-Gdzie ty jesteś?! Czy choć raz nie możemy być wszyscy?! Mieliśmy iść na wycieczkę do lasu! - głos Fiory dało się słyszeć w całym pomieszczeniu, mimo że głośność ustawiona była na najmniejszą
-Nie mogę dzisiaj, mam coś ważnego na głowie, nie zawracaj mi dupy tylko integruj Dariusa bo jak na razie to tylko on ma cały czas wrogie nastawienie.- rozłączył się, nie dając jej szansy na odpowiedź
-Przepraszam...- usłyszał cichy, smutny głos obok siebie
-Za co?
-Przeszkadzam ci, wrócę do Piltover....- powiedział wstając z łóżka
-Nigdzie nie idziesz, zostajesz tutaj, ze mną, i bez dyskuskusi - powiedział pewnym tonem. Na prawdę było mu szkoda tego chłopaka, wydawał się być taki niewinny i bezbronny.
-Ale ty masz zajęcia, ja nie mogę tu zostać za nic...- cały czas długa grzywka opadała mu na oczy
-Właśnie że możesz. I ja chcę żebyś został. Chodź trzeba ci zmienić opatrunki - pociągnął go lekko za rękę do łazienki. Posadził na krawędzi wanny i zaczął zdejmować bandaże.
-A opowiesz mi dokładnie, czemu jesteś w takim stanie, czy nie chcesz? - spytał, delikatnie przemywając nacięcia na jego skórze
-Nie chce..........dziękuje że mi pomagasz, ale ja bym sobie poradził
-Jako zabawka jakichś starych, obleśnych facetów?
-Do bicia się przyzwyczaiłem to do tego też bym się przyzwyczaił - na te słowa Xin nie umiał nic więcej zrobić, jak tylko wtulić to drobne ciało w siebie.
-Emm możesz mnie puścić? - spytał mniejszy po dłużeszej chwili. Odsunęli się do siebie, a kiedy Aron był na nowo opatszony, ruszyli do kuchni w celu przygotowania czegoś do jedzenia. Mniejszy usiadł przy stole i obserwował poczynania swojego gospodarza.
-Masz na coś konkretnego ochotę? - spytał wypinając pośladki, kiedy schylał się do lodówki
-N nie obojętnie
-Budyń? - zaproponował starszy, pogodnie się uśmiechając
-Budyń? - powtórzył młodszy
-No wiesz taka słodka papka
-Może być....
Xin cały dzień zajmował się swoim podopiecznym. Grali w gry, śmiali się, byli na spacerze, ogólnie było całkiem miło, pierwszy raz od bardzo dawna długowłosy nie myślał o Ezrealu dłużej niż piętnaście minut, i nawet tego nie zauważył.
W tym czasie Katarina i Garen siedzieli w pokoju dziewczyny, w stanie dość kiepskim. Kolejny sztylet rzucony z szałem w ścianę, wbił się w nią i już w niej został. Garen uniósł lekko wzrok z nad książki i spojrzał na swoją dziewczynę z wyraźnym znudzeniem
-Możesz przestać i mi w końcu pomóc? - spytał zabierając jej z ręki kolejny nożyk
-Ale ja tego nie umiem
-To nie jest powód do kaleczenia tej biednej ściany. Jak tak bardzo nie umiesz napisać rozprawki to jakim cudem pisałaś raporty? - spojrzała na niego jak na błazna i wybuchła dzikim śmiechem
-Zwariowałeś? Ty myślisz że ja nie mam co robić? Ja? Pisać raport? Dla tego idioty? - złapała się za brzuch, który od śmiechu zaczynał boleć
-Darius nie jest idiotą......aż tak dużym .........- i oboje wybuchli śmiechem, śmiali się dopóki po pomieszczeniu nie rozniósł się dźwięk otrzymanej wiadomości. Chłopak podniósł się i podszedł do łóżka na którym leżał jego telefon.
-Kto? - zapytała dziewczyna
-Ezreal
-Co on od ciebie chce?- zdziwiona zmarszczyła brwi
-Pyta się czy wracam dzisiaj na noc - powiedział zamyślony
-A jemu co do tego? Napisz że nie wracasz. - wzruszyła ramionami. Chłopak stał chwilę zastanawiając się po co blondynowi ta informacja
-Moja siostra! - krzyknął rzucając się w poszukiwanie swojej bluzy, powinien się w końcu nauczyć, że rzeczami nie rzuca się gdzie popadnie
-Uspokój się - wyjęczała zirytowana Katarina patrząc na swoje paznokcie, teraz pomalowane czystą czernią
-Jak ja niby mam się uspokoić?! On mi się chce dobrać do mojej małej siostrzyczki! Zabije go! - cały czas biegał po pokoju szukając swojego odzienia
-Garen.... zrozum do licha, że ona już nie jest dzieckiem, poza tym wydaję mi się że jeśli ktoś miałby się do kogoś dobierać do właśnie ona do niego - usiadła na łóżku krzyżując ręce. Na te słowa demaciański dowódca zatrzymał się i spojrzał na nią zdezorientowanym wzrokiem
-No wiesz ona jest tak zboczona że prawdopodobnie biedny Ezreal jest gdzieś związany, z dildem w dupie, a ona sobie na to patrzy - jej lewy kącik ust lekko się uniósł
-Ale ty głupia jesteś - pokręcił głową, natomiast dziewczyna wesoło się zaśmiała i pociągnęła go za rękę na łóżko
-Powiedział Garen. Zostajesz i mi pomagasz Jarvan mówił że mamy napisać tę rozprawkę razem
-Mówiąc razem masz namyśli, ja napiszę połowę, zaczniesz mnie obmacywać, ulegnę, i będziemy razem wymyślać usprawiedliwienie czemu nie skończyliśmy?
-Dokładnie. Więc pisz szybciej.
-Napalone dziecko.... - znów pokręcił głową
-Na ciebie zawsze - wytknęła do niego język kładąc się na łóżku. Obserwowała jak jej chłopak pisze coś na kartce co chwila go poganiając, była ciekawa ile wytrzyma.
-Co ci odpisał?! - spytała Lux wieszając się na szyi swojego chłopaka
-Nic, czyli nie wróci - zaśmiał się
-To co będziemy rooobić - powiedziała pociągającym tonem, przejeżdżając palcem bo jego torsie
-Pisać tę zasraną rozpraaawkę - odpowiedział naśladując jej ton
-Ale ja nie chce pisać tej debilnej rozprawki!
-Ale musisz!
-Szlachta nic nie musi!
-Ja się muszę z tobą ożenić, też chcę móc mówić że szlachta nic nie musi - powiedział obrażonym tonem, po czym oboje się zaśmiali.
Wracając do głównego wątka tego rozdziału....
Aron leżał na kanapie, z głową na udach Xina. Straszy delikatnie glaskał go po włosach. Siedzieli tak od piętnastu minut, nic nie mówiąc.
-Dziękuję - odezwał się nagle mniejszy
-Nie masz za co.
-Mam, zaopiekowałeś się mną, mimo tego że właściwie wcale mnie nie znasz i jest to dla ciebie problem
-To nie jest żaden problem
-Jest, i nie kłam. Pamiętaj, że jak będziesz chciał to ja wrócę do rodziców
-Ty nie masz rodziców. Nie mogę uwierzyć jakim cudem po takim traktowaniu ty możesz ich w ogóle nazywać swoimi rodzicami
-Według mnie to było normalne...a tak właściwie co powiedzą twoi rodzice?
-Ty wiesz że o tym nie pomyślałem? Będę miał w końcu powód żeby się stąd wyprowadzić - wzruszył ramionami, młodszy się podniósł i mocno go przytulił. Wcisnął głowę w zgłębienie jego szyi, tylko tyle potrzeba było mu do szczęścia, tylko tego ciepłego ciała. Starszy wtulił go mocniej do siebie, niechcący zadając mu ból, zapomniał że mały cały czas jest jeszcze w kiepskim stanie. Usłyszał jego cichy syk i od razu odsunął się od niego
-Przepraszam, zapomniałem.......to.....co chcesz jutro do jedzenia?
-Nic
-Jak nic?
-No nic jadłem dzisiaj, wytrzymam jakieś trzy dni, nie chcę ci wyjadać jedzenia z lodówki, to nie moje
-Masz jeść, wyglądasz okropnie. Jak niby chcesz wytrzymać trzy dni bez jedzenia?
-Normalnie. Zawsze jadam tak rzadko - wzruszył ramionami
-Czemu
-Zawsze czekałem aż rodzice sprowadzą się do takiego stanu, że nie oberwę kiedy będę chciał coś zjeść - mówił jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Starszy tylko słuchał i zdawał się tym bardziej przejmować niż Aron. Jego skośne oczy zaszły łzami. Sam nie wiedział czemu. Był od dawna świadomy że takich rodzin jest dużo, ale kiedy myślał o tym małym, obok niego, miał ochotę rozszarpać tych ludzi gołymi rękami. Patrzył na jego kompletnie nie wzruszoną twarz, a po jego własnej zaczęły spływać łzy.
-Emmm czemu płaczesz? -spytał słodko przekrzywiając głowę w bok. Drugi nie odpowiedział, tylko przyciągnął go do siebie i mocno przytulił. Siedzieli tak kilka minut, dopóki Xin się nie uspokoił. Zauważył, że jego gość zasnął na nim, tak po prostu. No w sumie nie ma się co dziwić, prawdopodobnie pierwszy raz w życiu miał tyle atrakcji w jeden dzień. Zaniósł go do sypialni i przykrył kołdrą po samą szyję.
Spał sobie słodko, gdy nagle obudziły go jakieś szmery tuż przy nim. Spojrzał na Arona śpiącego tuż obok, był spocony i kręcił się niespokojnie.Szturchnął lekko jego ramię, aby ten się obudził. Kiedy mniejszy otworzył otworzył oczy, od razu wybuchł płaczem i rzucił się na jego szyję.
-Ćśśś już dobrze, uspokój się - gładził go po plecach i kołysał nim lekko na boki, kiedy szloch ustał, odsunął go od siebie i spojrzał w oczy. Dzięki światłom dochodzącym zza okien idealnie widział jego wystraszoną buzię. Młodszy znowu się na niego rzucił tym razem chaotycznie mówiąc do jego szyi
-P p proszę nie zostawiaj mnie. Ja nie chce tam wracać - mówił przerażony
-Ej uspokój się nigdzie nie musisz wracać. Nie zostawię cię jasne? - poczuł lekkie kiwanie głową w potakującym geście. Pamiętał, że jak był mały i przyśnił mu się koszmar, mama zawsze przychodziła i kołysała go tak długo aż nie zasnął. O dziwo w tym przypadku również to podziałało i po chwili mały spał słodko wtulając się w jego klatkę piersiową. Położył się z nim, i spojrzał na tę cudowną twarzyczkę. Był taki słodki kiedy spał, właściwie cały czas był słodki. Pogładził dłonią jego policzek, tak delikatnie, że ten dotyk można by porównywać do muśnięć piórkiem. Już zawsze mógłby patrzeć na tę twarz, nic innego nie robić, tylko uszczęśliwiać tego małego chłopca. Zupełnie jak Ezreala, chociaż....o niego aż tak się nie troszczył jak o Arona, ale to pewnie wina tego że blondyn dokonale potrafi sobie poradzić sam. Tak to na pewno to, przecież nie odkochał się ot tak sobie, tylko dlatego że mniejszy jest taki...taki cudowny na swój sposób. W czasie tych rozmyślań, nawet nie zauważył kiedy powieki same mu się zamknęły.
Lux właśnie sprzątała po sobie w kuchni. Pech chciał że wszystkie ścierki leżały na samej górze szafki. Westchnęła zirytowana i weszła do salonu, w którym Ezreal właśnie zajmował się, jakimś artefaktem.
- Ez możesz mi pomóc?
-...
-Ezreal !
-...- po dalszym braku odpowiedzi postanowiła oderwać jego uwagę od tego głupiego starocia
- idziemy dzisiaj do mnie na obiad
-...
-mam chorobę weneryczną
-...
-jestem w ciąży
-...
- popsułam twoją rękawicę
- co zrobiłaś?! - chłopak na te słowa zerwał się z kanapy i do niej podbiegł. Patrząc ostro z góry
-Gówno zrobiłam! Cały czas debilu leżała obok ciebie na kanapie! Czy ty możesz się ogarnąć ! Ja tu jestem i wymagam zainteresowania! - rozzłoszczona skrzyżowała ręce na piersi i patrzyła na niego karcącym wzrokiem
- Zainteresowania?... - pochylił się do ucha swojej dziewczyny, pociągającym niskim głosem szepcząc to słowo. Jego prawa ręka w tym czasie leniwie głaskała jej pośladek, gdy druga była już pod materiałem białej koszulki
-Spadaj - odetchnęła go
- No ale co?
- Nie nic! Idę do domu - powiedziała z fochem w głosie wychodząc z mieszkania.
- Trzeba było urodzić się gejem - powiedział do siebie wracając do poprzedniej czynności
Krew spłynęła bo jego białej koszuli, plamiąc jednocześcnie krawat i marynarkę. Upadł bezwładnie na ziemię.
-Kata idiotko! - krzyknął Talon widząc jak jego przyjaciółka podchodzi do tego człowieka
-Co?
-Co on ci zrobił - wyjęczał, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że znowu im się dostanie za zachwianie spokoju w Piltover
-Nic mi nie zrobił, ale jest gnojem - wzruszyła ramionami
-Skąd wiesz?
-Wygląda - skinęła głową na leżące pod nią ciało
-Matko dziewczyno ogarnij swoją rządzę mordu
-Nie
-Bo?
-Mam okres. Muszę się wyżyć, także zabiję jeszcze dwie osoby i będzie okej.
-Nie możesz sobie w okres usiąść spokojnie i wpierdalać lodów czekoladowych, jak każda dziewczyna!? - na prawdę się ze złościł, co jak co, ale godzinę siedzieć u Caitlyn w biurze i słuchać jej wywodu, że nie mają prawa zabijać ludzi w jej mieście i mają iść gdzieś indziej...godzina z życia zabrana
-Nie, nie mogę! Trzeba było mnie nie uczyć być zawodowym zabójcą to bym wpierdalała lody! - zaśmiała się - Albo w sumie? Jak mi kupisz loda to nikogo nie zabiję, jeśli to nie będzie zlecenie ( :3)
-Ehhh dobra chodź - pokręcił głową, złapał ją za rękę i poprowadził do najbliższej lodziarni. Weszli i jak na tę dwójkę przystało obdarowali każdego człowieka w pomieszczeniu zimnym, pustym spojrzeniem. Jak na zawołanie wszyscy się spięli nie wiedząc co robić. Ściany były wyłożone fototapetą, przedstawiała kolorowe bańki mydlane na tle różowego nieba. Podłoga była cała zielona, a stoliki białe. Cały wystrój wyglądał jak raj dla dzieci...albo Garena, ten to dopiero lubił słodycze, o dziwo nie było po nim widać. Dziewczyna usiadła przy stoliku, przyglądając się wnętrzu. Kompletnie tutaj nie pasowała. Mierzyła bezkarnie ludzi, bo przecież pannie Du Couteau nikt uwagi nie zwróci. Po chwili jej przyjaciel wrócił z gigantycznym pucharkiem lodów. Naczynie było z niebieskiego plastiku, w kształcie małego misia. Było tam około piętnastu gałek. Talon wziął chyba wszystkie możliwe smaki. Miętowy, czekoladowy, waniliowy, ciasteczkowy, guma do żucia, truskawka, sorbet cytrynowy, kawowy, reszta się roztopiła zanim dziewczyna zdążyła je określić, więc po godzinie piła właściwie kolorowy zimny koktajl. Siedziała leniwie delektując się każdą łyżeczką, co jakiś czas karmiąc swojego kolegę.
-Możesz się pospieszyć godzinę jesz te lody... - wyjęczał patrząc na nią wzrokiem małego szczeniaczka.
-Trzeba było nie kupować największego zestawu jaki tu mają - odprychnęła, oblizując łyżkę z cytryn
-Jakbym wziął największy to byśmy musieli iść po Lux, Garena i Vi a i tak razem jedlibyśmy to godzinę
-Matko ktoś to w ogóle kupuje?
-Nie wiem ale mam ochotę to kupić
-Ja tego jeść nie będę - oboje się zaśmiali
W tym samym czasie w domu Xina właśnie odbywał się gwałt.
-Zostaw mnie! - krzyknął Garen odpychając od siebie przyjaciela
-Bo co? - spytał drugi dalej przyciskając go do łóżka
-Bo gówno pedale!
-Bo ci się podoba?
-Nie podoba i zejdź do chuja ze mnie !
-Nie
-Zejdź!
-Nie
-Bo naślę na ciebie Katę
-I co jej powiesz? ,,Kata kochanie Xin na mnie usiadł i się podnieciłem, zabij go proszę'' - spojrzał na niego triumfalnym wzrokiem
-Tak dokładnie to jej powiem! Nie podniecasz mnie! - niższy zaczął się wyrywać
-Stoi ci. ( -_- )
-Bo się o niego ocierasz dupą!
-A tobie się to podoba - uśmiechnął się zadziornie, ale zszedł i usiadł obok na łóżku - we własnym łóżku nie mogę sobie moletować kogo chce, no wiesz co? - spytał z udawaną złością
-Ej a tak właściwie to gdzie jest ten mały?
-Aron? Poszedł się przejść a znając widoki naszego pięknego kraju, za wcześnie nie wróci - po tych słowach został pociągnięty do gorącego pocałunku
-Ej ja żartowałem z tym molestowaniem - zaśmiał się a przydługa grzywka opadała na jego czoło
-A ja nie żartuje, doprowadziłeś moje krocze do takiego stanu to się tym zajmij - wyszeptał mu do ucha lekko je przygryzając, spowodował tym samym cichy jęk przyjaciela
-A ty przypadkiem nie masz dziewczyny? Która może cię poćwiartować a co dopiero biednego mnie? - powiedział jednak pozwalając lizać się po szyi. Garen na te słowa odsunął się od niego i teatralnie rozejrzał po pomieszczeniu
-Nie widzę jej tu nigdzie
-Ale ty świnia jesteś
-Nie wiesz że zdrada z inną płcią się nie liczy?
-Ej no nie bądź gnojem
-Ehh ale chociaż loda mi zrób, bo podniecanie ludzi i zostawianie ich w takim stanie powinno być karalne
-Czyli przyznajesz że cię podniecam?
-Nie! Może....Trochę....Tak. - starszy zachichotał wesoło i związał włosy w kitkę. Kiedy były tak mocno pocieniowane nawet ta kitka była przystojna. Nie, nie on w kitce, tylko kitka.
-Zamiast na Jarvana to na ciebie powinniśmy mówić księżniczka
-Ja się nie bawiłem lalkami, w przeciwieństwie do niego - Xin spojrzał na niego z niedowierzaniem - ej no raz się z nim pobawiłem wielkie mi halo - mniejszy przewrócił oczami. Po chwili ręce skośnookiego zaczęły odpinać jego rozporek
-Ej co ty robisz?
-A o co mnie prosiłeś? Zrobię ci dobrze - wzruszył ramionami. Garen usiadł wygodniej i oparł się plecami o łóżko. W końcu doczekał się i jego penis ujrzał światło dzienne. Wyższy pochylił się, seksownie wypinając pośladki i przejechał o nim językiem. Usłyszał całkiem głośny jęk, co tylko go zachęciło do dalszych poczynań. Uniósł wzrok, patrząc koledze w oczy i lekko dmuchnął w sam czubek.
-Zabije cie.... - wysyczał Garen, przez to niesamowicie przyjemne uczucie, rozchodzące się teraz po całym jego ciele. Wyższy tylko cicho się zaśmiał, pod nosem i lizał jego męskość niczym lizaka.
-Ej chłopaki nudzę się idziemy nad wodę? - usłyszeli głos Katariny wchodzącej właśnie do pomieszczenia przez okno, mówiła radosnym ale znudzonym tonem. No mówiła przez chwilę, dokładniej taką chwilę, w której jeszcze nie widziała co robią, bo kiedy to nastąpiło jej oczy przybrały tak szkarłatnej zieleni że aż świeciły. Zacisnęła dłonie na sztyletach patrząc wprost w oczy swojego chłopaka. Na twarzy miała wypisane ,,zabiję cię, długo i boleśnie''
-Ja ci to wytłumaczę - zaczął Xin wycierając swoją ślinę z podbródka, ale kiedy również dostał po oczach tym przenikliwym gniewem emanującym z jej oczu usiadł grzecznie i patrzył na nią z przerażeniem w oczach. Wzięła kilka wdechów i puściła broń. Te idiotyczne zajęcia w tej idiotycznej szkole, z tymi idiotycznymi nauczycielami, zadającymi te idiotyczne zadania na prawdę pomagały. Jej wzrok już nie był tak straszny że zabijał, złożyła ręce na biodrach i spojrzała wyczekująco na Garena
-Przepraszam - powiedział patrząc gdzieś w bok
-Przepraszam? Przepraszam kurwa?! Jesteś jedyną osobą która coś dla mnie znaczy ale chuj z tym, przecież jestem potworem i nie można mnie zranić, najlepiej kurwa dogadzać sobie z kim popadnie przecież mi to nie przeszkadza!
-To nie tak....
-Ojciec miał racje. Uczucia są dla słabych.
-Ale ja cie...
-Nie odzywaj się więcej do mnie! - przerwała mu w połowie słowa i cieszyła się że dzięki Shunpo może stamtąd wyjść, nie marnując czasu na otwieranie okna. Nie wiedziała gdzie ma iść, bo sama być teraz nie chciała, a do Talona przecież nie pójdzie i mu tego nie powie bo z Garena zostanie mokra plama, o ile w ogóle coś zostanie. Cassipeia pewnie powie Talonowi, więc jedynym mądrym rozwiązaniem będzie Lux. Jeśli oczywiście jest w domu i nie zajmuje się Ezrealem. Pobiegła do domu Crowngardów i chyba pierwszy raz w życiu zapukała do tych drzwi. Otworzył jej Ojciec rodzeństwa, jego mina kiedy zobaczył Du Couteau po otwarciu drzwi wyrażała czyste zdziwienie. Ale kiedy zobaczył że nie ma na jej twarzy tego zadziornego uśmieszku zdziwił się jeszcze bardziej. A jak bardzo w szoku musiał być kiedy dostrzegł że jej głowa jest opuszczona, włosy zasłaniają jej całą twarz, dłonie ma ściśnięte w pięści a z oczu na ziemię kapią łzy.
-Co ci się stało? - spytał będąc w szoku
-Jest Lux? - powiedziała jednak swoim normalnym tonem. Bez przesady przecież Du Couteau nie będzie szlochać.
-U siebie
-Sama?
-Tak - powiedział mężczyzna i wpuścił ją do środka. Od razu pobiegła na górę wpadając do pokoju młodszej i bez przywitania rzuciła się na jej łóżko
-A tobie co?
-Twój brat jest chujem
-Mam jednego brata i z tego co wiem to kocha cię tak bardzo że nie dał by ci powodu do takiego stwierdzenia - powiedziała zmieszana Lux. Była też lekko zirytowana bo leżała sobie wygodnie i czytała gejowską porn-książkę której jednym z głównych bohaterów jest jej chłopak, i bezczelnie jej tą czynność przerwano. Czerwono włosa podniosła się i spojrzała na nią rozzłoszczona
-To sobie wyobraź że ja wchodzę do Xina i widzę jak robi Garenowi loda - mina blondynki wyglądała mniej więcej tak (゜◇゜), nie wiedziała co powiedzieć. Była w szoku. Patrzyła na twarz swojej przyjaciółki, która nie wyrażała teraz żadnych emocji, dokładnie jak zawsze, z tą różnicą że z oczu wypływały jej teraz słone łzy.
-Chuj - powiedziała w końcu, przytulając do siebie starszą
-Nawet dwa - normalnie obie wybuchły by śmiechem przez taką wymianę słów, ale teraz żadnej nie było do śmiechu.
-Jak ty to robisz że z Ezem jesteś od trzech lat i nigdy się nie kłócicie
-Kłócimy się, jak każda para, ale nigdy byśmy nie poszli do łóżka z kimś innym - druga odsunęła się od niej i spojrzała na nią znacząco - Oj to z Talonem to był wypadek i ja to zrobiłam z litości a nie własnej woli tak!?
-No właśnie, a on mnie perfidnie zdradził, i jeszcze mam okres i zaraz kogoś zapierdole! - krzyknęła rzucając małym sztyletem w ścianę
-Ej ej ej kochana! Nie niszcz mi pokoju spokojnie! Ja też mam okres i mam na niego lekarstwo, na złamane serce też działa, a ty jak widzę masz combo - zielonooka spojrzała na chytry uśmiech młodszej z zainteresowaniem, a po chwili przed jej oczami ukazał się tekst książki. Zwróciła uwagę na przypadkowy fragment
,, -Ezreal nie płacz
-Wypuść mnie - wyjąkał miedzy szlochami blondyn
-O nie nie nie kochany...jesteś moim kociakiem i będziesz tutaj tak długo jak ja chcę - po tych słowach wsadził mu na siłę swojego penisa w usta, młodszy zaczął się ksztusić ......''
-Co to kurwa jest - spytała zachwycona Katarina
-Jak chcesz to mam tego więcej, nawet paringi z ,, Potęgą Demaci'' ale tego chyba nie chcesz
-Jeśli w którejś dzieje mu się krzywda to chcę - powiedziała z błyskiem w oku
-Poszukaj pod łóżkiem są ich dziesiątki, poznasz po okładce, taka czerwona na środku jest pobity, związany Garen ze spermą praktycznie wszędzie
-Po co ci książka erotyczna o własnym bracie? - spytała Katarina szukając
-Mam dostarczane wszystkie gejowskie książki jakie przyjdą do naszej księgarni a przecież nie wyrzucę, te z Garenem są właściwie nowe, nigdy ich nawet nie otwierałam - wzruszyła ramionami kładąc się na brzuchu, jednocześnie zostawiając miejsce na łóżku swojej koleżance.
Siedziały tak dobrych kilka godzin zajęte lekturami, nawet nie zauważyły kiedy ta świnia wróciła do domu, w sumie kto by się nim teraz przejmował.
Ezreal siedział właśnie i rozmyślał nad swoją dzisiejszą kłótnią z Lux, kiedy powoli do jego pustego blond łba wpływał wniosek że jego ukochana pewnie ma okres dostał SMS'a. Odkąd Fiora wyposażyła ich wszystkich w telefony co chwilę ktoś coś od niego chciał. Zwykle to były pytania typu ,,co tam?'' bo przecież nie widzieli się dłużej niż dwie godziny to trzeba spytać. Pamiętał jak on kupił sobie swój własny telefon, wtedy też tak do wszystkich pisał, ale to co innego bo on był wtedy młodszy. Sięgnął leniwie po komórkę leżącą na stole i spojrzał na wyświetlacz.
Garen: Ej mam problem a ty się znasz na dziewczynach
Ezreal: Coś odkurwił ?
Garen: Kata tak może trochę widziała jak Xin robi mi dobrze
Ezreal: Czemu Xin robił ci dobrze O.o ?!
Garen: Nie interesuj sie!
Ezreal: Jak jeszcze raz któryś z was nazwie mnie pedałem obaj macie w ryj XD
Garen: Kurwo mała! Ja mam problem!
Ezreal: No masz kurwa z głową XD Być z dziewczyną o której marzy się latami i ją zdradzać XD ty to jesteś agent XD
Garen: Przestań wysyłać mi te głupie emoty zamiast kropek i mi pomóż!
Ezreal: Ale jak ja mam ci kochanie pomóc :*
Garen: Nie wiem ty laskom czytasz w myślach!
Ezreal: Matko wy to nic o babach nie wiecie .... potnij się, udawaj załamanego że z tobą nie gada, zamknij się w sobie to jej przejdzie Garen: Kocham cie <3
Ezreal : Jak masz zamiar żyć to nie podrywaj każdego faceta w okolicy XD
Garen: Ty nie jesteś facetem tylko pizdą :****
Już mu nie odpisał tylko poszedł spać. Ciekawe czy ten pomysł zadziała, na każdą dziewczynę by zadziałał ale to jest pani Du Couteau więc nie był pewien. Ciekawe na prawdę bardzo ciekawe... z taką myślą zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz