czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 8 Znam twoje imię, zrób ze mną co chcesz

Czemu nie komentujecie?!



Wreszcie się obudziła. Było jej strasznie zimno, a całe ciało bolało. Znajdowała się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nie było okien, więc nie miała jak się wydostać. Siedziała na bardzo niewygodnym łóżku, nadgarstki miała przypięte jakimś łańcuchem do rury. W powietrzu unosił się zapach bardzo tanich, damskich perfum. Rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na siebie, na tyle na ile mogła, aby stwierdzić czy nic jej nie jest. Oprócz silnych zawrotów głowy, które ustawały wszystko wydawało się być w porządku. No może oprócz jednego, dość znaczącego faktu. Nie miała przy sobie absolutnie żadnej broni. Nawet najmniejszego nożyka. Szarpnęła za łańcuch który lekko odchylił rurę, do której był przytwierdzony. Nagle drzwi otworzyły się a do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna. Całkiem przystojny, czarne włosy ułożone dokładnie jak Garena i brązowe oczy. Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się ciepło
- Wiedzę że się obudziliśmy. Katarina zaskakujesz mnie, jak mogłaś tak łatwo dać się podejść.
- Czy wszyscy ludzie mnie znają. Kim ty do cholery jesteś - Powiedziała siadając wygodniej
- Ja jestem twoją nadzieją na wydostanie się z tego gówna, w którym się znalazłaś. A sądząc po twoim ostatnim zachowaniu nie będziesz miała problemu z moją propozycją. Powiedz mi słonko ilu ludzi zabiłaś?- miał miły dla ucha sympatyczny ton głosu
- Nie umiem do tylu liczyć - Spojrzała na niego z wrednym uśmieszkiem na ustach
- A no właśnie, a bardzo duża część tych ludzi do członkowie mafii prawda? Tak się składa że mnie twoja działalność przeszkadza najbardziej. Nie pytaj czemu bo ci nie powiem. Chodzi mi o to żebyś przestała zabijać ludzi.
- Pff a czemu niby miałabym się zgodzić- prychnęła, patrząc na niego jak na idiotę
- Ponieważ jesteś u mnie, bezbronna, a masa ludzi zapłaci całkiem niezłą sumkę za ciebie kochana - teraz dotarło do niej w jakiej beznadziejnej sytuacji się znalazła. Zawsze mogła skłamać, wrócić tutaj i wyrżnąć wszystkich, ale skoro udało im się ją złapać w Demaci, to chyba nie będą z tym mieli problemu u siebie.
- Dobra, chyba mogę się zgodzić, w sumie i tak to już robiło się nudne.
- Cz czekaj serio?! - Mężczyzna był w szoku, myślał że nawet nie będzie chciała dyskutować, a tym czasem ona zgadza się tak po prostu?!
- Ta... mam lepsze rzeczy do roboty, poza tym nie lubię robić rzeczy w których nie jestem najlepsza, a skoro twoi ludzie mnie złapali to chyba już nie jestem- wzruszyła ramionami.
-Wiesz co? Chyba jednak ci nie ufam. - ciepło się uśmiechnął, podszedł do łóżka i usiadł obok niej, delikatnie gładząc kciukiem bliznę na jej policzku. Nawet się nie odsunęła, bo po co?  - teraz nie dziwię się że wszyscy tak bardzo chcieli by cię żywą. Jesteś na prawdę śliczna. I ładnie pachniesz- powiedział przysuwając nos do jej szyi, zaciągając się niesamowitym zapachem kwitnącego bzu.
- Nie podoba mi się to. Miałem zamiar cię sprzedać, ale chyba zostaniesz tutaj na dłużej- dodał z błyskiem w oku, i wyszedł całując ją czule w czoło. Garen siedział na łóżku, w swoim pokoju, skulony jak małe dziecko. Trzymał się kurczowo za nogi a brodę przyciskał do kolan, i kiwał się na pośladkach w przód, i w tył.
- Nie przesadzasz trochę?- spytał Xin stojący w progu pomieszczenia.
- A co jak ktoś ją porwał?! Albo zjadły ją dzikie zwierzęta?! Albo wpadła do innego wymiaru?! A a al albo?!
- Przestań do cholery- przerwał mu przyjaciel uderzając go płaską dłonią w głowę.
- Ale mogło tak być!
- Nie mogło! Człowieku uspokój się nie ma jej dopiero jeden dzień! To nie jest obojętnie jaka laska, to jest najniebezpieczniejsza osoba na świecie.
- No ale nie ma jej od wczoraj, ja chcę moją Kaaacie!!!- teraz generał zaczął bić łóżko, jego przyjaciel przewrócił oczami i usiadł mu na tyłku, przytrzymując jego ręce
- Uspokój się, nic jej nie jest!


A tymczasem czerwonowłosa siedziała, cały czas przypięta do tego cholernego łóżka. Nigdy nie uczyli jej jak się takie problemy rozwiązuje, gdyż nikt nie przewidywał że w podobnych się kiedykolwiek znajdzie.
- I jak się spało - Ten facet zaczynał ją irytować, i to poważnie
- Siku mi się chce - Odpowiedziała patrząc ze złością w jego oczy. Poszedł i uwolnił jej obolałe nadgarstki. Od razu splatając ich dłonie razem
- Co ty robisz - Spytała patrząc na swoją rękę
- Nie chcemy przecież żebyś się zgubiła prawda? - I przesłał jej śliczny uśmiech, no dla każdej kobiety byłby śliczny, ale Katarina i tak za jedyny ładny uśmiech uważała uśmiech swojego chłopaka. Szli korytarzem, szare ściany, białe lampy co jakieś 2 metry na suficie. Ku zdziwieniu dziewczyny nikogo oprócz nich tam nie było, myślała że cały budynek, a przynajmniej piętro jest obstawione ludźmi z karabinami.
- Czemu nikogo tu nie ma? - Spytała rozglądając się na boki, nie próbując nawet wyrwać swojej dłoni
- Bo sam sobie doskonale radzę - Uśmiechnął się, a kiedy zobaczył błysk w zielonych oczach dokończył- dla pozorów, cała reszta pięter i dach jest już zabezpieczona - Czemu ten koleś cały czas był taki słodziutki?! Weszli to łazienki. Wyglądała jak w szkole. Białe kafelki, trzy zlewy, różnica była taka że znajdował się tam tylko jeden sedes. I to bez kabiny. Lukas zakluczył drzwi i oparł się o nie. Krwistowłosa spojrzała na niego wyczekująco.
- No co?
- Jak to co? Wyjdź
- A widzisz słonko co to jest? - Wskazał na całkiem duże okno, wychodzące na dach mniejszej części budynku, to chyba na prawdę była szkoła.
- No przecież nie mam broni, i tak bez niej nie wyjdę - Zaczynała się niecierpliwić, oprócz tego teraz na prawdę jej pęcherz o sobie przypominał
- Znam cię. Całkiem dobrze. Nawet bardzo. Wiem że masz tych gówienek cały pokój w domu. Mogę się odwrócić najwyżej- zaśmiał się i niemal piruetem odwrócił twarzą do ściany
- Nie ma mowy że się załatwię, kiedy będziesz tutaj stał
- Dobra - Westchnął i przywiązał jej nadgarstek lewej ręki do rury, po czym wyszedł. Dziewczyna po załatwieniu potrzeby siedziała jeszcze chwilę myśląc jak się z tego wyplątać. Nagle koło okna przemknął granatowy ptak. A przecież jest tylko jeden taki orzeł ''VALOR!'' pomyślała. Na szczęście pomieszczenie było tak zbudowane, że bez przeszkód mogła zapukać w szybę. Całe szczęście że znała rytm jakim Quinn zawsze woła swojego brata. Po minucie orzeł znalazł się przy oknie, dziewczyna otworzyła je i szeptem powiedziała
- Nigdy bym się nie spodziewała że będę gadać do ptaka. Słuchaj mały, powiedz komukolwiek gdzie jestem- spojrzał na nią z fochem - Nie nie mam żadnych krakersów, jak mnie uwolnią to ci kupię całą paczę- wysyczała ''co za bezczelny drób'' pomyślała kiedy już odleciał. Zamknęła okno i udała że nic się nie stało
- Lukas! - Drzwi otworzyły się a do środka wszedł jak zawsze rozpromieniony mężczyzna
- Słucham?
- Nie denerewuj mnie - Znowu zaczęła się wypowiadać ze ściśniętą szczęką. Facet tylko się zaśmiał i uwolnił jej rękę. Podeszła do umywalki i chciała umyć ręce.
- Czemu nie ma mydła?
- Jesteśmy w szkole przecież!  - Zaśmiał się łapiąc ją za jedną z mokrych rąk . Wracali do jej celi. Całkiem nieźle to przemyślał, cela z sali lekcyjnej, piękna metafora... Jako że był miłym porywaczem postanowił z nią posiedzieć. Cały dzień w sama, nie aż na takie tortury nie zasłużyła. Zamknął drzwi na klucz siadając obok niej na łóżku, chciało by się powiedzieć że znowu się uśmiechnął, ale on się uśmiechał cały czas.
Siedzieli więc sobie i gadali
- No więc? Co u ciebie?- Zapytał kładąc jej rękę na kolanie
- Zabieraj tę łapę - Powiedziała ze zirytowaną miną
- Pamiętaj że teraz należysz do mnie, więc współpracuj , bo sprzedam cię jakiejś złej osobie której zabiłaś kogoś bliskiego, a podejrzewam że wtedy nie będzie tak miło - Nagle zupełnie jak inny człowiek przemówił nadzwyczaj poważnym tonem - Więc bądź grzeczna i daj mi się dotykać - Znów zachichotał.
- Tak właściwie to czemu tu jestem - Przewróciła oczami
- JEEJ historyjka!!! - Klasnął w dłonie
- Ile ty masz lat człowieku
- Dwadzieścia cztery, tak wiem wyglądam młodziej - poprawił teratralnie skórzaną kurtkę
- Doooobra opowiadaj tę historyjkę! - ostatnie słowo powiedziała naśladując jego piśnięcie
- Uwaga...A więc - Chciało jej się powiedzieć  ''nie zaczynaj zdania od a więc'' jak dziecku ale ugryzła się w język żeby nie przerywać - Tak się składa że zabiłaś mi tatusia, a jako że jestem człowiekiem inteligentnym, myślę ekonomicznie. Idąc dalej tropem mojej wypowiedzi, chcę zarobić, a na niczyjej głowie nie zarobię tyle co na twojej. Ogólnie chciałem pomścić ojca, ale jak się za coś zabieram to porządnie, więc przejąłem jego interesy i ludzi, śledziłem twoją działalność, życie prywatne, i skoro jesteś teraz osłabiona przez pewnego demacianina postanowiłem to wykorzystać. Byłaś rozkojarzona, więc było łatwiej. Oczywiście poszło trudniej niż myślałem ale w końcu nawet ty nie jesteś odporna na magię jaką jest nauka. Usypiające strzałki są nad wyraz skuteczne wiesz? Chciałem oddać cię komuś kto ukarze cię bardziej, ale mi cię szkoda. Wiesz wszystkie dziewczynki bawiły się lalkami, a ciebie ojciec uczył celować w najczulsze punkty ciała człowieka, wszystkie dzieci bawiły się na podwórku kiedy ty zabijałaś ludzi. Poza tym jesteś taka śliczna i na swój sposób urocza że teraz to nie wiem co z tobą zrobię - Na wspomnienia o dzieciństwie pewnie jej oczy by się zeszkliły, ale to przecież panna Du Couteau i nawet nie zrobiło jej się przykro. Patrzyła tylko na niego z nadzieją że już zawsze będzie mówił do niej takim tonem co teraz, kiedy nie robił z siebie dużego dziecka był całkiem pociągający.

Cała reszta siedziała i słuchała jak Ryze opowiada o wielkich magach, którzy przez niesprawiedliwość trafili do więzienia. Nikt go nie słuchał. Xin patrzył się maślanymi oczami na siedzącego obok blondyna, Lux i Cassio obgadywały swoich generałów, Garen nie przyszedł, powiedział jasno że nie będzie się niczym zajmować póki Kata nie wróci, Talon powoli też zaczynał się martwić, więc poszedł jej szukać. Policjantki miały jakąś akcję więc też były nieobecne.  Quinn Czekała na swojego braciszka, patrząc w okno. Przyleciał, podeszła otworzyła okno i w jej oczach pojawił się szok i niedowierzanie.
- Co znowu?- Spytał niebieski
- O o o on wie gdzie jest ruda
- No mówiłam że nic jej nie jest - Powiedziała czerodziejka światła, przewracając oczami.
- Tylko jest taka sprawa, że jej coś jest - Teraz wszystkie pary oczu skierowane zostały na nią
- Leć po Talona, ja będę u Garena - Powiedziała do ptaka, który odleciał. Skierowała się do drzwi
- A ty gdzie?- Nauczyciel miał już dość tego że nikt go nie słucha, dziewczyna nawet się nie obróciła w jego stronę

Spotkali się pod drzwiami Crowngardów.
- Co się dzieje, ja nie ogarniam co on gada- powiedział chłopak. Quinn nie odpowiedziała mu tylko zapukała do drzwi. Otworzył jej ojciec rodzeństwa. Spojrzał na Talona podejrzliwie, ale Fiora powiedziała że mają być mili dla wszystkich Noxian więc nic nie powiedział, tylko wpuścił ich do środka. Weszli do pokoju potęgi i zastali go leżącego twarzą w poduszce. Tak po prostu nic nie robił tylko leżał.
- Wstawaj wiem gdzie jest ruda! - Krzyknęła dziewczyna. Generał od razu się zerwał do pionu
- Gdzie jest? Ale jest cała tak? - Zaczął nią potrząsać
- Przestań ją szarpać, to może nam powie - na słowa Talona Crowngard odsunął się od dziewczyny
- Więc wiecie gdzie jest stara szkoła w Demaci? - Garen spojrzał na nią jak na kosmitkę. Drugi przewrócił oczami
- Ja wiem, no i co? - Powiedział krzyżując ręce ze zniecerpliwienia. Martwił się chyba nawet bardziej niż jej chłopak, tylko tego nie pokazywał, z resztą Garen go nadrabiał.
- No i to, że ona jest zamknięta od dawna, ale nikt z nią nic nie robi, i Valor mówi że Kata w niej jest. Chyba ją tam jakaś mafia trzyma czy coś - wyjaśniła
- Ok, ilu ich tam jest, jakie mają uzbrojenie, i plan budynku - wymieniał Talon
- jeden sporo, dwa zwykłe pif-pafy trzy SKĄD JA CI WEZMĘ PLAN TEGO BUDYNKU?! - chłopak spojrzał na nią i przez chwilę się zamyślił, po chwili powiedział
-  Dobra, jeśli ja odwrócę uwagę to duży da radę ją wyciągnąć? - Skinął głową na kolegę
- Powinien przynajmniej, ale wiesz to Garen ja bym nie była taka pewna
- Hej Garen tu stoi i jest twoim generałem ! - Krzyknął Crownagard, burząc się na ciągłe upokarzanie go
- Skup się na chwilę - Jęknął Talon - Dobra robimy tak: Jak odwracam ich uwagę a ty w tym czasie, drugim wejściem wchodzisz i dajesz jej broń
- Po co?
- Bo skoro udało im się złapać Katę to mam takie przeczucia że się zorientują po jakiejś chwili, że tylko odwracam ich uwagę i po was pójdą
- No to ogarniam ale po co jej broń? Przecież ja z nią będę
- I właśnie po to jest jej broń. To nie jest jakaś wielka bitwa, tu się nie czeka aż przeciwnik wstanie żeby było honorowo. Tutaj walisz na oślep byle zabić i przeżyć, wątpię żebyś tak umiał. Poza tym z twoją inteligencją przewiduję że coś nie wypali
- Dobra, wy sobie ustalajcie ....- powiedziała Quinn i wyszła



Katarina siedziała teraz nie związana na łóżku, z tym właściwie obcym facetem. Rozmawiali dobre 5 godzin. W międzyczasie on poszedł po jedzenie, picie, jakieś gry planszowe. Nie licząc tego że wnętrze jest takie ponure, Du Couteau właściwie nie zauważała że jest tu wbrew swojej woli. Nagle jakiś mężczyzna wparował do środka niczym armata.
- Szefie! Mamy kłopot! Jakiś dzieciak mówi że masz coś jego i najpierw wybije nas wszystkich a potem po to pójdzie! - Krzyknął zdyszany '' ja mu dam COŚ'' pomyślała zielonooka.
- Dobra daj mi broń i strzelajcie bez ostrzeżenia - powiedział, znowu poważnym tonem wychodząc z pomieszczenia.


W tym samym czasie cała reszta siedziała w sali z przerażeniem w oczach.
- Gdzie ona znowu jest?! - Krzyknęła Fiora uderzając linijką o ławkę Talona
- A skąd ja mam wiedzieć... - Chłopak skrzyżował ramiona, i zrobił minę zbitego psiaka
- Bo jesteś ja przyjacielem na przykład? Garen gdzie jest ta dziewucha! -Teraz uderzyła linijką o biurko Potęgi Demaci.
- Ej a co ja? Ja nie wiem, była u mnie wczoraj tylko pięć minut bo ją ktoś gonił- po chwili zamyślenia dodał - a co jak coś się jej stało? - Na jego twarzy wymalowało się czyste zmartwienie
- Ta Kacie się coś stało, a ja mam większe bicepsy niż ty- powiedział Ezreal przewracając oczami
- Pewnie śpi bo całą noc nie było jej w domu, daj spokój i nie krzycz, złość piękności szkodzi - dodała Vi puszczając nauczycielce oczko
- No właśnie, nie chcesz wyglądać jak Cassio- dodała szeryfka, obie się zaśmiały
- ha ha ha. bardzo zabawne - Odpowiedziała młodsza Du Couteau. Nikt nie zdawał sobie sprawy że jej siostra jest chyba w najgorszej sytuacji w jakiej była kiedykolwiek. No właściwie nie mieli ku temu podstaw, jako dziecko potrafiła przechytrzyć dorosłego, więc nigdy nikt nie przejmował się jej bezpieczeństwem.
- Wracamy do zajęć - powiedziała mistrzyni fechtunku odwracając się do tablicy.
- Tylko błagam, nie poro- powiedział skośnooki odchylając głowę w tył, tak że prawie się przewrócił.

W czasie kiedy oni umierali z nudów, czerwonowłosa umierała ze strachu. Nigdy nie była w takim bagnie. Siedziała więc cicho i grzecznie, nawet jakby udało by się jej uwolnić na tyle żeby wstać z tego przeklętego łóżka, i tak miała związane ręce. I dosłownie i w przenośni. Nie wiedziała gdzie jest, gdzie jest jej broń, ilu ludzi jej pilnuje, ogólnie nie miała o niczym pojęcia Zostało jej tylko czekanie na tego faceta. W duchu modliła się żeby jednak jej nie sprzedawał, była teraz bezbronna, a znając szefów mafii...za piękni to oni nie byli, wolała zostać jednak z nim. Bo w końcu skąd pewność że ją zabiją, a nie na przykład zrobią sobie z niej zabawkę? Po pewnym czasie drzwi znowu otworzyły się.
- I co tam? - powiedział ciepło się do niej uśmiechając ten sam facet co przedtem.
- Siedzę obezwładniona, nie wiem gdzie, i chcą ze mną zrobić nawet nie wiem co. Czuję się wręcz wspaniale, nigdy się tak świetnie nie bawiłam- powiedziała naśladując głos czarodziejki światła. Garen miał rację musi rzadziej się z nią widywać bo to nie wychodzi jej na dobre.
- Kiedyś też się w to pobawię, skoro takie fajne- usiadł na łóżku podając jej tacę z jedzeniem. Była to miska z jakąś breją, chyba kaszka. Ładnie pachniało, trzeba przyznać, ale z doświadczenia, złowieszcze ostrze wolała tego nie tykać. Spojrzała na niego jak na debila.
- Nie myślisz chyba że to zjem?
- Ale ja się tak napracowałem...pięć minut stania przy garnku...no weź bo pójdę płakać- jakim cudem ten koleś był taki uroczy. Mówił teraz takim słodkim tonem że nie mogła uwierzyć, w jego zamiary. Kątem oka Kata zauważyła pistolet wystający mu z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki, a w jej oku pojawił się błysk
- Dobra głodna jestem, puść mi ręce, nie będę jeść jak pies
- Hah bardzo zabawne. Najlepszy zawodowy zabójca myśli że ją po prostu uwolnię, jaka ty jesteś urocza- zaśmiał się i nabrał na łyżkę jedzenia. Nakierował ją do jej wiśniowych ust.
- No jemy, am am Katuś. Za mamuuuusię - Patrzyła na niego jak na błazna. Zamrugała kilka razy nie mogąc wyjść z szoku. Ten koleś był teraz jej zagrożeniem? To duże dziecko?
- Nie ufam ci na tyle żeby to zjeść.
- Ale co ja ci takiego zrobiłem. No może oprócz: uśpienia cię, związania, zamknięcia, i próbowaniu na tym zarobić. Okejka skoro mi nie ufasz to mam na imię Lukas
- Łooo znam twoje imię! Rób ze mną co chcesz! Ty jesteś idiotą czy idiotą?
- A jak zjemy razem to będzie dobrze?
- Ty pierwszy - I wziął łyżkę do ust, od razu biorąc drugą, i trzecią
- Ej! Dobra, kumam nie otrujesz mnie, ale głodna jestem zostaw!- I dała się karmić. Z gigantyczym rumieńcem na twarzy. Nigdy w życiu nie była taka zirytowana i upokorzona jednocześnie.
- Dobra jedzonko się skończyło to dobranoc słonko - Uśmiechnął się przepinając łańcuch z rury do ramy łóżka.
- Jutro pomyślę co z tobą zrobić - Dodał kiedy był już przy drzwiach

3 komentarze:

Unknown pisze...

Ja komentuje B)

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Unknown pisze...

To komentuj dalej XDDD