piątek, 29 maja 2015

Rozdział 14 Zależy mi na tobie

Gej po przeczytaniu tego rozdziału powiedział że znam się na gejowskim seksie lepiej niż jego chłopak, a opisałam tylko grę wstępną XDDD



- Tato mogę iść sam... - powiedział przez łzy, kiedy ojciec ciągnął go za włosy po ziemi. Mężczyzna spojrzał na niego nieufnie, ale teraz trzymał go na tyle lekko, że mały mógł iść na własnych nogach, jednak cały czas dla pewności mocno zaciskał palce na jego czarnych włosach. Nagle starszy został w taki sam sposób, brutalnie podciągnięty w drugą stronę.
- Miło ci teraz?  - zapytał Xin z rządzą mordu w głosie
- Puszczaj bo po ryju dostaniesz - na te słowa mężczyzna został podniesiony, również za włosy, na tyle wysoko żeby ich twarze dzielił zaledwie centymetr. Spojrzenie które napotkał było chyba gorsze od samej śmierci. Demacianin nic nie musiał mówić. Przez ten wzrok mężczyzna nie miał ochoty się z nim bić, co ja pisze , on był przerażony. Długowłosy wyglądał jakby zaraz miał go rozszarpać gołymi rękami na części pierwsze. Na pożegnanie rzucił nim o ziemię, tak że ten stracił przytomność. Spojrzał na zapłakanego chłopaka, i od razu do niego podbiegł i przytulił.
- Ty idioto czemu chciałeś z nim iść? - powiedział czułe, delikatnie przeczesując kosmyki jego włosów
- B b bo j j ja myślałem że to prawda, że po prostu jestem dla ciebie problem problemem i chcesz się mnie pozbyć - powoli ostatnie łezki opuszczały jego czekoladowe oczy. Starszy westchnął, kucając przed niższym.
- Ile razy mam ci powtarzać że jesteś dla mnie ważny i cię nie zostawię? Chodź nie mam zamiaru stać dłużej na tym śmietnisku - patrząc na niego z dołu powoli głaskał jego dłonie, które od dłuższej chwili trzymał w swoich własnych.
- Dziękuję - rzucił się na stojącego już nastolatka, oplatając jego biodra swoimi chudymi nóżkami. Niezdarnie złączył ich usta w niewinnym, płytkim pocałunku. Po chwili jednak dotarło do niego co robi, i natychmiast stanął na ziemi. Xin poczuł na swoim języku krew, dopiero teraz zauważył że po uderzeniu, warga Arona jest praktycznie cała przecięta. Musiał najwyraźniej, przez przypadek ją sobie przegryźć. Wyższy zmarszczył szpetnie brwi zgarniając kciukiem karmazynową ciecz z jego podbródka.
Po zakupach leżeli w łóżku myśląc co ze sobą zrobić. Od dwóch dni mieszkali na obżerzach Demaci, z pięknym widokiem na morze, co prawda tylko z kuchni, ale zawsze.
- Na pewno nie mam w niczym pomóc?  - spytał słodziutkim tonem mniejszy
- Na pewno. Miałeś ciężki dzień leż sobie i tak nie ma nic do roboty - zaśmiał się czochrając jego włosy. Siedział wpatrując się w tę cudowną twarzyczkę. Nie wiedział czemu ale mógł się tak na niego patrzeć godzinami. Jak jest szczęśliwy, znudzony, zamyślony obojętnie, byle było by mu dobrze. Zastanawiał się skąd zna to uczucie, tylko nie mógł sobie przypomnieć. Cały jego umysł był przytłoczony tym małym chłopcem. Chwila on nie był mały, w końcu trzy lata różnica to nie jest sporo, on był po prostu delikatny, drobny, słodki, uroczy.... Z tych rozmyślań wyrwał go sygnał wiadomości tekstowej
EZREAL: Będziesz kochany i powiesz Garenowi że Lux jest z tobą
"a no tak stąd znam to uczucie " pomyślał czytając imię nadawcy. Odpisał szybko że się zgadza, ale w sumie nie interesowało go to zbytnio. Niech sobie robi co chce, nie będzie mu przecież życia utrudniać. Podsumował swoje zachowanie i jednoznacznie stwierdził że Aron oddziałowuje na niego o wiele bardziej niż Ezreal kiedyś. No właśnie... Kiedyś. Czemu już nie?
Z takim pytaniem w myślach zasnął.


Wybuch. Kolejny. I jeszcze jeden. W takich warunkach przecież nie da się spać. Lux włożyła głowę pod niebieską poduszkę. Dalej słyszała wybuchy. Nie były wielkie, ale na tyle blisko żeby uniemożliwić hałasem smaczne spanie. Ezreal przyzwyczajony do tego typu sytuacji przynajmniej raz w miesiącu, nawet nie zwracał na nie uwagi.
- Co się tam kurwa dzieje?!  - podeszła do okna
- Nie denerwuj się. Pobawi się jeszcze kilka minut i sobie pójdzie - powiedział obejmując ją od tyłu
- Czy to jest na prawdę taka filozofia złapać niezrównoważoną psychicznie deskę?
- Najwyraźniej, co chcesz na śniadanie
- Naleśniki
- Pojebało cie? Nie będę teraz robić naleśników bo spóźnimy się na zajęcia
- To co się pytasz - zaśmiała się radośnie
- Dobra. Z czekoladą? - zamiast odpowiedzi dostał gorącego buziaka, po którym jego dziewczyna rzuciła się na łóżko i zakopała w pościeli


-No muszę wam powiedzieć jestem w szoku. Nie ma tylko trzech osób na prawdę jestem pod wrażeniem - powiedziała spokojnie  Fiora przechadzając się po sali - Czy kurwa raz nie mogą przyjść wszyscy!? - jej spokój w jednej chwili zniknął
- Ale ty się tak nie unoś bo ci żyłka pęknie - powiedział Xin kiwając się na krześle
- Kata leć po Talona!
- Fioreczko kochanie a skąd ja mogę wiedzieć gdzie on jest
- Ja mam dość, idźcie już sobie, gdzie wy tam chcecie - nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy opuścili pomieszczenie w ciągu minuty.
-Xin?  - powiedział Garen przeczesując swoje brązowe włosy
-Hmm?
- Gdzie jest moja siostra? Mówiła że idzie do ciebie - Długowłosy przypomniał sobie SMS'a od Ezreala
- Nie wiem jak rano wychodziłem jadła śniadanie
- A po co ona do ciebie poszła?
- yyy no ten.... Zadanie zrobić?
- Ty się mnie pytasz? Przecież ona wszystkie zadania robi z Ezem albo Katą... Czekaj... EZREAL KURWO!!!  - krzyknął generał w powietrze, i pobiegł w stronę mieszkania blondyna. Jego przyjaciel bez namysłu wrócił do swojego skarbu. Szedł sobie przez Piltover a jego spacer umilały liczne wybuchy. Po chwili ich przyczyna spadła w jego ramiona.
- Co ty robisz? - spytał patrząc z rozbawieniem w różowe tęczówki
- Spadłam z rakiety haha ej wiesz może gdzie są jeszcze jakieś budynki wymagające rozbiórki? - powiedziała z błyskiem w oku
- Ta wybuchnij tą debilną szkołę - przewrócił oczami odstawiając chudą dziewczynę na ziemię
- Eee tam nuuuuda a te policjantki od siedmiu boleści już wyszły?
- No wyszły - w tym momencie bez pożegnania Jinx zaczęła uciekać, zaraz za nią pobiegła Vi w czasie gdy jej parnterka starała się w miarę szybko poskładać swoją broń, która jak zwykle rozpadła się w najmniej odpowiednim momencie.



Katarina z czystej ciekawości postanowiła dowiedzieć się gdzie podziewa się jej przyjaciel.
"wzywany abonent jest czasowo niedostępny lub ma wyłączony telefon.... " usłyszała w słuchawce. Rozłączyła się i razem ze swoją siostrą wróciła do Noxus, miała dzisiaj zabić jeszcze kilka osób, a im szybciej to zrobi tym lepiej. Przez resztę dnia dzwoniła w każdej wolnej chwili do Talona, cały czas z negatywnym skutkiem. Powoli zaczynała się martwić.



-Hej już jestem! - krzyknął Xin, na tyle głośno żeby Aron go usłyszał. Jego rodzice niezwykle dobrze przyjęli jego wyprowadzkę. Myślał że będą tęsknić, negocjować a oni po prostu spytali czy mogą wynająć komuś jego pokój.
- Czemu tak wcześnie? - do małego pomieszczenia przydreptał chłopiec. Najwyraźniej spał. Włoski miał w nieładzie, a jego drobne działo pokrywała tylko za duża, szafirowa koszula, należąca do Xina. No oczywiście poza bielizną.
- Powiedzmy że Fiora ma okres. Ale ty jesteś słodziutki! - krzyknął podbiegając do niego. Chłopak tak uroczo przetarł oko tą drobną łapką. Żywy cukier. Po dokładnym wytuleniu każdej części Arona powiedział
- To co będziemy robić?
- Emm no ja sobie posiedzę a ty rób co chcesz
- Ale ja chce coś robić z tobą
- Ale co?
- Hmmm chodźmy nad morze! 
- Teraz?
- Nie. Wieczorem.
- Jest trzynasta
- To co robimy?Może pójdziemy kupić coś do domu?  Nie za bardzo mi się tu podoba. Trzeba zmienić te jasne panele na jakieś czarne, żeby pasowały do tych oczojebnie zielonych ścian. Kanapa też jest do dupy, bo nie wiem jak tobie ale mi się jasna skóra nie podoba, kupi się czarną, najlepiej nie skórzaną. W sumie szklany stolik nawet ujdzie. Jeszcze trzeba pomalować sypialnię na niebiesko, bo w tej szarości to ja nie będę dłużej spać. I zamiast tego jednego łóżka kupi się dwa jednoosobowe. Pomożesz mi szukać?
- Ty zamiast do wojska to powinieneś na architekta iść. Tylko wiesz.... - jego twarz niemiłosiernie się zaróżowiła. Spojrzał speszony w bok.
- Ja wolę spać z tobą.... - powiedział tak szybko że Xin z głową na jego ramieniu ledwo go słyszał. Ale ta wiadomość niezwykle go ucieszyła. Kochał go przytulać przez sen. Ogólnie uwielbiał mieć to cudne stworzenie w swoich ramionach. A i sam Aron bardzo dobrze czuł się w jego ramionach. Napawały go poczuciem bezpieczeństwa. Pierwszy raz w życiu przy kimś czuł się na prawdę  dobrze.
- No to jeden mebel do szukania mniej - uśmiechnął się ciepło puszczając go wolno. Złapał go za ręce i pociągnął w stronę drzwi. Niestety, albo stety, w tym mieszkaniu panele były tak położone jakby chciały ale nie mogły. Więc chłopak potknął się i upadł, ciągnąc Arona za sobą. Tak feralnie upadli że ich usta złączyły się. Oczy mniejszego rozszerzyły się z szoku. Od razu podniósł się do siadu, ale w tej samej chwili został z powrotem pociągnięty na dół. Tym razem jednak to jego plecy przywitały się z podłogą.
-Emm co ty robisz?  - spytał zatapiając swoje spojrzenie w czekoladowych tęczówkach wyższego, którego dłoń delikatnie głaskała jego gorący policzek.
- Jesteś taki śliczny... - powiedział bardziej do siebie niż do niego.
- Doooobra....źle się czujesz?
- Nie, ja po prostu przy tobie tracę nad sobą kontrolę. Nigdy nikt nie działał na mnie tak jak ty. Ja cię chyba kocham - skośne oczy Arona zaszły łzami. Rzucił się na jego szyję wtulając w nią nos.
- Aron?
-Tak?
-Mogę cię pocałować? - zamiast odpowiedzieć, młodszy delikatnie musnął swoimi wargami jego. Z chwili na chwilę ich pocałunek stawał się coraz bardziej mokry, namiętny, głęboki. Kiedy starszy przesunął palcami po jego długiej szyi Aron wydał z siebie ciche westchnienie. Długowłosy wykorzystał chwilową przerwę między jego wargami aby wsunąć w te pełne usta swój język. Pieścił nim jego policzki, podniebienie, a młodszy w pełni oddawał się tej przyjemności. Delikatne dreszcze przechodziły przez całe jego ciało. Wplótł palce w te piękne długie włosy i zacisnął je na nich. Wyższy posadził go sobie na udach, zapominając że cały czas są w salonie, na podłodze. A chciał sprawić temu chłopcu jak najwięcej przyjemności, na podłodze jest przecież twardo. Nie wiele dłużej myśląc podniósł się zanosząc go do sypialni. Położył go delikatnie na łóżko, przyglądając mu się czule. O boże kiedy był podniecony wyglądał jeszcze lepiej. Zdjął swoją koszulkę od razu wracając do tego kruchego ciała. Ssał jego szyję zostawiając po sobie wyraźną malinkę. Niech wszyscy widzą że on należy tylko do niego. Rękami badał jego ciało. Lekko masował jego uda. Powolutku odpinał guziki jego koszuli, właściwie to swojej koszuli. Obchodził się z nim jak z piórkiem. Lizał jego klatkę piersiową zjeżdżając coraz niżej. Ssał jego sutki, a głośne jęki które temu towarzyszyły były niczym muzyka dla jego uszu. Mógłby słuchać tego dźwięku cały czas i w kółko, i w kółko. W tym czasie masował jego już twarde przyrodzenie. Po pokoju roznosiły się donośne jęki i westchnienia mniejszego. Aron czuł że chce być bliżej Xina, lekko się podniósł i drżącymi z podniecenia rękami próbował rozpiąć jego rozporek. Straszy wyplątał się ze swoich spodni, jedyną wadą rurek było to że strasznie ciężko je ściągnąć. Zsunął ciemne bokserki młodszego i wyrzucił je za siebie, nie zważając gdzie będą się znajdować następnego dnia, swoich pozbył się chwilę potem. Chciał jeszcze raz usłyszeć te jęki, ten cudowny głos. Zszedł pocałunkami do jego penisa i pocałował jego główkę, co zaowocowało krzykiem niższego. Aron zaciskał zęby na swoim nadgarstku, żeby nie wydawać tych jego zdaniem, wstydliwych dźwięków. Druga ręka dusiła pościel, kiedy usta drugiego ssały jego męskość. Po pewnej chwili poczuł jakby każda komórka jego ciała poczuła taką samą niewyobrażalną rozkosz, która rozlewała się po całym jego ciele. Zrobiło mu się ciemno pod oczami.
- Możesz wyjaśnić mi jakim cudem nawet twoja sperma jest słodziutka?- usłyszał kiedy był w stanie rejestrować co się dzieję wokół niego.
- Przestań to wstydliwe...- złapał poduszkę i zakrył nią swoją czerwoną twarz
- Nie zasłaniaj się. Chcę cię widzieć. - wyszeptał starszy zabierając materiał. Znów połączył ich usta w pocałunku, pełnym pasji, namiętności. Nigdy się tak nie czuł, zwykle uprawiał seks tylko dla chwilowej przyjemności i spełnienia. To nijak umywało się do tego co czuł teraz. Teraz każdy dotyk, każdy dźwięk, każdy ruch odczuwał milion razy dogłębniej. Przejechał palcami wzdłuż jego rowka.
-Xin...ja...chcę...- udało mu się wydyszeć między kolejnymi jękami
-Wiem, ja też chcę, ale nie mamy żadnego nawilżenia a nie chcę zrobić ci krzywdy - wyszeptał leniwie liżąc jego szyję, czasami lekko ją podgryzając. Młodszy czuł na swoim udzie coś dużego i to na pewno nie była ręka. ,,Matko jak on to we mnie wsadzi to mi kręgi poprzestawia '' pomyślał. Nie chciał być jedynym któremu było teraz dobrze. Chciał sprawić mu taką samą przyjemność jakiej sam przed chwilą doświadczył, ale nie mógł się przemóc i jedynym na co pozwalała mu wola było zrobienie mu dobrze ręką. Chwycił niepewnie jego męskość, drażniąc kciukiem wilgotny czubek. Xin zdziwiony takim posunięciem jęknął przeciągle zaciskając oczy. Leniwie poruszał ręką w górę i w dół coraz szybciej. Poczuł jak jego brzuch pokrywa lepka substancja, która momentalnie została zlizana. Kiedy jego ciało było czyste długowłosy położył się obok niego obejmując go czule ramieniem.
- Dziękuję - powiedział cicho młodszy
- Za co? 
- Że pokazałeś mi czym jest miłość...- wyszeptał, po czym ze wstydu wtulił zarumienioną twarz w jego silny tors. Wyczerpany niemal od razu zasnął w tej pozycji. W oczach starszego na te słowa w oczach zaczęły zbierać się łzy. Sam nie wiedział czy ze wzruszenia, szczęścia czy smutku że ten mały chłopiec miał tak niesprawiedliwe życie. Okrył ich obu kołdrą i zasnął tuląc do siebie śpiącego słodko Arona, wyglądał jak mały aniołek, gdyby nie to co robili przed chwilą. 

Brak komentarzy: