sobota, 9 maja 2015

Rozdział 9 Boli...pomóż...

Kiedy Lukas doszedł na dach zobaczył swoich ludzi, otaczali nastolatka.
- Czy wy debile nie możecie sobie poradzić z dzieckiem!? - Krzyknął wychodząc przed nich
- Tylko ja nie jestem byle jakim dzieckiem, wolisz umrzeć na końcu czy na początku? - Powiedział Talon z błyskiem w oku. Kiedy podniósł głowę kaptur pokazał jego uśmiechającą się twarz.
- Dobra pogadajmy, czego chcesz? - kiedy zobaczył kto postanowił złożyć mu wizytę, na jego twarzy pojawił się strach.
- Hmmm powiedz mi gdzie jest Katarina, ja sobie po nią pójdę, wyjdziemy i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Co ty na to?
- Niestety nie mogę się na to zgodzić. Widzisz ona jest teraz moja - wzruszył ramionami, a chłopak zacisnął zęby - A właściwie skąd wiesz że tutaj ją znajdziesz?- Prowadzili tę konwersację w czasie kiedy Garen szukał swojej dziewczyny. Ogłuszył przy okazji dwóch ochroniarzy i zdobył pęk kluczy. Na pewno któryś z nich jest od jej celi. Gówno prawda, Luki ma ten najważniejszy klucz w kieszeni. Dziewczyna siedziała, zastanawiając się ile jeszcze zajmie Talonowi wyciągnięcie jej z tego gówna. Niestety Talon negocjować nie umie i skończyło się na tym że musiał walczyć. Kiedy zobaczył przez okno prowadzące na dach, jak jego kompan jest obezwładniany przez jednego faceta, pomyślał ,, co za kurwa debil'' w czasie kiedy jeden z ludzi Lukasa trafił go w ramię, przez co upadł. Na jego szczęście była do demaciańska mafia więc go nie zabili.


- Czy wy wszystko musicie zawsze spierdolić co chuja! Raz! Raz coś mi się stało i nie mogę na nikogo liczyć! Jakim cudem ty mnie czegoś uczyłeś debilu! Boże to nie jest takie trudne! Teraz powinniśmy sobie jeść lody czekoladowe, ale nie bo kurwa nic nigdy nie potraficie zrobić beze mnie! Jak się sama nie uwolnię to nikt mnie kurwa nie uwolni! Talon czemu nie wziąłeś mojej siostry, albo Lux kogokolwiek bardziej odpowiedniego niż on?! Czy wy mieliście w ogóle jakikolwiek plan?! - Takie miłe przywitanie dostali chłopcy, kiedy zostali wepchnięci do sali, w której znajdowała się krwistowłosa
- Ej nie krzycz, plan był dobry - powiedział Garen siedzący na łóżku z miną biednego szczeniaczka
- Tylko ty wykonanie spierdoliłeś- powiedział drugi przyglądając się swojemu postrzelonemu ramieniu
- Ja? Gdybyś nie gadał o pierdołach i od razu ich posprzątał to by mnie nie zauważyli!
- Jeden koleś! Podszedł do ciebie jeden koleś! Ja miałem na głowie trzydziestu!
- Ale ja pierwszy raz coś takiego robię!
- Jeden koleś! Miałeś przynajmniej ogłuszyć JEDNEGO typa!
- Trzeba było samemu się tym zająć!
- Mogłem przyjść tu sam przynajmniej siedział bym tylko z nią i nie musiał bym patrzeć na twój krzywy ryj!
- ZAMKNIJCIE MORDY! staram się coś wymyślić - Powiedziała w końcu dziewczyna. Jak siedziała tu sama mogła chociaż skupić się na wymyślaniu rozwiązania, ale z tymi samcami drącymi się bez przerwy to było niemożliwe. Jak za dotknięciem magicznej różdżki chłopcy usiedli obok siebie i zamilkli. Katarina chodziła w kółko przez dobre pięć minut.
- Mam! Talon masz broń?! - Spojrzała na już pożądnie zakrwawionego kolegę
- Nie,nie boli mnie ręka miło że pytasz- Odpowiedział z fochem w głosie. Dziewczyna tylko przewróciła oczami
- Masz czy nie?
- No zabrali mi te największe..
- Ale małe sztyleciki masz gdzieś pochowane?
- No mam - Teraz tylko pozostaje wymyślić jak można je wykorzystać. Cała trójka zastanawiała się nad tym
- Ej mam! Może niech Garen - Zaczął Talon ale od razu zostało mu przerwane
-  Ty od niego nic lepiej nie wymagaj, niech grzecznie idzie za nami i nic nie psuje - powiedziała zielonooka siedząc na kolanach potęgi demaci głaszcząc go jak pieska po główce
- Jeej mam już trzy zwierzaczki - Zachichotał mężczyzna wchodzący właśnie do sali
- On tak cały czas? szepnął dziewczynie przyjaciel, mając na myśli sposób mówienia tego typa, ona tylko ze znudzonym wzrokiem przytaknęła
- Katuniu słonko, powiesz mi jak oni się dowiedzieli że tu jesteś? spytał wyrywając niemal dziewczynę z objęć drugiego, samemu się do niej tuląc.
- Powiedzmy że ich przyciągam. Jestem głodna - Powiedziała odwracając twarz w kierunku głowy spoczywającej teraz na jej ramieniu
- Ojejku! To zaraz ci coś mniamnuśnego przyniosę - wyściskał ją i odwrócił się w stronę zszokowanych nastolatków - A wy coś chcecie? - Spytał normalnym głosem, chłopcy byli tak zdziwieni że udało im się tylko pomachać głowami odmawiając
- Czekaj! Ja się tu wlokę z tym niedorozwojem, myślę że nie tu gwałcą, biją ,martwię się, a ty tutaj sobie kolegę znalazłaś, i to jeszcze takiego który przed chwilą chciał mnie powinien mnie zabić? - krzyknął zdenerwowany Talon
- Eee tam, koleś jest całkiem spoko, w sumie mogłabym tu zostać, ale nie bardzo lubię siedzieć w jednym miejscu - Wzruszyła ramionami
- Jeszcze raz cię przytuli dostanie w ryj. Czemu mu na to pozwalasz?! - Garen przestał oglądać tę scenę i również coś powiedział
- Pozwalam bo jest słodziutki, poza tym zna mnie lepiej niż ty i jest od was dwóch razem wziętych, mądrzejszy - Powiedziała siadając na łóżku. Po chwili Lukas wrócił z miską pysznego ryżu truskawkowego
- Proszę bardzo, niestety wyjątkowo z tobą nie zjem bo muszę pomyśleć co z wami zrobić - cały czas utrzymywał swój słodki głosik i wyszedł. Dziewczyna od razu wzięła się do pałaszowania jedzenia. Po pomieszczeniu rozniósł się urzekający zapach truskawek.



- Hej widziałaś gdzieś mojego brata? - Lux podeszła do koleżanki, teraz zajętej rzucaniem Valorowi piłki.
- Poszedł do tej starej szkoły, po Katarine - wzruszyła ramionami
- O o ok ale kiedy?
- Nie wiem mówiłam im gdzie jest jakieś dziesięć godzin temu
- KURWA! - powiedziały jednocześnie.



- Serio nie chcecie? - spytała krwistowłosa z pełną buzią
- Dziewczyno ogarnij się! Musimy się stąd wydostać ! - Powiedział Crownagard
- Ale ja już mam plan - Wzruszyła ramionami
- Jaki? - Spytali obaj
- Zostaniemy tutaj, najlepsi szpiedzy na świecie nam nie pomogą
- Czekaj ale to my jesteśmy...ej bez jaj, myśl co robić - Odezwał się jej przyjaciel
- Skoro złapali mnie, to już nie ma dla nas ratunku - Westchęła teatralnie, kładąc rękę na czoło żeby po chwili uśmiechnąć się w ten wredny sposób
- To co robimy, bo raczej trochę będziemy tutaj siedzieć - Powiedział demacianin oglądając swoje paznokcie
- Gramy w skojarzenia? - Zarzucił Talon - Najpierw ja potem Kata i na końcu ty. Ja zaczynam
- Darius!
- Debil
- Ezreal
- Lux
- Tęcza
- Geje
- Taric
- Klejnoty - powiedział z wyraźnym akcentem ''if u know what i mean?''
- Garen - Spojrzeli na nią z zażenowaniem na twarzy - No co nie moja wina - Powiedziała całując w policzek swojego chłopaka. Nagle w ścianie prowadzącej na zewnątrz jakiś laser wypalił dziurę, a ona opadła na szczęście w dobrą stroną, czyli na trawę.
- Przepraszam że musiałaś tu siedzieć tak długo ale Quinn jest ułomna i przydzieliła ratowanie cię Garenowi - powiedziała Lux ze swoim standardowym optymizmem
- Ty wiesz że to samo powiedziałam? Dobra zmywamy się. Szybko! - Wyskoczyła na zieleń.
- Po co? Śpieszy ci się gdzieś? - Odparł potęga demaci powolutku wstając, nawet Talon z postrzelonym ramieniem ruszał się szybciej.
- Wydaje mi się że wszyscy usłyszeli jak ściana się przewraca ale jak chcesz to idź spacerkiem - Powiedział drugi chłopak idąc między dziewczętami. Nagle za generałem pojawił się znikąd Lukas, przykładający mu rewolwer do skroni
- Kacia! Wracaj będę tęsknić! - Krzyknął swoim słodziutkim głosem
- Matko on gada bardziej pedalsko niż Ezreal - Powiedziała jakby do siebie czarodziejka
- Tylko nasz pedziu nie gada tak cały czas, a tego tutaj dwa razy słyszałam poważnego - Odpowiedziała druga krzyżując ręce na piersi
- To jak? Wrócisz grzecznie do mnie czy mam mu przedziurawić tę pustą główkę?
- Hej! - Jęknął Garen na wzmiankę o jego inteligenci
- Czemu do licha wszyscy mi grożą że zrobią coś Garenowi!? - Powiedziała kierując głowę do Nieba. Po chwili użyła  shunpo i znalazła się tuż za plecami jej gospodarza, przebijając mu aortę małym sztyletem
- Czczczekaj skąd ty to wzięłaś - Zdążył wysapać
- Trzeba było przeszukać Talona - Powiedziała zostawiając go za wpół żywego i dołączyła do reszty
- I właśnie dlatego Garenku jak uciekasz to musisz to robić szybciej - Powiedziała jego siostra wesoło chichocząc
- No właśnie bo ja wiecznie kufa żyć nie będę - dokończyła druga i razem się zaśmiały.
-A tak w ogóle to czego on od ciebie chciał? - zagadał po dziesięciu minutach wyższy
-Ty wiesz że mi mówił...tylko nie zrozumiałam za bardzo - powiedziała unosząc prawy kącik ust do góry
- Przyznaj że po prostu się na niego zagapiłaś - dziewczęta chyba zapomniały że nie idą same
- A ty byś się nie zapatrzyła?
-Po co go zabijałaś, trzeba go było rozebrać, związać, zamknąć u mnie w piwnicy i wysmarować kiślem - Druga mówiła tak jakby tłumaczyła ile jest 2+2
- Ej w sumie trzeba było - Obie się zaśmiały, tymczasem Garen patrzył na swoją dziewczynę z co najmniej przerażeniem w oczach
- Ja się was boję - Powiedział po chwili
- Ty masz jeszcze dobrze, a co ma zrobić biedny Ezi jak ona ma stuna ? - Dodał Talon wskazując głową na blondynkę po jego lewej, która teraz strzeliła sobie facepalma
- Jak ja mogłam tego nie wykorzystać?! - Zajęczała, a po chwili na jej twarzy pojawił się upiorny uśmieszek


Talon poszedł do siebie, a reszta poszła do Crownagardów. Zdjął swój kaptur i czarną koszulkę. Jego ciało było całe we krwi, która na dobór złego zdążyła już skrzepnąć. Wyglądał jak gigantyczny strup. Mycie tego nie miało sensu więc usiadł spokojnie na parapecie i skrobał paznokciami krew, patrząc na miasto. Kiedy w końcu był w miarę doprowadzony do porządku poszedł pod prysznic. Kiedy gorąca woda wpłynęła do rany, w której cały czas znajdowała się kula, nogi się pod nim ugięły. Ból przeszył chyba każdy atom z jakiego składało się jego ciało. Teraz cieszył się Fiora wyposażyła wszystkich w komórki, a on trzymał swoją w kieszeni spodni, leżących niecały metr od niego. Ledwo udało mu się wyciągnąć zdrową rękę. Wybrał numer i przystawił urządzenie do ucha, próbując się nie rozpłakać z bólu.

Demaciański dowódca właśnie smyrał zielonooką nosem po policzku. Powoli kierował swoją jedną dłoń na jej jędrne piersi, drugą gładząc jej włosy, gdy zadzwonił telefon. Dziewczyna z żalem wstała i podeszła do swoich ukochanych, skórzanych spodni, które przez pewnego pana wisiały teraz na lampie.
- Mam dzisiaj wolne, mordowanie wznowi się od jutra - Powiedziała automatycznie, kiedy chciała się rozłączyć zobaczyła imię rozmówcy, i od razu z powrotem przystawiła telefon do ucha- Co się dzieje?
- P pomóż...ja nie mogę wstać - Chciała spytać gdzie jest ale był szybszy - U mnie w domu - Po czym rozłączył się. W jego głosie było słychać że albo zaraz się rozbeczy, albo zemdleje. Od razu w niemal błyskawicznym tempie ubrała spodnie i wyszła przez okno, nawet nie żegnając się ze swoim chłopakiem.Wbiegła do mieszkania tak szybko jak mogła. Zastała swojego przyjaciela leżącego w samych, czarnych bokserkach w łazience.
- Ocipiałeś! Nawet nie krwawisz, a ja biegłam całą drogę z Demaci!
- Może nie krwawię ale zaraz zemdleję z bólu chyba - Próbował krzyknąć ale się nie udało. Dziewczyna podniosła go i jak najdelikatniej poprowadziła na kanapę.
- Gdzie masz apteczkę?
- Mam kulę w ramieniu! Mam taki przebłysk inteligencji że woda utleniona nie wystarczy wiesz? - Powiedział cały czas krzywiąc się z bólu
- Ale jesteś pewny? - Na karcący wzrok kolegi westchnęła - Dobra, trzeba z tobą jechać do szpitala
- Do Piltover?
- A masz gdzieś bliższy? Poczekaj przyniosę ci ciuchy
- Po co w samych gaciach mogę iść - Powiedział ironicznie
- Nie, tylko ja mogę oglądać to twoje ciałko - Rzuciła dla żartu, tylko Talon jakoś nie odbierał tego tak dobrze jak ona. Po chwili wróciła z białą koszulką i zielonymi rurkami. Spojrzał na nią jak na kretynkę.
- No co? - Zdawała się nie wiedzieć o co mu chodzi, kiedy kładła ubrania na stole, obok kanapy
- Hmmm nie mogę ruszać lewą stroną ciała. Na pewno ubiorę się sam - Czerwonowłosa pochyliła się nad nim z koszulką, przeciągając ją przez jego głowę. Jej piersi praktycznie wisiały mu przed oczami. ''Ty głupia prowokatorko'' pomyślał kiedy zaczynała ubierać mu spodnie. Przy zapinaniu rozporka twarz chłopaka przybrała kolor bardzo podobny do włosów jego przyjaciółki.
- Masz gorączkę? - Spytała zmartwiona widząc jego wypieki
- Jesteś idiotką  - Powiedział kiedy przykładała mu dłoń do policzka

Po krótkiej jeździe autobusem znaleźli się przed szpitalem. Weszli do środka. Przywitała ich masa różnych spojrzeń pełnych albo przerażenia, albo pogardy. Na te drugie Katarina odpowiadała tak krwiożerczym wzrokiem, że albo uciekali albo odwracali głowy. Za kontuarem recepcji przywitała ich Akali
- Co się stało - Powiedziała poważnie widząc ledwie żywego Talona
- W sumie nic mu nie jest, tylko trzeba go poskładać
- On wygląda jakby miał zaraz zemdleć
- Z bólu - Ziolooka wzruszyła ramionami, chłopak który na jednym z nich się właśnie opierał tylko jęknął czując przez ten ruch niewyobrażalne cierpienie, i pomyśleć że na początku leciutko go bolało
- A tak właściwie ty co tutaj robisz? - Zagadnęła do koleżanki ze środkowej alei
- A ty myślisz że skąd mam skina ,, pielęgniarka''
- Ja mam pełno skinów, nie wiem skąd - Na pytający wzrok ninji dokończyła - Widziałaś mnie kiedyś poza meczami w stroju kota?
- Ej sory że przerywam tę interesującą konwersację ale zaraz się poryczę - wtrącił cichym, ledwie słyszalnym głosem Talon
- Dobra bierzemy cię do lekarza - Powiedziała szatynka pomagając prowadzić chłopaka do sali. Kiedy drzwi się zamknęły Akali wróciła do stanowiska, a druga usiadła na kontuarze.
- Tak właściwie to kto był w stanie trafić drugiego najlepszego zabójcę na świecie? - Powiedziała niższa układając dokumenty
- Długa historia i tak byś nie uwierzyła - powiedziała czerwonowłosa oglądając budynek, pierwszy raz w życiu była w szpitalu. Wysoki sufit, morskie ściany, kremowe linoleum na podłodze. Kilka ławek na środku, na których siedzieli ludzie, w tej chwili starający się na nią przypadkiem nie spojrzeć, w powietrzu unosił się zapach gumowych rękawiczek. Po bliższym zapoznaniu się z wystrojem dziewczyna postanowiła sprawdzić co z jej przyjacielem. Zeskoczyła ze stołu i udała się do sali, w której był teraz Talon. Zobaczyła go siedzącego na jakimś dziwnym fotelu , właściwie wszystko było dla niej dziwne w tym miejscu. Lekarz właśnie zaszywał mu ranę. Za ładny to on nie był, krótkie blond włosy, właściwie bez fryzury, chudy i wysoki, na oko pół głowy wyższy od Xina, z taką różnicą że Xin jest zadbany, umięśniony, a z resztą nie ważne. Do tych blond włosów w pakiecie były małe niebiesko-szare oczy.
- I jak? - powiedziała opierając się o drzwi
- Ma kompletnie nic nie robić przez co najmniej tydzień, potem kontrola, a jak wszystko będzie dobrze to z powrotem możecie razem mordować ludzi - Powiedział doktor ściągając gumę z rąk
- Aż tacy popularni jesteśmy? - zaśmiał się niższy
- Nie cieszył bym się tak, ludzie się was boją
- No i o to chodziło - Powiedziała dziewczyna wychodząc bez pożegnania z pomieszczenia.



Weszli do mieszkania Talona, który od razu został popchnięty na kanapę
- Ał! Co ty robisz?! - Krzyknął łapiąc się za cały czas bolące miejsce
- Masz odpoczywać, więc cały tydzień tu jestem i ci gotuję, sprzątam, ...
- Może jeszcze będziesz mnie myć co? - Powiedział z ironią w głosie
- No twój ostatni prysznic skończył się szpitalem, więc tak - spojrzał na nią z przerażeniem - oj nie przesadzaj znamy się prawie całe życie, nie raz już cię widziałam w pełni okazałości, małego nie masz to się nie wstydź
- Dobra... to ja idę spać - Powiedział jednocześnie rozkładając kanapę
- Czekaj ja rozłożę - Powiedziała dziewczyna - Masz tu jakieś moje ubrania? - Mówiła ścieląc
- Mam w szafie
- To idź spać a ja zaraz przyjdę - Poszła do łazienki się przebrać. Po chwili wróciła i wślizgnęła pod ciepłą kołdrę. Wtuliła się w przyjaciela, a on ją objął.
- Kata...
- Hmmm?
- Czemu Garen? - poczuła się speszona
- Sama nie wiem po prostu go kocham, a czemu pytasz?
- A tak sobie, dobranoc - Pocałował ją w głowę i bardziej przytulił, tak jak kiedy jeszcze nie spędzała połowy nocy u Crownagardów.

Brak komentarzy: