~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ezreal szedł sobie właśnie jedną z zapełnionych ludźmi, uliczek Piltover. Mijał wielu ludzi, którzy jak zwykle witali się z nim z szerokim uśmiechem. Nie mógł pojąć czemu, skoro nigdy w życiu ich nie widział, taki już chyba los bohatera ligi. Zaczynało się już robić ciemno, więc postanowił skrócić sobie drogę przez mniejsze, ciemniejsze miejsca miasta. Wszedł w jakiś ciemny zaułek, powinien w końcu nauczyć się dróg do swojego domu, ile można się gubić.
-Ej patrzcie jaki słodziak - usłyszał od strony wejścia, drażniący, męski głos i kroki. Na pewno nie należały do tylko jednej osoby. Włożył ręce do kieszeni i odwrócił się na pięcie. Ledwie to zrobił, a został przygwożdżony do ściany. Trzech silnych mężczyzn trzymało go tak, że nie był w stanie się ruszyć.
-Jak któryś mnie tknie, to nie żyjecie, jestem strasznie przewrażliwiony na punkcie dotykających mnie facetów - westchnął wywracając oczami
-To masz problem, twoje ciałko jest zbyt pociągające żebyśmy cię puścili - wyszeptał jeden tuż przy jego ucho, liżąc jednocześnie jego szyję. Nie minęła sekunda a leżał nieprzytomny na drugim końcu zaułka. Oczy blondyna świeciły po wystrzeleniu strugi światła pięknym, żółtym światłem. Pozostała dwójka, widząc to uwolniła jego ręce. Spojrzał na nich znudzony i poprawił gogle na głowie. Zmierzył ich jeszcze i z rękami w kieszeniach wyszedł na większą ulicę cicho pogwizdując. Postanowił że nie wróci jeszcze do domu. Raz na jakiś czas przydała by się jakaś zabawa prawda? Pomyślał kierując się do swojego ulubionego pubu. Był jedną z nie wielu osób której piękna skośnooka dziewczyna nie pytała o dowód przy zakupie alkoholu.
Siedział przy barze leniwie sącząc swojego drinka. Dawno go tu nie było, w tym czasie zdąrzyli zrobić remont. Podłoga była wyłożona dużymi, czarnymi kafelkami w których można się było przejrzeć. Na przeciwko wejścia był bar. Świecił się na turkusowo a za nim widać było przeróżne alkohole. Na ścianach w kolorze baru wisiało kilka plakatów. Ludzi było jak zwykle sporo.
-No proszę a kto tu do nas przyszedł - Ezreal usłyszał miły męski głos, i zobaczył jak jego źródło siada obok niego
-Z tego co wiem, to to miejsce należy do tej pani - skinął głową na barmankę, teraz zajętą wycieraniem szklanek - a nie do ciebie, więc czemu ,,nas'' - nawet na niego nie spojrzał, nie chciał go oglądać. Na razie panuje nad sobą na tyle, żeby nie wpadać w panikę kiedy jest w pobliżu, ale na patrzenie jeszcze nie jest gotowy, przynajmniej wychodzi mu udawanie obojętności
-Oj tam oj tam szczegóły... a co cię tu sprowadza? - powiedział obejmując go ramieniem
-Taric bierz tę łapę bo ...
-Bo co?
-Bo ostatnio Kata i Talon ze mną gadają
-Ale nie ładnie się kolegami zasłaniać - wyszeptał zbiżając swoją twarz do jednego z trójkątów na twarzy blondyna
-Ahri weź go ....- jęknął do lisicy
-Jestem zajęta, jakbyś nie widział jestem w pracy - wywróciła oczami i kontunuowała nalewanie whisky do szklanki z lodem
-Ale on się do mnie dobiera! Znowu! - zawył. Teraz dziewczyna odwróciła się w ich stronę i spojrzała na tę sytuację
-Tariś albo przestaniesz, albo wsadzę ci twarz w moje cycki- powiedziała znudzonym tonem, marszcząc brwi. Mężczyzna od razu się wyprostował
-Fuj! - skrzyżował ręce na piersi i poprosił o colę.
-Nie wiesz co dobre - zaśmiał się mniejszy, kręcąc głową. Reszta wieczoru minęła całkiem sympatycznie. Porozmawiał sobie z koleżanką, a nawet Taric był całkiem znośny. Około drugiej w nocy wrócił z zawartością czterech drinków we krwi do domu. Nie mógł uwierzyć że siedział tam cztery godziny. Zmęczony wziął prysznic i poszedł spać.
W tym czasie cała Demacia pogrążona była we śnie. No może oprócz dwóch pewnych nastolatków. Xin i Garen postanowili sobie nocą posiedzieć u Crownagrów w ogrodzie. Kochali raz na jakiś czas tak szczerze ze sobą porozmawiać. Wyższy pół leżał na jednym z pagórków, w centrum których znajdowało się oczko wodne. Garen leżał natomiast z głową na jego umięśnionym brzuchu.
-Rozluźnij mięśnie bo mi twardo - zaśmiał się
-Gdzie ci twardo? - zapytał poruszając brwiami, mimo że mniejszy nie mógł tego zobaczyć
-Ty zboczony pedale! W głowę mi twardo! - sturlał się z niego i wybuchł śmiechem
-Ja zboczony?! Mi chodziło czy na moim brzuchu czy na ziemi! - śmiali się przez dobrą minutę. Kiedy przez przypadek rozpięta bluza potęgi demaci zsunęła się lekko z niego, długowłosy zobaczył na jego szyi wyraźną malinkę. Na ten widok od razu posmutniał, a jego oczy się zeszkliły
-Ej co się stało - spytał zmartwiony przyjaciel
-Nie nic - uśmiechnął się mimo łez zebranych już w kącikach oczu
-No powiedz - spojrzał na niego smuto
-No bo ... jak patrzę na zakochanych ludzi to mi się smutno robi - powiedział spuszczając wzrok. Niższy instynktownie przytulił go do siebie
- Też sobie kogoś znajdziesz - wyszeptał przeczesując jego gęste włosy palcami
-Ale ja nie chce kogoś. Ja chcę Eza - mówił pustym głosem
-Może jak znajdziesz kogoś innego to o nim zapomnisz co?
-Może znajdź sobie kogoś innego to ci się Kata znudzi co? - powiedział z irytacją w głosie
-Ale ja nie muszę. A ty powinieneś. Ty myślisz że tego nie widać? Jak się na niego gapisz z bólem wymalowanym na tej pięknej twarzy?
-Pięknej (-_-) ?
-Stary ja mam dziewczynę a twierdzę że jesteś piękny, każdy ci powie że jesteś. Odkąd sciąłeś włosy wyglądasz niczym młody bóg
-Ja mogę być co najwyżej przystojny - powiedział odklejając swoje ciało od drugiego
-Nie. Przystojny to jestem ja. Ty jesteś piękny
-Dobra niech ci będzie - wywrócił oczami - ale to nie zmienia faktu że nie mogę być z kimś kogo kocham
-Ale potrzeby masz tak? A jedna z nich to seks. Ja już go z tobą uprawiać niestety nie mogę, więc musisz sobie kogoś znaleźć
- Ale ja nie chce nikogo innego, nie mógłbym, i tak cały czas bym myślał o tej małej pchle
-A ja ci mówię że chcesz. Jak sobie kogoś znajdziesz to może przestaniesz być taki przybity
-A ja ci mówię że idę pogadać o tym z kimś innym bo ty tępy jesteś
-Wcale nie jestem ! - krzyknał wstając na równe nogi
-Pokaż mi jedną osobę która nie twierdzi że jesteś - wstał krzyżując ręce
-No dobra jestem... Ale na tym polega mój urok - wyszczeżył się do niego. Wyższy tylko prychnął i objął przyjaciela ramieniem.
-Dobra ja lecę - powiedział wyższy, poprawiając ubrania. Szare rurki ledwo mieściły jego mięśnie, wyglądał jak czysty seks, a cały efekt wykańczał czarny podkoszulek okryty białą bluzą z kapturem
-Jest noc gdzie ty niby pójdziesz?
-Do Piltover - wzruszył ramionami - mam ochotę się pobawić, i może cię posłucham, i faktycznie spróbuję się odkochać - cmoknął przyjaciela w policzek i ruszył w stronę wyjścia. Garen stał tam jeszcze chwilę zastanawiając ile czasu będzie mógł siedzieć w jakimś klubie, przecież zanim tam dojdzie miną wieki.
Wszedł to tego samego pubu co dzisiaj też obiekt jego westchnień. Usiadł również na tym samym stołku i zamówił tego samego drinka, siadając w takiej samej pozycji. Ahri zobaczywszy to prychnęła śmiechem
-A ciebie co tak niby bawi - zmarszczył brwi nie wiedząc o co jej może chodzić
-O nic po prostu był tu nasz mały odkrywca, wyszedł jakieś pół godziny temu i zrobił dokładnie TO samo, dokładnie TAK samo jak ty przed chwilą, jeszcze brakuje żeby przysrał się zaraz do ciebie nasz ligowy lubowdup i będzie pięknie - nie mogła przestać się śmiać. Patrzył na nią i nie wiedział co ma o tym myśleć. Czy on wszędzie musi napotykać coś związanego z tym małym blondynem?! Nawet nie zauważył jak przysiadła się do niego jakaś dziewczyna. O ile można to było nazwać dziewczyną. Długie tlenione blond włosy, brzydkie niebieskie oczy otoczone masą, na prawdę masą tapety. Ubrana była w czerowony top, zakrywający tylko jej piersi. No prawie zasłaniający, tego wielkiego czegoś worek by nie zakrył. Długie nogi okryte były tylko białą, krótką spódniczką, a nie przepraszam ona zakrywała tylko jej tyłek.
-Hej słuchaj tak siedzę sobie o tam z koleżankami - wskazała na grupę podobnie ubranych dziewczyn swoim okropnie długim tipsem - i tak na ciebie patrzę i strasznie mi się spodobałeś
-Słuchaj nie chcę być nie miły ale....- obrócił się w jej stronę, perfidnie ją mierząc, i zaczął wymieniać - masz strasznie brzydkie tipsy... okropne włosy... brzydkie oczy...ogólnie powiedział bym że masz brzydką twarz ale jej nie widzę przez ten kilogram tynku... jesteś ubrana jak tania szmata, bo niektóre szmaty przynajmniej potrafią dobrać ubrania, sory czerwony top do różowych butów, które same w sobie są ochydne? Ty tu przyszłaś klientów odstraszać?... i zanim ci powiem ,,idź sobie bo jestem gejem'' to powiem schowaj te cycki bo uciekną - powiedział na jednym tchu i nie czekając na jej reakcję odwrócił się z powrotem w kierunku baru. Obok siebie usłyszał śliczny śmiech chłopaka, wyglądał na odrobinę młodszego
-Co? - spojrzał na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Był on zdecydowanie w jego typie. Włosy długości mniej więcej Ezreala, tylko że były wręcz kruczo czarne, i inaczej ułożone. Grzywka opadała lekko na jego delikatnie pomalowane skośne oczy. Żółte rurki i czarna bluzka idealnie do siebie pasowały, miał taki śliczny uśmiech, i uroczy głos, chyba plan Garena się uda
-Nigdy nie widziałem żeby ktoś potraktował szmatę jak szmatę - dalej się śmiał
-To znaczy? - oparł głowę o dłoń, żeby lepiej mu się przyjrzeć
-Zwykle ludzie wymyślają jakieś wytłumaczenie typu ,, przepraszam mam dziewczynę'' albo ,, zaraz muszę iść, więc może kiedy indziej?'' hahah jesteś zajebisty
-Dzięki, ale ja ją tylko potraktowałem tak ja myślałem że chce być traktowana. No chyba widzi się w lustrze nie? Powinna z ciebie brać przykład wyglądasz świetnie - uśmiechnął się promieniście, na co chłopak odpowiedział tym samym
-To ty jej tak serio z tym że jesteś gejem?
-A masz z tym jakiś problem?
-No co ty ja też jestem! Jak mi kupisz alko to pogadamy - puścił mu oczko
-Czemu sobie nie kupisz?
-Bo mam 15 lat a Ahri sprzedaje nieletnim tylko jeśli ich zna i lubi - spojrzał na niego jak na idiotę
-No dobra kupię ci coś, a mama wie że nie ma cię w domu o gtej godzinie? - postanowił trochę się ponabijać z młodszego, dla polepszenia kontaktów, natomiast jego towarzysz od razu spochmurniał
-Nie, nie wie. I niech tak zostanie. - powiedział poważnie, co zaniepokoiło Xina. No ale przecież nie zna tego chłopaka, więc nie będzie się mieszać. Siedzieli tam i rozmawiali do czasu aż Lisica zamykała lokal.
Aron, bo tak miał na imię nowy kolega naszego gejątka, szedł właśnie spity w cztery dupy obok starszego, trzymając się kurczowo jego ręki, żeby nie upaść. Weszli do mieszkania Xina, dzięki bogu w Piltover taksówki jeździły do Demaci. Mniejszy od razu wytrzeźwiał i stanął prosto na nogach. Widząc to wyższy nie ukrywał swojego zdziwienia.
-To tobie nic nie jest? - spytał podejżliwie
-Nie... ja tylko nie chciałem dzisiaj wracać do domu...przepraszam...jak jesteś zły to pójdę - powiedział mniejszy smutnym głosem. Ledwo powstrzymując płacz
-Nie, zostań. Chodź - powiedział zapraszając go gestem dłoni wgłąb mieszkania. Jego rodzice wyjechali gdzieś na tydzień więc byli sami. Usiedli na czarnej kanapie znajdującej się na środku dużego pokoju. Było tutaj bardzo przytulnie. Biała dość wysoka i miękka wykładzina zajmowała całą podłogę. Między dużymi oknami z widokiem na całe miasto stały jasno-brązowe meble.
-Jesteś może głodny?
-N n nie dziękuję - wyjąkał chłopak patrząc na podłogę. Xin nie mógł zrozumieć co się z nim stało. Jeszcze godzinę temu był uśmiechnięty, wesoły, pogodny i inne synonimy.
-Hej. Stało się coś? - spytał zmartwiony o chłopaka. Na prawdę mu się spodobał, przynajmniej fizycznie, pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie zastanawiał się czy Ezreal jest bezpieczny i szczęśliwy. Teraz miał w głowie tego przygnębionego chłopca.
-Nie nic. Dzięki że mogę się kimnąć. Nie chce robić kłopotu, rano mnie nie będzie - powiedział już weselszym tonem, jednak cały czas przeplatanym goryczą smutku. Długowłosy czytał trochę książek więc znał tego typu zachowanie, ale wolał nie wyciągać pochopnych wniosków. Przysunął się bliżej niego, kładąc rękę na jego udzie. Spojrzał mu głęboko w oczy, kiedy palcami delikatnie podniósł mu podbródek, aby on też na niego patrzył.
-Czemu przedtem byłeś taki wesoły - wyszeptał delikatnie
-Bo ... bo byś mnie nie zabrał jakbym nie był....
-Często to robisz? - spytał przekrzywiając głowę
-Co? - mały zdawał się nie wiedzieć o co mu chodzi więc zmarszyczył brwi
-Sypiasz u obcych ludzi. Wiesz że to niebezpieczne?
-W sumie...to pierwszy raz coś takiego zrobiłem...jakoś tak wydawało mi się że mogę ci zaufać - znowu opuścił głowę. Straszy nie zadawał więcej pytań tylko wstał, przyniósł mu jakieś swoje ubrania i zaprowadził do łazienki. Siedział zastanawiając się nad tą sytuacją i nie wiedział co myśleć. Nawet nie zauważył jak jego gość wrócił, w swoich rurkach.
-Chyba dałem ci szorty. Nie możesz spać w tych spodniach to niezdrowe.
-Dam radę, nie lubię pokazywać mojego ciała - cały czas mówił ze spuszczoną głową. Czy to na pewno był ten sam chłopach? Skoro on nie chciał robić kłopotu to demacianin znalazł na niego sposób
-Ta kanapa strasznie chłonie kolory, nie chcę mieć na niej żółtych plam - powiedział, nie zważając na to że to co przed chwilą powiedział obok sensu nawet nie stało, ale o dziwo Aron w to uwierzył
-A mogę dłuższe spodnie? - spytał tak cicho że ledwo było go słyszeć
-Nie mam nic, śpij w tych krótkich - wyjęczał, nie mógł zrozumieć o co mu chodziło. Ale kiedy chłopak wrócił, już przebrany, zrozumiał. Jego skośne oczy prawie wyskoczyły z orbit. I nie było to spowodowane tym słodkim, chudziutkim ciałem, ani tym jak uroczo wyglądał w za dużych ubraniach. Szok na twarzy seneszala spowodował stan tego ciała. Bez tych ubrań wyglądał jak kościotrup, z małym ale znaczącym wyjątkiem. Kościotrupy nie mogą być całe poobijane! Praktycznie każdy fragment ciała Arona pokrywały żółto-fioletowe siniaki.
-Co ci się stało?!
-N n nic... pobiłem się z kolegą - z nerwów mniejszy zaczął kręcić w palcach kawałek niebieskiego t-shirtu, sięgającego mu do połowy uda.
-Pobiłeś SIĘ czy pobili ciebie? - spytał krzyżując ręce na klatce piersiowej
-Nic mi nie będzie - wyszeptał cicho
-Siadaj i się nie ruszaj. Trzeba to opatrzeć. - powiedział Xin wstając z kanapy i idąc w stronę łazienki. Po chwili wrócił z miksturą leczącą.
-Na prawdę nic mi nie jest
-Ściągaj koszulkę - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu
-Nie...- teraz to był szept szeptu. Właściwie nie dało się usłyszeć tego słowa.
-Bo?
-Bo nie...nie chcę - teraz już Xin nie wytrzymał. Zbliżył się i jedną ręką rozdarł materiał. To co zobaczył wstrząsnęło nim jeszcze bardziej. Cała jego klatka piersiowa i ramiona były jeszcze bardziej posiniaczone niż nogi. Dodatkowo tam były ślady po...chyba paskach, albo kablach.
-Kto ci to zrobił? - spytał z przerażeniem w oczach
-Nikt....- odwrócił głowę w bok
-Gadaj! - teraz nieco przesadził, bo Aron aż zadrżał na ten głos. Szybko poprawił swój błąd i momentalnie przytulił mniejszego do siebie.
-Przepraszam, nie powinienem był krzyczeć - uspokajająco gładził go po głowie swoją dużą dłonią - odwróć się - wyszeptał, a spokojny już chłopach zrobił to bez narzekania. Długie włosy wpadały mu w twarz kiedy próbował się zająć jego ranami, więc związał je w wysoką kitkę. Delikatnie zaczął opatrywać jego ciało, starając się zadać mu tym samym jak najmniej bólu. Kiedy już skończył, chłopak spojrzał na niego smutnymi oczami
-To powiesz mi kto ci to zrobił? - powiedział lekko się uśmiechając
-Koledzy mnie pobili - speszony spojrzał gdzieś w bok
-Wiesz że to widać? - na pytający wzrok młodszego dokończył - widzę że ktoś cie REGULARNIE bije. To dlatego nie chcesz wracać do domu? - było mu tak strasznie szkoda tego dzieciaka, był tak uroczo niewinny i delikatny.
-N n nie, ja się już przyzwyczaiłem....tylko skończyłem 15 lat i...i...i oni chcą mnie sprzedawać, żeby mieć na alkohol - teraz nie wytrzymał i wybuchł dzikim płaczem, zarzucając się Xinowi na szyję. Siedzieli tak przyklejeni do siebie przez dobre dziesięć minut, do czasu aż Aron nie uspokoił. Odsunęli się od siebie, a starszy przyniósł koc i poduszkę. Już miał zamiar odchodzić, ale pewna drobna ręka, całkiem mocno przytrzymała jego nadgarstek
-Xin... mogę spać z tobą? - spytał patrząc na swoje stopy. Straszy bez żadnej odpowiedzi wziął go na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył delikatnie na łózku i usiadł obok niego.
-A czemu chcesz ze mną spać? - zapytał głaszcząc go po głowie
-Miewam czasami koszmary, a jak przytulał mnie przyjaciel jakoś spałem spokojnie, a ja nie chcę cię obudzić - Xin uśmiechnął się ciepło do niego i pocałował w czubek głowy, po czym poczochrał jego czarne włosy.
-Dobranoc - powiedział kładąc się obok młodszego
-Xin?
-Hmm?
-O której jutro wychodzisz?
-A czemu?
-Chcę wiedzieć o której muszę wyjść żeby zdążyć na najbliższy transport to Piltover - dłogowłosy zaśmiał się i przyciągnął to kruche ciałko do siebie
-Jesteśmy w Demaci. Tutaj nie ma pojazdów, poza tym nie wracasz do Piltover
-A ale jak to?! - zapytał patrząc teraz prosto w oczy obejmującego go chłopaka
-Normalnie. Nie wypuszczę cię, nie możesz być tak traktowany - powiedział gładząc go kciukiem po policzku, ten dzieciak był śliczny, mógłby nic nie robić tylko się na niego patrzeć. Z takimi myślami w końcu czy mu się zamknęły i zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz