piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 16 Nowy potworek

- Ej a gdzie jest Talon? - zapytał Zelos, właśnie wchodząc do mieszkania swojej siostry
- Już wrócił no Noxus - usłyszał. Irelia była wyraźnie zadowolona, zdradzał to jej wzrok i uśmiech
- Ty chyba nie zrobiłaś tego co myślę że zrobiłaś? - zapytał z przerażeniem w oczach
- Zależy co myślisz, ale znasz mnie na tyle że chyba myślisz o tym co zrobiłam. I strasznie mi się podobało - zaśmiała się, wycierając kurz z półek
- Czyś ty do reszty oszalała?! Ty wiesz co ci Kata zrobi?! Właściwie chuj w nią, jak mogłaś skrzywdzić tego chłopaka?!
- Duży jest, da rade. Poza tym pamiętaj że to Talon, on ma troszeczkę ograniczone uczucia wiesz?
 - Czy ciebie pojebało do reszty kobieto?! To że jesteś brzydka nie znaczy że możesz robić takie rzeczy!
- Wiesz co? Mam dość tego że wszyscy mi wytykają mój wygląd. Ja wcale nie jestem brzydka. Znam wiele osób które mogłyby mi pozazdrościć urody. - mówiła jakby nic się nie stało, i dalej wesoło nuciła sobie pod nosem jakąś Iioniańską piosenkę
- Ale nie musisz się mścić na urodziwszych od siebie ludziach
- Wyjdź.
- Co?
- Wyjdź. I nie mnie denerwuj. - jak siostra kazała tak zrobił. Zaczynało się robić ciemno więc nie miała nic innego do roboty, i udała się na spoczynek.




- Przepraszam za...albo....już jestem - Katarina weszła do sali, usiadła na swoim miejscu i oparła głowę o ramię Garena
- Gdzie byłaś? - zapytał Darius, rysujący teraz na tablicy wykres działalności wojennej, na terenach Runeterry, w poprzednich wiekach.
- Co cie to interesuje? Jestem? Jestem. To się nie czepiaj i rysuj dalej swoje artydzieło - mężczyzna westchnął, i wrócił do poprzedniej czynności. ,,Ciekawe gdzie była, i o której ode mnie wyszła...'' myślał Talon, gryząc ołówek.
Siedzieli tak i udawali że słuchają jeszcze dobre dwadzieścia minut, aż w końcu generał Noxus oznajmił że to wszystko co miał do powiedzenia i mogą wyjść.
Du Couteau jak postanowiła, tak zrobiła i całą przerwę miała zamiar spędzić ze swoim przyjacielem.
- Gdzie byłaś? - spytał, wskakując na drzewo, oczywiście dziewczyna nie miała najmniejszego zamiaru się wysilać i użyła shunpo, od razu znajdując się na gałęzi
- A gdzie niby miała bym być?
- Nie wiem pytam się
- W Ionii - wzruszyła ramionami
- Po co? - chłopak zaczął się niepokoić, że ona na prawdę mogła zrobić coś głupiego. Jego przypuszczenia się potwierdziły kiedy przed nimi pojawiła się wiadomość do czerwonowłosej.

,, Informujemy że za zabicie innego przedstawiciela League of Legends zostaje pani wykreślona z listy przynależących bohaterów. Jest to najważniejszy punkt regulaminu, i za złamanie go musi pani ponieść konsekwencje. Od tej chwili nie ma pani uprawnień członka League oraz przywilejów. A przed najbliższą aktualizacą zostanie pani usunięta równierz z Runeterry. Miłego dnia, i ostatnich tygodni życia.
                                                                         Riot Games''

- Czy ciebie do reszty pojebało tępa cipo!? - krzyknął, przeczytawszy tekst
- No ale co? Nie mogą mnie wywalić, jestem jedną z najważniejszych postaci. To tak jakby wyrzucili Teemo. Nic mi nie zrobią za kilka dni przyślą przeprosiny i prośbę o ponowne dołączenie do ligi - wzruszyła ramionami gniotąc kartkę. Uśmiechnęła się do siebie i wyrzuciła papier za swoje plecy.
- Dobra, ale wiesz ilu masz wrogów w lidze?! Jesteś teraz bezbronna!
- Nie nie nie Taluś. Ja po prostu nie jestem teraz chroniona przez Rito. Cały czas mam swoje umiejętności jakbyś nie wiedział, poza tym ta ich ochrona to jedno wielkie gówno, bo zabicie Irelki to wcale nie był wielki wysiłek
- Czemu ją zabiłaś idiotko!?
- Bo nikt nie będzie mi kładł łap na tobie. - zaostrzyła swój ton, i zmrużyła lekko oczy, pokazując swoją irytację - no chyba że będziesz chciał - dodała po chwili normalną tonacją głosu - dobra ja muszę iść, umówiłam się z Garenem na spacer - dała mu przelotnego całusa w policzek i udała się w swoją stronę. Talon natomiast siedział tam jeszcze dłuższą chwilę, zastanawiając się jakim cudem ona mogła być aż tak nienormalna, a co gorsze osobą która ją tego nauczyła, był on sam. Zabijanie ludzi w samoobronie, albo za pieniądze, ok. Nawet zabijanie ludzi dla wyżycia się też było ok, bo zawsze były to złe osoby, niepotrzebne społeczeństwu, a nawet często tylko je zaśmiecające. Ale jak można zabić, dobrą osobę tylko dlatego że go wykorzystała?! Chociaż zrobiła to dla niego. Na prawdę jej na nim zależy. Miłe...nawet bardzo miłe... Kto by się przejmował jednym poważniejszym trupem, w końcu nic jej nie zrobią, ma licencję na zabijanie. Po chwilowym zamartwianiu się, cały jego umysł ogarnęła radość. W końcu Du Couteau zrobiła to dla niego. Nie, nie dla kogoś innego, nie dla Garena. Dla niego. Cieszył się tak bardzo że zapomniał o całym świecie, położył się na gałęzi i wpatrywał w ptaki, mające gniazdo akurat nad jego głową. Rozwiązał małą kitkę, w którą rano zebrał małą część włosów, ponieważ teraz gumka boleśnie wbijała się w jego głowę. Wiatr wesoło machał brązowymi kosmykami, zwisającymi z drzewa, rozwiewając je na wszystkie strony.


W tym czasie Garen znów łaknął od Ezreala, informacji na temat skomplikowanego urządzenia jakim jest tok myślenia kobiet.
- Co znowu? - powiedział z pretensją w głosie blondyn. Właśnie chciał zrobić uroczy bukiecik, z kwiatków rosnących praktycznie na każdym trawniku. Pomyślicie że banalne, i wyjdzie na biedaka? Otóż nie! Explorer idealnie wiedział jak wywołać u dziewczyn rumieńce, a takie dziecinne i urocze prezenty idealnie się do tego nadawały.
- Pomożesz koledze nie?
- Nie pozwalaj sobie. Nie jesteś moim kolegą. Ewentualnie przyszłym szwagrem, jak się postaram - zażartował niższy, wiedział że jego związek z córką Crowngardów, niewyobrażalnie drażni generała demaciańskiej armii.
- Za szwagra powinieneś dostać w ryj, ale potrzebuję pomocy więc wyobraź sobie że cię uderzyłem - blondyn zdjął gogle dodające uroku jego i tak idealnej fryzurze i przyjrzał się w zamyśleniu starszemu chłopakowi, po dłużej chwili Garen nie wytrzymał - no co? - powiedział ze zirytowaniem
- Nic wyobrażam sobie jak mnie uderzyłeś, oddałem ci, a właśnie teraz dostaję ochrzan od Lux że jesteś prawie nieprzytomny, agresywna jest skubana - zaśmiał się krótko, po czym położył na trawie, podpierając głowę na dłoniach
- Powinieneś się leczyć...- większy pokręcił głową i usiadł obok niego. Po obgadaniu całej sytuacji Ez doszedł do jednego konkretnego wniosku
- Biorąc pod uwagę moją wiedzę na temat uczuć, i ilość przeczytanych romansów to....TRÓJKĄT!!! - krzyknął po czym wybuchł śmiechem
- Ej to nie jest wcale takie głupie, w końcu Talon niezła dupa...
- Stary...nie...nie bierz dosłownie wszystkiego co mówię - teraz było widać całe niebieskie tęczówki chłopaka, który wytrzeszczał oczy w zdziwieniu
- No tak, mogę się Katą dzielić ale na pewno nie łóżku. To odpada. Jakieś inne pomysły?
- Oczywiście że inne pomysły idioto! Tylko jeszcze ich nie mam.... . Talon jest w porównaniu do ciebie bogiem - nie zwrócił uwagi na mordercze spojrzenie drugiego i kontynuował - jakby chciała już dawno by z nim była, a jest z tobą, co wskazuje na to że powinna zostać uznana za upośledzoną i uśpiona - powiedział radośnie obrzucając się kwiatkami i sporą ilością trawy
- Ale ty jesteś głupi...- wyjęczał Garen wstając, z zamiarem proszenia o radę swojego kochanego Xina




- Nabrał się? - zapytała Lux podchodząc do przyjaciółki, teraz obie szły przed siebie, między drzewami, krzakami i innymi zielonymi. Na prawdę ładny park jak na Piltover, ale w Demaci i tak są lepsze oczywiście.
- Proszę cię. 97% społeczeństwa uwierzy we wszystko co jest napisane, tym bardziej formą oficjalną. A tak właściwie to brawo, przez chwilę nawet myślałam że to prawdziwa kartka, gdyby nie to że przenikała mi przez palce
- Ej nie wymagaj ode mnie cudów. Potrafię zaginać światło, a nie czarować  znikąd przedmioty - oburzyła się młodsza
- I powiedz czy ja nie jestem genialna? Talon myśli że zrobiłam dla niego coś strasznego, tylko dlatego że stała mu się krzywda, a ja nawet nie opuściłam od dwóch dni Noxus - obie wybuchły śmiechem
- Gorzej będzie jak ktoś zechce nim sobie pograć i się spotkają na SR - znowu fala śmiechu
- To mu powiem że przecież nie usuną jej tylko dlatego że nie żyje
- Ale czy tam niby nie było napisane że ciebie też chcą zabić i usunąć? Bo wiesz w końcu ja układałam tekst.
- Co innego śmierć, a co innego łamanie regulaminu, powiedziałam mu że mnie przeproszą, w końcu całkiem sporo nam płacą za to ganianie się po mapach, a jak nie żyje to mają bohatera mniej do opłacania nie?
- To obok logiki nawet nie stało. Właściwie to nie mam pojęcia jaki poryty sens ty w tym widzisz. Talon nie jest idiotą, a nawet ci powiem że jest jedną z inteligentniejszych osób jakie znam.
- Bo przebywałaś z debilami całe życie. Ja wracam na zajęcia, mam ochotę sobie pograć w nogę, a zaraz mamy WF z Jarvanem - obydwie wróciły się, idąc w stronę szkoły
- Jarek i jego piękna fryzura... - doszły tak do budynku co chwila nabijając się z kogoś innego.
-Wszystkiego Najlepszego skarbie!!! - krzyknął Ezreal, budząc tym samym swoją ukochaną
-Co się drzesz debilu! Wiem że mam urodziny...- wyjęczała spowrotem chowając główkę pod poduszki.
-Ale ja mam dla ciebie niespodziankę - zrobił minę biednego szczeniaczka, w tym samym czasie wskakując na łóżko
-Wypierdalaj....Za dwie godziny możesz mieć niespodziankę
-Ale ja chcę teraz!
-Masz problem. Idź zanim Garena zawołam
-Ty myślisz że ja się go boję?
-Nie ale boisz się mojej matki, a jak zawołam brata to na pewno ona tu przyjdzie
-Tylko że to ona mnie tu wpuściła - teraz dziewczyna wydała z siebie głośne warknięcie i uniosła swój szanowny tyłek
-Dobra daj mi 5 minut i jestem gotowa - wygrzebała się z wygodnej kołdry i ruszyła w kierunku łazienki. Po wyczekiwaniu jej przez ponad pół godziny, chłopak zaczął sprzątać jej pokój. Niby dziewczyny są czystrze a staniki na podłodze leżą. W końcu blondynka wyszła, ubrana w koszulę, jego ukochaną czarno niebieską koszulę, włożyła ją do czarnej spódniczki. Dobrała to tego czarne tenisówki, i dwie urocze kitki.
-Za dużo czarnego....
-Nie narzekaj! Obudziłeś mnie to ubrałam pierwsze z brzegu, co nie śmiedzi!
-Dobra chodź .....- westchnął, złapał ją za rękę i wyprowadził z domu bez żadnej możliwości odmowy.




-Czyś ty kompletnie oszalał! Jak ty to sobie wyobrażasz! - Katarina w szoku nie wiedziała co ma zrobić. Stali teraz z Talonem, na przeciw jej ojcu, u boku którego stała mała dziewczynka, na oko mogła mieć z 9 lat. Miała czarne, długie włosy i wręcz żółte oczy. Jej genialny tata postanowił wychować sobie nowego zawodowego zabójcę.
-Wydaję mi się że Katarina ma trochę racji...Ona nie jest za mała? - próbował wtrącić kolega czerwonowłosej, jednak nawet on bał się generała Du Couteau. Jednak wolał stawać po stronie przyjaciółki, jej ojciec traktuje go prawie jak syna, natomiast ona może go zlać.
-Katarina i Cassiopeia też zaczynały w tym wieku, nawet Katarina potrafiła się bronić przed dorosłym facetem w wieku pięciu lat. Więc nie, nie jest za mała
-Tato my to my, to nie jest nasza krew, to normalne dziecko przecież! Poza tym po co ci nowy zabójca skoro my tu jesteśmy?
-Ponieważ wiecznie żyć nie będziecie. A z tego co wiem to prędzej sama sobie coś przetniesz niż ktoś cię zabiję, więc wolę mieć porkrycie na wypadek twojej śmierci. A jak ciebie nie będzie to kto ją wyszkoli?
-Chwila przecież ja sam wyszkoliłem Katę. - wtrącił się obrażony Talon
-A znasz powiedzenie uczeń przerósł mistrza? - powiedziała dumna dziewczyna
-Możecie po prostu ją wyszkolić?
-Ojcze niby gdzie?
-A wy gdzie trenowaliście? Wymyślicie coś. - mężczyzna wzruszył ramionami
-Ja sie pytam gdzie ona mieszkać będzie. Kto to w ogóle jest?
-Zauważyłem ją w sierocińcu. Zobaczyłem jak spokojna bawi się lalką i patrzy na nią bez emocji, ale kiedy podszedł do niej inny chłopiec i zabrał jej zabawkę, w błyskawicznym tępie go obezwładniła, myślalem że złamie mu tą rękę - generał mówił jak podniecony nastolatek, jednak jego wywód został przerwany, przez piskliwy głosik
-Po co miała bym przysparzać sobie kłopotów na oczach opiekunek? Takie rzeczy załatwia się kiedy nikt nie widzi - jej przenikliwe złote spojrzenie błysnęło, jakimiś dziwnymi iskierkami. Prawy kącik małych ust uniósł się do góry.
-Jej głos....- wyszeptał prawie do siebie Talon
-No co z nim? - dziewczyna zaczynała się niecierpliwić, ten pomysł bym na prawdę strasznie głupi
-Ona brzmi zupełnie.... jak.... kiedy.....- przez umysł Talona przebrnęły wspomnienia.

Siedział, mały, bezbronny, pokonany. Generał Du Couteau stał nad nim....te słowa....
- Dam ci wybór. Albo śmierć, albo dożywotnia służba u mego boku
Odbijały się o jego uszy. Wybrał życie. 

Mężczyzna zaprowadził go na podwórze swojego domu. Siedziała tam dziewczyna, trochę od niego młodsza...Oczy tak przenikliwie zielone...puste...wyprane z emocji.

-Masz zrobić z niej najlepszego zawodowego zabójce jaki chodził po tym świecie. Jasne?
-Zobaczę co dam radę zrobić 
-No to witaj w rodzinie
Nikt nigdy nie nazwał go rodziną. Nikt nie powiedział tak ciepłym tonem żadnego zdania, skierowanego do niego. 
-Hej, jestem Talon a ty? - uznał że skoro to dziecko, to chociaż postara się być ciepły. Mimo że nigdy nie wiedział jak to jest.
-Katarina - odpowiedziała mu, zimnym tonem. Patrzyła na niego zirytowana. 
-To co idziemy? - zapytał
-Nie ufam ci. Nikomu nie można ufać. Sama doskonale dała bym sobie radę. - powiedziała krzyżując małe ramionka. Jakim cudem małe dziecko jest takie poważne? Co oni z nią zrobili? On mógł taki być, bo nigdy nie miał rodziny, ale ona? Ma ojca, matkę, a z tego co mówił generał to też młodszą siostrę. Więc czemu jest taka zimna. 
-Niestety nie masz nic do gadania. Dostałem rozkaz to go wykonam. Wstawaj idziemy poćwiczyć - zaostrzył swój ton. Jak nie po dobroci to po swojemu. 
-No w końcu gadasz jak normalny człowiek. Bez tego udawanego, miłego tonu - uśmiechnęła się. Nie wiedział że mała dziewczynka może mieć aż tak wredny uśmiech.

Ćwiczyli, godzinami, dniami, tygodniami. Właściwie razem dorastali. Katarina robiła błyskawiczne postępy. Strasznie szybko się uczyła. Mijały lata a oni żyli obok siebie, darząc zaufaniem tylko tą drugą osobę. Dziwne że przez ten czas, nie miał okazji poznać drugiej siostry Du Couteau, ale z tego co powiedziała mu krwistowłosa, na jednej z pierwszych misji, dosięgła ją straszna klątwa i teraz jest pół-wężem. 


Nadszedł wielki dzień. Katarina kończyła swoje piętnaste urodziny, pierwszy większy rozkaz. Do tej pory tylko zdobywała informację, a teraz miała zabić, jednego z demaciańskich oficerów. Nie pozwoliła mu iść ze sobą. Musiała uprzeć się na swoim i iść sama. Siedział w swoim mieszkaniu, czekał aż wróci i powie że zadanie wykonane i mogą gdzieś iść. Wróciła. Ale bez wesołego powitania. Przez te lata tylko sobie okazywali jakiekolwiek emocje, i ściągali maski. A teraz było cicho. Weszła do pokoju, słyszał kapiącą krew. Spojrzał w jej zielone oczy, jedno z nich otaczała masa, MASA krwi, wypływającej z głębokiego nacięcia. Patrzyła pusto na podłogę, i szkarłatne plamki, zdobiące ją teraz w coraz większej liczbie. Najgorszy widok jaki kiedykolwiek widział. Jej twarz była w okropnym stanie, nawet bo oczyszczeniu rany. Jej oczy były teraz przepełnione załamaniem. Jej piękna twarz była teraz zniszczona...po jakimś czasie się do tego przyzwyczaili, ale i tak nie jest tak śliczna jak była.


Tak mijały im chwile. Z czasem, wplątali się w zabijanie za pieniadze, potem gangi, a na końcu mieli dość na pieńku z mafią. Ale mimo tego cały czas pomagali sobie nawzajem, niezależnie od tego co się działo, trwali razem, i to się nigdy nie zmieni.


-Talon? Talon! - krzyknęła dziewczyna, kiedy chłopak uciekł gdzieś myślami

-C co?
-Gówno! Młoda mieszka z tobą, ja zadzwonię do Fiory że nie będziemy już chodzić na zajęcia - powiedziała dziewczyna podchodząc do małej i kucając aby mieć jej oczy na wysokości swoich.
-Ładne masz ubrania - powiedziała mała jakby od niechcenia, przyglądając się drugiej
-Piękne masz włosy - wyszeptała starsza, ujmując w ręcę kosmyk czarnych niczym heban włosów [mam takie naturalne to bd mówić że piękne XD dop.autora] 
-Dziękuję, to co teraz? - zapytała spoglądając raz na nią a raz na niego. Generał już dawno gdzieś się oddalił.
-Idziesz do mnie, pokaże ci gdzie będziesz mieszkać. - powiedział chłopak znów, mocując się z gumką do włosów. Jedyną wadą pięknych gęstych i grubych włosów było wiązanie ich. 
-A ja pójdę wybrać ci jakieś sztylety
-Tylko nie ostre - powiedział, na pytający wzrok przyjaciółki dokończył - Kata, ty się kaleczysz przy noszeniu małych ostrych sztylecików, a co dopiero ktoś kto ich nigdy nie trzymał? No bo przecież nie dasz jej tych dużych?
-Ja mam same ostre baranie (-_-)
-To je stęp albo coś - powiedział, kucając - no chodź mała poniosę cię. Katarina wspomniała jak zawsze do niej mówił to zdanie, kiedy marudziła że dalej nie idzie bo nogi bolą. Usmiechnęła się do siebie na to wspomnienie. 



-Czy ty możesz mi wyjaśnić gdzie mnie ciągniesz?! - wyjęczała Lux, po dziesięciu minutach drogi.

-Zobaczysz - znowu ta sama odpowiedź....
-Ezreal!
-Zobaczysz
Opuścili teren Demacii.  Szli przez las, była ładna pogoda, w tle dało się słyszeć śpiew ptaków, powietrze przybrało przyjemny zapach natury. Weszli na polanę, bardzo dobrze sobie znaną polanę. Jednak, zamiast tarcz, kukieł, i ławek był tam jedynie kocyk. Na którym leżał tort czekoladowy, dwa talerze, szampan i maskotki dla dodania uroku. Żeby jeszcze bardziej wzmocnić magię tego miejsca blondyn użył swoich umiejętności, i teraz wszędzie lewitowały małe, błyszczące serduszka. Przyglądał się swojemu dziełu pełen dumy.
-Czy na prawdę nie mogłeś z tym poczekać aż się wyśpię? - powiedziała zirytowana dziewczyna
-Kurwa mać co jest z tobą nie tak! Każda dziewczyna by się wzruszyła, rzuciła mi na szyję i była dozgonnie wdzięczna za coś tak uroczego. - naburmuszył się i odwrócił głowę z udawanym fochem
-Po prostu już się przyzwyczaiłam że jesteś najwspanialszy na świecie, i chcę ci to troszeczkę utrudnić - mrukęła przytulając się do jego pleców. Spojrzał na nią obrażonym spojrzeniem, po czym dostał gorącego buziaka
-No chodź panie idealny, bo głodna jestem - zaśmiała się, tym razem to jego ciągnąc w stronę kocyka. Różowy....skąd do licha facet miał różowy koc w domu....
Po zakończeniu konsumpcji przysmaku, i wypiciu po dwie lampki szampana, położyli się obserwując chmury. To znaczy...Lux obserwowała chmury, a jej chłopak z tępym uśmiechem przyglądał się jej twarzy. Chciał żeby już zawsze była taka uśmiechnięta i radosna jak teraz.
-Co? - zapytała, czując palący wzrok na swoim ciele. Zamiast odpowiedzi, wylądowała u siedzącego już Ezreala na kolanach. Całowali się tak chwilę, do czasu aż explorer nie zaczął rozpinać guzików jej koszuli. Teraz usta blondynki znalazły się na jego szyi, ssąc ją, podgryzając i liżąc. Ręce tak mu się trzęsły że miał problemy ze zdjęciem tego przeklętego materiału. Kiedy w końcu udało mu się ją pozbawić górnej części ubioru, skierował swoje usta na jej piersi. Delikatnymi całusami, pieścił jej ciało, w czasie gdy ona jęczała, próbując wyplątać chłopaka z apaszki, i białej koszulki. Po kilku minutach, już oboje w samej bieliźnie, całowali się namiętnie, beszczeszcząc dawne miejsce swoich szkoleń. Przemyślał nawet żeby to zrobić tam gdzie się poznali...kochany...Dziewczyna, nie mogąc już wytrzymać z podniecenia, pocierała dłonią męskość Ezreala przez materiał szarych bokserek. Jedyne co był w stanie teraz robić, to jęczeć do jej szyi, w którą wtulał swoją zarumienioną twarz. Nie mógł przecież pozwolić kobiecie dominować, więc po chwili przewrócił ją na plecy, przygniatając swoim ciałem. Jednym ruchem, rozpiął jej stanik, od razu odnajdując ustami, jeden z dwóch twardych już sutków. Wplątała rękę w jego złote włosy, jej oddech mógłby sugerować że przebiegła maraton. Powoli przejechał językiem wzdłuż jej kobiecości, cały czas ukrytej pod materiałem majtek, przemoczonych majtek. W tej chwili Luxanna krzyknęła. Mieli szczęście że nie było żadnego człowieka w promieniu kilku kilomentrów. Gdy już została całkiem naga, jej twarz przybrała odcień dojrzałego buraka. Ezreal delikatnie się w nią wsunął, i pochylił, aby zabrać dziewczynie jeszcze jednego całusa.
-Rusz się - jęknęła, podniecona do granic możliwości, na te słowo chłopak zaczął się wsuwać i wysuwać, przyprawiając ich obojga o dreszcze rozkoszy. Kochali się tak długo, dopóki nie osiągnęli spełnienia, niemal w tym samym momencie. 
-Takie prezenty to ja rozumiem - powiedziała, kiedy jej oddech się w miarę unormował
-To jeszcze nie koniec - chłopak uśmiechnął się do siebie i podał jej ubrania. Celowo kładł wszystko w jedno miejsce żeby potem nie kłopocić się ze zbieraniem. Ubrali się i znów zaczęli całować.
-A co? Mogę cię związać, ubrać kocie uszy, i perfidnie zgwałcić jakimś dildosem? - zapytała po chwili
-Jesteś kurwa zboczona (-_-) Nie, mam coś jeszcze - zarumienił się uroczo wyciągając spod koca różowe pudełko. Otworzyła je, i zobaczyła klucz, z przywiązanym maleńkim, złotym serduszkiem
-Jeśli mi teraz powiesz że to klucz to twojego serca, to to jest najbardziej oklepany tekst w historii - powiedziała wesoło się uśmiechając
-No nie do końca - spojrzała na niego niepewnie - to jest klucz od mojego mieszkania
-Ale ja i tak tam przychodzę kiedy mam na to ochotę - nie rozumiała o co mu może chodzić. Chłopak westchnął, i przytulił ją mocno do siebie
-Chcę żebyś ze mną zamieszkała - wyszeptał, jego głos przepłynął po szyi wprost do jej ucha.
-Rodzice mi nie pozwolą....
-Już pozwolili, twoja mama powiedziała nawet że się cieszy i czeka na wnuki - oboje się zaśmiali
-To sobie jeszcze trochę poczeka, przed dwudziestką nie mam najmniejszego zamiaru bawić się pieluchami




-Daleko jeszcze? - spytała dziewczynka, opierając brodę na głowie Talona
-Ty i tak nie idziesz więc nie marudź - odprysknął. Weszli do mieszkania, dziewczynka od razu usiadła na kanapie
-Całkiem ładne masz mieszkanie - powiedziała szczerze Reina, bo tak miała na imię
-Słuchaj...dlaczego ty jesteś taka... zimna? - zapytał, podając jej kubek z gorącą czekoladą
-Dlaczego? Bo tak. - uśmiechnęła się i zaczerpnęła łyka napoju. Chłopak tylko się zaśmiał - No co?
-Nie nic ...tylko ty nie dość że masz takie samo spojrzenie jak Katarina, taki sam sposób mówienia, zachowujesz się jak ona w twoim wieku, to jeszcze zdania które wypowiadasz są jakby jej cytatami
-Możliwe. Strasznie ją lubię
-Przecież ty jej nie znasz
-Może nie osobiście. W sierocińcu mieliśmy bibliotekę, a jakiś debil włożył na półkę, najnowsze wydanie ,,Legend Mordu'' Jest tam praktycznie jej biografia, twoja też. Są cytaty, osiągnięcia, styl walki, opisali nawet kilka waszych ulubionych ciosów. Myślisz że skąd już umiem się bronić? - chyba nie będzie aż tak trudno jak mu się zdawało na początku. Ta mała już zachowuje się jak zawodowy zabójca.
-A kto jeszcze był?
-Nie wiem czytałam tylko wasze.
-Ok....dobra niestety mam tylko jedno łóżko, na którym teraz siedzisz więc musimy spać razem, a jutro coś wymyślę
-Za zabijanie aż tak mało płacą?
-Mi wystarcza
-Łeee beznadzieja....
-A co zarobków nie napisali?
-Pisali średnią, ale była raczej wysoka
-Zależy od rodzaju, osoby i...a z resztą jutro ci wszystko powiem
Reina poszła się umyć i przebrać w rzeczy wygodne do spania, a Talon w tym czasie myślał jakim idiotą trzeba być żeby zostawić w miejscu dla dzieci taką książkę. Mogli im od razu pokazać jak wyżyna się świnie na szynkę. Postanowił zrobić jakąś kolację, w końcu Noxus do przyjaznych nie należy, więc mógł tylko obstawiać że dzieci w takich miejscach nie są zbytnio dobrze traktowane, czyli mała pewnie jest głodna.





3 komentarze:

Unknown pisze...

maly blad znalazlem :) Ej a gdzie jest Talon? - zapytał Zelos, właśnie wchodząc do mieszkania swojej siostry
- Już wrócił no Noxus - usłyszał.

Juz wrocl NO Noxus? czemu tu jest NO?

Unknown pisze...

oj tam oj tam nie czepiaj się ja robię dużo błędów wszyscy się już przyzwyczaili

Unknown pisze...

a to sorka :D dopiero 1 raz zauwazylem <3