piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 17 Chodźmy na plac zabaw!

-Aron ! Wróciłem chodźmy na spacer!  -krzyknął wesoło Xin, wchodząc do mieszkania. Zastał młodszego z zapłakaną twarzą. Właśnie czyścił sobie wyraźną ranę po uderzeniu na buzi. Bez wahania podbiegł do niego, aby dokładniej sie przyjrzeć tej ślicznej twarzy.
-Nie chce - odpowiedział głucho patrząc się smutnym wzrokiem na swojego chłopaka.
- Co ci się stało? - zapytał starszy czule, zajmując się jego krwawiącą wargą.
- Nie chce cie martwić. Nie ważne... - wrócił do tego głupiego nastawienia z przed kilku dni.
- Ale ja się o ciebie martwię i będę cały czas. Powiedz co ci się stało - powiedział delikatnie, lekko głaszcząc go po udzie, natomiast druga ręka przykładała mokry wacik do rany.
- Tata...- zamruczał młodszy, ze łzami w oczach.
- Co on robił w Demaci? Straż by go nie wpuściła, ludzie z niższych warstw Piltover nie mają tutaj wstępu - usiadł za nim na kanapie, opiekuńczo przytulając go dla pocieszenia.
- N n nie wiem... Jak byłem rano po zakupy to do mnie podszedł i i i - jąkał się, nie mogąc powstrzymać płaczu. Nawet pogoda była ponura i chyba zbierało się na deszcz. Niebo pokrywały granatowe i szare chmury, łącząc się w wiele odcieni tych kolorów. Długowłosy tulił do siebie mniejsze ciało, i wolno kiwał nimi do przodu i do tyłu, żeby mały szybciej się uspokoił, albo najwyżej zasnął.
- Ćśś już dobrze. A jak ci się udało uciec?
- Strażnicy mnie z tobą kiedyś widzieli, i kazali mu mnie zostawić i i i aresztowali go.
- Kocham być ważny w kraju - westchnął - może pójdziemy się zdrzemnąć żebyś się uspokoił?  - zapytał ciepłym tonem, po czym dał Aronowi całusa w szyję.
- Chciałeś iść na spacer... Przepraszam.
- Spokojnie, i tak zaczęło padać,  więc byśmy nie poszli - uśmiechnął się czule, mimo że mniejszy siedzący teraz do niego plecami nie  mógł tego widzieć.
- Ale ty uwielbiasz chodzić w deszczu...
- Ale bardziej uwielbiam ciebie. I nie dyskutuj, to co robimy?
- Mógłbyś...
- Co?
- No czy....
- No o co ci chodzi - roześmiał się słysząc ten pełen zawstydzenia ton. Ten chłopak był na prawdę słodziutki.
- Mam ochotę na truskawki... Ale chciałbym żebyś...mnie nimi nakarmił - powiedział czerwony jak burak. Odwrócił się wtulając twarz, w pachnący tors swojego ukochanego. Widział jak jedna para to robiła i strasznie miał na takie czułości ochotę.
- Oooo to takie urocze - mruknął jeszcze bardziej obejmując Arona - A chcesz z bitą śmietaną czy czekoladą?
- Czekolada...- ledwie mógł usłyszeć ten ciuchutki głosik, dodatkowo przutłumiony jego koszulką. Posadził go na kanapie i delikatne pocałował. Z chwilą pocałunek stawał się głębszy. Zaraz jednak się od siebie oderwali.
- To ja za moment wracam a ty tu poczekaj - poczochrał mu czarne włoski i udał się do kuchni. Ładnie urządzona, żółte ściany, czarne wyposażenie, nawet jej dość mały rozmiar miał w sobie swojego rodzaju urok.
Po kilku chwilach chłopak wrócił, z miseczką pełną wyśmienitych owoców. W drugiej ręce trzymał mniejsze naczynie wypełnione roztopioną czekoladą. Z uśmiechem usiadł na kanapie, nie odrywając się słowem do młodszego. Położył obie miski na stoliku i posłał mu piękny uśmiech.
- Już. Kładź się.  - powiedział wesoło przyciągając głowę Arona na swoje kolana. Mniejszy patrzył na niego zarumieniony, i położył się wygodniej. Po chwili przy jego wargach  pojawiła się soczysta truskawka, pokryta jeszcze ciepłą czekoladą. Spojrzał na Xina jeszcze raz, zawstydzonym wzrokiem i uchylił lekko usta. Przeżuł dokładnie smakołyk i połknął, po czym uśmiechnął się ciepło do swojego chłopaka. Po chwili żuł już kolejną truskawkę i kolejną. Kiedy w końcu się skończyły, chwycił brudne od czekolady palce  długowłosego i zamknął się pomiędzy swoimi wargami. Pozbywając się słodyczy podniósł się do siadu. Xin patrzył zaczarowanym wzrokiem na ten nieporadny język, i cicho się zaśmiał.
- No co masz brudne palce - wymruczał młodszy, z wstydem patrząc gdzieś w bok.
- Wiem wiem, ale ty jesteś taki kochany że jak na ciebie patrzę to mi się śmiać chce - zachichotał wesoło, dając mu buziaka.
- To od czego zaczynamy? - zawołała Katarina zaskakując z drzewa. Talon i Reina czekali na nią już od godziny. Siedzieli na ławce w środku małej polany gdzieś między Noxus a Zaun. Niebo było szare, a malutkie kropelki deszczu opadały na wszystko do okoła. Na szczęście Talon i jego niezawodna peleryna zawsze się przydają, więc dziewczynka siedziała sobie pod materiałową osłoną i obserwowała ruszajace się liście. Zafascynowana obserwowała jak Katarina ze swobodą porusza się po drzewach, skacząc z jednej gałęzi na drugą. Skoczyła i wylądowała tuż przed ich twarzami.
- Wiesz która jest godzina? - powiedział zirytowany chłopak.
- Wiesz ile mnie to interesuje?  - przewróciła oczami i podała małej dwa średnie sztylety. Od kilkunastu lat, kukły treningowe cały czas tu stały. Były to w sumie zwykle sklepowe manekiny, z taką różnicą że mocno pocięte.
- Teraz młoda uważaj. Ten tu przystojniak - wskazała na manekina - jest związany i bezbronny. Powiedzmy że się zdenerwował co robisz? - zapytała opierając się o ramię ,,ofiary"
- Ja bym go po prostu kopnęła ale znając ciebie to mam go zabić - młodsza lekko się uśmiechnęła drapiąc ostrzem po poliku.
- Moje krew - uśmiechnęła się chytrze - no to masz zabawki to się baw ! - zawołała wesoło klepiąc kukłę, i odeszła na bok. Reina podeszła i ze znudzonym wyrazem twarzy dźgnęła kilka razy manekina w klatkę piersiową.
- Czekaj czekaj nie tak... - wtrącił się  Talon - po co tracisz czas na kilka uderzeń? - wywrócił oczami wskazując na miejsce w którym powinna być tętnica szyjna - tutaj, jak przetniesz tętnice, to z głowy - odszedł czekając na reakcję. Reina zmierzyła wzrokiem manekina wyższego od niej o dobre 60cm jak nie więcej. Zastanowiła się chwilę i spojrzała na chłopaka.
- Ale to się nie rusza. Jaki jest w tym  sens? - nie chciała tego robić, wydawało jej się głupie, więc może jeśli trochę podyskutuje to zaczną robić coś ciekawszego.
- Matko....dobra uznajmy że to jest strażnik. Podejdź od tyłu i go obezwladnij - Katarina przewróciła oczami. Była na prawdę zdenerwowana. Ta mała nie dość że zdawała się być od nich mądrzejsza to jeszcze się wykręcała od ćwiczeń. Ona taka nie była w jej wieku, przynajmniej ma taką nadzieję... Ale Talon pamiętaj jak czerwonowłosa się irytowała na pierwszych lekcjach. Dziewczynka stanęła za kukłą i schowała sztylety do kieszeni. Pobiegła do manekina podskoczyła, odbiła się stopą od jego pleców i w locie wykręciła ofierze kark. Kiedy spadała delikatnie położyła ciało na ziemi aby nie wydało z siebie żadnego dźwięku, w czasie upadania. Odwróciła się od nich krzyżując ręce.
- Jak?! Ty?!  To?! Co?! - czerwonowłosa nie mogła wyjść z szoku. To dziecko to była jej idealna kopia. Jeszcze brakuje żeby miała takie same upodobania.
- Normalnie, nie będę go ciąć bo krew może popłynąć na widok. A jak ktoś by go znalazł to bym miała mniej czasu - wzruszyła ramionami.
- Nie no ty mnie jednocześnie wkurwiasz i jednocześnie cię kocham - powiedziała dziewczyna ściągając swoją ukochaną skórzaną kurtkę.
- Nie przeklinaj przy dziecku! - skręcił ją Talon
- Ona przed chwilą idealnie obezwładniła typa i jeszcze rozumie czemu takim sposobem a nie inaczej! Wydaje mi się że jak nauczy się przeklinać to nic wielkiego się nie stanie - uniosła się - dobra wskakuj na drzewa
Tak im minąły dwie godziny,  szkolenia, właściwie to tylko mówili a ona potwierdzała że już wie.  Zaczynało się robić ciemno, więc postanowili wracać.

- Ty chyba oszalałaś kobieto ! - krzyknął Garen po prośbie siostry
- No weź mi pomóż sie pakować co ci szkodzi...
- Kurwa nigdzie się nie wyprowadzasz a już na pewno nie do niego! - kłócące się rodzeństwo usłyszał Ezreal własne wynoszący ubrania swojej dziewczyny
- Nie krzycz na nią tylko mi pomóż, bo to ciężkie jest - powiedział i wyszedł, układając kolejne pudełko na przyczepie samochodu. Na szczęście wujek mu pożyczył transport.
- Nie uważasz że to głupie?
- Niby czemu?! 
- Bo on się nie nadaje na partnera. Jest dzieckiem. Jest nieodpowiedzialny. Wychodzi gdzieś całymi dniami, do tych jaskiń czy chuj wie gdzie.
- Sam jesteś dzieckiem! On jest od ciebie o wiele bardziej ogarnięty! Poza tym mama mi pozwoliła, jak nie chcesz nosić tych pudeł to łaski bez.
- Czy ty nie rozumiesz że ja się o ciebie martwię?
- Nie rozumiem czemu się martwisz skoro będę z Ezem
- Ja się po prostu boję, że będzie z ciebie robił kure domową i nie będzie się tobą interesował.
- Garen przestań pierdolić. I wielkie dzięki za pomoc, Lux już wszystko możemy jechać - wtrącił blondyn, łapiąc dziewczynę za rękę.
- Nigdzie nie jedziesz! - Garen stanął w drzwiach i nie dawał im przejść. Nie przewidział że Explorer nieco podszlifował swoje umiejętności więc bez problemu mógł przenieść dwie osoby jednocześnie za drzwi. Zaśmiali się wsiadając do pojazdu. Dało się jeszcze usłyszeć przutłumiony przez odległość krzyk generała ...
-MAMOOO!
Wieczorem Ezreal leżał w łóżku czekając na Lux, która właśnie brała prysznic. Oboje byli zmęczeni więc od razu udali się spać. W środku nocy blondyna obudziły niespokojne ruchy swojej dziewczyny. Kręciła się niespokojnie zwinięta w kłębek.
- Co się tak kręcisz - spytał zaspany - Nie ważne. Idź spać. - odpowiedziała, ale jej ton był dziwny. Słychać było że podczas mówienia zaciska zęby.
- Jak mam spać kiedy się miotasz jak pojebana - warknął, i obrócił się w jej stronę. Jej twarz wyrażała czysty ból. Od razu zerwał się do siadu. - Co ci jest?  - spytał zaniepokojony
- Nic. Pójdę na kanapę żebyś się wyspał. - wstała, lecz nie była w stanie się wyprostować.
- Nie denerwuj mnie kobieto. Leżeć. Co ci jest? - pociągnął ją z powrotem na łóżko
- Okres mi się zaczął. - wyjęczała bardziej ściskając brzuch ramionami.
- Dobra ja ogarniam bóle menstruacyjne i te sprawy. Ale ty jesteś pół żywa.
- Zawsze mam takie mocne bóle, na początku.
- Jakim cudem ja jeszcze o tym nie wiem?
- Zawsze brałam tabletki i piłam herbatki. A jak w nocy było źle to mama mnie masowała.
- Dobra poszukam jakichś tabletek. - zerwał się do kuchni. Przeszukał całą apteczkę. Jak na złość było wszystko oprócz środków przeciwbólowych. Wszystkie sklepy są już zamknięte. Wrócił do sypialni z zimnym okładem.
- Masz, połóż sobie to na brzuchu ja niedługo wrócę. - i wybiegł z mieszkania. ''Gdzie on polazł przecież wszystko jest zamknięte " pomyślała. Na szczęście samochód miał oddać wujkowi dopiero jutro. Po piętnastu minutach był pod domem Crowngardów. Jechał trzy razy szybciej niż normalnie, i to cud że w ogóle tam dotarł. Po kilku chwilach był przy łóżku Garena.
- Garen...Garen... Garen kurwa! - kiedy szeptanie i podsząsanie nie działało, w  końcu krzyknął, zrzucając chłopaka z łóżka.
- Kurwa jebnę cię! Co ty tu robisz?!
- Daj mi coś przeciwbólowego.
- Co?
- Potrzebuje coś na ból brzucha, bo mi tam Lux umiera, a ja nic nie mam. W Piltover wszystko jest zamknięte. Pomyślałem że wy macie, a nie chce sam grzebać.
- Jechałeś taki kawał tylko dlatego że ją brzuch boli?
- No co ty! Nie jestem aż tak pojebany. Zrobił bym jej herbatę. Ale ona wygląda jakby zaraz miała zemdleć więc nie gadaj tylko daj mi jakieś proszki.
- W jej pokoju, szuflada przy łóżku. Jest tam wszystko, tabletki, proszki, podpaski, i herbata rozkurczająca.
- Dzięki - blondyn zebrał się do wyjścia z pokoju
- Czekaj. - usłyszał gdy jego dłoń naciskała klamkę. Odwrócił się. - dziękuję że się o nią tak troszczysz.
- To się cieszę. Ale nie robię tego dla ciebie tylko dla niej - powiedział i wyszedł. Garen położył się i uśmiechnął do sobie. ,,może on nie jest aż taki zły? W końcu to nie jest 5 minut drogi, a jednak przyjechał. " pomyślał zanim na powrót zasnął.
- Ja chce na plac zabaw! - krzyknęła Reina zawieszając się Talonowi na szyję. Minęło już kilka dni odkąd z nim mieszka, i powoli zaczynała się zadamawiać. Jej umiejętności także były znacznie lepsze. Fiora natomiast, skończyła zabawę w tę głupią szkołę, gdyż obie nację nie prowadziły już przeciwko sobie żadnych wrogich działań.
- Nie pójdziemy bo komuś krzywdę zrobisz!
- Ale ja mogę! Mam ciebie po swojej stronie. - zaśmiała się
- Nie będę patrzeć jak krzywdzisz małe dziecko.
- ojejka Przecież nic strasznego nie zrobię no chodź! - Zaczęła go szarpać za włosy.
- Dobra dobra pójdę ale nie ciągnij za włosy!
Szli do Demaci... W Noxus nie ma miejsc dla małych dzieci a przy okazji może spotka kogoś znajomego, więc Demacia to najlepsze wyjście. Całkiem spory teren, otoczony kolorowym płotem. Piaskownica, huśtawki, małe budowle na kształt zamków, słowem raj dla dzieci. Słońce miło grzało, ale nie było jakoś koszmarnie gorąco. W powietrzu unosił się zapach waty cukrowej, dochodzący ze stoiska znajdującego się obok. Reina od razu przykuła uwagę wszystkich zgromadzonych. Co się dziwić małe dziecko, ze wzrokiem pełnym pogardy. Długie czarne włosy związane w warkocza dobieranego żeby nie przeszkadzały w treningach. Skórzane krótkie szorty, do których przyległy sztylety, nie były specjalnie ostre ale wyglądały dość przekonująco. Biała koszulka z krótkim rękawem, dziewczynka chciała ubrać czarną ale chłopak powiedział że w białym nie będzie jej aż tak gorąco. Wszystkie matki patrzyły na dwójkę z mieszanymi emocjami. Jedne były w szoku, inne wystraszone, a niektóre panie posyłały im oburzone spojrzenia pełne pogardy.
- Serio chcesz tu być? - Spytał chłopak ze smutkiem patrząc na bawiące się dzieci. Nie rozumiał jak można dziecku wmawiać że świat jest kolorowy i piękny. Przecież to głupie, potem się dziwią że ludzie nie potrafią sobie poradzić jak im się w okresie, w którym chłoną informacje jak gąbka, nagada że życie jest cudowne.
- Spokojnie dobrze się będę bawić - powiedziała tajemniczym tonem, po czym wbiegła do jednego z budynków. Talon w tym czasie usiadł na jednej z ławek dla rodziców, nawet nie spojrzał obok kogo siedzi. Tylko obserwował ze współczuciem te biedne bawiące się dzieci.
- Ej a ty koleżanki nie poznajesz? - usłyszał głos kobiety siedzącej obok
- O matko Riven nie poznałem cie - zaśmiał się
- No no bez miecza rzeczywiście trudno mnie poznać. - Jej ton wyrażał ,,jesteś idiotą czy idiotą'' - Co to za mała?
- Nie pytaj, chciała na plac to poszedłem na plac. A co ty robisz w Demaci?
- Tutaj jest najlepszy plac zabaw. Trzeba sobie jakoś dorabiać więc jestem opiekunką. - Wzruszyła ramionami - A wyjaśnisz mi czemu dałeś dziecku sztylety?
- Bo chciała zabrać - kobieta obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. - No nie dałem jej ostrych! Tępiłem je wczoraj godzinę żeby sobie krzywdy nie zrobiła.
- Ona ma osiem lat - powiedziała ze skrzyżowanymi ramionami.
- Dziewięć. - poprawił ją
- Ehhh psychopata... - zaśmiała się, kręcąc głową. Rozmawiali tak chwilę do czasu aż nie przyszła z pretensjami jakaś matka. Tak właściwe to Talon dziwił się że dopiero teraz.
- Czy to twoje dziecko?!  - krzyknęła szarpiąc małą za ramię. Reina za to obrzuciła ją  nienawistnym spojrzeniem.
- Nie jesteśmy na ty. - powiedział patrząc na nią ozięble. - Nie nie moje, ale przyszła tu ze mną. Niech się  pani tak nie drze bo mnie głowa boli.
- Ty gówniarzu ile ty masz lat że mam do ciebie ,,pan" mówić!
- Wiek nie ma tu znaczenia. W porównaniu do mnie pani jest nikim więc trochę szacunku bo zrobię się niemiły.
- Czy ty wiesz co ona robi?! - znów szarpnęła dziecko.
- Jeszcze raz ją suko szarpniesz. - nie pozwoli zadawać bólu jego dziewczynce. Polubił ją, przypomina mu stare dobre czasy, i na prawdę jest inteligentna, zabawna i dojrzała jak na swój wiek.
- Jak ty się wyrażasz?! To ja się nie dziwię że ona jest taka okropna.
- Odpowiednio do sytuacji. Puść ją bo...- nie zdąrzył dokończyć zdania, gdyż w tym momencie Reina znów została pociągnięta, jednak teraz dziewczynka nie wytrzymała i wykręciła kobiecie rękę. Ta jęknęła z bólu i upadła na ziemię.
- Taka rada. Jak ktoś groźny o coś prosi to lepiej jest się słuchać. - powiedziała z wrednym uśmieszkiem nadal trzymając nadgarstek kobiety.
- Słyszy pani? Nawet dziecko to wie, a teraz liczę to trzech i cię tu nie ma - dziewczynka puściła ją, a kobieta obrażona poszła w swoim kierunku. - Jak wkręcasz nadgarstek to ciągnij do siebie. - powiedział z rozbawieniem. - Co zrobiłaś?
- Powiedziałam jej dziecku, że istnieje 30% szans że jego babcia umrze w przeciągu tygodnia. Się troszkę poryczał. - zaśmiała się.
- Ty mały bezduszny potworze! - krzyknął rozbawiony Talon próbując poczochrać jej związane włosy, z marnym skutkiem. 
- Z tobą przebywa to co się dziwisz? - białowłosa wywróciła oczami.
- Dobra jedno głupie bobo płacze. Czuję się spełniona. Idziemy poćwiczyć? - zapytała mała siadając chłopakowi na kolanach. 
 - Pewnie - podniósł ją, ale po chwili dodał - gruba jesteś idziesz sama - postawił ją na ziemi.
- Kata jest ode mnie dwa razy cięższa a ją jakoś nosiłeś!
- Nosiłem bo nie była w stanie sama iść, ty możesz więc idziemy
- Może pójdę z wami? - powiedziała Riven - Nudzę się, a moją mam zaraz i tak odstawić. - powiedziała radośnie
- To widzimy się za godzinę, hmm może w tej nowej kawiarni? - Talon pomyślał, że miło będzie spędzić czas z ładną kobietą, która już nie ma chłopaka.
- To może ja pójdę po Katarinę, a wy sobie pogadacie? - powiedziała Reina, widząc spojrzenie starszej. Wypełnione widocznym zainteresowaniem jej opiekunem.
- Dojdziesz? - spytała, w czasie kiedy druga dziewczynka, na oko w tym samym wieku co Reina podeszła i złapała ją za rękę. Miała rozpuszczone, lokowane włosy, różową koszulkę, i niebieską spódniczkę. Noxianka obdażyła ją kpiącym spojrzeniem i spojrzała na Talona
- Spokojnie spokojnie. Ona by sama stąd do Noxus doszła. Ale...- powiedział tym razem do małej - ... że jak jeden trening damy Kacie spędzić z Garenem to nie będzie narzekać. Więc chodź z nami.
Droga minęła im całkiem przyjemnie. Widać ta dwójka się świetnie dogadywała. Oczywiście chłopak cały czas nie okazywał emocji. Bo przecież, nie jest z nią na tyle blisko żeby widziała prawdziwego Taona bez maski. Ale Reina postanowiła to zmienić. W czasie szkolenia, jak i między zajęciami obserwowała jak Talon patrzy na jej drugą opiekunkę. Mimo młodego wieku widziała co do niej czuje. Lee Sin by widział. Postanowiła mu pomóc, a Riven jest całkiem popularną postacią z ligi. Jest też ładna, sympatyczna, więc czemu by ich ze sobą nie zeswatać? Takim sposobem ta irytująca mała cholera, która cały czas paplała o ślicznych kwiatkach i motylkach, została odprowadzona do domu. Całe szczęście, bo złotooka miała ochotę ją co najmniej postraszyć tymi swoimi sztyletami.
Ćwiczyła sobie spokojnie utrzymywanie równowagi. Wyglądało to tak, że klęczała, na bardzo wąskiej gałęzi, co chwila skacząc na inną, od razu lądując w tej samej pozycji. Zrobiła tak kilka razy, prawie bezbłędnie, i kiedy zobaczyła że Talon i tak nie zwraca na nią najmniejszej uwagi, usiadła po prostu machając nogami. Chłopak był teraz zajęty rozmową. Gadali dobrą godzinę, i nawet zaczynał okazywać lekkie emocje. Riven, widząc to, zadowolona z siebie przysunęła się bliżej. Wiedziała że jeśli Talon się szczerze uśmiecha to coś znaczy, od dawna jej się podobał z wyglądu, a dzisiaj kiedy zobaczyła jaki jest odpowiedzialny i całkiem miły, już w ogóle odpadła. No może pomijając fakt że robi z tej małej kolejnego Noxiańskiego potwora, ale taki dostał rozkaz, w końcu dziewczynka też widać go bardzo lubi, jest zadbana, najedzona, i dużo ją już nauczył, więc jak najbardziej dobrze się nią opiekuje. Uśmiechnął się do niej ciepło, a deikatny wiaterek rozwiewał jego w części spięte włosy. Wyglądał wręcz bosko. Przez chwilę białowłosa po prostu się gapiła, ale w końcu ją obudził.
- Słyszałaś?
- Hm?
- Pytam się czy pójdziesz ze mną kiedyś na spacer. - Ucieszyła się niezmiernie. Wiedziała że Talon po prostu chce odwrócić swoją uwagę od czerwonowłosej, ale i tak była zadowolona. Może jak się postara to chociaż trochę będzie mu się podobać?
- Tak pewnie - uśmiechęła się ciepło. Postanowili iść na ten spacer już teraz.
- Reina! - krzyknął Talon, a mała pojawiła się za nimi, oboje lekko się zlękli - Matko teraz już wiem czemu wszyscy się czepiają mnie i Katy. Na prawdę można zejść na zawał. - zaśmiał się - Trafisz do domu sama?
- Tak. - odpowidziała usatysfakcjonowana dziewczynka. Nie chciała żeby Talonowi było smutno, więc kiedy zejdzie się z białowłosą, może mu w końcu przejdzie.
- To idź a ja jeszczę zostanę. - popatrzyła na niego jak na debila - no co? Przecież mówiłaś że trafisz.
- Taaak. A drzwi otworzę paznokciem. - chłopak uderzył się otwartą dłonią w czoło i podał jej klucz, po czym mała weszła na z powrotem na drzewo i już jej nie było. Strasznie spodobał jej się sposób poruszania górą, wiedziała czemu ta dwójka tak bardzo to lubi. Na wysokości czuje się taką wyższość nad innymi.
- To gdzie idziemy? - zapytał zaciekawiony patrząc na sowoją koleżankę. Stwierdził że na prawdę ładnie wygląda. Szara sportowa bluza, i idealnie dopasowane białe legginsy, ukazujące jej zgramne nogi. Wyglądała zupełnie inaczej niż Katarina, ona była niesamowicie seksowna, a Riven natomiast, wyglądałaby pięknie i kobieco nawet w dresie. Nie to żeby du couteau nie miała takich możliwości, ona po prostu nie lubiła chodzić w luźnych rzeczach, no chyba że do spania, ale to akurat nic nadzwyczajnego.
Chodzili tak kilka godzin, po parkach w Zaun, bo było najbliżej, chwilkę nawet zdąrzyli porozmawiać i bardziej się poznać z Ekko bo w końcu nowego w lidze trzeba miło powitać. Talon czuł że znalazł kogoś kim mógłby zastąpić w swoim sercu Noxiańską infiltratorkę. Na prawdę miło spędzał czas z wygnańcem. Znajdywali wspólne tematy, mieli podobne poczucie humoru...ogólnie wszystko idealnie, ale wszystko co dobre szybko się kończy, i trzy godziny spędzone razem były dla niech nie wsytarczające, dziewczyna psotanowiła zaprosić go do siebie, kiedy ją odprowadził. Lekko go pocałowała, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Odpowiedział na pocałunek, kładząc jej ręce w talii.
- Mmm czekaj... - powiedział po chwili. Spojrzała na niego zawiedziona. - Ja chętnie bym poszedł, i spędził z tobą więcej czasu...jesteś na prawdę super...i jesteś ładna...ale ja ...
- Wiem - przerwała mu pod koniec - kochasz ją, rozumiem.
- Co? Nie [XD] po prostu Reina na mnie czeka i muszę dzisiaj wrocić do domu. Zobaczymy się kiedy indziej?
- Pewnie - uśmiechnęła się ciepło i poszła do mieszkania. Dziwne że Noxianka mieszka teraz w Zaun, ale w sumie jak ją wygnali to no....





Chłodna, jesienna noc. Ezreal właśnie wracał, z wyprawy przez ciemne uliczki miasta postępu. Przechadzał się wolno, z rękami w kieszeniach. Nagle poczuł pchnięcie. Zaskoczony wbił się w pobiską ścianę plecami. Syknął z bólu, szykując się do obezwładnienia napastnika. Poczuł brak jakiejkolwiek mocy. Nawet ruszyć się nie mógł za bardzo. Jedyne na co pozwalało jego ciało to obserwowanie, jak mężczyzna podchodzi do niego z wrednym uśmiechem na twarzy. Blondyn przerażony obserwował jak Taric blokuje bo drogę ucieczki ramieniem, mimo że nawet jakby chciał nie mógł się ruszyć. Poczuł gorący oddech na swojej szyi. 
- Nie uciekniesz słodziutki...- Przeszły go dreszcze. Strach sparaliżował całe jego ciało. Nic nie mógł zrobić. Czuł lepkie, obrzydliwe pocałunki na swojej szyi, potem przeszły na twarz, aż w końcu ich usta się połączyły. Bardzo chciał uciec. Nie miał nawet siły go odebchnąć. Przełknął głośno ślinę, czując jak po policzkach spływają mu słone łzy. Jego koszulka, została podwinięta, a ciekawskie ręce, błądziły bo jego mięśniach na brzuchu, żebrach, aż w końcu zaczęły pieścić jego sutki. Jedna ręka leniwie zjechała na jego krocze, delikatnie go pobudzając. Ten dotyk nie był natarczywy, brutalny. Nie. On był po prostu zły, brudny, niechciany. W końcu poczuł jak jego spodnie opadają do kostek, razem z bokserkami. Poczuł chłód na nogach. Taric odwrócił go tyłem do siebie i ułożył, w pozycji, w której najmniej uszkodzi blondyna. Włożył mu trzy palce do ust. Ezreal dalej płakał, a przez szloch niemal dławił się palcami w swojej buzi. Czuł jak wyższy liże go po karku, i chciało mu się od tego wymiotować. Powoli mokre już od jego śliny palce opuściły jego jamę ustną, dzięki czemu mógł wreszcie wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
- P p proszę...zostaw...- wyjęczał przez łzy, czując pierwszy palec okrążający jego odbyt. Powoli się wsunął, mając na celu rozciągnięcie mięśni chłopaka i zadaniu mu jak najmniejszego bólu. Taric nie zauważył nawet słów niższego, ogarnęła go rządza i podniecenie. Marzył o tej chwili odkąd tylko zobaczył tę słodką buźkę. Po kilku chwilach poruszania dołożył drugi palec. Teraz Ezreal spiął mięśnie, i syknął z bólu. Nie było to nie do zniesienia, ale na pewno nie było bezbolesne. Czuł się poniżony, upokorzony, brudny. Chciał jak najszybciej to skończyć. Jego płacz przepełniał całą uliczkę, szkochał coraz głośniej, nawet nie zauważył kiedy już trzy palce penetrowały jego dziewicze wnętrze, do czasu aż nie ogarnęło go uczucie pustki, od razu zmienione na niesamowity ból. Czuł jak coś o wiele większego niż palce powoli się w nim zanuża. Oddychał głęboko i łkał jeszcze głośniej, jeśli to w ogóle było możliwe. Miał wrażenie że zaraz umrze. Mimo iż ból przerodził się w przyjemne uczucie, i tak czuł się źle. Od płaczu zaczęło go boleć gardło, mimo to nie mógł przestać. 

Poczuł niesamowity bół w policzku, który po chwili przerodził się w koszmarne mrowienie. Zerwał się do siadu, nadal ciężko dysząc po koszmarze. Pierwszym co zobaczył była jego ukochana, z troską wymalowaną na twarzy. Był w domu, w salonie, na kanapie. Patrzył z pustką w oczach, w te drugie. Z jego własnych wypływały teraz samotne łzy. Lux otarła je, mimo że następne wypływały cały czas. Wtuliła się w chłopaka i pogłaskała po plecach.
- Przepraszam że cię uderzyłam, ale nie mogłam cię obudzić.
- Czekaj. Jak to nie mogłaś? 
- Miotałeś się tak i jęczałeś od pół godziny. Myślałam nawet o oblaniu cię zimną wodą.
- Dziękuję. - westchnął, wciągając truskawkowy szampon jej włosów. Nie pomyślał nawet mieć pretensji że wzięła jego ukochany owocowy szampon. 
- Znowu to samo? - spytała z troską. Chłopak miewał ten sen od czasu do czasu, za którymś w końcu wymusiła aby powiedział jej co tak na prawdę mu się pokazuje. Pokiwał lekko głową, opartą na jej ramieniu. - Pamiętaj że on nigdy ci tego nie zrobił. Uciekłeś nic się wtedy nie stało. - wyszeptała, drapiąc go wolno po głowie. 
- Wiem wiem...
- Na wszelki wypadek, nie rób sobie drzemek kiedy mnie nie ma dobrze? Im szybciej cię obudzę tym lepiej dla ciebie. 
- Yhm...
Kiedy w końcu się uspokoił, zrobili coś do jedzenia, a reszta dnia minęła tak jak zwykle. Ezreal wyjątkowo szybko wrócił do normalnego stanu jakim w jego przypadku jest dbanie tylko i wyłącznie o Lux. 


Brak komentarzy: