piątek, 22 maja 2015

Rozdział 13 Niewdzięczna dziwka

-No to stary masz przesrane - powiedział Xin z oczami nadal pełnymi przerażenia
-Ja?!  To twoja wina!
- No najlepiej zrzuć wszystko na mnie
-Ja nic nie zrzucam to jest twoja wina!
-Ty się na mnie nie drzyj tylko ją goń
-No chyba do reszty ocipiałeś. Ty sobie wyobraź co  ona ze mną zrobi jak mnie zobaczy
- Było nie być takim chujem - wzruszył ramionami
- Pierdolnę cię! 
- Ty mnie lepiej nie pierdol tylko myśl co możesz zrobić żebyś mi nie truł kolejne lata, jak bardzo ją kochasz i ile byś zrobił żeby z nią być
- Zajebisty z ciebie kumpel - powiedział niższy z gromem w oczach
- Wiem - odpowiedział z przekąsem, kiedy potęga Demaci wychodził z pomieszczenia.
Chodził uliczkami Demaci myśląc nad swoją głupotą. Ze złości kilka razy uderzył pięścią w ścianę jakiegoś budynku, która pod wpływem jego siły uległa małym zniszczeniom. Po pięciu dziurach w kształcie jego ręki poznał że lepiej się uspokoić. Głównie dlatego że w dwóch są plamy jego krwi. Dopiero gdy je zobaczył poczuł ból i chwycił się za dłoń, patrząc jak samotne krople skapują na kostkę brukową. Jego naskórek był wręcz porwany, a w niektórych miejscach widział zakrwawione mięso. Na ten widok wzdrygnął się i postanowił to opatrzeć. A kto się nim lepiej zajmie niż mamusia?  Poszedł więc prosto do domu, starając się nie zwracać zbytniej uwagi do nieprzyjemnego uczucia bólu który roznosił się na prawie całej jego dłoni.
-Mamo mam ała! - krzyknął wchodząc do domu, w duchu modląc się o to że jego rodzicielka jest na tyle blisko żeby go usłyszeć. W takich właśnie chwilach wolałby mieszkać w normalnym domu a nie tej głupiej rezydencji.  Na szczęście po chwili przybiegła do salonu zaniepokojona Lily z apteczką w ręku. Zlustrowała całą jego osobę i zdziwiona zapytała
- Przecież nic ci nie jest - westchnął i pokazał jej rękę unosząc ją do góry, przez co kropelka szkarłatnej cieczy spłynęła aż do łokcia.
- Coś ty zrobił?  - powiedziała zajmując się jego raną
- Powiedzmy że coś bardzo głupiego
- Błagam powiedz że nie masz nic wspólnego ze stanem Katariny
- Jakim stanem?
- Jakieś dziesięć minut temu wyobraź sobie przyszła, i weszła drzwiami cała mokra od łez
-  Płakała?!  - był w szoku,  wiedział że pewnie jest jej przykro ale nigdy by się nie spodziewał że będzie płakała z jego powodu. Ale z drugiej strony cieszyło go że jest dla niej na tyle ważny żeby Du Ceoteu potrafiła się rozpłakać
- Nie no cuda nie istnieją, po prostu łzy jej leciały - spojrzała na syna, widząc jego zmartwioną minę, jak to kobieta, musiała się dowiedzieć co się stało
- Coś ty jej zrobił idioto! Życie ci nie miłe!  Przecież ona nas może wszystkich wyrżnąć z nudów a co dopiero ze złości!
- Powiedzmy że jestem świnią ok?  - patrzył się że wstydem na wesołe płomyczki w kominku. Kobieta spojrzała na niego ciepło i złapała za udo
- Synku porozmawiajmy dobrze? Zdradziłeś ją ?
- Skąd wiesz? - chłopak zmarszczył brwi. Nie wiedział jakim cudem kobiety tak łatwo się wszystkiego domyślałą, ale postanowił się wyżalić, mama zawsze mu pomagała wiec czemu teraz nie miałaby?
 - No ale co ja mam teraz zrobić? - spojrzał na matkę miną biednego szczeniaka
- Kobiety mają to do siebie że jak kochają to wybaczają. Opowiem ci coś. Dawno temu, jak po ziemi chodziły dinozaury a my z ojcem byliśmy świeżo po ślubie...
- To nie jest czas na głupie żarty - przerwał jej słysząc wzmiankę o dinozaurach
- Przepraszam próbuję cię pocieszyć - uśmiechnęła się ciepło i kontynuowała - No więc, ja zostałam w domu a twój ojciec ruszył na bitwę z Noxus, nie powiem ci gdzie po nie mam pojęcia. Był tam z kilkoma młodymi żołnierkami a świętoszkiem nie był. Oczywiście powiedział że nic nie zaszło
- I co uwierzyłaś?
- Powaliło cię? Oczywiście że nie, a jak widzisz nadal z nim jestem
- Czyli chcesz mi powiedzieć że?
- Że jak kocha to prędzej czy później ci wybaczy - uśmiechnęła się i poczochrała jego idealną fryzurę
Następnego dnia czerwonowłosa nawet nie spojrzała na swojego chłopaka. Cały dzień unikała nawet jego spojrzeń.
- Katarina możesz skoczyć po trochę wody?  - spytał Darius, dopiero teraz dziewczyna, do tej pory zajęta własnymi problemami zauważyła że jej dowódca, o ile można go tak w ogóle nazwać, przeprowadzał jakieś durne doświadczenia. Ucieszyła się z okazji , chociaż chwilowego nie siedzenia obok niego. Niemal pobiegła do starszego mężczyzny, prawie wyrywając mu z ręki szklankę i wybiegła do łazienki. Usiadła pod ścianą i z gniewem wpatrywała się w czyste kafelki. Nie było jej dobre dziesięć minut a biorąc pod uwagę że odległość z sali do łazienki wynosi maksymalnie trzy metry, przyszedł po nią Talon
-Ej a ty się zgubiłaś?  Myśleliśmy że coś ci się stało - spytał z troską kucanąc obok niej. Chwycił delikatnie jej podbródek, i nakierował jej wzrok na siebie.
- Coś się stało? - spojrzała na niego tym samym wzrokiem którym patrzy zazwyczaj na swoje ofiary
- Nic się nie stało bierz tą zasraną wodę i zostaw mnie - warknęła i odtrąciła jego rękę. Był w szoku, ona zawsze pozwalała mu się dotykać. Ufali tylko sobie, no do czasu aż Fiora nie wymyśliła tego całego cyrku, więc biorąc pod uwagę wszystkich przedstawicieli ligi z którymi teraz spędzała połowę czasu oprócz Quinn, nie mógł się już czuć tym wyjątkowym któremu Katarina ufa. Oczywiście cały czas to on był jej  najważniejszym przyjacielem ale i tak wolał być jedyny.
- Co się stało?  - spytał jeszcze raz tym razem siadając obok i praktycznie kładąc ją na sobie. Obróciła się wtulając twarz w zgłębienie jego szyi. Patrzyła cały czas w jeden punkt, z tym samym brakiem duszy, a jeszcze wczoraj myślała że już jej przeszło. Miała szeroko otwarte oczy, z jednego z nich wydostała się samotna łza. Chłopak poczuł wilgoć na swoim ciele, kontrolując jednak niesamowitą potrzebę zapytania się o co chodzi, przeczesywał delikatnie jej krwiste kosmyki. Czuł że jak tylko dowie się, czyją winą jest jej cierpienie, wyzwoli się w nim wewnętrzna bestia.
-Skończyliśmy już, idziemy do domu - usłyszeli tylko głos czarodziejki światła, która na chwilę zajrzała do pomieszczenia. Leniwie wstali i udali się prosto do Noxus. Talon postanowił że dzisiaj jej nie zostawi. W końcu jeśli Katarina płacze to musi być w na prawdę złym stanie. Szła cicho obok niego nawet nie pytając się czy zostaje na noc. Usiadła na swoim łóżku, wykorzystując fakt, iż jej przyjaciel zna ją najlepiej i poszedł po kakao, mogła się w końcu wyżyć i rzuciła tą przeklętą maskotką która tak bardzo przypomina Garena w ścianę. Przyciągnęła kolana do brody i nienawiścią patrzyła na leżący na drugim końcu pokoju przedmiot. Po chwili przyszedł Talon, zobaczył że zabawka do której dziewczyna zazwyczaj się tuli jakby od tego miało zależeć jej życie teraz leży pod wpływem tych zielonych oczu. Odstawił dwa pasujące kubki na szafkę i wyszedł.
-Zabije gnoja - powiedział jeszcze jakby do siebie, ale dziewczyna to słyszała. Teraz jej głową targały tak różne uczucia że sama się dziwiła, iż może  tam się znajdować więcej niż jedna emocja jednocześnie, tą jedną ledwo znosiła. Z jednej strony sama chciała go  rozszarpać własnymi rękami, z drugiej nie chciała go widzieć i wolała by żeby Talon się nim zajął, ale tak bardzo nie chciała jednocześnie żeby cokolwiek złego mu się stało. Nie wiedziała co ma robić, a myśleć musiała szybko, jeśli tego nie zrobi to jej przyjaciel nad sobą nie zapanuje. Nawet nie będzie próbował. A wtedy będzie źle, oj bardzo źle. Zerwała się z łóżka, jak zwykle wychodząc przez okno. Biegła najszybciej jak potrafiła. Mijała kolejne budynki, ulice, i przez las do Demaci. Normalnie padła by z wycieńczenia ale jakaś dziwna energia przepełniała ją całą dodając coraz więcej siły. Biegła z jedną myśla ,,uratować Garena ". Nie wiedziała czemu. Nie mogła pozwolić coś żeby chociaż jeden czekoladowy włos spadł z tej ślicznej główki. Nie chciała tego. Nie ważne co by zrobił nie potrafi bez niego żyć. Na horyzoncie widziała otwarte okno do jego pokoju. Jakim cudem Talon był szybciej? Przecież biegła całą drogę, on na pewno nie dał by rady. Biegła skrótami których on nie mógł znać. A mimo tego to cholerne okno było  otwarte. Biegła dalej może nie jest jeszcze  za późno.......

Garen  siedział zastanawiając się nad swoją głupotą. Nie mógł znieść, że jego ukochana kompletnie go ignoruje. Nigdy ze sobą nawet nie rozmawiali, ale w tym krótkim czasie zdąrzył przyzwyczaić się do Katariny, która jest urocza, potulna, i co najważniejsze, jego. Chyba perspektywa, że próbuje go zabić, była lepsza od ignorowania jego osoby.
- Powiedziałem ci chyba coś. - po pustym pomieszczeniu rozniósł się głos, wręcz emanujący wściekłością. Demaciański dowódca nie zdążył się nawet obrócić, kiedy Talon z niewyobrażalną siłą pociągnął go za włosy i powalił na kolana
- Przypomnij co mówiłem - powiedział, kucając na przeciw niego, ostro wpatrując się w zielone tęczówki.
- Że jak ją skrzywdzę to mnie zabijesz - powiedział Crowngard starając się, unikać tego spojrzenia
- Ale wiesz co? To nie tak że ja ci wbiję ostrze w serce. Nie. Ja zapuszczę takie paznokcie u nóg, że ci kurwa high kickiem przebije aortę. - złapał go za podbródek, aby drugi na niego spojrzał. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, Garen westchnął cicho wzruszając ramionami, co spotkało się ze zdziwionym spojrzeniem Talona.
- A możesz mnie nawet żywcem spalić - westchnął drugi raz
- Nie żartuj, bo my się z Annie całkiem nieźle na midzie dogadujemy, i mogę to zrobić
- Możesz przestać robić sobie jaja i mnie w końcu zabić? - demacianin spojrzał na niego dziwnym wzrokiem. Przypominało to połączenie zniecierpliwienia, smutku, złości i irytacji.
- O nie nie nie. Zraniłeś Katarinę. Nie wiem jak ci się udało ale to zrobiłeś. I mam zamiar sprawić że będziesz tego żałował na wieki! Gdyby była ze mną nigdy nie musiała by płakać! Ale nie, bo pan Potęga Demaci musiał się przyczepić! - Talon wstał i krzyczał, w szale na kolegę, który zdąrzył się podnieść i usiąść na łóżku.
- Nie krzycz na mnie! To nie moja wina! Też ją kocham przecież! - drugi też podniósł głos, jednak cały czas siedział grzecznie na łóżku. W momencie gdy padło słowo ,,kocham'' policzek Garena, zabarwił się na czerwono, przez krew, szybko spływającą po powstałym w jednej chwili rozcięciu.
- Nie waż się więcej mówić że ją kochasz. Tylko ja ją kocham, i tylko ja mogę tak mówić - głos Talona drżał teraz niekontrolowanie. Ręcę zaciskał w pięści, w czasie kiedy do oczu napływały łzy.
- Kocham ją i ty dobrze o tym wiesz
- Zamknij się! Nic o niej nie wiesz! - krzyknął cień ostrza wymierzając kolejny cios w ciało drugiego. Garen czuł jak rozcięte miejsce pulsuje, a ciepła ciecz, pod koszulką, wyznacza różne drogi na sam dół jego brzucha. Ból był niewyobrażalny, nigdy nie miał tak głębokiej rany. Zwinął się na łóżku, i cicho zajęczał z bólu.
- Talon do chuja zostaw go! - kiedy miał zadać kolejny cios, szare, długie paznokcie wbiły się w jego nadgarstek. Nie miał pojęcia co się dzieje, nie mógł ruszać ręką, a z przeciętej skóry zaczęła wypływać krew. Czerwonowłosa w jednym momencie siedziała na łóżku, tuląc do siebie, pół przytomnego generała.
- Po tym co ci zrobi!?
- Tak kurwa po tym co mi zrobił! Nie waż się go tknąć! - krzyknęła, ale po chwili jej ton zmienił się bardziej w syk - Jeżeli zrobisz mu krzywdę, to przysięgam że zabiję cię gołymi rękami, tylko oczu nie zabiję żeby sobie popatrzyły - chłopak nie zdąrzył powiedzieć, że nie da się zostawić samych oczu żywych, bo upadł pod wpływem całkiem silnego uderzenia w twarz
- Jakim cudem ty jesteś taka silna? - spytał, ale dziewczyna zajęta była pozbywaniem się odzienia swojego chłopaka, w celu zajęcia się jego klatką piersiową. Po odnalezieniu małej apteczki w jego pokoju, dopiero mogła pomyśleć o czymś innym
- Normalnie. Możesz już stąd iść?
- Czekaj...ty jesteś zła na mnie? - był w szoku, nie spodziewał się że kiedykolwiek dojdzie do takiej sytuacji
- Tak jestem na ciebie zła.
- A co ja takiego zrobiłem?
- Chciałeś skrzywdzić Garena. Wystarczy?
- Ale on ...
- I co z tego! I tak bez gnoja żyć nie mogę - przerwała mu zanim zdąrzył dokończyć. Demacianin powoli zaczął ogarniać co się dzieje wokół niego, zobaczył zatroskaną Katarinę, i łzy popłynęły mu z oczu. Wtulił ją mocno do siebie.
- Przepraszam, jestem idiotą przepraszam - zaczął się jąkać
- Wiem że jesteś debilu, ale i tak cie uwielbiam - objęła jego szyję ramionami, jakby nie chciała go wypuścić.
-Ej mały chodź do mnie zmienię ci opatrunki - krzyknął miło Xin, który dopiero co wyszedł z pod prysznica. Przez zimne kropelki wolno spływające po jego umięśnionym ciele, dostał gęsiej skórki. Chłopiec delikatnie odchylił drzwi łazienki, i wślignął się do niej uroczo. Jak zawsze, usiadł na blacie zlewu, i czekał aż jego opiekun się nim zajmie. Różnica była taka że teraz jego twarz były całkiem mocno zaróżowiona. Długowłosy nigdy nie robił tego odziany jedynie w ręcznik na biodrach. A jeszcze ta woda, tak seksownie teraz wyglądał......
- Ej masz gorączkę? - zapytał zatroskany, widząc rumiane policzki Arona, szybko przyłożył mu rękę do czoła żeby się przekonać - No niby gorący nie jesteś, ale normalnej temperatury też to nie przypomina... może zostaniesz dzisiaj w łóżku?
- Nie...poradzę sobie
- Na pewno? - młodszy skinął jedynie głową -  tak jakby...cały...się zagoiłeś...głupio to zabrzmiało, ale nie muszę ci znowu bandaży nakładać - uśmiechnął się ciepło i zostawił go samego w łazience. Jakim cudem ten człowiek miał nawet plecy ładne?!
Czesał swoje długie włosy, kiedy jego mały przyjaciel brał prysznic. W ciągu ostatnich dni, zdąrzyli kupić Aronowi ubrania i zwiedzić praktycznie całe miasto.
- Jak już jesteś to zrób mi warkocza - powiedział do młodszego, pokazując swoje białe ząbki
- Bez urazy ale będziesz wyglądał jak pedał - niższy uroczo się zaśmiał, ale podszedł do niego i zaczął zaplatać jego kruczo czarne włosy
- I co z tego jak mam kitkę to latają na wszystkie strony, zrób mi dobieranego
- Ale w rozpuszczonych przystojniej wyglądasz - zauważył, kładąc mu głowę na ramieniu, starszy spojrzał na niego i westchnął
- Dobra to zostawiam rozpuszczone.  Idziemy dzisiaj do Piltover na zakupy? 
- Jakie?
- Muszę sobie nową kredkę kupić, i Garen prosił mnie o podkład, ale jeszcze do niego napiszę a ty coś chcesz?
- Nie... Już i tak za dużo dla mnie robisz... - ton głosu Arona w mgnieniu oka zmienił się w smutny
- I tak ci coś kupię i przestań się smucić bo wyglądasz teraz tak uroczo że mogę cię przebrać za kotka związać i gwałcić codziennie kilka razy - uśmiechnął się zadziornie, a mina jego towarzysza od razu nabrała wesołości
- Stary zboczeniec - młodszy pokręcił głową i wyszedł z pomieszczenia, najprawdopodobniej do kuchni po coś do picia. Starszy chwycił komórkę i napisał wiadomość
XIN: Żyjesz jeszcze ? <3
GAREN: Żyje, i przestań mu wysyłać serduszka bo do ciebie podejdę :*** ~Kata
XIN: Już nie będę! A nie zabiłaś go jeszcze?
GAREN(Katarina): Nie mam zamiaru...Ale na waszym miejscu nie doprowadzała bym mnie do płaczu bo następnym razem mogę nie zdążyć
XIN: A co się stało?
GAREN: Powiedzmy że Talon jest strasznie agresywny.... No prawie mnie zabił xd
XIN: Kurwa...dobra jadę do miasta kupić ci coś?
GAREN: Podkład... dezodorant i możesz jakiegoś misia dla Katy by wypadało  kupić z serduszkiem
XIN: Dla Katy? Misia? Może kupię jej kastet? Bardziej się chyba ucieszy
GAREN: Kup ciulu misia i coś od siebie
XIN: Dobra to przyniosę ci to jutro przed zajęciami
GAREN: Lepiej NA zajęcia
XIN: ???
GAREN: Kata...rano... Jeszcze tu będzie
XIN: A to miłej zabawy kotku :*
Już mu nie odpisał ale dostał wiadomość od pewnego słodkiego blondyna. Co dziwne nie czuł już tego zimnego ciepła, jak kiedyś, gdy ten się do niego odzywał, uśmiechał, lub chociaż był gdzieś w pobliżu. W sumie cieszył go ten fakt  , nie wiedział czy cały czas coś do niego czuje, ale wydawało mu się że raczej nie ...a przynajmniej przestawał. Jakby się nad tym dłużej zastanowić to Aron działał na niego i jego zmysły  sto razy bardziej. Tylko to jeszcze dziecko...ale jakie urocze.
Po jakiejś godzinie zmierzali już w kierunku sklepów, na głównej ulicy miasta postępu. Żeby było szybciej przechodzili przez biedniejsze dzielnice. Tak jak cała droga minęła w przyjemnej atmosferze, tak teraz niższy z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej się bał. Jego wzrok stał się wystraszony, nie zauważył nawet kiedy kurczowo złapał się dłoni swojego przyjaciela. Xin uznał że mały po prostu nie czuję się bezpiecznie tutaj, ze względu na niewyobrażalną ilość narkomanów, dresów i innego paskudztwa, od którego zdąrzył się odzwyczaić, więc nie zwracał na niego uwagi. Do momentu aż drobna dłoń nie została po prostu wyrwana. Odwrócił się szybko do tyłu i zobaczył jak jego słodziutki Aron leży teraz pod jakimś starym, widać mocno pijanym mężczyzną. Nawet nie zdąrzył dobrze upaść a już został podciągnięty za ubrania do twarzy swojego oprawcy. Mężczyzna miał około czterdziestu lat, włosy tłuste, właściwie były tylko po bokach jego głowy, bo na czubku ich nie było wcale. Ubrany był w standardowy strój patologicznych rodzin, dresy i biały podkoszulek, idealnie podkreślający tak zwany piwny mięsień. Właśnie miał zamiar uderzyć chłopca kiedy jego dłoń została zamknięta w metalowym uścisku dłoni długowłosego
- Na twoim miejscu bym tego nie robił - patrzył na mężczyznę zimnym wzrokiem mimo tego że w środku sie gotował z wściekłości
- A ty co? Ochroniarza sobie synek znalazłeś? - zwrócił się do Arona. ,,  A więc to od tego chciał uciec... no w sumie nic w tym dziwnego jakbym miał takiego ojca też bym uciekł " pomyślał dalej trzymając jego rękę - dobrze ci chociaż za to daje? - tym razem zwrócił się do wyższego od siebie chłopaka
- Nie, nie daje mi. Proszę żeby pan go zostawił to może się nie zdenerwuję
- Nie? A to szkoda bo tylko do tego sie nadaje! Mała dziwka niewdzięczna. Ja mu daje dom a on ucieka - uścisk na jego nadgarstku zelżał, wykorzystał to aby jednak uderzyć swojego syna, który się przewrócił  - to co znudził ci się już? Mogę zabrać tą dziwkę ? - na te słowa w oczach Arona pojawiły się łzy. ,,A co jak to prawda?  Jeśli on mnie nie chce i specjalnie tędy poszliśmy?! " myślał patrząc na przedstawioną sytuację z dołu
- Nie jest dziwką - głos nastolatka cały czas brzmiał jakby ten ledwo się powstrzymywał przed wybuchnięciem
- Ale od dzisiaj będzie. Jak już wraca to mogę chłopakom powiedzieć że nie muszą łazić na panny do innych dzielnic - mężczyzna uśmiechnął się chytrze - przepraszam za kłopot już nie będziesz go musiał oglądać. No chyba że chcesz sobie ulżyć to za jego zwrot pierwszy raz mogę zrobić darmowy- chwycił chłopaka za włosy, Xin był tak wściekły że nawet nie zauważył jak jego mały skarb cicho szklochał.
- Liczę do trzech i go puszczasz, chyba że chcesz mieć całą gwardię demaciańską na łbie
- O nie nie to jest mój syn i mogę sobie z nim robić co chce
- Wątpię
- I co mam się ciebie bać? - i nie czekając na odpowiedzieć, szarpnął prowadząc go w kierunku ''domu" małego tak mocno że ten aż krzyknął z bólu.

Dołączam wam zdjęcie Arona: 

Jakby co to to jest Taemin z Shinee ale ja tak sobie właśnie Aronka wyobrażam zdjęcie z google :*

1 komentarz: