- Jadłeś już kolację? - Spytała Lux wchodząc bez pukania do mieszkania swojego chłopaka, po połowie dnia spędzonej na tych głupich zajęciach musiała wrócić do domu wziąć prysznic, bo pewnie jakby poszła się kąpać tutaj to została by na maratonie i zasnęła, a Garen znowu próbował by zabić jej explorera
- Czekałem na ciebie - Odpowiedział wstając z kanapy
- Masz na myśli ''czekałem kochanie aż przyjdziesz i mi zrobisz''?- Spytała przewracając oczami
- No może trochę - Podszedł i dał jej całusa w policzek, na co dziewczyna zarumieniła się okropnie. Poszli razem do ładnie urządzonej kuchni. Ściany pokryte dużymi, błyszczącymi, zielonymi kafelkami, podłoga dokładnie tak samo z wyjątkiem koloru. Jak na chłopaka i to w nastoletnim wieku Ezreal miał niesamowity porządek w mieszkaniu, a w żółtych płytkach na podłodze można się było przejrzeć. Meble również były błyszczące, ale dla zachowania stylu, czarne, dokładnie jak lodówka.
- To co mi zrobisz?- Spytała siadając na jasne drewno pokrywające blaty przy ścianie.
- Ej to ty tu jesteś kobietą - Zaśmiał się chłopak, ale od razu oberwał po głowie. I nie było to lekkie uderzenie - Ała! A to za co? - Zawył masując się po gęstej czuprynie
- Za bycie świnią - Rozsiadła się wygodniej opierając plecy o ścianę, a ręce o głowę- a teraz gotuj
- Ej no, nawet mi nie pomożesz - Zajęczał żałośnie
- Miałam zamiar sama zrobić jedzenie, ale za to co powiedziałeś o kobietach radzisz sobie sam, tylko zrób trzy porcje głodna jestem
- Za jakie grzechy no...jeszcze brakuje żebyś zaczęła dominować w łóżku - Głośno myślał odkrywca
- Ledwo się powstrzymuję od związania cię i wysmarowania kiślem - Zachichotała radośnie przyglądając się swojemu chłopakowi który właśnie ubierał słodziutki fartuszek z pandą, który sama mu kupiła
- Mam się ciebie bać? Ty mi masz zamiar jakieś sado maso urządzić czy jak? Pomóż mi to gówno zawiązać- miał na myśli ten cudny fartuszek
- Jak zdejmiesz wszystko co masz pod spodem to ci pomogę - Powiedziała oblizując łyżkę z masłem orzechowym, który zaczęła jeść chwilę temu. Bo był pod ręką, a ona była głodna.
- Nie będę się rozbierać!- Spłonął szkarłatnym rumieńcem
- Oj no weź, będę miała przynajmniej jakąś uciechę - Zrobiła dziubek, myśląc że to pomoże
- Ale to jest zawstydzające - Blondyn cały czas upierał się przy swoich ubraniach
- Miałam twojego penisa w ustach, nie mów mi że TO jest zawstydzające - powiedziała już mniej rozbawionym tonem, patrząc jak explorer jednak zaczyna ściągać spodnie, potem apaszkę i koszulkę
- Dobra bokserki zostaw pasują do fartuszka - Lux wrócił rozbawiony ton, a nawet był jeszcze wyraźniejszy kiedy zobaczyła że na bieliźnie jej chłopaka są małe pandy. I wybuchła śmiechem. Blondyn zrobił się jeszcze bardziej czerwony i odniósł swoje ubrania do łazienki, przy okazji ochlapując twarz zimną wodą.
- To co moja księżniczka chce zjeść - Powiedział już zirytowany, tym że ona robi z nim co chce dla własnej rozrywki, ale dzielnie to znosił licząc na coś więcej.
- Ciebie, ciasteczko ty moje - I kolejny raz wybuchła śmiechem - Nie no, ryż na jogurcie truskawkowym - Chłopak westchnął wyciągając potrzebne składniki i garnek.
Kiedy ryż się już gotował blondyn również wskoczył na blat, od razu przytulając się do czarodziejki, która cały czas zawzięcie próbowała powstrzymać wpełzające na jej policzki rumieńce. Postanowiła dalej skupić się na słoiku z masłem orzechowym, które jak je otwierała było pełne...no cóż teraz nie ma nawet połowy. Czas gotowania ryżu przeznaczyli na całowanie, bo co innego mogliby robić. Kiedy był już miękki odkrywca wstał i dodał do niego jogurt. Oczywiście nie mógł normalnie stać i go mieszać bo pewna zbyt pobudliwa seksualnie Demacianka cały czas mu to utrudniała.
Kiedy w końcu zjedli Ezreal wylał całą różową paćkę do miski i zaniósł do pokoju. Jasne panele fioletowe ściany... ogólnie pedalsko. Usiedli na miękkim dywanie koło kanapy , jak zazywaczaj. Jedli cały czas rzucając w siebie jedzeniem i śmiejąc się z tego. Kiedy ostatnia łyżka znajdująca się w misce wylądowała prosto między zielono-niebieskimi oczami Ezreal zrobił się niesamowicie wkurzony. Oczywiście udawał
- Zlizuj to
- Hahahah wyglądasz jakby ci się ktoś na ryj spuścił - Ze śmiechu dziewczyna przewróciła się na plecy
- Tak kurwa, niektórzy mają truskawkową spermę wiesz?! - Również zaczął się śmiać
- Ej serio trzeba się tego pozbyć bo wyglądasz komicznie - Przysunęła się do jego twarzy i czubkiem języka przejechała bo jego ufajdanym czole
- Mmmm truskawkowe nasienie hahah - Po tym zdaniu wróciła do dokładnego oczyszczania czoła swojego chłopaka, kiedy już miała się odsuwać została przyciągnięta do namiętnego pocałunku.
- Truskawkowego nie mam ale mam...- Nie zdążył dokończyć zdania bo został z niewiarygodną siłą pociągnięty za włosy do sypialni. Zanim się obejrzał Lux klęczała nad nim nadal go całując. Z każdą chwilą pocałunek stawał się głębszy i bardziej mokry. Ich śliny niemal zmieszały się ze sobą, a po pokoju roznosiły się głośnie odgłosy mlaskania i sapania. Dziewczyna pociągnęła go znowu za włosy nie przestając całować. W końcu upadli na miękką, pachnącą miętą, zieloną pościel. Jebany, wszystko musi do siebie pasować, nawet zapach płynu do płukania i kolor pościeli'' pomyślała blondynka, ale to myślenie nie potrwało długo bo zaraz poczuła gorącą rękę pod swoją koszulką. Nagle mężczyzna jak to mężczyzna nie mógł pozwolić kobiecie dominować, więc przeturlał ich tak że teraz to on znajdował się na górze. Odwiązał ten idiotyczny fartuch i wrócił do badania jej kształtów. Zjechał wargami na jej szyję, robią kilka porządnych malinek. Usatysfakcjonowany słyszanymi jękami rozkoszy zdjął z niej swoje jeansowe spodenki. Biedne, były teraz szkaradnie skrócone na długość połowy jej uda, szkoda takie ładne spodnie. Przejechał palcami bo jej szparce, cały czas ukrytej pod niebieskimi majtkami, które o dziwo nie były wilgotne. One były mokre. Wracając do jej jęczących ust rozerwał zbędny materiał.
- Ej to były moje ulubione! - Przerwała pocałunek odsuwając chłopaka od siebie
- Kupię ci takie same - Znowu się na nią rzucił jak jechowi na klamkę, pocierając swoim pobudzonym kroczem jej kobiecość. Przytłumione jego wargami jęki i tak były słyszalne w całym mieszkaniu. Dziewczyna postanowiła że nie będzie tylko leżeć, bo nie o to tutaj chodzi, i lekko ścisnęła jego członka, na co wydał z siebie głośny jęk zadowolenia. Ściągnęła te urocze bokserki z jego umięśnionych bioder i odrzuciła na drugi koniec pokoju. Ezreal nie mógł dłużej wytrzymać z tego podniecenia i wbił się w nią od razu do końca. Odczekał chwilę, ale z ledwością, aż ból jego ukochanej zmieni się w pełną przyjemność i zaczął się poruszać. Po chwili ruchy ich bioder zsynchronizowały się ze sobą, i poruszali nimi równym tempem, dając sobie nawzajem niesamowitą rozkosz. Spojrzał na nią przelotnie, na tyle na ile mógł się skupić. Strasznie go podniecała taka naga od pasa w dół. I jeszcze ta mina wyrażająca czystą ekstazę, nic więcej nie potrzeba było mu do szczęścia. Doszli w tym samym momencie głośno sapiąc. Chłopak wysunął się z niej spokojnie, i położył obok przykrywając ich kołdrą.
Lux poczuła jak wypływa z niej ciepła ciecz, i wtuliła się w swojego chłopaka. Po około pięciu minutach ich oddechy unormowały się lekko
- I zapamiętaj sobie raz na zawsze. TYLKO JA mogę cię doprowadzać do takiego stanu jasne?- zapytał patrząc jej prosto w szafirowe tęczówki
- Tylko ty potrafisz. Kocham cię - Uśmiechnęła się i bardziej wtuliła w jego ciało. ''I po co byłam się kąpać w domu jak i tak zostaję tu na noc ....'' zdąrzyła pomyśleć zanim oboje zasnęli.
W tym samym czasie Katarina i Talon oddali się przechadzką po Noxus w poszukiwaniu klientów. Ręka go już tak nie bolała więc mógł w miarę normalnie funkcjonować. ''Matko nie można jej na chwilę spuścić z oczu'' pomyślał kiedy zorientował się że czerwonowłosej nigdzie w pobliżu nie ma. Gdy nagle coś pociągnęło go za sobą. Zanim zauważył biegł obok Katariny nawet nie wiedząc czemu. Obejrzał się i zobaczył za nimi około trzydziestu mężczyzn uzbrojonych niczym cała gwardia demaciańska dwa razy. Kiedy przenieśli się na dach jakiegoś niższego budynku i wskoczyli do niego przez okna znajdujące się od drugiej strony mieli chwilę odpoczynku. Tamci faceci nie mieli szans się tutaj dostać. W takich właśnie chwilach kochali swoje skille.
- Coś ty znowu zrobiła - Spytał krzyżując ręcę
- Oj no bo może trochę ten tego no - Ponaglający wzrok chłopaka - Zabiłam im jedyną prywatną dziwkę jaką mieli
- Czemu? - Talon przewrócił oczami
- Bo to mafia. Powinni się zajmować ważnymi rzeczami a nie pierdoleniem- Zielonooka uznała że ten powód jest wystarczający - No co nudzę się, nic się nie dzieje
- I właśnie za to cię uwielbiam. Dobra spadamy do domów spać bo jak jutro znowu nie przyjdziesz to ci Fiora te rude kłaki powyrywa.A właśnie mi się przypomniało że właśnie to chciałem ci powiedzieć jak do ciebie szedłem.
- No brawo to było cztery godziny temu - Powiedziała kręcąc z nie dowierzaniem głową. I jak ustalili udali się lulu. Nastał kolejny słoneczny dzień a pogoda jak zwykle była wspaniała. Gówno prawda od środka nocy była okropna burza. Pioruny, ulewa, ciemno, szaro, okropnie. Wszyscy mieli już popsuty humor. Przez duże krople uderzające o szyby i parapety nikt nie mógł usnąć. Tylko Xin zdawał się być zadowolony. Od zawsze lubił bawić się w deszczu, co prawda teraz jest duży i tylko patrzy, ale cały czas ma ochotę poskakać w kałużach jak dziecko. Siedział teraz w spodniach do spania i popijając kakao przypatrywał się wyjątkowo szarej Demaci. Mógłby patrzeć na ten widok godzinami, o zapachu który temu towarzyszy nawet nie wspominając, to chyba była jedyna rzecz na którą kochał patrzeć bardziej od Ezreala. Kiedy boski napój się skończył, otworzył okno i położył się spać. Co z tego że jutro będzie mokra podłoga.
~Rano~
- Hejka miśki! - Pocałował w policzek Garena, przytulił się do Talona, wyściskał Quinn, i wyczochrał Katarinę - Ryżu soreczka za spóźnionko ale taka śliczna pogoda że musiałem trochę pochlapać - Wszyscy w szoku patrzyli na niego i zastanawiali się co brał, gdzie można to kupić, i za ile.
- Co ci się stanęło? - Powiedział Ezreal, który jako pierwszy otrząsnął się z szoku
- Na twój widok skarbie różne rzeczy mi stają - Długowłosy wybuchł śmiechem
- Ja go ogarnę - Krzyknął Garen ciągnąc przyjaciela za mokre kłaki na korytarz- czegoś ty się naćpał człowieku - Klepnął go w głowę otwartą dłonią
- No ale co? Nie mogę się cieszyć z pogody? - Zrobił smutną minkę
- Gówno idioto! Ja ogarniam że jesteś gejem, ale zabraniam ci być pedałem jasne?!
- Ja nie jestem pedałem po prostu miałem dobry humor ok?
- Dobra ty zawsze lubiłeś deszcz, ale człowieku bez przesady...
- A pójdziemy się później pochlapać? - Powiedział głosikiem małej dziewczynki
- Ile ty masz lat?
- Tyle mam latek! - Krzyknął Xin pokazując palcami prawej ręki cztery
- Jak Kata jeszcze raz nazwie mnie idiotą to ją wyśmieję, boże jaki ty jesteś głupi...- Powiedział schylając głową w dół, po chwili uśmiechnął się szyderczo- ale pójdziemy, jak się ogarniesz
- Ja już się ogarnąłem - I weszli do sali, akurat na niesamowity wywód o temacie rozmnażania się poro.
Po zakończeniu zajęć policjantki pobiegły w stronę kolejnego wybuchu. Tak cały czas lało. Demacianie od razu po zeskoczeniu ze schodów ściągnęli koszulki i poszli pobiegać w deszczu. Było nadzwyczaj ciepło jak na taką pogodę.
- Czy tylko mi się wydaje że wygląda to co najmniej romantycznie? - Powiedziała patrząc na nich Cassiopeia
- Tia...- Infiltratorki znowu myślą i mówią to samo. Talon zniknął od razu po zakończeniu zajęć, nawet nikt tego nie zauważył. Pewnie znowu trenuje, albo się tnie, albo coś. Chłopcy już dawno turlali się w błocie.
- Valor mówi że jak tak dalej pójdzie to zaczną się tu pieprzyć - Quinn od święta coś powiedziała
- Nie zaczną - Stwierdziła pewnym tonem czerwonowłosa. Po pięciu minutach patrzenia na tych debili dziewczęta stwierdziły, że jak już są w bardziej rozwiniętym mieście to pójdą na pizzę. Kiedy pierwszy raz od kilkunastu godzin słońce przebiło się przez chmury, deszcz przestał padać, a cały świat nabrał żywszych kolorów chłopcy odsunęli się od siebie i stwierdzili, że już jest nudno i idą do domów. Garen po prysznicu wyszedł przejść się po uliczkach swojego kraju. Kiedy został przez kogoś wciągnięty w ciemny zaułek. Nawet nie wiedział że u nich są takie miejsca. Od razu rozpoznał charakterystyczny kaptur.
- Co chcesz? - Powiedział oziębłym tonem
- Wytłumaczyć ci pewną kwestię - Powiedział Talon ściągając kaptur, jednocześnie ukazując swoją grzywkę. Demaciański dowódca skrzyżował ręce i czekał na dalszy ciąg wypowiedzi
- Jaką znowu kwestię, boże co za dzień, Lux nie wróciła na noc do domu, Xin naćpał się pogodą, trzy godziny słuchałem o dymających się poro, a jeszcze teraz ty gadasz zagadkami, ludzie co z wami dzisiaj?- powiedział bardziej do nieba niż do niższego chłopaka opierającego się teraz o ścianę.
-Taką kwestię- Talon zdawał się mieć gdzieś całą resztę tamtego zdania - Że tak się składa że umawiasz się z moim skarbem, a jak się dowiem że przez ciebie była chociaż chwilę nieszczęśliwa to zrobię z tobą to samo co z Harrym - Wysyczał patrząc wyższemu prosto w zielone tęczówki
- Kim jest Harry?
- No właśnie! Nikt już nie wie kim jest Harry - Dodał jeszcze szeptem i zniknął w ciemności
- Czy wszystkim dzisiaj odwala? - Pomyślał brunet kręcąc z niedowierzaniem głową. Wrócił do domu, wszedł do swojego pokoju i położył się na łóżku. Poczuł zimny wiatr dochodzący z dworu, ale okno przecież było zamknięte, no właśnie było bo pani Du Couteau nie może wejść drzwiami jak normalny człowiek. Weszła zamknęła po sobie okno i usiadła na jego biodrach, po chwili kładąc się na ciepłej klatce piersiowej swojego chłopaka, który odruchowo ją objął.
- Zauważyłeś że wszyscy dzisiaj są jacyś dziwni? - Powiedziała tuląc policzek do umięśnionego ciała.
- Ta Xin, Ryze, Talon.
- Czekaj a co z Talonem?- Zerwała się do pionu w obawie że ktoś oprócz niej widział jego rękę. Już wystarczy że najgroźniejsi ludzie świata wiedzą że ona ma słaby punkt, no chociaż jego słabym punktem była ona, a jej się przecież nie może stać, no ale sam fakt że ktoś mógł widzieć!
- Powiedzmy że już wiem jak denerwuję Ezreala tym swoim bratowaniem - Uśmiechnął się i przytulił krwistowłosą, która cały czas była zbita z tropu, no ale jak jest okazja się tulić to przecież nie będzie narzekać.
-Dobra ja muszę lecieć bo tak właściwie to goni mnie siedmiu zawodowych zabójców- uśmiechnęła się i podeszła do okna
- To czemu ich po prostu nie zabijesz?- Wywrócił oczami
- Bo ostatnio nic się nie dzieje, nudzę się to się z nimi trochę pogonię, jak dobrze pójdzie to nawet nie będę musiała czyścić moich kochanych sztylecików, kiedyś mi tak wyszło że gonili mnie a pozabijali sami siebie, a kiedyś zrobiłam ...
- Dobra ogarniam! Nie spędzaj tyle czasu z moją siostrą proszę - Ostrzegł ją, kiedy wyczuł że nigdy nic nie mówiąca Katarina nagle zaczyna gadać jak nakręcona. No a od kogo mogła się nauczyć jak nie od tego małego blond cosia? Czerwonowłosa wyszła a zaraz bo jej zniknięciu w okno wbiła się igła. Pewnie z jakimś płynem usypiającym. Crowngard pokręcił głową i poszedł się umyć, już trzeci raz dzisiaj, a jeszcze pewnie pójdzie przed spaniem. Odprężało go to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz