- Kata! Talon ! Macie sztylety? - Rozległ się po całym pojeździe głos Lux
- A czy ja kiedyś nie miałam sztyletów?A po co ci? - Powiedziała beznamiętnie krwistowłosa
- Bo chcę się podpisać na szybie!
- Nie drzyjcie się tak. Jesteście metr od siebie! - Wyjęczał obudzony właśnie przez tą dwójkę Darius, gdzieś z przodu
-Nie będziesz mi życia układać! - Krzyknęły obie infiltratorki w tym samym czasie, na co wybuchły śmiechem. Każdy pasażer miał ochotę je uspokoić ale Katariny nie wypada uspokajać.Tak po prostu, dla własnego bezpieczeństwa. Więc siedzieli cicho. Resztę drogi wszyscy jakoś sobie zorganizowali. Policjantki jak zwykle migdaliły się gdzieś z tyłu. Lux i Ezreal puszczali Valorowi zajączki, głównie na celu mieli głowy Jarvana i Dariusa, Katarina i Talon jak zwykle robili to samo, ostrzyli sobie broń. Garen i Xin znowu się pedalili co chwilę się bijąc bez powodu, albo łaskocząc . Nikt nie zwrócił uwagi że poprzesiadali się tak jak im było wygodnie.
Resztę dnia spędzili na swoich normalnych zajęciach.
Kolejny ranek zapowiadał się standardowo. Kilka lekcji, kilka godzin zajęć integracyjnych i tak dalej. Różnica była taka że minęło już pół godziny odkąd przyszli wszyscy, a ostatni Ezreal przyszedł dwie godziny po czasie. A Potęgi Demaci dalej nie było. Lux i Xin zaczynali się martwić a Katarina nie mogła się na niczym skupić. Nagle do sali wleciała jak burza Jinx.
- Słuchajcie zaraz chyba Garena zabiją!- Krzyknęła nawet nie zwracając uwagi na policjantki, które mogły ją teraz aresztować. Wszyscy wybiegli z pomieszczenia, tylko złowieszcze ostrze została na miejscu. Siedziała i powoli uspokajała swoją rządzę mordu.
Wokół całego zajścia zeszło się chyba pół miasta. Mianowicie demaciański generał siedział przywiązany do krzesła, na samym środku placu. Z wyraźnymi ranami ciętymi z których cały czas sączyła się krew i pobrudziła mu praktycznie wszystko. Nie przejmował się tym za bardzo, bo jego obecna dziewczyna nie raz urządziła go o wiele gorzej. Na przeciwko niego stała z ostrzem, bardzo podobnym do tych których używała starsza z córek noxiańskiego dowódcy. Miała ubrane obcisłe, skórzane, czerwone spodnie i równie obcisłą bluzkę bez rękawów, w tym samym kolorze. Miała mrocznie fioletowe włosy, spięte w kok , które za żadne skarby nie pasowały do koloru jej ubrań. Była może w wieku Fiory.
- Niech wszyscy stąd idą bo zrobię mu krzywdę - Powiedziała głosem równie wyprutym z emocji co nasi zawodowi zabójcy. Wszyscy w obawie o życie kolegi udali się na dach budynku, z którego Caitlyn zazwyczaj obserwowała życie miasta. Znajdował się on zaraz przy owym placu i całkiem nie wysoko więc wszystko doskonale słyszeli. Reszta ludzi przypatrująca się całemu zajściu widząc że ich domniemane zabezpieczenie, w postaci bohaterów ligi odchodzi, również rozeszła się w popłochu. Został tylko Crowngard i ta kobieta , do której dołączyło stado uzbrojonych po uszy facetów.
-Nudzi ci się? - z ciemnej uliczki wyszła właśnie Katarina, ze schowaną bronią i tą samą obojętnością na twarzy.
- No witam panią Du Couteau - Powiedziała wyraźnie zadowolona jej obecnością kobieta. Katarina leniwie podeszła do niej, nie zważając na celujących do niej mafiosów. Szła sobie spokojnie z rękami w kieszeniach.
- Niemiło mi cię znowu widzieć. Co tym razem robisz - Spojrzała się na ledwo przytomnego Garena
- W końcu wiem jak cię przekonać żebyś dla mnie pracowała - Na pytający wzrok czerwonowłosej kontynuowała - Jeśli się nie zgodzisz to on zginie - Skinęła głową na siedzącego chłopaka
- I co? Jeśli mnie pamięć nie myli to ja też chcę go zabić, dzięki, mniej roboty dla mnie, mogę już iść? - Postanowiła udawać. Znała psychikę wszystkich tych szefów mafii, wpadła na pomysł że jeśli będzie udawać kompletnie obojętną na los swojego chłopaka to kobieta się wkurzy i go wypuści, nie chcąc brudzić sobie rąk.
- Cz czekaj co? - Teraz kobieta której imienia nikt nie znał była w kompletnym szoku. Katarina udała rozbawienie i chwyciła dłoń kobiety w której spoczywało ostrze, podniosła ją i nakierowała na Garena.
- Chodź pokażę ci jak masz to zrobić. - Powiedziała pogodnym tonem. Zaprowadziła ją do ofiary i nakierowała ostrze na jego tętnicę szyjną. - No, a dalej Pinokio idzie sam - Dodała z rozbawieniem patrząc na zmieszanie, malujące się na twarzy kobiety. Niestety przy tym debilu nie umiała udawać aż tak dobrze, i kiedy zobaczyła ból w jego oczach kiedy mówiła o nim tak beznamiętnie, spojrzała na niego tak jak kiedy byli sami, z czułością.
- Wiedziałam że ona nie może go kochać! Dawaj moją dychę! - Krzyknęła Vi rzucając się na swoją szefową. Tak założyły się o to. Nikt nie zwracał na nie zbytniej uwagi, bo wszyscy przyglądali się sytuacji na dole.
Kobieta szatańsko się uśmiechnęła i przeciągnęła metalem po jego skórze, tworząc kolejne krwawiące nacięcie. Widząc czuły wzrok Katariny, mimo tego że tylko przez ułamek sekundy, wiedziała że już wygrała.
- Czyli mogę go sobie zabrać i robić z nim co chcę? - Spojrzała na nią z wrednym uśmieszkiem. Du Couteau cały czas przekonana że nikt nie zauważył jej wzroku mknęła dalej w grę.
- Pewnie możesz go sobie poćwiartować, albo upiec. Nie wiem co ty tam lubisz tylko żeby potem nie było na mnie - Wzruszyła ramionami. Starsza złapała nastolatka z brodę i przyjrzała mu się z bliska.
- Skoro tak to znajdę twój słaby punkt kiedy indziej, i tak będziesz dla mnie pracować - Jej brązowe oczy teraz zaświeciły. - A teraz już możesz iść, zajmę się nim odpowiednio - Powiedziała z cały czas utrzymującym się uśmiechem zlizując powoli z twarzy Garena jego krew , w tym samym czasie gładząc go po kroczu dłonią. Odsunęła się i oblizała jeszcze usta. Tego Du Couteau nie wytrzymała. Biorąc pod uwagę jej doświadczenie i wiedzę najpierw wyrżnęła całą jej obstawę w przeciągu kilku chwil. Potem podeszła do kobiety łapiąc ją za włosy i rzuciła nią o ziemię. Wszyscy obserwujący byli tak zafascynowani co się tam dzieje ze nawet nie mieli czasu mrugać.
- Zapamiętaj sobie jedno zdziro! Tylko ja mogę go lizać! Tylko ja mogę go tam dotykać! I jeszcze raz się do niego zbliżysz to cię zabiję! - Krzyczała tak głośno że echo jej wściekłego głosu wytrąciło z równowagi medytującego Mastera Yi, który był w Ionii więc jakieś dobre pół godziny z buta od miejsca w którym się znajdowała. Na twarz leżącej teraz wkradł się znowu ten sam uśmieszek.
- Ale przecież ty nie masz uczuć to co ci szkodzi - Powiedziała patrząc jej prosto w oczy znowu podchodząc do Crownarda tym razem ciągnąc go za włosy. Jęknął z bólu jednocześnie otwierając usta. Kobieta wykorzystała to i perfidnie wsadziła mu swój język do buzi. Wtedy chłopak poczuł zimną stal wbijającą się w jego klatkę piersiową. Spojrzał w dół i stwierdził że jednak nie on tu miał najgorzej. Całująca go właśnie osoba była na tyle szczupła że przebity przez nią sztylet wbił się również w niego. Bezwładne ciało na wylot przebite ostrzem upadło na bruk. W oczach zawodowego zabójcy nie było widać tej samej obojętności z którą zabijała wszystkich mężczyzn których ciała walały się teraz po całym placu. W jej oczach było widać czystą wściekłość. W tym czasie wszyscy zdążyli już zejść na dół żeby patrzeć na wszystko z bliska. Katarina podeszła do Garena praktycznie na niego padając, i odwiązała jego dłonie które od razu ją objęły. Odsunęła się od niego żeby złączyć ich usta w gorącym pocałunku.
- Powaliło cię? Wszyscy patrzą - Powiedział po chwili chłopak. W tym momencie krwistowłosa spojrzała na stojący obok nich tłumek. I jeszcze raz go pocałowała.
- Oddawaj mój hajs - Dało się jeszcze słyszeć głos szeryfki kiedy generał był odwiązywany przez swoją dziewczynę do końca.
- Ale to że ona go całuje nie znaczy że go kocha - Krzyknęła druga policjantka starając się zatrzymać wygrane pieniądze
- Kocham - Wszyscy usłyszeli głos starszej Du Couteau i nastała cisza - A jak ktoś mi go tknie to poćwiartuję. Dotarło? - Spojrzała na Quinn która od dawna już kochała się w swoim dowódcy.
Wszyscy rozeszli się do domów, bo zaczynało się ściemniać. Zostały tylko policjantki które musiały jakoś posprzątać. To nie sprawiedliwe że Katarina zabiła ponad dziesięć osób na terenie ich miasta i nawet nie pomoże w sprzątaniu krwi z chodnika. Ale widząc jej wściekłość wolały nawet się nie pytać.Siedział w swoim mieszkaniu. Patrzył na panoramę miasta. W oddali widać było jasne miasto, które w mroku nocy wydawało się być jeszcze jaśniejsze. Siedział i siedział, z bólem wymalowanym na cały czas obitej twarzy, i przyglądał się uliczkom Noxus. Zaraz pod jego oknami jakiś człowiek ewidentnie przed kimś uciekał. Po pewnej chwili upadł a z jego pleców wystawał kawałek noża, najwyraźniej rzuconego przez jakieś płatnego zabójcę. Taki widok w tym kraju był codziennością. Patrzył i myślał, że jeszcze dwa tygodnie temu on i Katarina razem robili dokładnie to samo. Teraz pewnie siedzi w tym pieprzonym jasnym punkcie na widnokręgu. Nawet nie chciał myśleć co robi, a co ważniejsze z kim to robi. Odkąd pamiętał to zawsze jemu jedynemu ukazywała emocje, jemu się zwierzała, do niego się tuliła. Na te myśli po raz kolejny przejechał ostrzem po swoim nadgarstku, a bordowa ciecz spłynęła do łokcia, i dołączyła do reszty kropelek tworzących całkiem sporą plamę. Nie chciał się skrzywdzić, chciał myśleć o czymś innym. A myślenie że boli go ręka było chyba lepsze niż myślenie, że jedyna osoba której nie mógłby zabić, woli swojego odwiecznego wroga od niego. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Kolejne nacięcie...i kolejne...i kolejne. Kiedy w końcu się otrząsnął, co było spowodowane nagłym ogarniającym go zimnem po utracie dużej ilości krwi, odłożył jeden z wielu sztyletów na stolik i postanowił opatrzyć rękę. Robiąc to przypatrywał się swojemu małemu mieszkaniu. Duży pokój w którym teraz się znajdował, ciemne panele, szare ściany, jeden stół zapełniony ostrzami i krwią z nich kapiącą , kanapa stanowiąca też łóżko, w którym często spali, obok siebie, czarny puchaty dywan, w którym ona tak bardzo kochała się tarzać. Łuk prowadzący na korytarz z którego były wejścia do łazienki i kuchni, w których też było za dużo wspomnień. Wyrywając się z transu obmył rękę, która teraz, czysta wyglądała jeszcze gorzej. Cała w drobnych, niesamowicie szczypiących rysach. Od dłoni do łokcia. A jednak nadal ból fizyczny nie zajmował jego głowy tak bardzo jak ta przeklęta czerwonowłosa istota. Uznał że skoro już nie krwawi nie musi zakładać opatrunku więc położył się spać.
~Rano~
- Co ty ze mną robisz idioto? - Powiedziała cicho, łagodnym tonem bawiąc się pluszowymi rączkami- nie dość że nie mogę cię zabić to jeszcze nie chcę żeby ktokolwiek ci zrobił krzywdę...Kurwa Kata pojebało cię nie gadaj do pluszaka! ...I do siebie - Rzuciła maskotką w czerwoną ścianę jej pokoju i usiadła przy oknie. Oni chyba z Talonem byli mimo wszystko nierozłączni. Myślą tak samo, siadają w tych samych miejscach... Spojrzała na swoje ciemne miasto. O wiele lepiej czuła się w Demaci, i nie chodzi o pana Crowngarda, było tam ładniej, poza tym lepiej znała uliczki. Darius powiedział że dziewczyna nie może być dobrym infiltratorem, więc na złość jemu wykonywała swoje obowiązki najlepiej.
Talon razem z resztą tej porypanej grupy właśnie stał w stroju sportowym na boisku przy ich niby szkole.
- Więc ustalamy składy żeby było równo: Garen Lux Caitlyn jeden, Vi Xin Talon drugi.- powiedział Darius stojący przed ustawioną w szereg młodzieżą. Wszystko niby normalnie gdyby nie fakt że był w samych spodenkach, i miał je tak nisko że czarne bokserki idealnie podkreślały jego biodra. Biedny Darek chciał wzbudzić zachwyt, ale reszcie panów też było gorąco. Jego wyraźne mięśnie były niczym w porównaniu do reszty. Co prawda były najbardziej widoczne, ale co z tego jak chłopcy mieli je ślicznych wręcz kształtów. Tylko Talon jakoś trzymał się swojej bluzki, cienkiej, aczkolwiek z długim rękawem. Całe zajęcia sportowe odbyły się bez jakichś rewelacji, pograli w kosza i to tyle.
Starsza z sióstr Du Couteau po ogarnięciu że gada do siebie, postanowiła dłużej nie myśleć o swojej głupocie i poszła spać. I śniła sobie słodko o mordowaniu nieznajomych kiedy ktoś niezbyt delikatnie szarpnął ją za ramię.
- Zabijam szefa mafii idź sobie - Powiedziała pół przez sen wskakując uroczo pod kołdrę. Talon jednak nie miał zamiaru się poddawać i zgarnął z jej ciała okrycie jedną ręką. Co natychmiast zaowocowało jękiem bólu. Brawo geniuszu, nie chciało się bandażować to masz. Złapał się za przedramię i przytrzymał ciemną tkaninę swojej koszulki do ran, mając nadzieję że krew się wchłonie, a ranki szybko przestaną krwawić. Okazało się to mylne bo po minucie jego dłoń była cała czerwona a rękaw po prostu mokry. Czerwonowłosa, cały czas zaspanym wzrokiem przypatrywała się jak jej przyjaciel klęczy na podłodze i ziewnęła.
- Nie sądziłam że ktoś jest w stanie cię zranić ale sądząc po tym w jakim byłeś stanie przez Eza nic mnie nie zaskoczy - Wstała, przeciągnęła się i sięgnęła z szafki nocnej bandaż, wodę utlenioną, jakieś mikstury i gazę. - Choć tu ty cioto bo mi podłogę brudzisz - Powiedziała żartobliwie, ale zamiast śmiechu usłyszała jego wahający się głos
- Nie no spoko daj mi to pójdę do łazienki - Powiedział jednak wzrok który napotkał na swojej drodze uruchomił mu wyobraźnie i zaczął myśleć co jej nazmyślać, bo kłócić się nie miał zamiaru Du Couteau była obudzona a obudzona znaczy zła. Usiadł z miną pokonanego obok niej i zdjął koszulkę, rzucając ją na podłogę. Co jak co ale krew na pościeli dziewczyny to było by co najmniej zabawne, a on nie miał teraz nastroju dla żartów
- Ciąłeś się. - Bardziej stwierdziła niż zapytała
- Nie - odparł patrząc na nią jak na idiotkę
- Czemu się pociąłeś? - spytała z zażenowanym wyrazem twarzy. Czy on serio sądził że ona nie wie kiedy kłamie? Talon odwrócił wzrok na swoją koszulkę
- Bawiłem się sztyletami. Jak ty sobie rozwaliłaś udo ja nie zadawałem ci zbędnych pytań
- Tylko że jak ja rozwaliłam udo to ty to widziałeś. Poza tym widzę że się ciąłeś! - Ten szatański zielony wzrok który spotkał kiedy spojrzał na nią swoimi wilgotnymi oczami, tak go wystraszył, że...
- To twoja wina! I tego idioty!- Zacisnął ręce na prześcieradle a Katarina patrzyła jak słone łzy spływają po jego policzkach
- Niby czemu?
- Bo mnie nie kochasz! Tylko jego! A mnie powinnaś, to ja cię wszystkiego uczyłem, to ze mną spędziłaś najwięcej czasu, tylko ze mną rozmawiałaś! W czym ten idiota jest lepszy ode mnie?! Ja cie kocham do kurwy nędzy! - Teraz rozbeczał się na dobre. Czerwonowłosa nie wiedziała co ma zrobić. Była w lekkim szoku po tym co usłyszała, ale jednak dała radę ogarniać na tyle żeby go przytulić. Poczuła na swojej szyi wilgoć. Nie tylko spowodowaną łzami...czy on jej właśnie robił malinkę?!
- Usta przy sobie, jasne? - Powiedziała chłodnym tonem odpychając go od siebie. Na ten ton cały się wzdrygnął. Nigdy tak do niego nie mówiła. Właściwie mówiła tak do wszystkich TYLKO nie do niego. Spojrzał na nią wzrokiem zbitego, biednego kundelka
- Ej, może i ostatnio mi odwala ale nie aż tak bardzo żeby dać się tym oczkom. Ja nie Lux. - Wytarła mu kciukami policzki i uśmiechnęła się ciepło.
- Kocham cię jak brata[#FRIENDZONE ] ale tylko mu coś zrób, to ja zrobię coś tobie i to nie będzie przyjemne.
Wyszli do pracy a w tle dało się słyszeć odgłos maskotki kiedy dziewczyna przez przypadek na niej stanęła. Tak była cały czas w łóżku, a Du Couteau cały czas się o niej tuliła, bo Garen wykąpał ją w swoim szamponie zanim oddał ją w ręce krwistowłosej, więc pachniała zupełnie jak on, co na Katę działało jak kocimiętka na Renagara.
1 komentarz:
Pisz 12 !;D
Nie mam co czytać ;-;
Prześlij komentarz