wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 3 Proszę...pozwól mi... +18

Delikatne promienie słońca padały na ich pogrążone w śnie twarze. Pod wpływem światła Garen otworzył oczy, leniwie ziewając. Pierwsze co zobaczył były czerwone pasma okalające śliczną twarz jego...chyba nowej koleżanki? Uśmiechnął się lekko zgarniając jej niesforne kosmyki z twarzy. Pod wpływem tego dotyku powieki Katariny uniosły się, a zielone tęczówki spojrzały prosto w oczy Potęgi Demacii. Wyraz twarzy Du Couteau błyskawicznie się zmienił w zszokowany. Szybko odsunęła się od niego patrząc z przerażeniem w tę piękną twarz w okół której opadały brązowe kłaczki wyrastające mu z głowy. Jak mogła wcześniej nie widzieć że on jest taki przystojny? A no tak, przez tę zbroję i beznadziejną fryzurę nie był. 
- M-m-m-możesz zapomnieć o tym co mówiłam wczoraj? - Zapytała patrząc ze wstydem gdzieś w bok 
- Ale dlaczego mam zapomnieć? W końcu nie codziennie widzi się że ty płaczesz - Powiedział kładąc jej delikatnie dłoń na policzku, który szpeciła blizna 
-W sumie nikt nie widział mnie płaczącej. W ogóle nie płakałam od kiedy skończyłam chyba 5 lat, nie pamiętam - Teraz odważyła się z powrotem zajrzeć w jego oczy 
- Czemu? - O boże jak on to robi? Raz jest męski i waleczny, raz potrafi być żywym seksem, a teraz jest tak uroczy, że wręcz można to porównywać do słodkości poro 
- Bo to skuteczniejsze. Jeśli ludzie myślą że niczego się nie boję i jestem pozbawiona uczuć łatwiej ich wystraszyć. Jak się mnie boją nie stanowią zagrożenia - Czerwonowłosa sama nie wiedziała czemu to mówi, po prostu obecność tego idioty powodowała, że nie chciało jej się udawać 
- Wczoraj jakoś nie byłaś zadowolona z tego, że tak myślą - Crowngard był ciekawy co mu powie. Był ciekawy każdej rzeczy z nią związanej. 
- Bo to trudne jak ludzie widząc cię na ulicy nie wiedzą jak zareagować i uciekają, bo boją się o własne życie, ale w sumie to mam to gdzieś, czemu ja ci to mówię?! - Dotarło do niej że popłynęła za daleko z tokiem swojej wypowiedzi 
- Masz to gdzieś? Ale wczoraj płakałaś. - Oj nie Garen nie da za wygraną chce coś usłyszeć i to usłyszy 
- Bo przy tobie uruchamia mi się jakiś ludzki pierwiastek jasne?! Jak jesteś debilu w pobliżu to mi się sumienie włącza! Jak ty to robisz ?! Normalnie zabijam ludzi bez mrugnięcia okiem, a ciebie próbowałam zabić już z 3 razy i za każdym nie umiałam tego zrobić! Jak ty to robisz?! - Teraz to już przesadziła. Garen patrzył na nią z otwartymi ustami i nie wierzył w to co usłyszał. Ale jednocześnie wiedział, że to jego zasługa, iż Katarina to powiedziała. 
- Ale ty wiesz, że nie dałaś rady mnie zabić, bo po prostu nasze umiejętności walki są bardzo wyrównane i oboje padlibyśmy ze zmęczenia jeśli bilibyśmy się na śmierć i życie? -  Mężczyzna przybrał ironiczny ton głosu 
- Ale ja nie mówię o walce! Ja mówię o tym, że Darius kazał mi się ciebie pozbyć, ale kiedy zobaczyłam jak słodko śpisz to nie umiałam! Mogę zabić każdego człowieka na świecie, ale nie ciebie! - Teraz znowu oczy krwistowłosej nabrały wilgoci. Garen nie spodziewał się, że usłyszy coś takiego. Nie ruszał się. Cały czas przyglądał się tym trawiastym oczom i nie wiedział co ma zrobić. Gdy tylko jego mózg przyswoił to że ona właściwie przyznała się do żywienia pewnych pozytywnych uczuć względem jego osoby zrobił coś na co od dawna miał ochotę. Pochylił się i wbił w jej pełne wargi. Z początku lekko smyrał je swoimi ustami, ale gdy Katarina ogarnęła co się dzieje i dotarło do niej, że to co robił z nią demaciański dowódca było bardzo przyjemne zaczęła oddawać pocałunek. Położyła mu delikatnie ręce na szyję a jej język aktywnie brał udział w zabawie. W pewnym momencie Garen delikatnie naparł na jej ciało zmuszając do położenia się na łóżku, a sam zawisł nad nią nie przerywając pocałunku. Było niesamowicie przyjemnie do czasu aż Du Couteau nie przekręciła głowy w bok. 
- P-p-przestań - Powiedziała drżącym głosem. On podniósł z niej i spojrzał smutno w jej przenikliwe tęczówki 
- Dlaczego? 
-B-bo ja nigdy się nie całowałam...Nie umiem. - Po raz drugi tej doby zawodowy zabójca spłonęła rumieńcem. Sama nie widziała, czy ze wstydu, czy z podniecenia przez zaistniałą przed chwilą sytuację. 
- Jak to? Czekaj to był twój pierwszy pocałunek? Przepraszam. - Potęga Demaci spuścił głowę i spojrzał w dół 
- Nie no, ja się na ciebie nie gniewam. - Po chwili niezręcznej ciszy dodała - W sumie cieszę się, że to ty mnie pocałowałeś, a nie ktoś inny - Jej prawy kącik ust uniósł się lekko. Gdy po chwili spojrzeli na siebie przerażeni 
- KURWA! 
- KURWA! 
Krzyknęli niemal w tym samym czasie. Katarina wybiegła z pokoju a chłopak zaczął szukać ubrań które nadają się do użytku. W tym pośpiechu już kilka minut potem oboje biegli w stronę Piltover. 
- Czekaj - zadyszał wyraźnie Garen próbując złapać oddech 
Co ty? Biegniemy dopiero jakieś 15 minut - Czerwonowłosa nie kryła swojego zażenowania jego kondycją, ale w sumie on nie ganiał się z gangami po miastach dla zabawy. 
- I tak już jesteśmy spóźnieni, po co mamy się jeszcze męczyć? - W sumie miał rację. Dziewczyna cofnęła się do niego i poczekała aż będzie w stanie iść. Chwilę potem szli normalnym tempem. 
- Ja wam mówię Garen, już nie żyje - Vi siedząca w ostatniej ławce była wyraźnie rozbawiona, tym że Fiora myślała, iż Katarina nic mu przez tę noc nie zrobi, a tej dwójki jak nie było tak nie ma. Nagle drzwi otworzyły się leniwie a dwójka spóźnialskich weszła i zajęła jedyną wolną ławkę znajdującą się w pierwszym rzędzie. Wszystkie ciekawskie oczy utkwiły teraz na nich. 
- Czemu się spóźniliście? - Powiedział ze spokojem Ryze zdejmując swoje okulary. - Garen jesteś cały? 
-Czemu od razu zakładasz że mu coś zrobiłam. Siedzi, żywy jest, to chyba sukces co? - Powiedziała z pretensją w głosie Du Couteau. Wymowny wzrok którym obdarowali ją wszyscy był wystarczającą odpowiedzią - Dobra, nie było pytania - Dodała unosząc ręce do góry dla podkreślenia swojej wypowiedzi. Niebieskoskóry starszy mężczyzna wrócił do prowadzenia lekcji. Jak się okazało historia wielkiego konfliktu. Teraz dopiero czerwonowłosa rozejrzała się po pomieszczeniu. Ściany w tym samym kolorze co budynek od zewnątrz, czyli żółte. Pięć dwuosobowych ławek, osoby które w nich siedziały były specjalnie przydzielone przez Fiorę, aby wrogie nacje spędzały jak najwięcej czasu w swoim towarzystwie. Tak więc Cassiopeia siedziała z Quinn, Lux z Talonem, Vi i Cait siedziały na końcu drugiego rzędu, aby lepiej widzieć wszystkich, mimo że żadna z nich nie była zbytnio zainteresowana angażowaniem się w ten projekt. Po skończeniu tej nudnej nauki był czas na zajęcia które my nazywamy wychowaniem fizycznym. Wszyscy poszli się przebierać w wygodniejsze ubrania. 
Szatnie były urządzone standardowo, niebieskie kafelki na ścianach i podłodze, i dwie ławki przylegające do ścian. Xin Zhao właśnie ubierał czarną koszulkę, gdy z pryszniców wyszedł Ezreal...w samym ręczniku 
- Ezi, pizdusiu mój kochany, nie ma tu żadnych pedałów, więc przestań się obnażać. A tak w ogóle to pryszniców powinno się używać dopiero jak się spocisz wiesz? - Dało się usłyszeć kpiący głos Talona siedzącego najdalej od blondyna. 
- Sam jesteś pedał! Lubie się myć, to będę się myć, a nie jak ty śmierdzielu - Explorer nie pozwoli sobie na wyzwiska a tym bardziej nie od pedałów. 
- A masz coś do homoseksualistów?! - krzyknął Garen. Tak, to on zawsze musi wychodzić na tego dobrego, to zaczynało się już robić irytujące 
- Jakby latał za tobą lubowdup, który ma stuna i jeszcze musi za tobą łazić na Summoner's Rift, bo go jakiś debil przywołał, i byś mu się podobał, i na każdym kroku próbował cię zmacać, TO TEŻ BYŚ MIAŁ PROBLEM! - Xin siedział na ławce przyparty do ściany i obserwował z boku sytuacje. Było mu gorąco gdy patrzył na wodę skapującą z tych złotych włosów prosto na to śliczne drobne ciałko. Siedział i miał minę prawie identyczną do Katariny, kiedy zobaczyła Garena w rurkach. Nawet nie słuchał o czym rozmawiają, a rozmawiali dość głośno. 
~***~ 
Po 3 godzinach spędzonych na jakichś głupich zabawach wymyślanych przez Fiorę i Jarvana, które miały niby integrować, a wszyscy czuli się jak idioci...w sumie całkiem dobrze się też bawili. Grali jeszcze z Dariusem z kosza, co było niesprawiedliwe bo on ma koszykarskiego skina i nikt nie miał szans, rozchodzili się już do domów. 
- Gareeeenku - Zaćwierkotał Xin zarzucając się koledze na szyję 
- Co chcesz - mruknął wesoło, przyzwyczajony do takich czułości między nimi 
- Idziesz do mnie na noc musimy pogadać - puścił go i mocno spoważniał 
- O czym? - Potega Demaci zdawał się być zbity z tropu 
- O mojej orientacji - Xin spłonął rumieńcem. Jego przyjaciel na te słowa zamilkł i razem poszli w kierunku domu skośnookiego. 
 Siedzieli w dużym pokoju. Ściany pomalowane były na fioletowo. Dwuosobowe łóżko znajdowało się między dwoma oknami na przeciw drzwi. Siedzieli na zielonej pościeli idealnie pasującej do wystroju wnętrza. W powietrzu unosił się zapach wanilii, który spowodowały trzy zapachowe świeczki leżące na ciemno zielonej komodzie przy drzwiach. Na środku pomieszczenia leżał puchaty, mięciutki dywan koloru pościeli. 
- Ej czemu masz nowy pokój? - Crowngard nie był zachwycony swoim miejscem w domu, które w porównaniu z tą sypialnią było strasznie dziecinne. 
- Bo jestem duży i rodzice mnie kochają, a nie to co ciebie? - W głosie długowłosego zabrzmiała ironia. Popchnął Garena na łóżko, a sam położył głowę na jego udach i wtulił się w podbrzusze przyjaciela. 
- Nie tul się tak do mnie, jak możesz mnie zgwałcić - Zaśmiał się nastolatek głaszcząc kolegę po włosach. 
- To nie jest śmieszne - Naburmuszył się jak małe dziecko - Ja tu chyba jestem gejem, a ty sobie ze mnie jaja robisz 
- No przepraszam - Zaśmiał się wesoło 
- Twój tyłek jest ze mną bezpieczny 
- A to niby czemu? Bo co? Bo brzydki jestem? Bo Ez ładniejszy? - Potęga Demaci idealnie udał zachowanie typowej zazdrosnej dziewczyny 
- Po pierwsze, jest od ciebie o wiele ładniejszy i ty o tym doskonale wiesz, po drugie nawet jakbym chciał to byś mi nie pozwolił 
- A skąd wiesz? - Zabrzmiał sarkastycznie, ale jednocześnie był ciekawy jak jego przyjaciel na to zareaguje. Xin podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał Garenowi w oczy. 
- Ja poważnie mówię. Chyba jestem gejem - spojrzał w bok ze wstydu. Garen chyba zrozumiał, że to nie są żarty więc też przybrał poważny wyraz twarzy. 
- No ale jak widzisz cycki to ci staje? - I cała powaga poszła się jebać. 
- Nigdy cycków nie widziałem debilu! Ale staje mi jak widzę Ezreala...- drugie zdanie powiedział już ciszej 
- Kurwa czemu wszyscy na niego lecą!? Ty, Taric, moja siostra, 
- Wszystkie dziewczyny które go znają - Dopowiedział w połowie zdania Xin 
- Ej aż tak ci libido skacze że jak go widzisz to masz twardo? 
- No co ty - Garen dostał kontrolne ciapnięcie w łeb - Ale dzisiaj w szatni myślisz że po co do toalety poszedłem? 
- O skurweesyn...ale jesteś pewny że lubisz facetów? - Cały czas nie mógł uwierzyć w to co słyszał 
- No właśnie nie...ale mam pomysł jak to sprawdzić - powiedział z wahaniem i zażenaowaniem w głosie 
- Niby jaki - zaraz po tych słowach został przyciągnięty do namiętnego pocałunku, który po chwili przerwał 
- Co ty robisz? - O dziwo w głosie Garena nie było teraz ani grama złości, a w końcu nie codziennie całuje się ze swoim najlepszym przyjacielem 
- P p proszę pozwól mi ja chcę tylko sprawdzić czy to mnie faktycznie podnieca - Drżący głos Xina był niemal niemożliwy do usłyszenia, ale już po chwili całowali się coraz śmielej. W pewnym momencie ręka Crowngarda zawędrowała pod koszulkę skośnookiego, na co ten cicho westchnął czując zimne palce na plecach. Brunet wykorzystał ten moment aby wsunąć swój język do jego ust i zacząć pieścić ich wnętrze. Oboje zatracili się w tym, nie patrząc na to, jak dziwna jest ta sytuacja. Badał narządem jego policzki, podniebienie, zęby, oraz zapraszał język kolegi do wspólnego tańca. Po kilku minutach wylądowali bez koszulek, na sobie, w tym gigantycznym łóżku. Nie przerywając pocałunku Xin złapał wiszącego na nim kolegę za pośladki, na co ten cicho jęknął. 
I coJesteś gejem? - Zapytał śmiejąc się brunet 
- Z tego co czuję na swoim udzie, to tobie też się to podoba - Dopiero teraz generał zobaczył wyraźnie widoczne wybrzuszenie w swoich spodniach 
- To twoja wina, zrób coś z tym! - Zachichotał znowu całując swojego kolegę. 
- Nie kuś - Powiedział szyderczym głosem szatyn 
-  Zrób to, a nie pieprzysz - Garen był tak rozbawiony tą sytuacją, że nie zauważył kiedy został przewrócony na plecy, i przytwierdzony do łóżka 
- To mam pieprzyć, czy przestać pieprzyć? - Wyszeptał mu do ucha niskim podniecającym głosem. 
- Ty mnie nie łap za słówka, tylko coś zrób, bo to boleć zaczyna! - Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Też był podniecony do granic możliwości, a musiał przyznać że jego dowódca nie jest brzydki. Nie minęła minuta a reszta ich ubrań wylądowała na miękkim dywanie. Zaczął całować jego klatkę piersiową, i drobnymi całusami kierował się do jego prawego sutka. Okrążył go językiem i lekko possał, co zaowocowało głośnym jęknięciem chłopaka pod nim. Zjeżdżał pocałunkami coraz niżej. Po całym pokoju dało się słyszeć krzyk Garena gdy Xin wziął jego męskość do ust. Kilka razy okrążył ją językiem i przejechał nim po trzonie, aby w końcu zassać się na główce. Nie wiele brakowało aby zdało się usłyszeć głośne jęki 
- P p przestań ja zaraz - nie mógł dokończyć zdania, bo doszedł z głośnym krzykiem w usta swojego przyjaciela, który połknął wszystko bez szmerania i od razu podniósł się do góry wbijając w jego opuchnięte już nieco wargi. W tym samym momencie Garen poczuł zanurzający się w jego odbycie palec, przez co od razu przerwał pocałunek 
A to niby czemu ja mam być na dole? 
- Bo jesteś na dole od dobrych pięciu minut, a poza tym jestem wyższy 
- To nie ma znaczenia 
- Właśnie że ma - Zanim brunet zdążył znowu zaprzeczyć Xin zamknął mu usta pocałunkiem i dołożył drugi palec. Teraz dwa leniwie rozciągały wnętrze Potęgi Demaci i przygotowywały je na coś o wiele większego. Skośnooki był już tak bardzo podniecony, że nie pytając się o pozwolenie wyjął palce, i wbił się w niego od razu, szybko i do końca. Stłumił jego krzyk swoimi wargami. Ale to nie zmniejszyło bólu jaki teraz odczuwał generał, nic dziwnego w końcu nie mieli żadnego nawilżenia. Po policzkach Crowngarda zaczęły spływać łzy, które od razu zostały scałowane. 
- Ćśś wytrzymaj - Xin próbował go uspokoić głaskaniem po plecach 
- Nie mogę...kurwa... - Garen schował twarz w zgłębieniu jego szyi, i zacisnął dłonie na kołdrze. Jego przyjaciel poruszył się delikatnie na próbę, która przyniosła głośny jęk ich obu. Chyba udało mu się trafić w jego prostatę, bo niższy uspokoił się i szarpnął niecierpliwie biodrami. 
- Streszczaj się - udało mu się wyszeptać mimo przyspieszonego z podniecenia oddechu. Xin wykorzystał tę desperację i od razu zaczął poruszać się w zawrotnym tempie. Obaj doszli w prawie tym samym czasie. Długowłosy wyszedł z jego wnętrza i położył się obok okrywając ich obu kołdrą. 
-...Cieknę - Powiedział czując nasienie Xina wypływające z jego odbytu  
-  Jestem pedałem 
- A ja jestem bi no i co - Powiedział Crowngard wzruszając ramionami 
- Skąd wiesz?-spojrzał na przyjaciela podejrzliwie 
- Bo mi się też podobało, a wszyscy wiemy że lecę na Katę jak dzika kuna w agrest - Zaśmiali się obaj po czym ze zmęczenia zasnęli w swoich objęciach

2 komentarze:

Itenori pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Itenori pisze...

"We śnie" a nie "w śnie", "wokół" a nie "w okół". Mogę tak wymieniać cały czas. Popraw błędy i rób SPACJE po kropce, przecinkach, znakach zapytania, wykrzyknikach i innych znakach interpunkcyjnych. Widzisz jak ja pisze? Jest to poprawne i lepiej się czyta. Jak się za coś już bierzesz to bierz się za to porządnie. We wszystkich rozdziałach jest masa błędów i te braki spacji... Ogólnie fabuła nie jest zła ale za dużo używasz potocznych zwrotów i wulgaryzmów. Musisz nad tym pracować.