijany a ja jestem głodna.... - Jej zawsze zimny ton teraz był taki uroczy a oczy lekko się zwilżyły. Wyglądała jakby zaraz miała się popłakać. Kobieta spojrzała na nią i zaprosiła do środka. Reina ciuchutko podreptała do pokoju. Zielone ściany, brązowe meble, tego samego koloru podłoga, i jasna kanapa. Na komodzie leżały zdjęcia. Zdjęcia jej i jej męża. W czasie kiedy kobieta szukała czegoś do jedzenia dziewczynka przyglądała sie fotografiom. Nie wyglądali za szczęśliwych. Praktycznie wszędzie uśmiechy na ich twarzach były wymuszone. Dziewczyna wróciła do pomieszczenia z pustymi rękami. Tak na prawdę nie miała zamiaru pomagać dziewczynce po prostu chciała dać pozory żeby nie wyjść na świnię.
- Właściwie czemu za niego wyszłaś? - Zapytała Reina cały czas grając słodką, nawet nie zauważyła że nie dostała tego o co prosiła.
- Za mała jesteś żeby to zrozumieć. Pieniążki kochana pieniążki. Chciałam spadek, a nawet mi pomógł bo mogłam go zabić wcześniej.
- Wcześniej?
- No chciałam to zrobić jakoś cicho żeby nikt mnie nie podejrzewał, ale przyłapałam go na zdradzie i mogłam go po prostu zarżnąć. Nawet mi nic nie zrobili bo sędzia uznał że miałam powód. Heh.
- Fajnie było? Zabić niewinną dziewczynę? Wiedziałaś w ogóle kto to był? Nie mogłaś z nią chociaż porozmawiać? - Teraz wróciła do swojego normalnego zachowania. Skrzyżowała ramiona.
- Skąd ty o tym wiesz?
- Nieistotne. Ważne jest to że ja mam przez ciebie problem.
- Jaki kurwa problem?
- Nie przeklinaj przy dziecku dziwko. - Syknęła karcącym tonem. - Co masz zamiar zrobić z tą dziewczyną?
- A co nam mieć zamiar ona nie żyje.
- Może i nie żyje, ale jej dusza jest niespokojna, i nie daje mi spokoju więc pytam co masz zamiar zrobić? - Masz problem. Ja jestem zadowolona mam pieniądze i mi dobrze.
- Jesteś bezduszna. A ja mieszkam z Talonem.
- ,,TYM" Talonem?
- Tak tym. To co idziesz z biedną małą dziewczynką i przepraszasz ją czy mam jej pomóc inaczej?
- Późno jest. Nigdzie nie idę a ty wyginaj bo się wkurzyłam.
- A co mi zrobisz? A może powinnam wznowić dochodzenie i doprowadzić do jeszcze jednej rozprawie w której sądzić nie będzie jakaś inna zdradzona kobieta która cie wypuściła tylko dlatego że cie zdradzał?
- Ty mała...!
- Hmm chyba tak zrobię. - Kobieta przestraszyła się, co jak co ale nie chciała siedzieć w więzieniu. Trzeba się tego problemu pozbyć.
Podbiegła do szafki i wyjęła z niej broń. Wycelowała w dziewczynkę. Reina myślała że wybuchnie. Nie dość że jest suką to jeszcze ją wyzywa a teraz chce zastrzelić?! O nie tego nie wytrzymała, rzuciła szytyletem prosto w szyję. Pistolet upadł na ziemię a kobieta złapała się za krwawiącą ranę. Zrobiła sie blada. Reina podeszła do swojego ostrza, otarła w koszulkę krew i spojrzała na konajacą osobę. W tej chwili stanęła za nią Katarna, która cały czas obserwowała sytuację przez okno.
- No brawo. Już myślałam że ci coś zrobi. - Poklepała ją po ramieniu.
- Nie będzie mi suka grozić.
- Ej! To że jesteś zawodowym zabójcą nie znaczy że w tym wieku możesz używać takich słów!
- Jestem? - Zapytała z nadzieją.
- Jesteś. Jestem z ciebie dumna. Jak się czujesz?
- Jakbym zrobiła coś dobrego dla społeczeństwa. - Uśmiechnęła się wrednie i obie wyszły przez okno.
- Myślisz że Garen jeszcze żyje?
- Masz ochotę na lody? - Du Ceoteu zmieniła temat i obie się zaśmiały. Powoli idąc ponad ludźmi wracały do domku.
Zastały Garena opatrującego swój brzuch. Kiedy odbił się od ściany przejechał ciałem po kancie stołu. Jego mięśnie zdobiło teraz piękne długie rozcięcie. Aż przypominały się wszystkie bitwy.
- I jak poszło? - Zapytał zauważywszy dziewczyny.
- Gdzie ona jest? - Zapytała niższa.
- Uśmiechnęła się i zniknęła jakiś czas temu. - Wzruszył ramionami.
- Jestem bogiem! - Zaśmiała się i podskoczyła.
- Jestem wykończona.... Idziemy spać. Teraz. - Wyjęczała Katarina po czym pozostała dwójka posłusznie skierowała się na spoczynek. Reszta weekendu minęła im spokojnie, nawet starsi zdąrzyli zaliczyć jeden numerek kiedy Reina wyszła się przejść. Pogoda była okropna. Słońce tak grzało że nie dało sie wytrzymać. Nawet wiatr nie chciał wiać. Talon leżał w samych spodniach na trawie. Od samego leżenia spocił się na tyle że jego mięśnie odbijały promienie światła od jego skóry. Natomiast dziewczyny hardo ćwiczyły co chwilę pijąc jedną z butelek wody rozłożonych wszędzie dookoła.
- No dalej młoda postaraj się... - wyjęczała starsza kiedy Reina po raz kolejny nie potrafiła sie wydostać z kajdanek.
- Nie umiem...
- Zabić też niby nie umiałaś! - Katarina powoli zaczynała się niecierpliwić. Było gorąco, do tego stopnia że krwiste włosy były teraz związane w kitkę.
- Matko dziewczyno co ty jej o to zabijanie trujesz... Ty to robiłaś jak miałaś dwanaście dopiero. - Powiedział Talon oblewając swoje ciało płynem.
- Eee tam gadasz to wcale nie było takie trudne. - Zaśmiała sie dziewczynka.
- Czy ty jej kurwa pozwoliłaś kogoś zabić?! - Chłopak wstał krzycząc na Katarinę.
- Nie drzyj sie na mnie. Tego wymagała sytuacja. Długa historia.
- Ona ma dziewięć lat!!! Wiesz jak to wpłynie na jej psychikę?
- Ona już ma zwaloną psychikę nic jej nie będzie. Poza tym sama chciała.
- Nie wkurwiaj mnie ! Dwa dni! Dwa dni chciałem kurwa zająć się swoim życiem! Ale nie mogę bo zostawić z tobą dziecko jest Grrr! Jak mogłaś do tego dopuścić! Gdzie był Garen wtedy?! On przynajmniej wie jak zajmować sie dziećmi !
- Zamknij się! Też nie chciałam żeby to robiła! Musiała!
- To jest dziecko !
-Ale ona nie jest jak każde dziecko!
- To jest dziecko!
- Zamknijcie te zmechacone ryje! - W końcu dziewczynka miała dość tego hałasu. - Czy ty kobieto możesz w końcu odpiąć te głupie kajdanki?
- Sama masz się wydostać. - Powiedzieli jednocześnie. Dziewczynka westchnęła i wstała.
- Jak to zrobiłaś?
- Łańcuch był poluzowany. Odgięłam go bardziej i rozłączyło. - Wzruszyła ramionami.
- Kata...- Powiedział cichutko chłopak.
- Co?
- Jakbym ci sie podobał... To jakbyś się zachowywała?
- A tobie co teraz?
- No bo ciekawy jestem jak czy...
- Tak podobasz jej się. - Przerwała mu.
- Ale...
- Żadnych ale. Podobasz jej się i działaj.
- Dobra... Bo ja bym chciał... Dzisiaj.... Reina...
- Matko człowieku byłam z nią cały weekend....Ile ty potrzebujesz żeby w końcu ją przelecieć?
- Kata!
- No co?
- To że ty z Garenem się tylko pieprzycie nie znaczy że ja tak chcę! Ale mam na dzisiaj taki plan....
- Dobra wezmę ją...
- Nie umiem...
- Zabić też niby nie umiałaś! - Katarina powoli zaczynała się niecierpliwić. Było gorąco, do tego stopnia że krwiste włosy były teraz związane w kitkę.
- Matko dziewczyno co ty jej o to zabijanie trujesz... Ty to robiłaś jak miałaś dwanaście dopiero. - Powiedział Talon oblewając swoje ciało płynem.
- Eee tam gadasz to wcale nie było takie trudne. - Zaśmiała sie dziewczynka.
- Czy ty jej kurwa pozwoliłaś kogoś zabić?! - Chłopak wstał krzycząc na Katarinę.
- Nie drzyj sie na mnie. Tego wymagała sytuacja. Długa historia.
- Ona ma dziewięć lat!!! Wiesz jak to wpłynie na jej psychikę?
- Ona już ma zwaloną psychikę nic jej nie będzie. Poza tym sama chciała.
- Nie wkurwiaj mnie ! Dwa dni! Dwa dni chciałem kurwa zająć się swoim życiem! Ale nie mogę bo zostawić z tobą dziecko jest Grrr! Jak mogłaś do tego dopuścić! Gdzie był Garen wtedy?! On przynajmniej wie jak zajmować sie dziećmi !
- Zamknij się! Też nie chciałam żeby to robiła! Musiała!
- To jest dziecko !
-Ale ona nie jest jak każde dziecko!
- To jest dziecko!
- Zamknijcie te zmechacone ryje! - W końcu dziewczynka miała dość tego hałasu. - Czy ty kobieto możesz w końcu odpiąć te głupie kajdanki?
- Sama masz się wydostać. - Powiedzieli jednocześnie. Dziewczynka westchnęła i wstała.
- Jak to zrobiłaś?
- Łańcuch był poluzowany. Odgięłam go bardziej i rozłączyło. - Wzruszyła ramionami.
- Kata...- Powiedział cichutko chłopak.
- Co?
- Jakbym ci sie podobał... To jakbyś się zachowywała?
- A tobie co teraz?
- No bo ciekawy jestem jak czy...
- Tak podobasz jej się. - Przerwała mu.
- Ale...
- Żadnych ale. Podobasz jej się i działaj.
- Dobra... Bo ja bym chciał... Dzisiaj.... Reina...
- Matko człowieku byłam z nią cały weekend....Ile ty potrzebujesz żeby w końcu ją przelecieć?
- Kata!
- No co?
- To że ty z Garenem się tylko pieprzycie nie znaczy że ja tak chcę! Ale mam na dzisiaj taki plan....
- Dobra wezmę ją...
Nadszedł wieczór. Talon przygotował już chyba wszystko. Jedzenie jest na stole. Świeczki się palą. Ładnie pachnie. Ubrania eleganckie. Przejrzał się jeszcze w lustrze i postanowił związać włosy w wysoką kitkę. Po kilku minutach po mieszkaniu rozległ się dzwonek. Westchnął głucho i podszedł do drzwi. Uchylił je i uśmiechnął się ciepło do dziewczyny.
- Cześć. - Powiedziała wesoło całując go w policzek. Wyglądała idealnie. Brak makijażu, i biała sukienka zgrywająca się z jej śnieżnymi włosami. Wszystko wykańczały białe szpilki. Przez obcasy dziewczyna była dokładnie jego wzrostu.
- Ładnie wyglądasz... - Powiedział jak debil drapiąc się po głowie. Weszli do salonu, w którym teraz emanowała romantyczna atmosfera.
- Nie musiałes się tak starać. I tak nie mam zamiaru jeść... - Zaśmiała się chytrze przyciągając chłopaka to gorącego pocałunku. Na początku nie wiedział zbytnio jak zareagować ale po chwili jednak objął ją pewnie w talii i przyciągnął bliżej do siebie. Całowali się namiętnie, a ich umysły przepełnione były pożądaniem. Powoli zdrowy rozsądek przepadał w niepamięć a ich czyny kontrolowane były tylko przez dziką rządzę. Ręce badały drugie ciało jakby tylko dotyk tej drugiej osoby się liczył. Oderwali się od siebie dopiero kiedy obojgu zabrakło powietrza. Cienka stróżka śliny cały czas łączyła ich usta, lecz pękła i opadła na brodę Talona kiedy ten się odezwał.
- Możemy odpuścić sobie jedzenie jak chcesz. - Wydukał z ledwością łapiąc oddech. Zamiast odpowiedzi Riven popchnęła go na kanapę. Powrócili do poprzedniej czynności. Kompletnie nie miała pojęcia co robi. Cały jej umysł szalał tylko jedną myślą, że chce to z nim zrobić. Teraz. Natychmiast. Szybko. Drżącymi rękami zaczęła odpinać jego koszule, w czasie kiedy chłopak ugniagał jej pośladki. Oboje głośno dyszeli i co chwilę się od siebie odrywali aby zaczerpnąć trochę powietrza bo samo oddychanie przez nos im nie wystarczało. Ruchy były gwałtowne i szybkie. Ich rozgrzane ciała dążyły tylko do jednego. Chłopak powoli podciągnął biały materiał do góry i teraz badał rękoma jej plecy. Riven oderwała się od niego wbijając zęby w jego obojczyk, co spowodowało jego głośny jęk. Po chwili biała sukienka znalazła się na oparciu kanapy a jej właścicielka leżała na meblu przyjmując pieszczoty na swojej szyi. Podniecenie rosło z każdą chwilą. Po kilku minutach przyprawiania dziewczyny o dreszcze z rozkoszy, poprzez masowanie piersi i lizanie, Talon ściągnął swoje spodnie i rzucił je gdziekolwiek. Sunął pocałunkami w dół, zaznaczając jej ciało licznymi krwawymi punkcikami. Starał się jak mógł, bo robił takie rzeczy pierwszy raz, ale dźwięki jakie wydoływały się z jej pięknych ust zapewniały go że jako tako sobie radzi. Doszedł ustami do gumki majtek i chwycił ją w zęby. Ściągnął je i zatopił język w tym magicznym miejscu. Poruszał narządem wsłuchując się w głośne jęki i westchnienia. Dziewczyna nie mogąc dłużej wytrzymać podciągnęła go za kitkę do siebie i znów złączyła ich wargi.
Jego ciało płonęło rozkoszą. Przejechał wargami po zaczerwienionych policzkach dziewczyny docierając do szyi, na której zaczął składać palące pocałunki. Dyszeli, jak w gorączce, chcąc jeszcze bardziej i bardziej, zachłannie pragnąc pieszczot i spełnienia. Niepewność zmieniała się stopniowo w dziką żądzę, która zawładnęła ich umysłami. Stawali się coraz brutalniejsi, a ból jaki sprawiali sobie nawzajem, był dla nich rozkoszą, której pragnęli, której żądali wciąż więcej. Krople potu spływały im po skroniach. Riven nie mogła myśleć o czymś innym jak tylko o męskości chłopaka wyraźnie widocznej przez ciemny materiał bokserek. Zerwała je z niego pewnym ruchem i ręką zaczęła masować jego penisa. Czuła jak Talon robi na jej szyi malinki.
- T t talon... Szybciej... - Ledwo wyszeptała z ledwością łapiąc oddech. Na jej rozkaz chłopak wszedł w nią od razu cały, pewnym ruchem. Bez zastanowienia zaczął się poruszać w szaleńczym tempie. Oboje doszli niemal w tym samym momencie. Kiedy po kilku minutach ogarnęli swoje umysły na tyle żeby myśleć postanowili się umyć. W końcu ciało klejące się od potu nie jest miłe.
- Idziemy razem czy...? - Zapytała.
- Idź, zaraz przyjdę tylko rozłożę łóżko. - Odpowiedział na co Riven cicho się zaśmiała i udała się w stronę łazienki. Tej nocy dochodzili jeszcze wiele razy i, i tak spoceni zasnęli.
- Cześć. - Powiedziała wesoło całując go w policzek. Wyglądała idealnie. Brak makijażu, i biała sukienka zgrywająca się z jej śnieżnymi włosami. Wszystko wykańczały białe szpilki. Przez obcasy dziewczyna była dokładnie jego wzrostu.
- Ładnie wyglądasz... - Powiedział jak debil drapiąc się po głowie. Weszli do salonu, w którym teraz emanowała romantyczna atmosfera.
- Nie musiałes się tak starać. I tak nie mam zamiaru jeść... - Zaśmiała się chytrze przyciągając chłopaka to gorącego pocałunku. Na początku nie wiedział zbytnio jak zareagować ale po chwili jednak objął ją pewnie w talii i przyciągnął bliżej do siebie. Całowali się namiętnie, a ich umysły przepełnione były pożądaniem. Powoli zdrowy rozsądek przepadał w niepamięć a ich czyny kontrolowane były tylko przez dziką rządzę. Ręce badały drugie ciało jakby tylko dotyk tej drugiej osoby się liczył. Oderwali się od siebie dopiero kiedy obojgu zabrakło powietrza. Cienka stróżka śliny cały czas łączyła ich usta, lecz pękła i opadła na brodę Talona kiedy ten się odezwał.
- Możemy odpuścić sobie jedzenie jak chcesz. - Wydukał z ledwością łapiąc oddech. Zamiast odpowiedzi Riven popchnęła go na kanapę. Powrócili do poprzedniej czynności. Kompletnie nie miała pojęcia co robi. Cały jej umysł szalał tylko jedną myślą, że chce to z nim zrobić. Teraz. Natychmiast. Szybko. Drżącymi rękami zaczęła odpinać jego koszule, w czasie kiedy chłopak ugniagał jej pośladki. Oboje głośno dyszeli i co chwilę się od siebie odrywali aby zaczerpnąć trochę powietrza bo samo oddychanie przez nos im nie wystarczało. Ruchy były gwałtowne i szybkie. Ich rozgrzane ciała dążyły tylko do jednego. Chłopak powoli podciągnął biały materiał do góry i teraz badał rękoma jej plecy. Riven oderwała się od niego wbijając zęby w jego obojczyk, co spowodowało jego głośny jęk. Po chwili biała sukienka znalazła się na oparciu kanapy a jej właścicielka leżała na meblu przyjmując pieszczoty na swojej szyi. Podniecenie rosło z każdą chwilą. Po kilku minutach przyprawiania dziewczyny o dreszcze z rozkoszy, poprzez masowanie piersi i lizanie, Talon ściągnął swoje spodnie i rzucił je gdziekolwiek. Sunął pocałunkami w dół, zaznaczając jej ciało licznymi krwawymi punkcikami. Starał się jak mógł, bo robił takie rzeczy pierwszy raz, ale dźwięki jakie wydoływały się z jej pięknych ust zapewniały go że jako tako sobie radzi. Doszedł ustami do gumki majtek i chwycił ją w zęby. Ściągnął je i zatopił język w tym magicznym miejscu. Poruszał narządem wsłuchując się w głośne jęki i westchnienia. Dziewczyna nie mogąc dłużej wytrzymać podciągnęła go za kitkę do siebie i znów złączyła ich wargi.
Jego ciało płonęło rozkoszą. Przejechał wargami po zaczerwienionych policzkach dziewczyny docierając do szyi, na której zaczął składać palące pocałunki. Dyszeli, jak w gorączce, chcąc jeszcze bardziej i bardziej, zachłannie pragnąc pieszczot i spełnienia. Niepewność zmieniała się stopniowo w dziką żądzę, która zawładnęła ich umysłami. Stawali się coraz brutalniejsi, a ból jaki sprawiali sobie nawzajem, był dla nich rozkoszą, której pragnęli, której żądali wciąż więcej. Krople potu spływały im po skroniach. Riven nie mogła myśleć o czymś innym jak tylko o męskości chłopaka wyraźnie widocznej przez ciemny materiał bokserek. Zerwała je z niego pewnym ruchem i ręką zaczęła masować jego penisa. Czuła jak Talon robi na jej szyi malinki.
- T t talon... Szybciej... - Ledwo wyszeptała z ledwością łapiąc oddech. Na jej rozkaz chłopak wszedł w nią od razu cały, pewnym ruchem. Bez zastanowienia zaczął się poruszać w szaleńczym tempie. Oboje doszli niemal w tym samym momencie. Kiedy po kilku minutach ogarnęli swoje umysły na tyle żeby myśleć postanowili się umyć. W końcu ciało klejące się od potu nie jest miłe.
- Idziemy razem czy...? - Zapytała.
- Idź, zaraz przyjdę tylko rozłożę łóżko. - Odpowiedział na co Riven cicho się zaśmiała i udała się w stronę łazienki. Tej nocy dochodzili jeszcze wiele razy i, i tak spoceni zasnęli.
Ranek. Katarina miała iść odebrać zapłatę za zabójstwo. Szła razem z Reiną przez sam środek Piltover. Pełno policji. Jakieś zwłoki. Cait nerwowo zastanawiała się nad czymś.
- Hej co to? - Zapytała czerwonowłosa koleżanki.
- Nowa buda z kebapem. - Odprysknęła wrednie szeryfka.
- Ej grzeczniej. Może pomogę?
- W czym? Czwarta osoba popełniła samobójstwo skacząc z okna w tym tygodniu. Nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi. - Nawet nie zauważyły jak mała podeszła do zwłok i dokładnie je obejrzała. Zwróciły na nią uwagę dopiero kiedy usłyszały jej perlisty śmiech.
- Ej a ta mała tak sobie patrzy na martwego człowieka w krwi?
- Jakbyś nie zauważyła to zadaje się ze mną. Reina ! Co tam się tak patrzysz?
- Czy ta policja jest aż taka ułomna? On ma dwa rozbicia na głowie. Przy spadaniu miał by jedno. Mogę zobaczyć mieszkanie i pogadać z sąsiadami? - Obydwie patrzyły na nią jak na kosmitę. Ale posłusznie udały się na górę.
- Dziecko nie będzie mnie uczyć jak śledztwo prowadzić. Sąsiadka słyszała krzyk a potem znalazła go na dole.
- Właśnie że bedzie. I wyjdzie mu to lepiej. Mam 9 lat a widzę że szanse na to żeby to było samobójstwo wynoszą zero. - Championki spojrzały na siebie. Po czym znowu na Reinę nie ukrywając zdziwienia.
- Niby skąd wiesz? - Caitlyn była wkurzona. Dziecko podważa jej tezę. To ona tu jest stróżem prawa.
- Matko... - dziewczynka westchnęła - Po pierwsze ma dwa rozbicia na głowie, przy uderzeniu miałby jedno. Po drugie sąsiadka słyszała krzyk, te okna są dźwiękoszczelne a są zamknięte. Z tego co wiem policja nie może tego dotykać póki nie zaznaczycie wszystkich dowodów a tutaj nic nie jest zaznaczone, co znaczy że okno było zamknięte. Skoro sąsiadka słyszała krzyk to najpierw musiał spadać a potem zamknąć okno. Wniosek? Ktoś musiał go wypchnąć i zamknąć okno, a przed tym uderzył jego głową o ramę. Tutaj jest plama krwi. Zajmij się łapaniem Jinx, przynajmniej nie będziesz musiała myśleć, bo widzę że to nie jest twoja mocna strona. No chyba że jesteś taka leniwa i po prostu ci się nie chciało więc stwierdziłaś samobójstwo bo ci się szukać nie chciało. Ale biorąc pod uwagę twoje przejęcie tym kolesiem i pozostałą trójką to raczej po prostu nie myślisz. Jakbyś chciała pomocy to dziewięciolatka chętnie ci pomoże. - Powiedziała niemal na jednym tchu. Spojrzała jeszcze krytycznie na kobietę w kapeluszu i pociągnęła Katarinę do wyjścia. Caitlyn natomiast zastanawiała się jak ta mała może jej pomóc. Skoro Du Ceoteu najwyraźniej szkoli ją na zabójcę to nic się nie stanie jakby ją zaciągnąć do policji. Przydała by się.....
- Hej co to? - Zapytała czerwonowłosa koleżanki.
- Nowa buda z kebapem. - Odprysknęła wrednie szeryfka.
- Ej grzeczniej. Może pomogę?
- W czym? Czwarta osoba popełniła samobójstwo skacząc z okna w tym tygodniu. Nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi. - Nawet nie zauważyły jak mała podeszła do zwłok i dokładnie je obejrzała. Zwróciły na nią uwagę dopiero kiedy usłyszały jej perlisty śmiech.
- Ej a ta mała tak sobie patrzy na martwego człowieka w krwi?
- Jakbyś nie zauważyła to zadaje się ze mną. Reina ! Co tam się tak patrzysz?
- Czy ta policja jest aż taka ułomna? On ma dwa rozbicia na głowie. Przy spadaniu miał by jedno. Mogę zobaczyć mieszkanie i pogadać z sąsiadami? - Obydwie patrzyły na nią jak na kosmitę. Ale posłusznie udały się na górę.
- Dziecko nie będzie mnie uczyć jak śledztwo prowadzić. Sąsiadka słyszała krzyk a potem znalazła go na dole.
- Właśnie że bedzie. I wyjdzie mu to lepiej. Mam 9 lat a widzę że szanse na to żeby to było samobójstwo wynoszą zero. - Championki spojrzały na siebie. Po czym znowu na Reinę nie ukrywając zdziwienia.
- Niby skąd wiesz? - Caitlyn była wkurzona. Dziecko podważa jej tezę. To ona tu jest stróżem prawa.
- Matko... - dziewczynka westchnęła - Po pierwsze ma dwa rozbicia na głowie, przy uderzeniu miałby jedno. Po drugie sąsiadka słyszała krzyk, te okna są dźwiękoszczelne a są zamknięte. Z tego co wiem policja nie może tego dotykać póki nie zaznaczycie wszystkich dowodów a tutaj nic nie jest zaznaczone, co znaczy że okno było zamknięte. Skoro sąsiadka słyszała krzyk to najpierw musiał spadać a potem zamknąć okno. Wniosek? Ktoś musiał go wypchnąć i zamknąć okno, a przed tym uderzył jego głową o ramę. Tutaj jest plama krwi. Zajmij się łapaniem Jinx, przynajmniej nie będziesz musiała myśleć, bo widzę że to nie jest twoja mocna strona. No chyba że jesteś taka leniwa i po prostu ci się nie chciało więc stwierdziłaś samobójstwo bo ci się szukać nie chciało. Ale biorąc pod uwagę twoje przejęcie tym kolesiem i pozostałą trójką to raczej po prostu nie myślisz. Jakbyś chciała pomocy to dziewięciolatka chętnie ci pomoże. - Powiedziała niemal na jednym tchu. Spojrzała jeszcze krytycznie na kobietę w kapeluszu i pociągnęła Katarinę do wyjścia. Caitlyn natomiast zastanawiała się jak ta mała może jej pomóc. Skoro Du Ceoteu najwyraźniej szkoli ją na zabójcę to nic się nie stanie jakby ją zaciągnąć do policji. Przydała by się.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz