Po godzinnym spacerze i kilku przystankach na przekąski sprzedawane po drodze dotarli do bram państwa. Szlacheckie rodzeństwo przywitało się ze strażnikiem, który nie ukrywał zdziwienia na widok czerwonowłosej i wtargnęli na ulicę wybrukowaną kamieniami. Krwistowłosa zniknęła w tłumie i powędrowała na swoje własne ścieżki. Weszła na pierwszy lepszy budynek, i dachami poruszała się w kierunku rezydencji Crowngardów. Doskonale znała każdy zakątek wrogiej nacji i poruszała się zupełnie jak u siebie, a nawet lepiej. Jest najlepszym infiltratorem jakiego Noxianie mogli sobie wymarzyć. Po niecałych piętnastu minutach była już przed wejściem do domu szlacheckiej rodziny. Duży, kamienny budynek, z drewnianymi drzwiami i oknami w kolorze jasnego brązu. Siedziała na ostatnim z siedmiu schodów prowadzących do drzwi. Oparła łokcie o uda, a głowę o dłonie i ze znudzoną miną przyglądała się ogrodnikowi, który przycinał właśnie drzewa w napis ''Demacia''. Powoli leciały jej cenne minuty życia na czekaniu. Nie znosiła czekać, od małego bardzo szybko się nudziła i tak już jej zostało. Nie zdziwiła się że pracownik nawet nie ma odwagi spytać co ona właściwie tam robi. Każdy wiedział że nie należy zadawać jej zbędnych pytań, dla własnego bezpieczeństwa. Garen i jego siostra nawet nie zauważyli braku swojego gościa, szli dalej witając się grzecznie z każdym znajomym, a Lux jak zwykle zarażała ludzi dobrym humorem i optymizmem. Weszli na teren swojego domu, i pierwszym co rzuciło im się w oczy była Katarina.
- Gdzie wyście tak długo byli? Nudziłam się. Ten ogrodnik mógłby nie mieć tej koszulki, chociaż było by na co popatrzeć. - Powiedziała to na tyle głośno, że wysoki brunet spojrzał w ich kierunku i delikatnie się uśmiechnął.
- Też im to mówiłam, ale nikt mnie nigdy nie słucha~! - zachichotała blondynka. Co dziwne prawy kącik ust starszej córki Du Couteau lekko uniósł się do góry. Może jednak uda im się jakoś dogadać? Weszli do środka i Krwistowłosa od razu powędrowała do pokoju Potęgi Demacii. To jest na prawdę żałosne, ma pokój urządzony jak dziecko. Ściany pomalowane na granatowo. Tablica z taktykami i planami wojska koło okna, które wpuszczało to irytujące słońce. Stół z paczkami po przekąskach i jakimiś papierkami i jasna drewniana podłoga. Dziewczyna usiadła na łóżku patrząc na kremową, nie poprawioną od rana pościel. Nagle naszła ją ochota na zrobienie czegoś strasznie dziwnego.
-Nie, uspokój się, nie możesz. To jest chore. Nie wiadomo kiedy on przyjdzie i co on robi. Ale to jest takie kuszące... - myślała, aby po chwili zanurzyć twarz w poduszce Crowngarda i zaciągnąć się jego zapachem. Leżała tak przez około trzy sekundy inhalując się słodką wonią, gdy dotarło do niej co robi. Odskoczyła akurat w tym momencie w którym nastolatek wszedł do pomieszczenia.
- Możesz mi wytłumaczyć jakim cudem wiesz gdzie jest mój pokój? - Powiedział głosem pełnym podejrzliwości i zaintrygowania, ale jednocześnie był on taki miły dla ucha i ciepły....
- Jestem infiltratorem - Odpowiedziała jakby to była najoczywistrza rzecz na ziemi - Myślisz że jakim cudem dotarłam tu dwa razy szybciej niż wy? Znam wasz dom , dom rodziny królewskiej i plan miasta na pamięć. - Wzruszyła ramionami i dopiero teraz zobaczyła, że Garen ma na sobie tylko te ciasne rurki spod których wystają czarne bokserki. Na rękach miał tacę z miską jakichś orzechów i dwa kubki z parującą herbatą. Postawił je na stoliku stojącym na przeciwko łóżka, wcześniej odgarniając wszystkie leżące tam śmieci na bok. Zaczynało się ściemniać a pomarańczowe światło wypełniło całe pomieszczenie.
- To co robimy? - Powiedział kładąc się w poprzek łóżka obok zszokowanej Du Couteau.
- Mam świetny pomysł. Możesz się na przykład hmmm ubrać! -zapiszczała naśladując głos i sposób mówienia jego siostry. - Jak ona może tak mówić cały czas ja bym nie wytrzymała - Dopowiedziała już ciszej swoim tonem. Starając się nie patrzeć na te cholernie seksowne mięśnie
- Jestem ubrany - Powiedział z dziką satysfakcją patrząc na ten wzrok który mówił, że niewątpliwie dziewczyna czuje się zawstydzona.
- Od pasa w górę się ubierz - Cały czas udawała bezemocjonalnego potwora, ale było to coraz trudniejsze zważywszy na jej trzęsący się głos.
- Jestem u siebie, jak będę chciał to mogę nawet ... zdjąć te spodnie ... ale są zbyt ciasne chyba ktoś będzie mi musiał pomóc - Ten niski, pociągający, seksowny ton... i to seksowne spojrzenie... Odwróciła wzrok obserwując piękny zachód słońca idealnie widoczny z okna - Żartowałem - dopowiedział Garen przypominając że osoba która siedzi obok niego ma praktycznie wszędzie sztylety, i nie ma najmniejszego śladu sumienia. Podniósł się do pozycji siedzącej spoglądając w ten sam obraz co ona.
- Łooo. Jakie to jest piękne - Powiedziała tonem co najmniej zahipnotyzowanej.
- Co? Słońce? Normalne, codziennie takie jest - Potęga Demacii przyzwyczajony do tego typu widoków nie wiedział, o co jej chodzi
- Pierwszy raz widzę zachód słońca - Powiedziała cały czas patrząc się w jeden świecący punkt na horyzoncie
- Co!?
- No wiesz ja zazwyczaj w dzień śpię. Wieczorem wstaję idę na miasto, albo tutaj, do pracy. Nawet jak nie śpię w trakcie zachodu, to i tak nie mam czasu na nie patrzeć - Jej ton teraz przybrał całkiem wyraźną nutę irytacji. Siedzieli tak obok siebie do czasu aż cała gwiazda nie zniknęła za widnokręgiem.
- To co teraz robimy? - Spytała dość zmieszana tą sytuacją. W końcu Złowieszcze Ostrze i Potęga Demacii w jednym pomieszczeniu? Razem? Nie walczący? Oglądający sobie po prostu widoki z okna?
- Może wypadało by iść spać, w końcu jutro musimy być na tych śmiesznych zajęciach a ty i tak nie masz co robić bo na razie żadne działania wojenne, czy tam szpiegowskie, nie mogą być prowadzone między naszymi nacjami - Ten miły, ciepły, męski głos owiał jej uszy niczym melodia wygrywana przez Sonę codziennie na rynku kraju w którym się teraz znajdowała.
- Miałam zabić dzisiaj trzy osoby - Powiedziała tonem jakby mówiła "muszę nauczyć się na sprawdzian z matmy...ale mi się nie chcę ''
- Ile ci to może zająć? - Powiedział Garen widocznie zmartwiony tym , że obiekt jego westchnień mówi o morderstwie z taką lekkością. W sumie jemu też zdarzało się kogoś zabić ale to było zazwyczaj w trakcie bitwy i to była forma samoobrony, a ona? Ona nawet nigdy nie widziała tych ludzi, a może ich zabić tak po prostu bez mrugnięcia okiem? To jest niemoralne. Jeśli wszyscy w Noxus są tacy to na prawdę powinien się cieszyć że jest skąd jest.
- Biorąc pod uwagę odległość między ich mieszkaniami i to że mieszkają wszyscy na jednej ulicy. A ta ulica jest w Demacii to za pięć minut będę
- Czekaj! W Demacii? Ludzie w Demacii wynajmują zawodowych zabójców?! I to jeszcze trzy osoby tylko dzisiaj?! Czemu ja o tym nic nie wiem?!
- Bo jesteś tępy? - Powiedziała nie ukrywając swojego pożałowania do jego śladowej ilości rozumu. Nie mogła wręcz uwierzyć że to ten facet w wieku 12 lat został generałem i był w stanie rządzić armią. Chyba że od tego czasu w ogóle nie zmądrzał. W takim razie jak na 12 latka był inteligentny.
- Bardzo zabawne...to ja ci pokaże gdzie jest pokój gościnny ... - W środku jego wypowiedzi bezczelnie mu przerwała pewna urodziwa istotka o zbyt zielonych oczach.
- Będę za pięć minut, umyję się i grzecznie pójdę spać, spokojnie nie zabiję nikogo oprócz tych trzech osób. Wiem gdzie jest ten pokój, łazienkę też znajdę - Powiedziała wychodząc przez okno. Tak, o wiele bardziej wolała wychodzić przez okna aniżeli przez drzwi. A może to było tylko przyzwyczajenie?
~***~
Garen zrobił co miał zrobić umył się, zdjął spodnie i poszedł spać. Wiedział że zielonookiej nic się stać nie może. W pewnym momencie coś go wybudziło. Lekkie szturchanie w ramię. Otworzył jedno oko i zobaczył Katarinę. W luźnych materiałowych spodenkach do połowy uda i za długiej, męskiej koszulce, pewnie należącej do Talona.
- Co chcesz? - Powiedział pół śpiąc
- Ja..ja...- Nie mogła zebrać słów, to co miała zaraz powiedzieć było tak żenujące i wstydliwe. - Garen... mogę z tobą spać? Miałam zły sen... nie zasnę teraz sama - Wyszeptała patrząc na swoje stopy, klęcząc przy głowie Crownagarda, który nie wiedział co ma zrobić. Z jednej strony cieszył się, że ona przyszła i będzie mógł ją przytulić bez ryzyka rozcięcia tętnicy szyjnej, a z drugiej jednak strony, martwił się czemu Katarina, która nie ma, a przynajmniej nie okazuje uczuć i sumienia miewa koszmary. I co jej się takiego śniło że była aż tak zdesperowana aby spać z nim?
- Jasne, chodź - Powiedział przesuwając się bardziej pod ścianę, robiąc jej miejsce i odgarniając kołdrę aby mogła się tam wślizgnąć. Du Couteau zarumieniła się widząc że chłopak nie ma na sobie nic ... oprócz bokserek. Na szczęście w ciemności nie widać było koloru jej policzków, ale nie da rady teraz być sama w ciemnym pokoju, a te silne ramiona wydają się być takie bezpieczne...Położyła się obok niego i niemal od razu została przez powyższe kończyny objęta i przyciśnięta to tego pięknego ciała. Wąchanie jego szyi było o wiele lepsze od poduszki. I tu było tak cieplutko. - A teraz powiedz mi co jest w stanie wywołać u ciebie strach, bo jakoś Fiddle i Nocturne nie dali rady - Starał się ją jakoś uspokoić więc postawił na humor, słaby, ale jednak.
- Nic, taki tam zwykły koszmar z dzieciństwa - Szeptała tak cicho że sama ledwo słyszała. Ale gdy poczuła te delikatne dłonie. Jedna jeżdżąca po jej plecach, a druga uspokajająco głaskająca ją po głowie poczuła się tak miło i bezpiecznie że jej usta same zaczęły mówić. - Czy ja jestem według ciebie potworem? - To pytanie zbiło z tropu Garena ale dalej ją głaszcząc odpowiedział cicho do jej włosów
- Nie a czemu?
-B b bo śni mi się że wszyscy uważają mnie za potwora i bezduszną bestię.. -
W sumie mają rację - Pomyślał Garen, ale gdy poczuł na swojej skórze wilgoć zamarł. Czy to możliwe żeby ona? Nie to nie realne. Ale jednak to czuł. Katarina najzwyczajniej w świecie płakała i to jeszcze tuląc się do niego. Nie odzywali się do siebie, on tylko ją głaskał i czekał aż łkanie zmieni się w równomierny oddech. Gdy to nastąpiło wtulił ją w siebie bardziej i też zasnął. Oj jutro będzie bardzo ciekawym jutrem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz