- Co się ciulu drzesz?! - Warknął pół śpiący Xin, zakrywając twarz kołdrą.
- Bo mnie dupa boli! - zawył Crowngard masując się po tyłku
- No nie gadaj że nie było warto - dodał z rozbawieniem skośnooki
- Nie no co to, to nie....musimy to kiedyś powtórzyć - powiedział obejmując przyjaciela.
- Ej gdzie mi z tymi łapami pedale! - Xin zrzucił jego ramiona ze swojej szyi.
- Czy ty mnie wykorzystałeś! Byłem tylko zabawką tak?! Nienawidzę cię! - Potęga Demaci udał że płacze, a już po chwili obaj wybuchli dzikim śmiechem.
- Idź się umyj debilu - Powiedział Xin klepiąc Garena w tyłek, w czasie gdy ten poszukał swoje bokserki, ubrał je i wychodził do łazienki. Po chwili jednak wrócił po resztę ubrań, a na pytający wzrok przyjaciela odpowiedział
- No co jak mnie twoja matka zobaczy w samych gaciach i z twoją spermą na udach to może zadawać za dużo pytań. - Powiedział naciągając błękitną koszulkę. Po około 15 minutach wrócił jeszcze z mokrymi włosami, a w pokoju Xin już ubrany zaczął go obwąchiwać.
- Co ty robisz?
- Czemu pachniesz malinami? - Powiedział podejrzliwym głosem a chwilę potem wybuchł drugi już raz tego ranka śmiechem.
- Co się śmiejesz pedale?
-I co jestem gejem to będziesz na mnie pedałem nazywać? Ja przynajmniej nie podkradam mojej matce szamponu - Mówił przez śmiech - Ty nie widziałeś że on jest damski? - Cały czas chichrał się jak małe dziecko
-Widziałem, ale ładnie pachnie - Powiedział z pożałowaniem w głosie patrząc na swojego kolegę śmiejacego się według niego bez powodu
Czekali pod budynkiem ,,szkoły'' aż przyjdą wszyscy. Byli godzinę wcześniej więc strasznie się nudzili. Modlili się żeby ktokolwiek przyszedł już teraz w, tej chwili. Nie ważne że ludzie pewnie zaczną się schodzić za jakieś pól godziny. Nagle ku ich zdziwieniu Ezreal wbiegł w skowronkach na schody które akualnie zajmowali demacianie. Usiadł obok nich przytulił Garena, cmoknął Xina w policzek i się śmiał. Crownagard patrzył na niego jak na idiotę, a długowłosy zastygł w szoku a jego policzki przybrały szkarłatny odcień różu.
- A tobie co?
- Wiesz co Garuś? Ten twój głos potrafi zepsuć humor nawet mnie - Przybrał minę dziecka któremu ktoś zabrał lizaka - Ej misiek ty masz gorączkę? - Spytał widząc wyraźnie wypieki na jego polikach, i przyłożył mu rękę do czoła. Na ten dotyk Xin jakby się otrząsnął i spojrzał w jego twarz. Te śliczne duże oczy, zielone w środku wykończone błękitem, ten chłopak na prawdę miał śliczne tęczówki. A jasne przydługie blond kosmyki opadały na jego policzki okrywając narysowane trójkąty dodające mu słodkości. I te śliczne białe zęby, teraz schowane były pod maską zmartwienia. Zmartwienia o niego. Czy na prawdę aż tak było widać ten gorąc który czuł po tym niewinnym całusie?
- C co? A tak, nic mi nie jest - Uśmiechnął się lekko do blondyna, na co ten odpowiedział mu promiennym u śmiechem
- To dobrze! Garenku widziałeś może swoją siostrę? - Ezreal cały czas utrzymywał swój słodziutki głosik
- Nie mów do mnie Garenku tylko on - Tu kiwnął głową na szatyna - Może tak do mnie mówić - Powiedział najbardziej oziębłym tonem na jaki było go stać. Co strasznie zdenerwowało explorera, nikt nie może opierać się jego słodkości! Więc postanowił przestać robić z siebie cukierka i pokazać mu kto tu rządzi.
- Bo mam ochotę ją wypieprzyć tak jak za każdym razem kiedy jest ze mną sama - Odprychnął patrząc się mu prosto w brązowe oczy i krzyżując ręce. Garen tylko opuścił głowę uśmiechnął się mimo pulsującej mu na skroni żyłki.
- Masz 3 sekundy na ucieczkę, wybieraj raz a mocno, czy kilka razy lżej? - Oczywiście chodziło mu o rodzaj wpierdolu jaki blondyn zaraz zaliczy. Xin przypatrywał się całej sytuacji do momentu aż nie usłyszał o Lux wstał i odszedł żeby się uspokoić. Stanął pod drzewem. Tym samym które rzucało cień pierwszego dnia. Czy to możliwe żeby on...z nią? Nie to niemożliwe. Ale jakby się temu bliżej przyjżeć? Ona często brała sobie jego ubrania i je niszczyła przerabiając dla siebie. Często wychodziła z nim. Prawie zawsze jak do niej przychodził nie było jej w domu, a okazuje się że bardzo dobrze dogaduje się z policjantkami Piltover więc musi tam często przebywać. Kurwa. W tym momencie zobaczył jasne promyki światła przed sobą i obiekt jego uczuć znalazł się na gałęzi zaraz nad jego głową. Ganiali się tak bez przerwy i pewnie będą się ganiać dopóki komuś coś się nie stanie. Oczywiście wiadomo było że poszkodowany będzie Garen bo w pojedynku z odkrywcą nie ma szans, a mimo to Ezreal uciekał. Nagle jego długie włosy przewiał wiatr. Ale wiatru nie było. To był Talon z Katariną którzy jak zwykle marnowali swoje umiejętności bo nie chciało im się używać nóg do przemieszczania się.
- Co im się stało? - Usłyszał wypruty z uczyć głos chłopaka niższego od niego o pół głowy
- Pan potęga uruchomił tryb ,,kochany starszy braciszek'' - Odpowiedział mu
- Aaa czyli ktoś tu się dowiedział że nasz Ezi posuwa mu siostrę, no nieźle - Dodała z kpiną w głosie zielonooka
- Czekaj... oni serio? - Powiedział zszokowany seneszal Demaci
- No - Powiedziała czerwonowłosa opierając się o Talona. Długie czarne kosmyki nagle urosły. A nie, Xin po prostu opuścił ze smutku głowę, nie ważne. Po chwili wszyscy usłyszeli łomot i zobaczyli Garena leżącego na ziemi. I słyszeli donośny śmiech blondyna który skakał nad nim jak głupek. Jedyna dziewczyna w towarzystwie wybiegła obok nich i wskazała palcem na leżącego chłopaka
-Mam świadków ja mu tego nie zrobiłam! - wszyscy głośno się zaśmiali, a Crowngard powoli odzyskiwał władzę w ciele. Po ostatnich wydarzeniach zawodowy zabójca nie miała oporów żeby mu pomóc, mało tego przyprowadziła go na schody i spytała czy wszystko dobrze. Całe zgromadzenie razem z Vi i Cait które przed chwilą doszły patrzyło na nich z wyraźną miną ,,co tu się odkurwiło?!''
- Garen siedzi pół przytomny a z tego co widzę ruda mu tego nie zrobiła - na wzmiankę o kolorze włosów Katariny obok twarzy mówiącej szeryfki przeleciał sztylet.
- Jeszcze raz powiesz że jestem ruda to trafię - powiedziała z przymróżonymi oczami dalej masując już nie wrogiego generała po obolałych skroniach. W tej chwili wszyscy usłyszeli krzyk blondyna i automatycznie spojrzeli w tamtym kierunku. Ezreal stał, pół zgięty z bólu a obok niego stała jego dziewczyna.
- Przeproś mojego brata w tej chwili! - Jej oczy były ze złości jeszcze bardziej szafirowe niż zwykle, kiedy podchodziła do Du Couteau i Garena trzymając za szmaty odkrywcę. Rzuciła go na ziemię tak że upadł na kolana.
- Garenku przepraszam...że jesteś taką pizdą - Znowu dostał po głowie - Dobrze przepraszam... więcej cie nie zleję - Powiedział ze złością patrząc gdzieś w lewo
- Potęga demaci w sumie nie zwracał uwagi na to co mówi blondyn tylko patrzył się w całkiem przyjemną część ciała swojej nowej pięknej koleżanki, która już od 2 dni nie chciała go zabić. A mając jeszcze resztki zawrotów głowy wszystko widział podwójnie więc nic tylko korzystać.
Reszta dnia minęła im jak ostatnio. No może z małym wyjątkiem. Fiora obiecała na jutro niespodziankę, ale wszyscy zamiast się cieszyć raczej bali się co ona znowu wymyśliła.Reszta dnia mijała jak zwykle, Garen z Xinem się wygłupiali i generała w ogrodzie.Cassiopeia sprawdzała różne makijaże na swojej twarzy.Lux i Ezreal albo siedzieli obok Summoner's Rift nad rzeką.Caitlyn siedziała u siebie w biurze myśląc jak pozbyć się tej płaskiej wariatki w czasie kiedy Vi próbowała ją jakoś od tego odciągnąć (tak chodzi o perfidne macanie jej wszędzie). Jedyne co było nowe to Katarina i Talon. Zamiast szukać nowych klientów w jakiejś ciemnej uliczce w którejś z nacji siedzieli na dachu domu Crowngardów i patrzyli na gwiazdy. Czemu tam? Bo trudno się tam wdrapać więc mieli chwilę prywatności. Niebo było praktycznie bez chmurne. Ciemne i lekko fioletowe, zdobiły je małe świecące punkciki. Kojarzyły się czerwonowłosej z iskierkami w oczach Potęgi Demaci za co od razu skarciła się w myślach. Siedzieli i nic nie mówili, tak było zawsze. Nie musieli rozmawiać wystarczyło im swoje towarzystwo. Jednak pół godziny bez słowa to już przesada.
- Ej o co ci dzisiaj chodziło? - Zapytał brunet odwracając się do koleżanki
-W sensie że kiedy?- Dziewczyna również się odwróciła poprawiając uwierający ją w udo sztylecik który bez żadnej osłony zdążył lekko naciąć jej skórę.
- W sensie że z Garenem. Nie patrzyłaś na niego jak zawsze. No i pomogłaś mu rano
- Bo oberwał od Ezreala strugą światła i nie byłby w stanie sam się podnieść. Poza tym skoro i tak nie mogę nic mu zrobić to chyba jak będę miła łatwiej mi to wyjdzie - Odpowiedziała dziewczyna rozglądając się nerwowo na wszystkie strony. Na ten widok Talon zmarszczył brwi i przybliżył twarz do przyjaciółki. W jej trawiasto zielonych oczach było widać dziwny błysk.
- On ci się podoba - Bardziej stwierdził niż zapytał cały czas utrzymując zmarszczkę między brwiami
- Powaliło cię?!On?! Poza tym jak on może mi się podobać skoro ja nie mam uczuć? - Odwróciła się w drugą stronę krzyżując ramiona
- Skoro ich nie masz to jak wyjaśnisz mi twoje zachowanie - Z powrotem spojrzała w jego czekoladowe tęczówki a jej mina wyraźnie pokazywała że kompletnie nie wiedziała o co mu chodzi
- Jak jest temat Garen, albo on jest gdzieś w pobliżu maska potwora ci znika kochana. Nie masz pustych oczu a nawet czasami akcentujesz emocje w wypowiedziach i patrzysz się na niego jakoś tak ciepło - Zaczął wymieniać za co dostał po głowie
- Dobra dobra! Strasznie mi się podoba ale to nie jest moja wina jasne?! Skończ już ten temat, idziemy, muszę się wyżyć, najlepiej zabijając jakichś mafiozów. -Powiedziała wstając na nogi i zeskoczyła na niższą część budynku.Przyjaciel od razu za nią podążył.
- Możemy przestać mordować członków mafii? To już jest nudne a oni w ogóle się bronić nie potrafią. Pominę fakt że wszystkie mafie w Valoranie chcą nas zabić - Zajęczał wywracając oczami, ale nadal dzielnie podążał za krwistymi włosami które przez wiatr wpadały mu prosto na twarz
- Uwaga bo coś nam zrobią. Wkurzyłeś mnie więc wybieraj 3 trupy których nie znamy czy moje sztylety zapoznają się z twoją skórą na plecach - Zatrzymała się wyciągając mały sztylecik z opaski na udzie. Dopiero teraz wyszedł on z jej ciała a całkiem spora strużka krwi spłynęła po czarnych, skórzanych spodniach. Całkiem nieźle zabolało bo ta dwójka miała najostrzejszą broń jaka jest, no i maniakalnie ją ostrzyli codziennie rano. Złapała się za udo padając na ziemię (czytaj ten dach po którym właśnie szli). Talon od razu podbiegł do niej aby zobaczyć ranę, niestety było na tyle ciemno i godzina tak późna że latarnie się już nie paliły.Pieprzeni demacianie i ich oszczędność.
- Idziemy to opatrzyć
- Ja raczej sobie tu poklęczę jeszcze z 5 minut, bo teraz to ja ci nie wstanę - Powiedziała patrząc się na dłoń którą trzymała się pod rozcięciem. Cała była już we krwi. Zabawne piętnastu chłopa najwyżej ją zadrapie ale przez złe trzymanie sztyletów nie może wstać. Talon nie wytrzymał kiedy zobaczył że podczas mówienie tego zdania Katarina lekko się uśmiecha w ten jej irytujący sposób. Wziął ją na ręce słysząc syk bólu. I zaniósł do drzwi wejściowych
- Co ty robisz debilu my tu nie mieszkamy - Gdyby nie miała zakrwawionych obu rąk to by go postukała palcem po głowie.
- Ale skoro Fiorcia mówiła że mam się integrować z tym idiotami to powinni dać nam trochę bandaża co? - Uśmiechnął się pogodnie i zapukał do całkiem dużych drzwi pod którymi niedawno Katarina siedziała. Otworzyły się dość szybko a ich oczom ukazał się temat ich ostatniej rozmowy, znowu w samych spodniach. Miał poczochrane włosy i zaspane oczy. Czy oni na prawdę tak długo siedzieli na tym dachu? A może on jest takim dzieckiem że spał tak wcześnie? Nie ważne, bo chłopak widząc zakrwawioną Katarinę od razu się rozbudził.
- Co jej się stało?! - Krzyknął budząc przy tym pół miasta. Tak darcie mordy wychodziło mu niemal idealnie.
- Jest idiotką to się stało. A mówiłem nie noś tak tych sztyletów, ale mnie oczywiście się nie słucha bo ja jestem drugim najlepszym zabójcą na świecie to już nie jest ten autorytet bo ona jest najlepsza i jak chce tak nosić to będzie tak nosić. Bo przecież ja nie myślę, bo....AŁ! Pojabało cię!? - Pisnął czując małe ostre metalowe coś wbijające się w jego klatkę piersiową. Ale nadal dzielnie trzymał przyjaciółkę.
- Zamknij się - Powiedziała odsuwając metal od ciała Talona. - Masz może jakiś bandaż? Bo mnie ten idiota nie puści? - Zwróciła się do demaciańskiego dowódcy unosząc brwi. Garen był tak zszokowany stanem Katariny że od razu wpuścił ich do domu kazał chłopakowi położyć ją na kanapę i pójść z nim na górę. Nie było ich dopiero od minuty ale czerwonowłosa już się nudziła. Na prawdę szybko się nudzi. Zaczęła oglądać pomieszczenie w którym się znajdowała, mimo tego że była tu setki razy nigdy nie zwracała uwagi na wystrój. Jasna kanapa, chyba z futra yeti. Palące się w kominku drewno wytwarzające przyjemne ciepło 1,5 metra od niej. Między nimi był dywan z tego samego futra co kanapa. Na kominku leżały ramki ze zdjęciami Lux i Garena z czasów dziecięcych. Słodcy byli. Ogólnie pokój był średniej wielkości ale sufit był wysoko. Ściany były miło zielone,zupełnie jak oczy Garena... PRZESTAŃ O NIM MYŚLEĆ DEBILKO! Podłoga wyłożona była ciemno brązowymi panelami koloru jego włosów i oczu. PRZESTAŃ! W końcu dało się usłyszeć kroki dwóch nastolatków, którzy weszli z zawartością połowy apteczki. Garen trzymał gazy i wodę utlenioną,A talon miał bandaże i mikstury.
- Ale wy wiecie że ja się przecięłam, a nie umieram? - Uniosła jedną brew do góry patrząc na ich ręce
- Stul ryj jak trzymać broni nie umiesz. - Garen otrzymał burzę 2 par oczu które emanowały teraz w jego kierunku wściekłością. Nikt nie ma prawa tak mówić do Katariny a tym bardziej jakiś demacianin. No może tylko Talon ale to wyjątek. - Przepraszam jestem zdenerwowany. Ściągaj spodnie. - Kiwnął głową na czarny materiał zakrywający jej nogi
- No chyba cie coś! Nie będę się rozbierać ! - Gwałtownie się podniosła, przez co już prawie zasychająca krew na udzie pękła i z rany wypłynęła kolejna strużka szkarłatnej cieczy. Była w stanie tylko jęknąć z bólu i ponownie opaść na kanapę. To przypomniało Garenowi jego dzisiejszy poranek.
- Ściągaj bo mnie matka rzuci Cho'gathowi na pożarcie jak jej bardziej krwią uwalisz tę kanapę
- Dobra dobra - Co jak co ale z Lily lepiej nie zadzierać. Do dzisiaj pamięta jak kiedyś ich zwiadowca próbował porwać Lux i wrócił pół żywy. Pewnie był by martwy ale oni mają sumienie. W tym momencie czerwonowłosa wpadła na genialny pomysł jak pokazać im rozcięcie a jednocześnie zostać w spodniach. Chwyciła sztylet i włożyła go we wcześniej powstałą dziurkę teraz zabrudzoną bordem jej krwi. Przecięła materiał wokół uda i wzdłuż nogi pozbawiając ją okrycia.
-Kreatywnie nie powiem że nie -powiedział Crowngard widząc jak dziewczyna poradziła sobie z tą sytuacją, drapiąc się po głowie. Jego mięśnie idealnie wyglądały w tej pozycji, ''Czemu ten ciul jeszcze nie ubrał koszulki?!'' pomyślała zielonooka widząc go takiego.
Opatrzyli jej nogę i już mogła w miarę chodzić ale tylko z czyjąś pomocą.
- Garenku?
- KURWA NIE MÓWCIE TAK NA MNIE !!! - Najpierw Xin ale on ma wybaczone, potem Ez a teraz on, nie no przesada.
- Nie drzyj się tak - Skarcił go zabójca - Czy ona może zostać dzisiaj tutaj? - Kata czuła się teraz jak jakieś porzucone zwierze znalezione w pudełku
- A czemu nie weźmiesz jej do was? - Wyższy był zadowolony z tego obrotu spraw ale nie rozumiał czemu przybrany brat nie może jej zabrać ze sobą
- Bo nie mieszkamy razem? Czemu wszyscy myślą że twój ojciec mnie adoptował - Zwrócił się do starszej córki generała Noxus
- Bo jesteś jedyną osobą z którą nie gadam tylko służbowo poza moją rodziną.Więc wszyscy pewnie myślą że też do niej należysz. - Wzruszyła ramionami
- Dobra śpisz ze mną czy? - postanowił zapytać Garen ale jego wypowiedź została przerwana
- Z tobą - Powiedziała dziewczyna oschłym tonem.Talon podziękował za pomoc zdziwiony pytaniem chłopaka a pozostała dwójka poszła na górę. Garen dał jej jakąś swoją koszulkę do spania i nieużywane bokserki które na nią pasowały jak zwykłe szorty. Dziewczyna przebrała się w łazience i już bez pytania wślizgnęła się pod kołdrę Crownagarda, wtulając się w jego umięśnione ciało od razu się uśmiechając. Drugi już raz zasnęli wtuleni w siebie.
~Rano~
Do sali wbiegł spocony,zdyszany, ogólnie w fatalnym stanie chłopak Lux.
- Odpierdol się ode mnie pedale!!! - Krzyknął w stronę z której przybiegł podszedł do blondynki i z jej torby zabrał butelkę wody. Połowę wypił a połowę wylał sobie na głowę, strzepując ją niczym pies po kąpieli.
- Taric? - Spytała przyzwyczajona do tego typu sytuacji infiltratorka
- Taaa, idę pod prysznic - Powiedział udając się do szatni, znajdującej się na przeciwko pomieszczenia w którym teraz byli
- Nie wydaję mi się żeby te prysznice były waszą własnością - Dziewczyny usłyszały głos kobiety z francuskim akcentem. Do pomieszczenia weszli w milczeniu Katarina z Garenem. Usiedli w swojej ławce i mając nadzieję że nikt nie zauważy złapali się za dłonie. Po ich dzisiejszej, porannej rozmowie oficjalnie zostali parą,oczywiście dziewczyna jasno powiedziała że nikt nie ma się dowiedzieć że ma jakieś słabości. Gdy już wszyscy przybyli udali się na swoje miejsca, a szepty rozmów ustały, Fiora wstała wyraźnie zirytowana.
- Cieszę się że po półtorej godziny od planowanego czasu już wszyscy są. Jak już mówiłam wczoraj mam dla was niespodziankę i mam nadzieję że wszyscy zabrali ubrania na zmianę tak jak prosiłam. Jedziemy sobie na biwak! - Klasnęła w dłonie spodziewając się równego entuzjazmu u młodzieży. Wszyscy patrzyli na nią bez ekscytacji a większość podpierała się na dłoniach, ukazując tym samym swoją ignorancję.
- Ja nigdzie nie jadę, mam robotę - powiedziała czerwonowłosa znów pod maską bezdusznej bestii, mimo tego że po śniadaniu u Crowngardów poszła do domu po więcej ubrań.
- Jak kilku ludzi pożyje trzy dni dłużej nic się nie stanie poza tym idziemy już teraz - W połowie zdania przerwał jej Jarvan wchodzący do pomieszczenia
- Gównażeria transport przyjechał - Powiedział najsympatyczniejszym tonem na jaki było go stać
- Sam jesteś gówniarz - Ddpowiedziała Vi nie zezwalając na jakiekolwiek obrażanie jej osoby.
- Wy się nabijacie że niby jestem stary to ja się będę nabijać że jesteście dziećmi.Zbierać się bo Darius się niecierpliwi. - Wyszli przed budynek a ich oczom ukazał się średniej wielkości, całkiem nowy bus.
- Nie no technologia jak z Piltover - Powiedziała Quinn z Valorem na ramieniu, który po chwili odleciał aby narobić śliczne nowe gówienko prosto na głowę generała Noxińskiej armii. Czujący to mężczyzna nie wytrzymał, już i tak zirytowany tym że musi brać w tym wszystkim udział.
- Daj mi tego ptaka będzie na ognisko!!! - Krzyknął goniąc granatowe stworzenie. Wszyscy patrzyli na to z wyraźnym rozbawieniem. Oczywiście oprócz Katariny i Talona którzy przecież nie mogą mieć uczuć, ale tak na prawdę w środku nie mogli wytrzymać ze śmiechu. Mężczyzna zatrzymał się dopiero po stunie od niebieskoskórego kolegi. Wszyscy usiedli na miejsca tymi samymi parami którymi siedzieli na zajęciach. Po godzinnej jeździe przebiegającej w miarę spokojnie, oprócz kłótni o jedzenie którego Fiora wzięła pełno , złowieszcze ostrze zaczynał nużyć sen. Siedziała z Crowngardem po swojej prawej a z lewej miała okno . Podparła się jedną ręką i powoli zasypiała, widzący to jej chłopak chciał żeby było jej wygodnie więc ułożył ją sobie na kolanach, na co dziewczyna gwałtownie się zerwała
- Powaliło cię? A jak ktoś zobaczy?!
- To zobaczy - Wzruszył ramionami - kocham cię, więc niech to widzą - po tych słowach ostry sztylet przeciął lekko jego szyję
- Nie! Nie ma nikt widzieć jasne? - Powiedziała przez zęby dziewczyna, ponownie odwracając się do okna. Po chwili jednak przypomniała sobie o rozcięciu i poprosiła siedzącego za nimi Ezreala który mimo zaleceń Fiory zamiast siedzieć z Xinem teraz tulił do siebie śpiącą blondynkę.
- Po co ci? - Nie chcąc żeby ktokolwiek się dowiedział o jej uczuciach względem demaciańskiego dowódcy szybko nabrała trochę jego krwi na palec. Jako szybkie wytłumaczenie wzięła to że przez przypadek dźgnęła się palcem w sztylet przy spodniach. Tak ona dalej nosiła je tak samo. Garen ciekawy co ona robi siedział tylko i słuchał uważnie rozmowy, do momentu aż poczuł delikatne dotyki na swojej szyi. Krwistowłosa przykładała co chwilę chusteczkę inną stroną żeby jak najwięcej szkarłatnej cieczy się szybko wchłonęło. Kiedy rana zdawała się już nie krwawić odłożyła papierek na bok znowu patrząc się w okno. Jechali już tak długo że słońce zaczynało zachodzić.
Kiedy się zatrzymali ich oczom ukazała się polana w środku ciemnego lasu. Nie był ciemny tylko dlatego że księżyc świecił już od dobrych dwóch godzin, on był po prostu przerażająco gęsty niczym z horroru. Na środku pola widać było miejsce na ognisko otoczone kilkoma ławkami, a przy granicach gładkiego terenu były małe drewniane domki. Dyrektorka zajęta planowaniem jutrzejszych zajęć powierzyła przydzielanie pokoi księciu i Dariusowi. A więc Xin był z Ezem, Cait z Vi, Garen z Katą, Lux z Talonem a Quinn z Cassio.
- Nie ma opcji - Powiedział długowłosy patrząc na duże dwuosobowe łóżko które ma dzielić z Ezrealem. Po krótkim obchodzie stwierdzili że tylko w tym domku jest jedno łózko.
- Nie marudź przecież cię nie zgwałcę nawet palcem bym cię nie tknął - Powiedział żartobliwie blondyn rzucając się na poduszki, ale nie wiedział jak bardzo rani tymi słowami swojego tymczasowego współlokatora, który wyszedł w stronę miejsca spania jego przyjaciela.
- Zamień się ze mną! - Powiedział z błaganiem w oczach ale Garen był zażenowany
- Ty serio myślisz że będę wolał spać z tym idiotą niż z Katą - Cały czas się uśmiechał
- No weź to dla mnie zrób - Zaczął leciutko okładać go pięściami po klatce piersiowej.- Ja go zgwałcę przecież - Jego przyjaciel przewrócił oczami, załapał dłońmi jego twarz i spojrzał mu głęboko w te pomalowane oczy
- Kochasz go?
- Tak
- To go nie skrzywdzisz. Proste i logiczne a teraz idź bo mam teraz lepsze rzeczy do roboty niż gadanie z tobą. - Wrócił do budynku zostawiając Xina samemu sobie. Nie miał wyboru jakoś przetrwa te dwie noce. Kiedy wszedł zobaczył blondyna w samych bokserkach szykującego się do spania. Droga na prawdę była męcząca.
- Ubierz coś - powiedział starając się nie patrzeć na to delikatne ciałko
- Słuchaj - Wstał i podszedł do wyższego - Może i wyglądam, może i się zachowuję, ale nie jestem gejem i nigdy nie będę możesz obok mnie spać spokojnie - Uśmiechnął się ale gdy zobaczył powagę na twarzy rozmówcy też spoważniał
-Ale ja jestem, i cie kocham więc proszę ubierz się zanim zrobię coś głupiego - Z e wstydu nie mógł spojrzeć mu w oczy, patrzył się w kąt pomieszczenia. Poczuł tylko silne uderzenie pięścią w twarz po czym zobaczył jak mniejszy ubiera się, zabiera swoje rzeczy i wychodzi. Dopiero teraz pozwolił wypłynąć łzą gromadzącym się od chwili w oczach. Usiadł przy ścianie, schował głowę w kolanach i płakał. Kiedy słone łzy podrażniły jego uderzony polik zaczął on nie tylko jeszcze bardziej boleć ale też szczypać. Wiedział że to było głupie. Mógł tego po prostu nie mówić, a teraz on już nigdy się do niego nie odezwie. Po kilku minutach żałosnego łkania drzwi do domku otworzyły się, Ezreal wrócił ale Xin nie miał pojęcia po co przecież zabrał swoje rzeczy. Blondyn ukucnął przy nim i spojrzał w te zapłakane, śliczne skośne oczki.
- Przepraszam - Wyszeptał gładząc delikatnie kciukiem zranioną część ciała kolegi-bardzo cię boli?
-Nie... - Powiedział tak cicho że ledwo dało się słyszeć, bardziej bolała go zraniona dusza. Nagle został przyciągnięty w objęcia mniejszego chłopaka. Gdy poczuł ten cudowny, truskawkowy zapach jego włosów zaciągnął się nimi i bardziej wtulił w jego ciało. - Ja-ja-ja mogę spać na podłodze nie, ma problemu - wyszeptał kiedy już się od siebie odsunęli
- Nie no co ty, nie będziesz mi spał na podłodze, bo możesz się przeziębić. Tylko nie dotykaj mnie dobrze?
- Postaram się, ale jakby co to mnie walnij - Lekko się uśmiechnął wycierając pozostałe na policzkach łzy
W tym samym czasie Talon przyglądał się przez okno co się dzieje w domku obok. Jego ukochana właśnie uczłowieczała się z tym prymitywem. Jeszcze brakuje żeby zaraziła się sumieniem i przestała zabijać ludzi. Na myśl o tym samotna łza spłynęła po jego policzku. Czarodziejka światła w tym czasie bawiła się kolorowymi wiązkami światła nie zwracając zbytniej uwagi na to co on sobie robi. Jednak kiedy zobaczyła ten smutny wzrok podeszła kładąc mu dłoń na ramieniu i odciągnęła od okna które jak podejrzewała było powodem jego smutku.
- Możesz mi wyjaśnić jakim cudem płaczesz? - Powiedziała a jej zawsze rozbawiona buzia była teraz zmartwiona
- Ja nie płaczę. Nie umiem. Oczy mi się pocą - Wyszeptał patrząc się w białą pościel swojego łóżka na którym teraz siedziała z nim Demacianka.
- Dobrze czemu oczy ci się zmęczyły? - Na te słowa chłopak nieco się uśmiechnął. Nie wiedział czemu, ale czuł że może jej zaufać.
- Bo ja ją znam dłużej, to ja widziałem jak popełnia swoje pierwsze zabójstwo, to ze mną uczyła się braku emocji i sumienia, to mi zawsze się zwierzała, to ja ją kocham. A ona woli twojego brata - Teraz morze łez wylało się po jego policzkach. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić bo w końcu to nie jest normalny człowiek i dla niego pewnie coś mokrego na twarzy, co nie jest krwią też było dziwne, ale i tak zrobiła to co podpowiadała jej kobieca intuicja i przytuliła go mocno do siebie. Trwali tak chwilę do póki Talon nie przestał szlochać i nie cmoknął jej ust swoimi wargami
- Co ty wyprawiasz?! - Powiedziała z szokiem w oczach łapiąc się opuszkami palców za dolną wargę
- Proszę pozwól mi, daj mi o niej zapomnieć - Jego oczy były teraz tak smutne że kot ze Shreka mógł się schować. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić przecież biorąc pod uwagę że on nie płakał przez dobre kilkanaście lat będzie pewnie szlochał całą noc, a co za tym idzie ona nie zmruży oka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz